Spokojnie! Mam to pod (wieczną) kontrolą

Sebastianie. Z góry przepraszam,
że na blogu zamieściłam nasze zdjęcia.
Nie miałam innych, które nadawałyby się
na okazję tego wpisu.

Bo tematem ma być „zabawa”.

Dziś, z kolegą z pracy zrobiliśmy
sobie kilka zdjęć przy okazji świątecznej
atmosfery jaka panowała w firmie.

Mikołaj, mnóstwo lampek choinkowych,
wesołe piosenki, pierniki, poczęstunek,
mnóstwo ludzi i mnóstwo śmiechu.

Gdy patrzę na te zdjęcia widzę Sebastiana –
z modelowym amerykańskim uśmiechem.
Wyluzowany jak zawsze.

I siebie – niepewną, spiętą, z podniesionymi
barkami. Czuję się nie na miejscu. Bo
przecież „dobra zabawa”, to nie moja działka.

Moim terytorium są reguły i schemat.
Kocham wszelkie jasne zasady.
Kocham kontrolę i porządek.

Czy mnie uszczęśliwiają? Niekoniecznie.
Raczej uspokajają rozbiegany
i wiecznie martwiący się umysł.

Kontrola i reguły zamykają drzwi
przed nieznanym. A to, co znane
jest zawsze bezpieczne.

Mała, słodka depresja, ale jednak własna.

Kiedyś terapeutka zapytała mnie
czy poszłam do kina na film,
o którym opowiadałam jej od trzech tygodni.

-Nie – odparłam.
-Dlaczego nie?
-To smutny film i podobno źle się kończy.
Po co to sobie robić?
-Boisz się życia…- skomentowała .
-Boisz się przeżywać emocje, a co za tym idzie
przeżywasz życie na pół gwizdka.

Wkurwiła mnie. Bo emocji to ja mam
pod dostatkiem. We wtorek depresja,
a w środę ekstaza. W sobotę melancholia
a w niedzielę gniew i rozbite talerze.

Mimo to, miała rację. Bałam się
przeżywać to kim jestem naprawdę. Nadal się boję.
Bo jestem wrażliwcem, który niejednokrotnie
musiał tłumaczyć się ludziom z własnych uczuć.

Partnerzy upatrywali w tym PSM.
Koleżanki szukały przyczyn w tarczycy.
Rodzice w ludziach, którzy mieli na mnie zły wpływ.

Ja sama tłumaczyłam to:
niewyspaniem,
złą dietą,
kiepską pogodą,
pełnią księżyca
księżycem w nowiu,
cudzym spojrzeniem,
samotnością
nadmiarem kontaktu z ludźmi,
brakiem kontroli wreszcie.

Cóż więc mogłam robić?

Bardziej podkręcałam kontrolę,
aby dopuszczać mniej światła do ziaren, które
w każdej chwili mogły zapuścić korzenie
i wybuchnąć gorzkim owocem

smutkiem
zazdrością
gniewem
poruszeniem
rozczarowaniem
melancholią
w końcu mieszanką ich wszystkich.

I tak właśnie stałam się starym człowiekiem.
70-latką zamkniętą w ciele 30-latki.

Po latach musiałam przyznać terapeutce rację.
Strach przed emocjami, to strach przed życiem.
To przede wszystkim strach przed sobą.

Kiedyś zapytałam ówczesnego chłopaka,
też wysoce wrażliwego:

– Czy to się kiedyś skończy?

Oby dwoje wiedzieliśmy, że ten dzień
nigdy nie nadejdzie.

Że jesteśmy tym, kim jesteśmy.
I że największa słabość ostatecznie
może stać się największą siłą, jeśli dobrze
nią pokierujemy.

Czyli puścimy kontrolę.

Pozwolimy sobie na bycie sobą.

Na płacz przy pięknej piosence.
Na głęboki smutek po dobrym filmie.
Na gniew pełen przekleństw i krzyku,
gdy ktoś nas zezłości.

Jeśli pozwolimy sobie na bycie dzieckiem
który z ciekawością przygląda się światu,
ludziom i wreszcie własnej wrażliwości, to
zaadaptujemy ją do lepszych celów,
zamiast tych, które niszczą i oddalają społecznie.

We wrażliwości mieszkają opowieści,
wielka empatia do drugiego człowieka,
i do wszystkiego co żyje.

Wrażliwość to posiadanie kanałów, o których inni
mogą pomarzyć,

Wrażliwość to głęboka duchowość i życie za dwóch.

To życie bardziej,
więcej,
mocniej.

Ale też wieczny lęk.

Przed nowym.
Przed głośnym i szybkim.
A nawet przed drugim człowiekiem.

Bo w przeciwieństwie
do dzisiejszego pokolenia milenialsów,
nie potrzebujemy zbyt wielu bodźców.
Dla nas bodźcem może być wszystko.

I jak niczego na świecie boimy się relacji –
-to tam mieszkają Dzikie Stwory.

Otwieramy na oścież serce, a otwartość zawsze
zwiększa ryzyko zranienia. To
w relacjach bywamy porzucani,
zdradzani, osądzani i wyśmiewani.

A potem, jakby tego było mało
sami jeszcze sobie dokładamy.
Gadamy w głowie, że nie jesteśmy warci
cudzej przyjaźni, że jesteśmy do niczego.

Nic dziwnego, że bywamy
często bardzo samotni.

Jednak, to co przeraża najbardziej
ma największą moc transformacji.

Dlatego potrzebujemy czasem puścić kontrolę
i otworzyć wrażliwemu dziecku
furtkę do wszystkich kolorów świata.

Do wszystkiego, co tak bardzo napawa nas strachem:

Do emocji.
I zranień.
I zabawy.
I relacji.
I do siebie w końcu.

Może na zdjęciach za rok nie będę już
tak spięta? A może będę tak samo.
Ale jednak za własnym przyzwoleniem
i całkowitą wyrozumiałością do wszystkich
wrażliwych tego świata… W tym siebie.

 

Reklamy

8 myśli w temacie “Spokojnie! Mam to pod (wieczną) kontrolą”

  1. Ten tekst mi przypomniał o czymś co zgubiłem dawno temu, nawet zapomniałem, że miało miejsce. Zastanawiam się teraz co się wydarzyło w moim życiu… Odpowiedzią jaką znajduje jest altruizm choć bardziej mam na myśli pewną krytyczną ilość dobrych wrażeń, głównie altruizm prowadzi do ich gromadzenia. Myślę, że są jak amol takie lekarstwo dobre na wszystko 😉 Po nich wszędzie czujesz się dobrze 😉 Uściski Kochana!

      1. Źle się wyraziłem z tym zgubieniem… Miałem na myśli taką sytuację jak wyzdrowienie zapominając o tym, że się było kiedyś chorym 🙂

  2. Ależ odnajduję się w tym tekście. I nie jesteś sama. Ja staję się coraz bardziej staruszka. Nie wiem czy to mi tak przeszkadza. Boję się zatracić w swojej wrażliwości i ją pokazać światu… I myślę, że jej nie wykorzystuje wystarczająco… i tyle różnych scenariuszy wymyslam, że daj spokój.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s