Archiwa kategorii: inspirujące kino

Znajdź swoją drogę

Są takie filmy, o których myślisz jeszcze długo po napisach końcowych.
Filmy, o których nie możesz zapomnieć i przy których głęboko się wzruszasz. 
I nie chodzi o to, że są ambitnym kinem niezależnym, poruszającym tematy tabu.
Te wyjątkowe filmy mówią o Tobie i Twoich największych pragnieniach. 

The-Way-1


Kino drogi

Od dziecka lubiłam kino drogi. Było dla mnie symbolem nie tylko zewnętrznej wędrówki głównego bohatera lecz wewnętrznej przemiany, która wydarzała się podczas tytułowej drogi.

Poza tym od dawna marzę o podróżach.
I choć strasznie się ich boję, to od czasu do czasu zdobywam się akt na odwagi i ruszam przed siebie opuszczając znajome włości. Każdemu wyjazdowi, i każdej choćby niewielkiej wycieczce towarzyszy strach i niepokój. Ostatecznie zawsze stwierdzam, że było warto. Że coś odkryłam i coś przełamałam a także porzuciłam przyjemną choć ograniczającą strefę komfortu.

„Droga życia” („The Way”, 2010)

Do filmu „Droga życia” powróciłam po dwóch latach przerwy.
Po raz pierwszy oglądałam go podczas pobytu w Norwegii, w deszczowym Bergen.

Pamiętam ile dał mi wówczas siły i wiary w we własną drogę.
Nakarmił mnie nadzieją, że nie bez powodu trafiamy w pewne miejsca a każde marzenie jest po to, by zmierzyć własną odwagę.

Daniel jest czterdziestoletnim podróżnikiem.
Parę lat wcześniej porzucił studia doktoranckie i bezpieczną posadę, by ruszyć przed siebie, poznać ludzi, nowe miejsca i zmierzyć się z własnymi ograniczeniami. Na skutek nieszczęśliwego wypadku traci życie na drodze do Santiago de Compostella, czyli na sławnej  francusko-hiszpańskiej trasie Camino, którą wybierają pielgrzymi z całego świata.

Jego ojciec, Tom, konserwatysta który wiedzie ustabilizowane i bezpieczne życie dociera na francuski posterunek, by odebrać prochy i rzeczy zmarłego syna. Początkowo zacietrzewiony i zamknięty w sobie, postanawia przejść trasę Camino, by na kolejnych odcinkach drogi zostawiać część prochów syna. Wynagradza mu w ten sposób czas, którego z nim nie dzielił, bo troska o dobrobyt była ważniejsza.

Camino staje się w ten sposób nie tylko kolejnym zadaniem Toma do zrealizowania. Jest czymś znacznie większym i potężniejszym. Jest procesem przemiany. Prowokuje go do zweryfikowania własnego poglądu na życie. Tom, początkowo zagniewany i dumny w stosunku do innych, powoli się otwiera. Najpierw na miejsca, potem na ludzi, ostatecznie na własne marzenia i sympatie. Odkrywa, że od słowa „mieć” ważniejsze jest „być”. Obecność, ludzkie relacje, poznawanie, ciekawość człowieka, kultury  i świata.

Wszechświat daje prezenty

Po obejrzeniu filmu, po raz kolejny zaczęły się dziać w moim życiu ciekawe rzeczy.
Bo ta historia napędziła moje marzenia. O drodze, o ruszeniu przed siebie, o spotkaniu własnego Wewnętrznego Dziecka, któremu kiedyś wystarczały śmiech i zabawa, a nie pieniądze, społeczny status czy kariera.

I głęboko wierzę w to, że jeżeli o czymś się myśli, jeżeli się marzy i wypowiada życzenia, to Wszechświat z wielką miłością rzuca niespodzianki pod nogi. Może początkowo niewielkie, ale z pewnością takie które skłaniają do refleksji. Tak jakby życie pytało: „czy odważysz się w końcu?”.

