Hipokryzja umysłu

heajocker

Stare hiszpańskie przysłowie brzmi: „Bierz co chcesz i płać za to”. To krótkie zdanie doskonale oddaje ideę prawości – czyli uczciwości wobec samego siebie.


Prawość jest ostatnim filarem poczucia własnej wartości, lecz nie najmniej istotnym. Rzadko używam słowa „prawość”, bo dla mnie jest to określenie które ma zbyt religijne powiązanie. Wolę określenie „uczciwość” lub „szczerość”.

Kiedy pierwszy raz w ręku trzymałam  „6 filarów poczucia własnej wartości” Brandena, miałam wrażenie, że rozdział o „prawości” będzie najnudniejszym- zwłaszcza dla człowieka, który ma sporo hedonistycznych skłonności. Nic z tych rzeczy. Dopiero po głębokim przestudiowaniu rozdziału zdałam sobie sprawę jak istotny jest to punkt w budowaniu wysokiej samooceny.  Uczciwość wobec samego siebie to życie według własnego systemu wartości, który jest zgodny z naszymi doświadczeniami i właściwościami. 

Zdrada własnego systemu wartości objawia się  poczuciem wstydu i głębokiej winy. Nikt nas tak bardzo nie osądza jak my siebie samych. Nasze kłamstwa, nieuczciwość czy hipokryzja działań mogą zostać nieodkryte przez bliskich i znajomych, ale nasz umysł będzie znał całą prawdę zawsze i wszędzie. Siłą rzeczy, rozliczymy siebie z tego czy mówimy jedno a robimy drugie; czy wywiązujemy się z obietnic; czy mówimy prawdę; czy żyjemy według wartości które cenimy. Jeżeli nie, samoocena ulegnie destrukcji. Skoro nie możemy sobie ufać, bo zdradzamy system własnych przekonań, jak możemy mieć szacunek do samego siebie? Jak możemy uważać się za wartościowych ludzi? Czy cenimy ludzi, którym nie ufamy? Więc jak możemy cenić siebie, gdy zdradzamy własną moralność?

Jestem daleka od przybierania zbyt poważnego tonu i wygłaszania wykładów o moralności. Chcę tylko pokazać wam to, co dla mnie było absolutnie odkrywcze i oczyszczające- że poczucie winy bierze się ze zdrady samego siebie. Że pozbycie się poczucia winy może się udać dopiero w momencie kiedy przyznamy się sami przed sobą, że popełniliśmy świadomie błąd a teraz płacimy uczuciem nieufności do własnego umysłu. Kolejnym krokiem jest naprawa błędu lub jeżeli nie jest to możliwe- wysyłanie jak najlepszych życzeń w umyśle do osób, które zraniliśmy i determinacja, że od tej chwili będziemy podejmować tylko działania, które są zgodne z tym co mamy w sercu.

A teraz zostaw za sobą ten ciężki balast krzywdy i idź naprzód! Samo przyznanie się, że zrobiliśmy coś nie tak, ma właściwość wyzwalającą. Uczciwość wobec siebie zaczyna się od przejęcia odpowiedzialności za wybory. Zapłać więc rachunek i wejdź na drogę budowania dobrej i szczerej relacji ze swoim najlepszym przyjacielem. Ze sobą.

 

 

Życie celowe

celowe

„Cele nieujmowane w żaden plan działania nie są realizowane. Istnieją tylko jako frustrujące pragnienia. Oddawanie się marzeniom nie pozwala doświadczyć swojej skuteczności.”


Życie celowe jest piątym i przedostatnim filarem poczucia własnej wartości.  Jest czynnikiem popychającym naprzód, jest jednocześnie umiejętnością kreowania własnego życia w sposób uważny i racjonalny.

