Wszystkie wpisy, których autorem jest Kamila Gulbicka

Emocjonalna istnieje od kwietnia 2014 roku i porusza tematykę samorealizacji oraz pracy z emocjami. Strona ma służyć dwóm celom: prezentowaniu metod prowadzących do ogólnie pojętego sukcesu życiowego oraz zapoznaniu czytelników z książkami, które pomagają zrozumieć siebie i świat. Nie zabraknie też odrobiny rozrywki i recenzji z miejsc i kulturalnych wydarzeń.

Jak być wydajnym człowiekiem?

Productivity Freeway Exit Sign

Świat wymaga od nas wysokiej wydajności. Mamy działać na pełnych obrotach w: pracy, domu, a nawet podczas rowerowej przejażdżki. Sami również tego od siebie wymagamy i nie jest to niczym złym. Niemal każdy z nas chce przeżyć życie intensywnie, wyciskając z niego co się da.


Pytanie tylko jak to zrobić i co się składa na wysoką wydajność? Otóż jest to sześć elementów, w czym dwie z nich to absolutna podstawa. Zadaj sobie kilka pytań i pracuj nad tymi sześcioma elementami a będziesz w stanie podnieść się z poziomu przeciętnej wydajności, na wysoki poziom efektywności.

1. Cel- czy jesteś świadomy do czego dążysz? To twoje marzenia, dążenia, twoje osobiste priorytety. To klarowna droga, którą idziesz. Świadomość drogi pozwala łatwiej znaleźć odpowiednie narzędzia do realizacji celów. Są to także pomniejsze cele, przy których można zapytać samego: jak mogę dobrze służyć? Jak mogę być dobrym pracownikiem/szefem? Jak mogę być dobrym partnerem/przyjacielem? W jaki sposób mogę być dla innych?

2. Obecność- to całkowite zaangażowanie w się w tu i teraz; bycie skoncentrowanym na zadaniu i drugim człowieku; to całkowita uważność i wysoka energia. Staraj się być zaangażowany w każdą relację i każdą sytuację, bądź zawsze w tu i teraz i zobacz co się wydarzy, zobacz jak bardzo inni otworzą się na ciebie i obdarzą cię głębokim zaufaniem.

Są to dwie podstawy wydajności. Dalszymi ważnymi elementami, nad którymi trzeba popracować, są:

3. Psychika– to cechy waszej osobowości, które wpływają na to, w jaki sposób dążycie do celu. Zadaj sobie dwa pytania- jakie trzy hasła najlepiej cię określają i jakie trzy hasła najlepiej określają twoje relacje z otoczeniem? Mogą to być również hasła, które chcecie by was określały, a więc coś do czego dążycie. Możecie je sobie zapisać na kartce i mieć zawsze w pobliżu, aby porównywać- czy to co robicie, to w jaki sposób żyjecie jest bliskie temu co napisaliście na kartce. Jeżeli nie, zastanówcie się, co zrobić, by podnieść się na ten poziom. Te sześc haseł, to wasz wysoki poziom do którego dążycie. Ja mam zapisane: determinacja, fascynacja, obecność. Myślę, że determinacja określa mnie jako człowieka teraz a fascynacja i obecność, to coś do czego dążę. Chcę nieustannie ekscytować się życiem, światem i ludźmi. I chcę przy tym zawsze być w tu i teraz, w pełni zaangażowana w sytuacje.

4. Fizjologia- często pomijana a jakże ważna. To wasz poziom energetyczny, samopoczucie waszego organizmu. Nikt z nas nie jest w stanie być wydajnym, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa. Więc dążąc do wysokiej wydajności trzeba pamiętać o tym aspekcie jakim jest zdrowie fizyczne, na które składają się: wypoczynek, czyli odpowiednia ilość snu (7-8 godzin) oraz optymalne nawodnienie organizmu.

5. Produktywność- skupcie się na rzeczach istotnych; podążajcie za priorytetami; wydatkujcie energię na rzeczy, które  ostatecznie przyniosą wam oczekiwany rezultat. Zadaj sobie jedno ważne pytanie: co jest twoją życiową misją? Do czego dążysz? Znajdź odpowiedź i codziennie pełen inspiracji i optymizmu wykonuj zadania, które ostatecznie przybliżą cię do tego celu.