Po tym filmie poszłam do pobliskiej biblioteki wypożyczyć parę dobrych książek. Weszłam na dział „podróże”, wzięłam do ręki Pawlikowską i ruszyłam w stronę bibliotekarza, aż mój wzrok przykuła kolorowa książka na wystawowej półce: „Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową” Przemka Skokowskiego. Na okładce widniało zdjęcie miłego, młodego gościa, książka ładnie pachniała, wzięłam..

Przy ladzie do bibliotekarza była kolejka.
Nudząc się, zaczęłam zgarniać do torby wszelkie ulotki.
Jakiś repertuar Teatru Wybrzeże, ulotkę Dyskusyjnego Klubu Książkowego, jakieś zaproszenie na wystwę fotografii, spotkanie autorskie…

auto

Gdy dotarłam do domu, rzuciłam torbę w kąt i otworzyłam książkę Przemka.
Zaciekawiły mnie pierwsze strony. Młody chłopak, jeszcze w trakcie studiów postanowił ruszyć w drogę dla siebie i dla innych. Dzięki crowdfundingowi stworzył projekt „100.000 zł dla gdańskiego hospicjum”. W trakcie trasy miał opisywać własne przygody na blogu, a wszyscy chętni mięli wpłacać na rzecz hospicjum przysłowiowe pięć złotych.

Kilka stron  dalej przeczytałam, że…
W drodze do Ameryki Południowej Przemek wpadł na pomysł przejścia trasy Camino do Santiago de Compostella… Przypadek?

Kilka dni później, gdy wracałam z zakupów i  wyciągałam z torby warzywa i pieczywo, do jednej z siatek przyczepiła się kartka która sfrunęła na podłogę. Ach, to ulotka z biblioteki! Pomyślałam, po czym wzięłam ją do ręki.

Była zatytułowana „W drodze do Jerozolimy” a rysunek na ulotce przedstawiał wędrowca z drewnianym kijem. Ciekawe, myślę, po czym odwracam ją na drugą stronę. „Zapraszamy na spotkanie autorskie z podróżnikiem, który przebył pieszo 30.000 km, między innymi sławną trasę Camino, do Santiago de Compostella. Przypadek? Oczywiście poszłam, bo tego dnia w którym ulotka wypadła z torby, odbywało się spotkanie.

Naucz się języka znaków

Nie twierdzę, że Wszechświat daje mi znaki bym ruszyła pieszo przez Francję do hiszpańskiego miasta, Santiago de Compostella. Natomiast uważam, że Wszechświat daje to o czym dużo się myśli i gdzie lokuje się energię.

Ostatnio sporo myślę o podróżach. Chodzę na wszelkie publiczne spotkania z podróżnikami, czytam podróżnicze książki i przypominam sobie jak w dzieciństwie i wczesnej młodości marzyłam o wielkim plecaku ze stelażem z którym ruszam przed siebie. A National Geographic płaci mi za zdjęcia i artykuły o miejscach z całego świata 🙂

paulo

Pamiętam też, że zaczęło się od „Alchemika” Paula Coelho. 
Miałam piętnaście lat.
Dostałam na gwiazdkę tę książkę i olbrzymi atlas geograficzny.
Od tamtej wigilii, nie rozstawałam się z nimi i moim zdaniem świetnie się uzupełniały. Każdy szlak obrany przez książkowego bohatera, Santiago znajdywałam w atlasie. Najpierw zwiedziłam palcem Andaluzję, potem Gibraltar i Maroko.

Najważniejszym przesłaniem lektury było : dostrzegaj znaki i podążaj nimi
Więc dostrzegałam je wtedy i uczę się dostrzegać je teraz. I w filmie który powoduje mocne bicie serca i łzy. I w „przypadkowej” książce i w ulotce „przypadkowo” wyciągniętej z torby.