Świadomie zamieściłam taki a nie inny cytat w lidzie, bo uważam że tłumaczy, dlaczego niektórzy z nas nie osiągają sukcesów w życiu- nie przekładamy celów na konkretne działania, nie podejmujemy kroków, nie realizujemy określonych planów. Aby dojść do mety trzeba wiedzieć czym jest meta i jak do niej dotrzeć. Same marzenia nas do niej nie doprowadzą.

Sukcesy nie świadczą o wysokiej samoocenie, są jedynie jej przejawem, produktami ubocznymi.  Cała sztuka tkwi w logice „jak z punktu A dojść do punktu B”.  Ważne jest by, prócz ustalenia priorytetów, znaleźć odpowiednie środki, umieć je zastosować i regularnie potwierdzać własną skuteczność i drogę do celu. Jak powiedział przemysłowiec A. Carnegie: „Możecie zabrać nasze fabryki, kontakty handlowe, środki transportu i pieniądze- zabrać nam wszystko, zostawiając tylko organizację pracy- a za cztery lata odrodzimy się na nowo”. Chciał przez to powiedzieć, że cały potencjał tkwi w umyśle. Sukcesy są skutkiem podejmowania właściwych i świadomych decyzji przy jednoczesnej determinacji. Decyzje natomiast świadczą o naszej skuteczności. Napełniają uczuciem, że dorastamy do wymogów życia co bardzo buduje wysoką samoocenę. Ta natomiast kiedy wzrasta, aktywizuje nas do podejmowania nowych wyzwań- co jeszcze bardziej ją utwierdza. Życie celowe jest zatem zjawiskiem dwutorowym i działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Im więcej z siebie daję i im bardziej rezultaty są wymierne, tym bardziej ufam sobie i lubię jako człowieka.

Co jest twoim marzeniem? Uczyń z tego cel- a więc coś co chcesz osiągnąć. Dowiedz się co musisz zrobić, czego się nauczyć lub co powinieneś zdobyć by w przyszłości dojść do celu. Teraz zlikwiduj wszystkie „chyba”, „mam nadzieję” ,”wierzę” i po prostu to zrób- podejmij konstruktywne działanie. Pamiętaj by być cierpliwym. Do celu dochodzą osoby, które pracują regularnie, wyciągając wnioski z własnych błędów i mają nieustannie otwarty umysł na nowe możliwości, które  pomagają osiągnąć rezultat.

Zbudujmy sobie popularność

ttom

Najsławniejszy polski bloger- Tomek Tomczyk, bliżej znany w blogosferze jako Kominek, twierdzi że emocjonalność i bycie opiniotwórczym to podstawa dobrego bloga. Więc dziś będzie emocjonalnie. Biorę w rękę nóż, nacinam delikatnie żyły i przelewam własną krew na wirtualny papier.


Swoją drogą już mam dość tych wszystkich „kominkowych” rad. I rad wszystkich znających się na social mediach i marketingu, co robić by statystyki bloga szły w górę, co robić by zarabiać, jak przyciągnąć reklamodawców i jak zbudować sobie społeczność. Powstają nawet blogi o blogach! Na stronce Pawła Opydo (http://www.zombiesamurai.pl/) można nawet poddać bloga społecznej ocenie. Nie mówię, że to kiepski pomysł. Wręcz przeciwnie- feedback ze strony ludzi którzy znają się na rzeczy może wpłynąć na jakość wizualną i merytoryczną wielu nowo powstałych stron. Sama się zastanawiałam czy nie oddać mojej stronki pod nóż, ale za wczasu się opanowałam. Jest za słaba. I jednocześnie czuję bliżej nieokreśloną presję ze strony „Kominków” i tych wszystkich (sz)panów blogerów by coś zmienić. By być lepsza. By być kolora. Świecąca, migocąca, błyszcząca, wkurwiająca. Jak choinka.