6. Perswazja (wpływ na innych)- bycie wydajnym to również bycie wpływowym człowiekiem, a więc takim, który przekonuje do siebie innych. Sekretem ludzi wpływowych to entuzjazm. To bycie charyzmatycznym i przekonującym; to spójność w słowach i działaniach. Więc bądź optymistą! Wyzwól w sobie entuzjazm!
Zajmuję się sprzedażą. Od mojego targetu zależy moja wypłata. Potrafię sprzedać produkt lub usługę, kiedy jestem całkowicie zaangażowana i podchodzę do klientów z entuzjazmem, bo nic tak nie przekonuje innych jak: energia, radość i zaangażowanie.

Aby przybliżyć wam o czym piszę, załączam inspirujący wykład z którego wiedzę zaczerpnęłam.  „6 questions for High-Performance from Brendon Burchard”.

W krainie chichów

małpa

Podpisując umowę z międzynarodową firmą powinniście mieć świadomość, że zgadzacie na dress code- nie tylko formalny dotyczący stroju lecz również dress code własnej twarzy.


Czasem mam wrażenie, że praca w korpo przypomina życie według kodeksu rodem z Alicji w Krainie Czarów. Pracownicy zobowiązują się nosić słodkie różowe sukienki, przewiązywać blond czuprynę jedwabną kokardką, a uśmiech mieć przytwierdzony w nieruchomej pozie grymasu. Zgadzamy się na wieczny wymóg uśmiechu, nawet kosztem własnego zdrowia psychicznego. 

A psychologowie niedawno odkryli, że nieustanne przymuszanie się do uczuć, których w sobie nie mamy, powoli wyniszcza i wyczerpuje psychicznie.  W dzisiejszym plastikowym świecie, karierę robią „śmieszki”, a pracodawcy wychodzą z założenia, że im częściej się uśmiechasz tym bardziej manipulujesz częścią mózgu odpowiadającą za dobre samopoczucie, w efekcie czego… ostatecznie musisz poczuć się dobrze. Błąd!

Tak samo jest z podziałem na ekstrawertyków i introwertyków. Ci pierwsi szybko pną się po szczeblach kariery, umiejętnie poruszając się w pajęczynie kontaktów międzyludzkich. Introwertycy często całe życie pozostają pracownikami szeregowymi. Nie ukrywam, że zawsze przegrywałam wszelkie starcia grupowe, i jak mam do zrealizowania jakąś pracę w grupie, pierwsze co robię, to ziewam i wyciągam przed siebie nogi, czekając aż ludzie coś za mnie zrobią. Po prostu praca w grupie dla introwertyków jest nudna i mało motywująca. Dajcie mi tysiąc trudnych zadań, zamknijcie mnie w cichym pokoju z oknem, i pozwólcie mi samodzielnie wybrać dwie niezależnie myślące osoby do pomocy, a będziecie zadowoleni.

Ale skoro nie ma możliwości zmiany pracy, jedyne co pozostaje,  to zacząć traktować korporacyjną pracę w sposób zadaniowy. Czyli potraktować etat jak tor przeszkód. Im dalej i szybciej przez niego przejdziesz, tym mocniejszą będziesz miał muskulaturę i umiejętności mogące pomóc w życiu. Pamiętacie mój artykuł „jak ugryźć korpo?” (https://eemocjonalnaa.wordpress.com/2014/05/05/jak-ugryzc-korpo)Na chwilę obecną znalazłam taką odpowiedź:

1. Stwórz sobie zadania do wykonania
2.Skup się na rozwiązaniach
3. Określ cele (zobacz jakie korzyści może dać ci praca- rozwinięcie pewnych właściwości?; pieniądze?; poszerzenie kontaktów społecznych?)
4. Zobacz w tym środek do uzyskania pieniędzy (jeżeli macie do zrealizowania target, im więcej wysiłku włożycie tym więcej wyciągniecie)
5. Spróbuj być obecny i skoncentrowany (ćwicz uważność i podzielność uwagi)
6. Jeżeli korpo wiele od ciebie wymaga, ty wymagaj wiele od korpo. (Korzystaj ze wszystkiego co jest dostępne w firmie a co ci się należy- bezpłatne coachingi, karty benefit, obsługa i nauka nieobowiązkowych programów, bezpłatna nauka języków)

To tyle. Nie mam innego pomysłu jak ugryźć korpo, czyli jak pracować w wielkiej firmie i nie zwariować. Może ktoś z was ma jeszcze kilka dodatkowych pomysłów i doświadczeń, które mogą uczynić pracę bardziej znośną?

