Archiwa kategorii: smak życia

Przypadki, które zmieniają życie

majchrzak

Czy usłyszałeś kiedyś coś, co całkowicie odmieniło twoje życie? Czy był taki moment, że odwróciłeś się i zacząłeś iść w zupełnie innym kierunku? Skąd się wziąłeś- tu, gdzie teraz jesteś?


Wiosna 2007 rok, zajęcia prasowe na dziennikarstwie. Na każde ćwiczenia, profesor Pawlak przynosił stertę gazet. Nie mam pojęcia skąd je brał. Może z domu, może zbierał po rodzinie, a może dostawał od studentów z prywatnych uczelni. Rzucał nam kolorową makulaturę na jedną z pustych ławek, mówiąc:
-Wybierzcie po jednej.
Naszym zadaniem było przeczytać gazetę w 15 minut, szybko ją opracować a następnie zrobić przed grupą krótkie, jednominutowe streszczenie z danej gazety. To miało nas przygotować do późniejszych „prasówek” czyli robienia błyskawicznego przeglądu prasy tygodniowej.

Siedziałam najbliżej  ławki z gazetami, więc miałam największą możliwość wyboru. Wzięłam do ręki „Wysokie Obcasy”. Nie z tego względu, że lubię, lecz z powodu okładki. Był na niej Krzysztof Majchrzak, polski aktor, którego od zawsze cenię za charyzmę, a „Pornografię” Kolskiego oglądałam trzy razy. Pominęłam pierwsze strony, by od razy przejść do wywiadu z aktorem. Rozmowa z nim odbyła się z okazji wejścia do polskich kin „Inland Empire”, filmu Davida Lyncha, w którym grały polskie gwiazdy. Dziennikarka „Wysokich Obcasów”, skupiała się w rozmowie na odczuciach aktora wobec filmu i reżysera a także pytała w jaki sposób Majchrzak przygotowywał się do roli postaci buddysty. Aktor odpowiedział:
-Najbardziej ubolewam nad faktem, ze miałem trzy dni na przygotowanie się do tej roli. I w trzy dni musiałem przeczytać większość tekstów buddyjskich, którymi się zachwycałem (…) Wg tej filozofii cierpienie nie jest niczym złym czy niewłaściwym. Dopiero się takim staje, gdy je odrzucamy, nie akceptujemy, udajemy, że go nie ma. A tymczasem, gdy przychodzi cierpienie, trzeba mu powiedzieć: chodź, wejdź do mego domu, nakarmię cię, przenocuję, okryję kocem, a potem gdy już się najesz, spierdalaj.
-Co pana najbardziej uderzyło w Mowach Dharmy, które Pan musiał przeczytać?- pytała dalej dziennikarka. I tu Majchrzak odpowiedział cytatem:
Aby studiować buddyzm, trzeba studiować siebie. Aby studiować siebie, trzeba zapomnieć o sobie. A zapomnieć o sobie- to być oświeconym przez wszystko i wszystkich.

Ten jeden cytat przeczytany w gazecie w 2007 roku sprawił, że jestem tu gdzie jestem i  żyję w taki a nie inny sposób. Jeden cytat zapadł tak głęboko w pamięć, że przez kolejne miesiące  szukałam źródeł tekstu w kilkudziesięciu różnych książkach z właściwym sobie finałem. Znalazłam źródło i uczyniłam z niego trzon własnego życia. I na chwilę obecną nie wyobrażam sobie być gdzieś indziej czy być kimś innym. Gdyby ktoś mnie dziś zapytał, jakie słowa zmieniły moje życie, odpowiedziałabym powyższym cytatem. Chciałabym kiedyś móc spotkać Majchrzaka, podejść do niego i powiedzieć „dziękuję”. Tak po prostu.

 

Reklamy

Wolniej, proszę

CAM00729[1]

Ciężko jest dziś się odprężyć. Wyłączyć telefon, komputer i zapomnieć o pracy. O każdym „trzeba” i każdym „muszę”. Pośpiech nie jest na zewnątrz. My jesteśmy nieustającym pośpiechem za czymś.


Próbuję już od dwóch dni. Nie robić niczego szczególnego. Po prostu cieszyć się życiem i patrzeć jak leniwie upływa sekunda za sekundą, minuta za minutą. Popijać beztrosko kawę na drewnianej ławce przed wiejskim domem i pedałować na rowerze tak by się nie męczyć. By widzieć a nie tylko patrzeć. By słyszeć a nie tylko słuchac. By nabrać powietrza głęboko w płuca a wypuścić z nim to, co wciąż zaprząta umysł, nieustannie zapracowany tworzeniem myśli. Inspirować się zapachem ziół na łące i czerpać przyjemność z ciepłej siersci klaczy pod szczupłą dłonią.

Nie zdawałam sobie sprawy, że żyję w takim pośpiechu. Nie zdawałam sobie sprawy, że pośpiech mam w głowie. Że gdy na codzień mieszkam w mieście, żyję miastem, jego tętnem, a serce zaczyna współgrać z jego brzmieniem nieustannego zgiełku. Miałam wczoraj nawet pomysł by zmienić bloga. By pisać bardziej na czasie, by zmienić grafikę, zdynamizować stronę, wrzucić trochę koloru, czegoś migającego, zapełnić tą pustą, mizerną biało-czarną przestrzeń i patrzeć wciąż w statystyki… Kto, jak często, na jak długo, ile.