I jak przypuszczam jest to nieuniknione. Postęp w takich dziedzinach życia jak technologie, elektronika, czy social media jest wskazany a wręcz nieunikniony. Najbardziej boli mnie jednak fakt, że tak zwany postęp, jest postępem powierzchownym, gdzie przerost formy nad treścią decyduje o być lub nie być blogerów. Fakty są  więc następujące- jak spłycę teksty, dodam tu i ówdzie parę przekleństw, ozdobię stronę banerami, zmienię kolorystykę i zacznę wrzucać foty zrobione lustrzanką droższą niż mieszkanie, to zbuduję sobie społeczność  a blog będzie poczytny. Bo żeby być top, trzeba mieć charyzmę. Cokolwiek to oznacza, bo już nie nadążam za zmieniającymi się definicjami tego hasła.

Mam wrażenie, że się nie nadaję do sprintu o statystyki. Media i blogosfera należą głównie do kameleonów potrafiących dostosować się do dynamicznych zmian dyktowanych przez pędzący nie wiadomo ku czemu tłum. Jestem ambitna więc pewnie wkrótce kupię domenę i poświęcę kolejne kilkadziesiąt godzin na zbudowanie kolorowej strony by zadowalała odbiorców. A potem za pół roku znów coś zmienię, znów ulepszę, by zachęcić cały ten pędzący świat by na mnie spojrzał. Grunt bym tylko nie zapomniała przy tym oddychać.

Na zdjęciu Kominek (http://kominek.es/).

 

Punkt zwrotny

wallpaperski
W życiu każdego z nas przychodzi czasem moment powiedzenia sobie „dość”. Nazywam go punktem krytycznym, bo jest bodźcem do zmiany własnego życia. Z frustrującego na takie, które przyniesie zadowolenie i szczęście. 


Miałam wiele momentów zwrotnych w swoim niemal trzydziestoletnim życiu. Niektóre motywowały mnie do podjęcia długofalowej zmiany, inne wybuchały jak wulkan, po których po prostu składałam wymówienie w pracy i czekałam na to, co przestrzeń zaproponuje. Nikogo nie zachęcam, do podjęcia drugiej decyzji, nieważne jak bardzo sfrustrowani byście nie byli. Przestrzeń nie zawsze ma do zaoferowania miłe niespodzianki niczym as wysuwający się dyskretnie zza mankietu. 

Postanowienie zmiany życia jest pierwszym krokiem, za którym muszą pójść kolejne, poparte działaniami. Kiedy czujesz frustrację, nieustanną melancholię czy smutek, warto zastanowić się- co jest nie tak? Zadać sobie pytanie- która sfera życia nie funkcjonuje poprawnie i dlaczego? Ja również postawiłam sobie to pytanie pół roku temu. Frustrował mnie nieustanny brak pieniędzy i praca, której nienawidziłam. Przy nadarzającej się okazji i sprzyjających warunkach wyruszałam więc na północ- tam gdzie pieniądze leżą na ziemi. Do Norwegii.

A tam druga Polska. Tyle, że droższa. Chleb za 30 koron i makaron za 24 (podziel na pół i wyjdą złotówki). Podstawowa znajomość norweskiego okazała się zbyt… podstawowa i po kilku miesiącach jeszcze bardziej zrezygnowana przyleciałam do kraju, wracając na identyczne stanowisko pracy jak przed wyjazdem. Cofnęłam się więc do punktu wyjścia, odrobinę bogatsza w doświadczenie i uboższa finansowo. 

Parę miesięcy później, nadszedł kolejny, mam nadzieję, konstruktywniejszy moment zwrotny. Zobaczyłam, że moim życiem rządzi schemat, w którego sidła wpadłam. Pracuję wciąż na podobnych stanowiskach pracy, bo przecież nie posiadam innych umiejętności i nic nie robię, by sobie je stworzyć. Postawiłam sobie nisko barierkę i kurczowo jej się trzymam w obawie przed niekontrolowanym poślizgiem. W uświadomieniu sobie takiego stanu rzeczy pomogły mi również dwie książki, o których pisałam we wcześniejszych artykułach: Szczęście to nie przypadek, której autorzy pokazują czytelnikom nieskończone możliwości zawodowe oraz 6 filarów poczucia własnej wartości, która rozbudza uważność i prowokuje do zadawania pytań, czy swoje życie i nawyki myślowe faktycznie można zmienić na produktywniejsze.