 

Znajdź sobie mentora!

brendon-burchard-total-product-blueprint

Nie namawiam was do zapisania się do żadnej sekciarskiej grupy, ale szczerze zachęcam, by każdy z was znalazł sobie mentora. Kogoś za kogo radami podążycie do czasu aż staniecie się samodzielni, niezależni i rozwiniecie w 100% własny potencjał.


Po co nam „guru”? Po to by móc się na kimś wzorować. Nic tak nie podnosi naszej motywacji i produktywności jak podążanie za dobrym autorytetem. Wzorowanie się na drugim człowieku, który osiągnął to, do czego sami dążymy, pozwala nam uniknąć wielu błędów na ścieżce do celu. I co najważniejsze- skraca drogę. Dobry mentor potrafi wzbudzić entuzjazm do pracy, motywuje do wysiłku i jest najlepszym przykładem, że stosując polecane przez niego metody, osiągniemy sukces. 

Możecie mieć jednego mentora, ogólnożyciowego. Możecie też mieć kilku, w zależności od potrzeb. Wszystko co doprowadzi was do celu i będzie jednocześnie przynosić wam radość, będzie dobre. Jak poznać dobrego „guru” i kto to właściwie mógłby być?  Dobry „guru”, to taki, który współgra z waszymi właściwościami. To ten, z którym łatwo wam jest się utożsamić. To ten, z którym jest „chemia”. Jeżeli czujesz radość i entuzjazm w jego obecności, czytając jego książki, czy słuchając jego rad, a jednocześnie masz pewność, ze człowiek ten zrealizował to o czym mówi, to wiedz, że to właściwa osoba za którą możesz pójść.

Nie każdy potrzebuje mentora. Niektórzy z was są już zapewne tak bardzo rozwinięci, że nie potrzeba wam nikogo, za kim mielibyście podążać. Mentor, to dobre rozwiązanie do czasu aż zrealizujemy siebie, aż staniemy się szczęśliwi i będziemy w stanie samodzielnie wykorzystywać własny potencjał. Nie potrzebujemy nikogo poza sobą by być szczęśliwymi ludźmi. Ale by być szczęśliwymi, musimy mieć zaufanie do własnego umysłu- do naszego potencjału, zdolności i kompetencji i co chyba ważniejsze- musimy wiedzieć jak te kompetencje wykorzystać aby przyniosły oczekiwane rezultaty.
Nie każdy jest jednak takim szczęściarzem, który wie jak z punktu A dojść do odległego punktu B. Ale dobrą wiadomością jest to, że dzisiejszy rynek psychoterapii i coachingu oferuje całą paletę możliwości osobistego rozwoju. Gorąco zachęcam was, do coachingu. Znajdźcie sobie dobrego coacha, odpowiedzcie sobie na najważniejsze pytania i przy pomocy mądrych i doświadczonych ludzi idźcie prostą drogą do celu.

Na filmie widzicie Brendona Burcharda. Człowieka, który mnie fascynuje, całkowicie przekonuje i popycha do efektywnego działania. 

Trudno jest być kobietą

kobieta

Ludzie dzielą się na tych, co uważają się za fizyczny element świata- postrzegają samych siebie jako ciało, zbiór atomów i materialną część przestrzeni- jest to charakterystyczne dla mężczyzn; oraz za sumę własnych uczuć. To kobiety zwykle uważają się za osoby czujące, wrażliwe i niestabilne emocjonalnie. Nie bez powodu tytuł bloga ma taką, a nie inną nazwę.


Emocje są naszymi uczuciami, które określają kim jesteśmy i jak przeżywamy świat. To również nasze ulotne  myśli, które zamieniają się w słowa a potem w mniej lub bardziej impulsywne działania.  W zależności od indywidualnych właściwości mamy ich mniej lub więcej. Ich dynamika zmienia się wraz z naszym rozwojem psychicznym, sytuacją życiową i relacją społeczną.