Acha. Jeżeli ktoś z was nie wie to dodam tylko, że Paulo Coelho napisał swoją pierwszą książkę „Pielgrzym” po przejściu trasy do… oczywiście Santiago de Compostella.
I tu klamra się zamyka a w niej zwiera cały mistycyzm znaków 🙂


„Pa­miętaj, że wszys­tko jest jed­nym. Pa­miętaj o języ­ku znaków.
Ale na­de wszys­tko pa­miętaj, że mu­sisz iść do kre­su swo­jej włas­nej legendy”.
P. Coelho, Alchemik

 

 

 

Reklamy

Chciwość

Zadaję sobie ostatnio pytanie dokąd zmierza świat. Próby wycinki drzew Puszczy Białowieskiej, „niebezpieczni weganie i rowerzyści”, świat na podsłuchu, żądza, chciwość, restrukturyzacje… Czy świat ostatnio oszalał i zmierza do samozagłady czy było tak zawsze?


Z tą samozagładą to oczywiście lekka przesada, ale w kontekście ostatnich wydarzeń zaczynam się niepokoić nie na żarty. Czy nie można już żyć spokojnie, próbując być prostym i szczęśliwym człowiekiem?

Pracuję w wielkiej firmie, która ostatnio ogłosiła „restrukturyzację”. W jej ramach zostanie zwolnionych około 1780 osób. Możecie zatem sobie wyobrazić co się dzieje. Odprawy są mało realne, a do odstrzału pierwsi pójdą ci, co nie wyrabiają targetu. Nie zawsze go wyrabiam, więc zaczęłam z ciekawości wchodzić na strony z pracą. A tam? To samo- handel, sprzedaż, target, prowizje od sprzedaży, mile widziana umiejętność pracy pod presją czasu i w dużym stresie. Nie dziękuję. Kilka lat życia w ten sposób całkowicie mi wystarczy.

Najtrudniej jednak przyjąć do świadomości, że nie bardzo jest w czym wybierać. Jak to powiedziała mądra biolożka, Jane Goodal światem rządzi chciwość. Firmy zajmują się głównie produkcją na wykreowane przez specjalistów potrzeby, a pośrednicy to sprzedają. W ostatecznym rozrachunku wygląda to tak, że spędzamy życie na nie-życiu, lecz na konsumpcji, zaspokajaniu kolejnych pseudopotrzeb, pracując na kogoś, a nie na siebie. Nieświadomi wzbogacamy wielkie koncerny farmaceutyczne, hodowle przemysłowe i produkcyjnych potentatów, takich jak Monsanto czy Nestle.

Chciałabym powiedzieć, że potrzebujemy świadomości, bo wtedy się zbuntujemy przeciw zachłannym firmom, które rujnują nasze zdrowie, portfele i uzależniają od suplementów i cukru, ale czy to nie jest pobożne życzenie? Ilu jest świadomych obywateli, którzy wybierają produkty eko, czytają etykiety i zamiast chodzić do lekarza zmieniają niszczące nawyki? Niewielu…

The-Big-Short-2

W piątek do kin w Polsce wszedł film Adama McKay’a „Big short” i widzę jak bardzo są nam potrzebne takie produkcje jak i twórcy, którzy kochają prawdę i nie boją się o niej mówić, mimo iż narażą się na krytykę i ostracyzm. Edward Snowden, bohater „Citizenfour” zaryzykował niemal wszystko dla przykrej prawdy o inwigilacji obywateli USA. Rozmowy z nim odbywały się w Hongkongu, bo musiał uciekać.

Sceptycy i konserwatyści będą mówić, że to czysta fikcja lub przerysowana groteska stworzona, by zadowolić ambitnych kinomaniaków. Czyżby? Czyż nie z powodu przekrętów i ludzkiej chciwości w 2008 roku rozpoczął się kolejny kryzys gospodarczy? Czyż możemy mieć absolutną pewnośc, że nasze maile, facebook, smsy są wciąż jedynie naszą prywatnością? Czyż kraje trzeciego świata nie są zadłużone z powodu obżarstwa mięsem krajów wysoko uprzemysłowionych?