Punkt zwrotny to nie tylko moment krytyczny, kiedy zaczynasz dostrzegać co jest nie tak. To również moment skierowania kroków na inny tor. Zaczyna się od myślenia- co mogę dla siebie zrobić, by moje życie było lepsze? A gdy znajdujesz odpowiedzi lub przynajmniej intensywnie ich szukasz, przychodzi też praca, którą trzeba wykonać. Ja założyłam bloga i odświeżyłam sobie stare kontakty z dziennikarstwa, nawiązałam współpracę z telewizją internetową, biorę też udział w jednym projekcie coachingowym, który pomaga mi znaleźć ważne dla mnie odpowiedzi w obszarze samorealizacji. A ty? Co możesz dziś zrobić, aby mieć lepsze życie?

 

 

Powiedz głośno czego pragniesz

bmx

Powiedz ludziom, że pragniesz mieszkać na Hawajach, albo że chcesz wyruszyć w samotną podróż dookoła świata. Powiedz, że chcesz napisać książkę w drewnianej chacie pod lasem lub, że marzysz o znalezieniu lepszej pracy, by mieć więcej na koncie. Powiedz to wszystko odważnie i wiedz, że masz do tego prawo. Do ziemi na Hawajach, dużej pensji na rachunku i sukcesu jako powieściopisarz.


Masz prawo, by marzyć, zdobywać odpowiednie narzędzia i ostatecznie osiągać zamierzone cele. Masz prawo do bycia szczęśliwym i masz do tego warunki. Bo jesteś istotą rozumną a więc istotą, która jest w stanie zapewnić sobie wszystko by spełnić marzenia- zdobyć dyplom, zarobić więcej pieniędzy i kupić bilet na koniec świata. Jednocześnie też możesz i masz całkowite prawo, by odmawiać robienia czegoś, co jest przeciwne z twoim systemem wartości i zasadami, którymi kierujesz się w życiu. Nie bój się mówić „nie”. Powiedz „nie”, gdy się na coś nie zgadzasz. Lub gdy najprościej w świecie, nie masz na coś ochoty. To zdrowe i uczciwe , by komunikować światu otwarcie o własnych potrzebach, zamiarach czy przedstawiać określone poglądy. Ile razy godziłam się na coś, by tylko umilić czyjeś życie. Efekt zawsze był identyczny. Ja marudziłam, a odbiorca szlachetnej pomocy czuł dyskomfort. Typowa relacja lost-lost. Nikt nie wygrał. Były tylko ofiary i złe wrażenia.

Asertywność, bo o niej piszę- jest czwartym filarem poczucia własnej wartości. Jest szacunkiem do samego siebie i umiejętnością dokonywania wyborów adekwatnych do nas samych. Jest zaprzeczeniem nieśmiałości. Jest odwagą by powiedzieć „tak” dla swoich potrzeb i pragnień, jednocześnie jest stanowczością w działaniu i w odmowie.

Jak rozpoznać czy jesteśmy asertywni? Spójrz na swoje działania. Czy pokrywają się z tym o czym marzysz? Czy idziesz w kierunku samospełnienia? Co dziś zrobiłeś, by choć trochę przybliżyć się do urzeczywistnienia pragnień? Kiedy ostatnio wszedłeś z kimś w dyskusję? Konstruktywną rzecz jasna, bez walki na noże. Czy czujesz się spełniony? Czy nie boisz się mówić co czujesz i do czego dążysz? Czy walczysz o swoje? Często ludzie asertywni, mający wysoką samoocenę, niesłusznie są nazywamy egoistami, egocentrykami, bufonani, bo świat nie przywykł do indywidualności. Ludzie nie lubią osób, które robią to na co mają ochotę, bo sami żyją w schemacie, który przypomina kręcenie się za własnym ogonem. Nie musisz krzyczeć, nie musisz rzucać mołotowem w sklepowe witryny. Nie o to chodzi. Chodzi o śmiałość by wejść na szczyt i iść pod wiatr, gdy wszyscy zawracają.