Nic jednak tak bardzo nie wyciąga naszych emocji na powierzchnię jak związek partnerski. Nie bez powodu mówi się, że bycie w związku to wchodzenie do laboratorium uczuć. W bliskiej relacji z drugim człowiekiem jesteśmy w stanie doświadczyć absolutnie każdego uczucia, w sposób tak intensywny jak po zażyciu środków stymulujących mózg. Płynnie przechodzimy od ekscytacji, podniecenia, miłości po stany gniewne, zazdrość i ostatecznie nienawiść.  Kiedy dochodzi do tego hormonalna burza, tornado w sercu kobiety niszczy samo siebie i wszystko co spotka na swej drodze.

Ciężko jest być kobietą.
Nie kokietuję. Naprawdę jest sztuką być kobietą zawsze szczęśliwą i spójną wewnętrznie. Rozmawiamy o problemach, dramatyzujemy, płaczemy nie dlatego że lubimy ale dlatego, że to dla nas najlepsze ujście dla uczuć. Ból psychiczny przeżywamy mocniej i głębiej, łatwiej nas zranić. Jak kochamy to całym sercem, jak się oddajemy to w całości- razem z każdą właściwością, możliwościami i wszystkim co dostaliśmy w spadku od Matki Natury.

Czytałam kiedyś powieść Paula Coelho o czarownicach, „Brida”. Opisał on wszystkie najpiękniejsze i najbardziej mroczne właściwości kobiet, z którymi się rodzimy ale o których zapominamy w cywilizacyjnej gonitwie. O sile uczuć, o umiejętności doświadczania przyrody w każdym, najmniejszym jej przejawie. Myślę, że wielu z was znana jest również książka Clarissy Pinkola Estes, „Biegnąca z wilkami”. Opisuje ona kobietę jako jednostkę kreatywną, pełną życia, energii i naturalnych instynktów, które dziś nierzadko ugaszamy za cichym przyzwoleniem kultury w jakiej się wychowujemy.

Znam jedną czarownicę. Dobrą, mądrą i bogatą w umiejętności, które spotkałam wcześniej jedynie w książkach. Kiedy opowiadałam jej, jak trudno radzę sobie z własną wrażliwością i że marzę by być silną emocjonalnie, odparła: „Wrażliwość nie jest słabością. Wrażliwość i uczuciowość to twoja naturalna siła. Wzrośniesz kiedy pozwolisz jej swobodnie przez ciebie przepływać i będziesz ją w sobie naturalnie utrzymywać”.

Myślę, że to dobra rada dla wielu z was, moje kochane Kobiety. A wy- Mężczyźni, proszę bądźcie dla nas dobrzy, wyrozumiali i szanujcie nas.

 

Zatańcz w deszczu!

dance

Ile razy nie zrobiłeś czegoś w obawie przed konsekwencjami?  Ile razy wcisnąłeś pedał hamulca w strachu przed oceną ze strony świata?  To nie świat cię hamuje, robisz to ty sam.


Znasz zapewne to uczucie, że bardzo czegoś pragniesz, ale powstrzymujesz się przed działaniem, z powodu paraliżującego lęku związującego dłonie niczym mocny sznur sztywnych koncepcji i nieprzyjemnych opinii?
Boimy się ludzi, ich wolności wypowiedzi, szorstkich słów i krzywdzących opinii. Nie tańczymy w deszczu, bo nie chcemy być postrzegani jak wariaci czy ludzie z marginesu.  A margines to gruba kreska oddzielająca zdrowe społeczeństwo od nieakceptowanych wyrzutków.

Zastanów się jednak-kto wyznacza granice? Kto narysował margines? Czyż to nie ty sam siebie oceniasz?  Moje osobiste doświadczenie podpowiada mi, że nikt tak bardzo nas nie ocenia jak my sami siebie. Jesteśmy największym prokuratorem i jednocześnie robimy z siebie najgorszą ofiarę. Zakazujemy sobie marzeń i działań. Nie tańczymy gdy inni patrzą, prostujemy się w restauracji przy obiedzie, przestajemy śpiewać, gdy ktoś pojawia się w pokoju.