Od razu odpowiadam, zanim padną pytania. Nie. Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych. Jestem zwolenniczką faktów. Zbyt długo to zgłębiałam, by nie móc teraz powiedzieć, że przez kolejne nowoczesne telefony komórkowe które kupujemy w  salonach, w Afryce jest finansowana jakaś grupa przestępcza która akurat ma dostęp do tantalu. A sięgając po raz kolejny po mięso, zubażamy kraje trzeciego świata o pola uprawne i wodę, o śmierci niewinnych istot, nie wspominając. Banki wcale nie mają ochoty finansować naszych marzeń, chcą się jedynie wzbogacić. Naszym kosztem.

Żyjemy w świecie większych możliwości, ale czy to lepszy świat od tego sprzed wieku, kiedy tych możliwości nie oferował? Czy wciąż z ręką na sercu możemy przyznać, że żyjemy w bezpiecznym świecie? Coraz więcej mam w sobie niepokoju. Jestem niebezpieczna, bo jestem weganką, w dodatku z utopijnymi poglądami. Gdzież tu szczęście, gdzież tu spokojne życie bez pośpiechu, pełne wdzięczności i uważności na codzienne detale, które czynią świat pięknym wizualnie obrazem? Gdzie tu miejsce na głębokie relacje i sensowne, pasjonujące życie? Najzabawniejsze jest to, że statystyczny Kowalski, który właśnie zjada tabliczkę czekolady z tłuszczem palmowym, siedzi na kanapie kupionej na raty za 0%, w zadłużonym mieszkaniu, bezrefleksyjnie ogląda telewizję i cieszy się, że tak mu się w życiu powiodło. Oto Kowalski jest panem swojego życia…

 

10 filmów dla tych, co szukają wolności

Kiedyś regularnie kupowałam magazyn „Film”. W jednym z numerów, mój ulubiony felietonista napisał, po czym poznać dobrą kinową produkcję; mam ten cytat w głowie do dziś: „Porządny film to taki, po którym natychmiast wyciągasz papierosa i palisz go inaczej niż zwykle. Przyglądasz się z zaciekawieniem mijanym przechodniom i nawet latarnie wydają się świecić innym światłem”. Dzisiaj przedstawiam Wam 10 filmów, które poruszają serca i umysły. Są o wolności. O wielu jej znaczeniach i barwach. O potrzebie poszukiwań, o spełnianiu marzeń i poszerzaniu horyzontów. O wolności podejmowania własnych, często tragicznych w skutkach wyborów. Można je oglądać bez końca- w deszczowe dni, podczas chandry, bólu głowy czy mając potrzebę odszukania motywacji do twórczego działania. Bo przecież chodzi o to, by chciało się żyć, w piękny, wyzwalający sposób.


 

10. Jedz, módl się, kochaj (2010), reż. Ryan Murphy

eat

Dlaczego ten film dostał tak niskie oceny na portalach filmowych? Oglądałam go trzykrotnie i nigdy nie potrafiłam znaleźć w nim żadnych uchybień! Wręcz przeciwnie. Mimo, iż fabuła była mi doskonale znana, to i tak nie mogłam oderwać się od ekranu, bo czyż pokręcone życie Liz, nie przypomina życia wielu z nas?

Elisabeth (Julia Roberts) jest trzydziestoparoletnią, niespełnioną kobietą. Chcąc wziąć odpowiedzialność za siebie, podejmuje radykalne kroki by zacząć żyć w zgodzie z rytmem serca. Rozwodzi się z mężem, którego od dawna nie kocha i rusza w długą podróż po świecie, by znaleźć odpowiedź na pytanie kim jest. Podróżuje po Włoszech, trafia na Bali, uczy się medytacji w Indonezji. Brzmi ckliwie? Tak, wiem. Film ma tyle samo zwolenników co i wrogów, podobnie jak książka Elisabeth Gilbert, na podstawie której został nakręcony film. Ja należę do gorących wielbicieli, ale pewnie dlatego, że ufam wyświechtanemu słowu „spełnienie”. Inaczej nie mogłabym się zidentyfikować z bohaterką. „Jedz, módl się, kochaj” prowokuje do podróży w głąb siebie, do zadania sobie kilku ważnych pytań: kim jestem? Dokąd zmierzam? O czym marzę? Kogo kocham? Jak chcę żyć? Jest przy okazji dobrym kinem rozrywkowym i zawiera wszelkie elementy, jakie tego typu kino powinno zawierać- wewnętrzny konflikt, motyw podróży, miłość, przekroczenie progu i happy end. Kino zdecydowanie poprawiające humor.