Dlaczego warto pracować mniej?

???????????????????
Bo jesteś efektywniejszy. Bo jesteś lepiej zorganizowanym pracownikiem. Bo czujesz się szczęśliwszy i pełen energii. Bo możesz zainwestować czas w inne źródła rozwoju, które zaowocują nowymi umiejętnościami w twojej pracy. Bo w krótszym czasie możesz zarobić więcej.


Od przynajmniej sześciu lat jestem przeciwniczką pracy na pełen etat- czyli od momentu kiedy podjęłam pierwszą pracę. W zasadzie, jestem przeciwniczką pracy dla kogokolwiek innego niż dla samego siebie. Niestety przy obecnych warunkach, niektórzy z nas zmuszeni są poddać się schematowi, który powiela kilkanaście milionów Polaków, mimo iż wcale nie czują się do tego powołani. Schemat jest prosty-  podpisujemy umowę na 1.500-2.000 netto by żyć od pierwszego do trzydziestego, mając czas jedynie na pracę, sen i drobne sprawy organizacyjne.

W moim stażu pracy na ogół są umowy o dzieło i umowy zlecenie, popularnie nazywane dziś „śmieciówkami”. Przyznam szczerze- na ogół był to mój własny wybór. Wybierałam umowę zlecenie, która obligowała mnie do pracy 5 lub 6 godzin dziennie, zamiast etatu, którego wymogiem był pełny wymiar czasu pracy. Mówiąc o tym znajomym, zwykle słyszałam, że jestem leniwa i że nie mam pojęcia na czym polega życie. Racja. Nie mam pojęcia na czym polega życie- osób komentujących moje wybory. Wiem jednak na czym polega moje życie. Na życiu. Na tym, by być szczęśliwym. By spełniać marzenia i realizować się na wielu płaszczyznach, nie tylko zawodowej, choć wcale jej nie wykluczam. Wręcz przeciwnie. Uważam, że dobrze zorganizowane życie zawodowe może przyczynić się do poczucia ogólnej satysfakcji życiowej, pod warunkiem że nie przysłoni nam całego świata. Co innego jest poświęcać tyle czasu zarabianiu pieniędzy, ile nam będzie odpowiadać (przecież każdy ma inne zasoby energii), a co innego jest musieć pracować tyle ile zadeklarowaliśmy w pakcie podpisanym własną krwią.

Bez pracy, nie ma kołaczy. Oczywiście. Uważam, że spora inwestycja energii w pracę ma sens. Ale tylko w momencie gdy jest źródłem radości i kiedy widzimy cel. Tak jak programiści muszą poświęcić mnóstwo czasu w naukę języka html, a operatorzy kamery w naukę doskonałego montażu, tak każdy z nas ma prawo samemu zdecydować do czego dąży i sięgnąć po narzędzia umożliwiające dojście z punktu A do punktu B. Właśnie dlatego pracuję na niepełny etat. Bo potrzebuję czasu na samorealizację, którą odnajduję poza murami korporacji. Również dlatego, że szkoda mi życia. Czasem wydaje mi się, że ludzie mierzą swoją wartość osiągnięciami zawodowymi, nie myśląc przy tym czy faktycznie jest to dla nich źródłem szczęścia. Po prostu żyją w taki sposób, w jakich ich nauczono. Skończyć szkołę, dostać dobrze płatną pracę, założyć rodzinę, zapłacić podatki, umrzeć. Ot, wielki sens życia. To przykre, że wiele osób wciąż nie dostrzega tkwiącego potencjału w nich samych a także w pozornie prostych sytuacjach życiowych. Osoby szczęśliwe to osoby z elastycznym umysłem, które widzą możliwości tam, gdzie inni ich nie dostrzegają. To osoby, które żyją według priorytetów ustalonych przez siebie samych, a nie narzuconych przez system, państwo, rodzinę, społeczeństwo (sam wybierz).