Ale.
Jestem jaka jestem i strona też taka będzie. Prosta, łagodna, spokojna. Jak lubię. Puszczę mimo uszu rady – by nadawać tekstom kontrowersyjne tytuły, by robić zdjęcia drogą lustrzanką, by tworzyć imponującą grafikę czy pisać intrygujące lidy. Będę, gdy będę chciała. Narazie nie chcę. Narazie piję herbatę przy otwartym oknie i puszczam mimo uszu wszystkie dobre rady „jak żyć”.
Każdy żyje jak chce.

Jaką pozycję lubisz najbardziej?

… i bynajmniej nie chodzi o pozycję książkową.
Wczoraj stałam się ofiarą swoich własnych wpisów. A sytuacja wyglądała następująco.


W pracy mam kolegę P., który również jest zapalonym blogerem. Często wymieniamy się informacjami na temat wordpressa, blogosfery, statystyk etc.

Wczoraj, w trakcie pracy poszłam na krótkie szkolenie produktowe. Po godzinie, gdy wróciłam na miejsce, spojrzałam na sąsiada z biurka obok- blogera i zobaczyłam na jego twarzy demoniczny uśmiech. Odepchnął się krzesłem na kółkach w moją stronę, po czym patrząc mi zawadiacko w oczy zapytał:
-Jaką pozycję lubisz najbardziej?
-…Proszę…?
-Jaką pozycję w łóżku lubisz najbardziej?
-Serio mnie o to pytasz?
-Oczywiście. No więc jaką?
-Przecież ci nie powiem wariacie.
– Sama sobie zaprzeczasz.
-Jak to?
P. wziął ze swojego biurka telefon, wszedł w internet i pokazał mi mojego własnego bloga.
A mianowicie wpis odnośnie jednego z pięciu kroków proponowanych przez Levina i Krumboltza.
-Przed chwilą znalazłem coś interesującego. „Krok 3, punkt 4. -Zacznij zadawać ludziom niestandardowe, intrygujące pytania.”- odczytał P.- Właśnie ci je zadałem. Więc jaką pozycję lubisz najbardziej?- uśmiechnął się.
Poczułam że zalewa mnie fala gorąca na twarzy. Z zakłopotania. Jednocześnie, cała sytuacja nieźle mnie rozbawiła i zaskoczyła totalną bezpośredniością mojego młodszego kolegi, który właśnie triumfował widząc dwa wielkie wypieki na moich policzkach (nie jestem dobra w takich rozmowach).
-Ale nie zadałeś tego pytania liderom, prawda P.?
-Zadałem.
-O losie.

Mam pomysł. Następny wpis na blogu będzie o savoir vivre w miejscu pracy…
Ale i tak się cieszę, że ktoś korzysta z „5 kroków” w twórczy sposób.

Time to continue

Mój boże, ale to człowiek musi się napracować by sobie stworzyć bloga. Połowę dnia na tym straciłam. A może zyskałam? Okaże się w praniu.


Po krótce- o czym blog będzie traktował? O pisaniu. Aha i o życiu też trochę będzie. A może głównie. Może pisanie i życie to jedno? A może znów operuję jakimiś zasłyszanymi w brudnym pociągu szablonowymi dyrdymałami. Trochę o sobie zatem- kobieta, lat 29 lat, piszę od dziecka, choć z wieloletnimi przerwami, błędami stylistycznymi, powielanymi banałami.

Miałam momenty załamania a także twórczej pracy zwłaszcza po alkoholu i po kolejnym zakochaniu.
Bywało, że kochałam pisać, bywało też, że nienawidziłam i do dziś ciężko jest mi samej określić czy piszę dobrze czy źle i czy to, cokolwiek robię ma najmniejszy sens.  Może jestem najzwyklejszym średniakiem bez charyzmy i nikt nigdy niczego mojego nie wyda.  Nigdy od nikogo nie otrzymałam konkretnego feedbacku; dostałam co najwyżej rady bardziej lub mniej pożyteczne. Rób to, nie stosuj tamtego. No cóż. Przynajmniej nie powiem, że się nie starałam.

Dziś się staram.
Staram się z tym całym „social media” i próbuję ogarnąć wszystkie te paski narzędzi, poboczne, widgety, akismeta (co to właściwie jest?). By the way- jak się tworzy kategorie lub jakieś zakładki? Chciałabym w osobnej mieć dajmy na to opowiadania. I co? jak to zrobić? Jest tu jakiś samouczek? Cholera jasna mnie zaraz strzeli. Boże zaczynam żałować, że zmieniłam domenę. Tamta była kiepska graficznie ale za to prosta. A ja prosty człowiek jestem. Choć skomplikowany emocjonalnie.

Cała ta parszywa przygoda dzieje się z powodu ledwie kilku książek…
Przez Kapuścińskiego. Przez wielkiego pana blogera Tomczyka vel Kominek ( Kominka?), który obiecuje że będę bogata i przez terapeutę (czasem korzystam) Brandena, który przeprowadza mnie przez sześć filarów poczucia własnej wartości, gdzie to mam nauczyć się precyzować własne marzenia i potrzeby oraz wprowadzać je w czyn. Niech stanie się zatem.
Blog.
Amen.