Brzydkie słowo na S

Woman sitting alone at dusk window

Kiedy mówię znajomym lub na grupie, że czuję się samotna, zwykle otrzymuję szereg rad lub pokrzepiających zdań wytrychów – „Młoda jesteś, znajdziesz kogoś”.  Nauczyłam się już, żeby zawsze zrobić małe PS.

 PS. brzmi – nie tęsknię za miłością romantyczną. Mówiąc o samotności mam na myśli coś innego. Poczucie braku głębokich więzi z homo sapiens. Tęsknię za przyjacielem, a w zasadzie za przyjaciółką. Bo to o kobietę chodzi. O siostrę, której nigdy nie miałam. Tęsknię za relacjami, jakie były możliwe w dzieciństwie, okresie nastoletnim i podczas pierwszych lat studiów. Rozumiesz o co mi chodzi? O ten szalony czas naiwności, kiedy z drugim człowiekiem spędzało się 12, 18 albo 20 godzin i nigdy nie było dość. A jeśli było dość, to człowiek dał sobie wzajemnie po pysku, trzasnął drzwiami, a po 3 minutach pisał esmesa – „idziemy sie przejść???”. 
Znajomi mówili – „o, idą papużki nierozłączki”.

Często czuję się samotna. Zwłaszcza w niedziele, gdy ruch ustaje a las staje się pusty. Gdzie podziali się wszyscy psiarze? Chodzimy z niunią po ścieżkach i rozglądamy się na boki. Ani psa, ani człowieka. Doszło do tego, że zaczęłam tęsknić do niedzieli handlowych. Zawsze można pójść, kupić jabłko czy banana i popatrzeć pani kasjerce w oczy. Być zobaczoną. Usłyszeć, uśmiechnąć się i dostać uśmiech i „dzień dobry”.

Bywam samotna nawet z ludźmi. I w związkach romantycznych. Bywam samotna w grupach i przy rodzinnym stole. Ale to znośna samotność. Samotność zagłuszona, zagadana, wyrwana z kontekstu. 

Najbardziej jednak boli w wieczory. Albo w popołudnia pełne literackiej ekscytacji. Biorę telefon, żeby zadzwonić, powiedzieć, „Czytałaś tą nową książkę Tobiasa Wolffa? To niezwykła opowieść, co o niej sądzisz?”. Brakuje mi tych spontanicznych zrywów typu „puk, puk”, o jak dobrze, że jesteś w domu. Smutno mi. Posiedźmy razem. Nie szkodzi, że brudno, że kłaczki w herbacie.

Tyle wciąż się mówi o związkach. Znajdź kogoś, zakochaj się, weź ślub, weź rozwód, miej dzieci, nie miej dzieci, zamieszkajcie razem, rzuć go, rzuć ją, zejdźcie się. Facebook Randki, Tindery, PinkCupid, Veggly, SpeedyDating, Tajne Schadzki… Czy ktoś w końcu wymyśli coś dla tych, co szukają przyjaciół? Wiesz, coś takiego jak „Łączka Telezajączka” w czasach telegazety. Kiedy miałam 14 lat szukanie przyjaciół z ogłoszenia nie było wstydliwe. Każdy kogoś szukał.

Moja mama powtarza – „bo Ty musisz zacząć wychodzić do ludzi”.
No to wychodzę. Wpadam we wspólnoty jak śliwka w przeterminowany kompot.

Grupa 15 kobiet – terapia grupowa.
Mityngi 12-krokowe.
Kluby Książek.
Kolektyw Feministyczny.
Kręgi Kobiet.
Eko-kolektyw.
Spacery PTTK.
Spacery z psiarzami.
Ale że jeszcze? Że za mało?
A może robię to od dupy strony?

Może najpierw chodzi o to, że jej nie pokochałam, a więc nie akceptuję, nie przyjmuję, uciekam, wypieram. Więc ona nachodzi, w dzień noc. Nieprzyjęta, niewysłuchana, odepchnięta a tak głodna miłości. 

Ta mała dziewczynka o imieniu S.

Wiem, że w tej samotności nie jestem sama, że jest nas więcej.
W 10-piętrowym bloku,  w którym mieszkam jest mnóstwo samotnych kobiet. Na ogół seniorek. To one tworzą osiedlowe kluby szydełkowania, Kluby Morsów, Dyskusyjne Kluby Książkowe  i gimnastykę hormonalną. To one mają pieski i kotki – po dwa, trzy, czasem cztery schorowane bidule pod swoją opieką. Bo w samotności najtrudniejszą myślą jest, że jestem niepotrzebna, nieużyteczna, po nic. Że światu niepotrzebna. A przecież to takie ludzkie być dla kogoś, po coś. To nadaje życiu sens. 

Dla osób, które zamierzają skomentować moją bezdzietność… Nie, „posiadanie dziecka” nie ukoi. To nie moja misja, nie mój cel ani nie przyczyna mojej samotności. To coś, co jest od zawsze i pewnie na zawsze już zostanie niezależnie od cudzej obecności. Jedyne co mogę to bywać z ludźmi, by potem samotność przeżywać łagodniej. 

I owszem – mam przyjaciół.
Ludzkiego, męskiego. Ł.
I drugiego męskiego nie-cis. J.
I psią przyjaciółkę. L.
I mnóstwo psich znajomych w Lesie i na osiedlu.
I do rodziców dzwonię. I babcię odwiedzam.
I do znajomych z kolektywów czasem zagadam.
I są Olga i Mariusz i Tobias (z książek rzecz jasna!),
bo jak to powiedział mój znajomy i sojusznik w słusznej sprawie – D.G.,
jeśli czasem w życiu brakuje, to szukać trzeba w literaturze.

Bywam wielkim chceniem i staraniem się.
Może za bardzo?
Czasem zastanawiam się – a może nie potrafię?
Może myślę, że chcę, i może chcę faktycznie,
byle tylko nie za blisko?
Może taki mam styl.
Lękowy.
Albo unikający.
Ambiwalentny.
Albo żaden.
Ostatecznie i tak zawsze przyjdzie niedziela.
Co robić?Wytrzymać, ukochać, wybaczyć, puścić.
Czasem w niedzielę też zaświeci słońce.

Opublikowane przez Kamila Gulbicka

Emocjonalna istnieje od kwietnia 2014 roku i porusza tematykę samorealizacji oraz pracy z emocjami. Strona ma służyć dwóm celom: prezentowaniu metod prowadzących do ogólnie pojętego sukcesu życiowego oraz zapoznaniu czytelników z książkami, które pomagają zrozumieć siebie i świat. Nie zabraknie też odrobiny rozrywki i recenzji z miejsc i kulturalnych wydarzeń.

Dodaj komentarz