A Ty? Jak żyjesz? Ile wart jest twój czas? Mój przynajmniej milion złotych. Jednocześnie jest też wartością niepodlegającą dyskusji. Nie zamierzam się targować.

Odpowiedzialność za siebie cz.2 (ćwiczenia)

pisanie

„Branie odpowiedzialności za własne szczęście ma wielką moc. Pozwala wziąć życie we własne ręce.”

Nathaniel Branden


Wiecie już czym jest odpowiedzialność za siebie i dlaczego warto być kowalem własnego losu (opisałam to w poprzednim artykule). Dziś natomiast chciałabym napisać wam, jak to zrobić. „6 filarów poczucia własnej wartości” Brandena zawiera w sobie nie tylko suche fakty, ale udostępnia również praktyczne narzędzia w formie ćwiczeń, które można wykonywać samemu.

Aby wykonać tą trudną pracę, jaką jest przejęcie odpowiedzialności za własne życie i dokonywane wybory, należy najpierw rozbudzić w sobie chęć i właściwą motywację. Do tego potrzebujemy rozbudzonej wyobraźni. Poniższe ćwiczenie aktywizuje umysł do tego, by poszukać odpowiedzi wewnątrz siebie dlaczego warto być odpowiedzialnym i dostrzec na zasadzie potencjalnej przyszłości, jakie korzyści może nam przynieść przejęcie odpowiedzialności.

Weź kartkę, długopis i dopisz przynajmniej po sześć zakończeń następujących członów zdań. W nawiasie są moje własne odpowiedzi, jakie wpisywałam podczas zadania. Robi się je intuicyjnie, nie myśląc nad logiką i sensem wypowiedzi. Im więcej napiszesz tym więcej możliwości ujrzysz.

  • Jeżeli wezmę pełną odpowiedzialność za swoje wybory i zachowania… (przestanę obwiniać innych za własne niepowodzenia; zacznę poświęcać więcej uwagi swoim priorytetom; przemyślę system mojej wartości; stworzę sobie warunki by być absolutnie niezależnym człowiekiem itp.)
  • Jeżeli wezmę odpowiedzialność za to, jak spędzam czas… (przestanę marnować go na czynności bezowocne; zainwestuję energię w budowanie dobrych relacji z ludźmi; zobaczę, czy w moim życiu jest zdrowa równowaga itp.)
  • Jeżeli wezmę pełną odpowiedzialność za własne szczęście… (zacznę działać w obszarach życia, które zawsze mnie interesowały; będę dążyć do pełnej niezależności finansowej; będę pracować nad własnymi emocjami; poszukam nowych możliwości rozwoju w teoretycznie prowizorycznych sytuacjach itp.)

Teraz przeczytaj kilka razy co napisałeś. Czy widzisz? Znalazłeś najlepsze (bo własne) odpowiedzi dlaczego warto być odpowiedzialnym za siebie człowiekiem. Znalazłeś motywację i odpowiedziałeś sobie jednocześnie na pytanie- co nie gra w twoim życiu. Które aspekty życia poruszyłeś w dopisywanych zdaniach kilkukrotnie? Finanse? Energia? Organizacja pracy? Powtarzane hasła, to obszary na które warto zwrócić szczególną uwagę, bo najwyraźniej zaniedbaliśmy je w którymś momencie życia. A gdy wiesz w jakie obszary zainwestować to już pół drogi do sukcesu, bo mamy wyrazisty drogowskaz przed nosem.

Dla tych, co chcą żyć wolniej