
Świat zwariował na punkcie archetypu bohatera.
W kinie spotykamy Kapitana Amerykę,
który ratuje świat przed zagładą,
lub Doctora Strange’a który szuka sensu życia.
W telewizji to samo.
Serialowe triumfy zgarnia Bruce Wayne, nieśmiały,
przyszły Batman w miasteczku Gotham pełnym zła i nienawiści
lub osławiony Sherlock, który zawsze wie więcej i lepiej, co
stawia go na podium w detektywistycznym światku.
A tymczasem prawdziwy świat pełen jest szaraczków.
Takich jak Ty i ja, którzy codziennie wstają o 6.00,
wychodzą z psem na spacer, jedzą śniadanie, idą do nudnej pracy,
jedzą obiad, czytają, coś popiszą i idą spać.
I dlatego zakochałam się w najnowszym filmie Jarmusha.
Bo pokazał prawdziwego człowieka.
Jednego z wielu, jakich
spotykamy w potoku codzienności.
Tytułowy Paterson ma nudne życie.
Wstaje codziennie o tej samej godzinie,
pracuje jako kierowca autobusu a w domu wysłuchuje
kolejnych „genialnych” pomysłów swej partnerki.
Co wieczór odwiedza pobliski pub, by posiedzieć przy barze
i napić się piwa. Czasem z kimś pogada,
czasem z kimś pomilczy. Ot dzień jak co dzień,
nic nadzwyczajnego.
W tej jałowej (jak mogłoby się wydawać) egzystencji jest
jednak mała, błyszcząca perełka. A jest nią poezja.
Paterson między rozpoczęciem pracy a powrotem do domu
zapełnia swój sekretny notatnik wierszem. Opowiada krótkie
historie o miłości, opiewa genialny kształt zapałek i
zakłada szarej rzeczywistości skrzydła pełne poetyckich metafor.
Jestem Patersonem, och jak bardzo nim jestem.
Z resztą, któż z nas nim nie jest?
Moja rzeczywistość złożona jest z nudnych i powtarzalnych
rytuałów a odskocznią są książki i zeszyty pełne wierszy.
Myślę, że Jarmush kręcił film
właśnie z tą intencją.
Chciał pokazać, że otacza nas zwykłość
i że tkwi w niej mały cud.
Nie musimy zdobywać szczytów.
Ani robić zawrotnej kariery.
Każdy bowiem ma własną poezję
ukrytą w codziennym życiu.
Dla mnie jest nią pisanie.
Blog, wiersze zapisywane na marginesie pamiętnika.
Dla Ciebie może to będzie gra na gitarze,
rysowanie, lub umiejętność słuchania.
Gdyby o cenie życia świadczyła jego niezwykłość,
to świat zapełnialiby mentalni nędzarze.
Prawdziwą wartością życia jest zachwyt
i widzenie i znajdywanie w nim cudu.
Niech to będzie kojący śpiew ptaka,
lub filiżanka pachnącej kawy,
to nie ma większego znaczenia.
Paterson to oda do zachwytu
i poemat na rzecz tego, co najprostsze.
To my wybieramy prozę lub poezję.
To nastawienie umysłu umila lub
zasmuca nam życie.
Jak pisał pewien wielki poeta, Whitman:
Musimy zaryzykować zachwyt.
Musi nam starczyć uporu,
by akceptować swoje zadowolenie
w bezlitosnym piekle tego świata.