Mam dobrą wiadomość dla ciebie ale kiepską dla świata jako społeczeństwa- ludzie widzą zawsze czubek własnego nosa. Nie mają czasu ani cię oceniać, ani o tobie myśleć, bo wolą myśleć, co zjedzą na kolację lub gdzie mogą zarobić duże pieniądze.  Nie jesteś centrum wszechświata! Nikt nie żyje twoim życiem i nikomu nie zaprzątasz głowy.

Wniosek jest następujący- sami i z własnej nieprzymuszonej woli zakładamy gorset ocen i osądów, projektując to jednocześnie na wszystkich, których spotykamy na drodze życia. Oceniasz innych? To znaczy, że oceniasz sam siebie. Myślisz, że ludzie o tobie mówią? Nie, to ty tworzysz fantazyjne iluzje. Ludzie są gniewni? A co ty innego możesz mieć w umyśle jak nie tę właśnie emocję? Zastanów się- kiedy mówisz ludziom, że ich kochasz? Tylko w momencie kiedy kochasz samego siebie i dobrze się ze sobą czujesz. Wszystko zawsze sprowadza się do umysłu a ludzie są naszym najwierniejszym odbiciem. Widzimy w nich to, co mamy w głowie i na odwrót. Jeżeli ktoś nas ocenia, lub mówi o nas w negatywach, oznacza to, że ocenia sam siebie i kiepsko się dziś czuje we własnej skórze. Cóż więc innego pozostaje ci zrobić, jak zapomnieć, porzucić tę myśl, przestać karmić ją własną uwagą?

Puść więc grube sznury, rozwiąż gorset kiepskich pomysłów na swój temat, weź głęboki oddech i zatańcz jak wariat. W deszczu, na stole czy przed lustrem. Zatańcz siebie bez koncepcji. Jedyne co może nadejść, to pełnia radości i dzikość która tętni w żyłach od czasu twych narodzin.

 

Skazani na sukces

Marilyn-Monroe Czy myślałeś kiedyś o sobie w kontekście charyzmy? Czy skupiasz wokół siebie innych? Czy może raczej jak w tłumie owieczek podążasz za jakimś intrygującym liderem?


W jednym z moich poprzednich artykułów „Jak ugryźć korpo?” (https://eemocjonalnaa.wordpress.com/2014/05/05/jak-ugryzc-korpo/) poruszyłam temat dwóch typów ludzi, którzy zamieszkują korporacje- 1)dominatorów-liderów oraz 2)elastycznych oportunistów. I choć nie przepadam za szufladkowaniem, nie mam najmniejszego kłopotu by zakwalifikować siebie samą pod numerem drugim. Zastanawia mnie natomiast typ ludzi, którzy ledwie przekraczając próg nowej firmy, bardzo prędko pną się po szczeblach kariery na sam szczyt. Myślicie, że to zasługa ciężkiej pracy? Nie. To zasługa charyzmy. Tego czegoś, co sprawia, że zawsze ich widać i zawsze ich słychać. Mają mnóstwo pomysłów i śmiało wypowiadają je na forum. Potrafią sprzedać siebie w najbardziej korzystny sposób, jednocześnie kiedy sytuacja jest dla nich niewygodna, mówią stanowcze „nie”. W mojej poprzedniej pracy była młoda dziewczyna, która miała zdolności przyciągania innych i wywierania na nich głębokiego wpływu. Była charyzmatyczna w specyficzny sposób- pyskowała przełożonym, bywała opryskliwa i wulgarna, jednocześnie miała w sobie ten ciekawy rodzaj energii, że nie sposób było przejść obok niej obojętnie. Dziewczyna bardzo szybko stała się liderką z własną grupą sprzedawców. Jakiś czas temu spotkałam ją w innej pracy na podobnym stanowisku. Od naszego ostatniego spotkania nic się nie zmieniło- nadal przyciągała do siebie tłumy i choć bliskie relacje z nią wydawały się być toksyczne, zawsze skupiała wokół siebie buntowników, którzy gotowi byli wywołać rewoltę w firmie w imię choćby małych podwyżek. I tu zadaję sobie pytanie. Czy charyzma to zespół cech wrodzonych czy może właściwości nabyte? Jeżeli bliższa prawdy jest wersja pierwsza, okazałoby się, że na świecie są ludzie skazani na sukces a po drugiej stronie, ci skazani na porażkę. Brzmi to jak idea przeznaczenia. Jako osoba myśląca logicznie oraz wyznająca zasadę przyczyny i skutku, wierzę, że charyzmę można w sobie odnaleźć lub pobudzić do życia. Wystarczy, że znajdziemy w sobie coś unikatowego, co poddane szlifowi pracy urośnie i nabierze określonej mocy. Charyzma nie musi być synonimem ekstrawertyzmu i dominacji. W historii świata było kilku sławnych ludzi, którzy na swój własny sposób skupili na sobie uwagę innych. Czyż Jobs nie był ekscentrycznym dziwakiem? Podobnie jak Einstein, Hemingway, czy Norma Mortenson znana dziś bliżej jako Marilyn Monroe? Charyzma to energia. Posiada ją niemal każdy. Ty również. Pomyśl więc, co takiego masz w sobie, co czyni Cię wyjątkowym i indywidualnym. Ważne jest, co z tym zrobisz, gdzie skierujesz energię i ile nadasz temu własnej, indywidualnej ekspresji. 

Jak nie rezygnować z celów?

Surfing-W-2

Jak nie rezygnować z celów, marzeń czy planów- z tych małych i z tych wielkich, które obieramy sobie za priorytet życia? Przede wszystkim działać! Robić! A jak trzeba to i niekiedy się przymuszać. 


Oczywiście, że czasami są chwile że jesteśmy zrezygnowani i najchętniej porzucilibyśmy marzenia w kąt oddając się słodkiemu lenistwu. Tymczasem kiedy beztrosko oczekujemy na wenę, budujemy w sobie nawyk porzucania i poddawania się, który zakorzeniony w umyśle, będzie zniechęcał nas coraz częściej do jakiejkolwiek aktywności.

Aby dojść do celu czasem nie ma innego wyjścia jak po prostu przymusić się. Spełnianie marzeń nie zawsze bywa słodkie jak posypka z lukru. Ciężka praca przybliża nas do planowanych punktów a lenistwo powoduje że cofamy się wstecz i zamykamy sobie ukryte możliwości.

Bywają również chwile zwątpienia czy to, co robimy ma aby na pewno sens. Niekiedy wydaje się, że niczym Syzyf toczymy ciężki głaz pod stromą górę a wymiernych efektów wciąż brak. Często doświadczam tego uczucia. Na szczęście, mimo zniechęcenia nie porzucam planu działania bo mam na nie określony czas, i jeżeli borykasz się z podobnymi trudnościami radzę ci zrobić tak samo. Daj sobie czas. Określ jak długo będziesz się starał, ile dajesz sobie czasu na efekty własnej aktywności. Jeżeli po określonym czasie ich nie będzie, obierzesz inny tor działania, lub rozejrzysz się za innym celem.  Ja dałam sobie rok na prowadzenie bloga eemocjonalnaa, a po roku zdecyduję co dalej. Może kupię domenę z hostingiem a może porzucę blogosferę zupełnie. Zastosowałam się do kominkowej rady- „daj sobie rok i zobacz co się wydarzy”. Więc ok. Zobaczymy co wyrośnie na bazie eksperymentu. Kto jak kto, ale Kominek zna się na marketingu i social mediach więc można mu zaufać.

Starym ale skutecznym sposobem na nieporzucanie marzeń czy planów jest także wizualizacja. Pomaga ona zmaterializować to o czym często myślimy. Otocz się tym, co przypomina ci o celach; niech to cię nieustannie inspiruje i przypomina co jest ważne. Zmień tło pulpitu na laptopie, zmień tapetę na telefonie, czy sygnał przychodzącej wiadomości. Czytaj książki o tym co cię interesuje i czytaj o ludziach którym się udało. Dziecinne? No jasne! Ale dzieci z łatwością potrafią spełniać swoje małe marzenia nie tracąc przy tym radości działania. A przecież o to chodzi- by iść do celu z radosnym wysiłkiem.