 

9. Frida (2002), reż. Julie Taymor

frida-green

To film nie tylko o niezwykle utalentowanej malarce, ale o sile walki, jaką nosi w sobie każdy z nas. Frida Kahlo, (Salma Hayek) jest meksykańską uczennicą, marzącą by uczyć się od najlepszych artystów i ostatecznie zostać sławną malarką. Los jednak jej nie sprzyjał. Pewnego feralnego dnia, Frida jadąc tramwajem do domu, ulega wypadkowi i staje się sparaliżowana. Lekarze spisują dziewczynę na straty; ta jednak nie poddaje się. Zaczyna malować i próbuje o własnych siłach stanąć na nogi. Jej determinacja przyciąga uwagę wielkiego malarza Diego Riverę (Alfred Molina) a ten zauroczony silną osobowością staje się jej mentorem i kochankiem.

Z tej historii można czerpać garściami. „Frida” inspiruje do tworzenia, podążania za pasją i zdobywania świata, nawet kiedy ten odmawia nam dostępu. Historie wzięte prosto z życia udowadniają, że nie ma rzeczy niemożliwych. Skoro innym się udało, co stoi na przeszkodzie, byśmy sami sięgnęli po intymne marzenia? „Frida” dla mnie jest nie tylko autentyczną opowieścią o odważnej kobiecie, ale również manifestem do kobiet, by żyły jak chciały- z pasją, werwą i miłością.


 

8. Stowarzyszenie Umarłych Poetów (1989), reż. Peter Weir

stow

Ach, Kapitanie, mój Kapitanie! Dlaczego w dzisiejszych czasach nie ma już takich nauczycieli jak John Keating (Robin Williams)? Nauczycieli z powołania, którzy zamiast realizować program, wolą w młodych umysłach rozbudzać ciekawość i prowokują do samodzielnego myślenia? Obecny system edukacji każdego roku udowadnia, że szkoła nie uczy, lecz programuje. A nam przez to brakuje innowacji i kreatywności, polotu i pasji odkrywania. Ocenzurowany spis lektur szkolnych czy propagandowe zajęcia  zamiast lekcji sztuki i literatury wychowują pokolenia bezmyślnych, poprawnych politycznie członków społeczeństwa. Dlaczego? A no żeby było bezpieczniej. Bo kiedy ludzie zaczynają samodzielnie myśleć, zostają zagrożone: polityka, obecna kultura i społeczne nakazy. Na szczęście dla osób o otwartych umysłach jest jeszcze nadzieja w postaci dostępu do mądrych, niezależnych twórczo książek. Dzieł buntowników, wywrotowców, rewolucjonistów, marzycieli i romantyków, którzy patrzyli na świat bez  zniekształcających soczewek. To hasło przewodnie filmu- naucz się patrzeć inaczej i spójrz głębiej.


 

7.  Wszystko za życie (2007), reż. Sean Penn
 a5f43f05ffe7860b3659c80b7fb43a7e

Młody chłopak, Chris (Emile Hirsh), po ukończeniu studiów decyduje się na ryzykowny krok. Porzuca wszystko co ma- samochód, pieniądze, dom, perspektywę dobrze płatnej pracy i rusza przed siebie, na Alaskę. Jaki jest jego motyw? Tęsknota za prawdziwym życiem w symbiozie z naturą. Chris wydaje się być nieco spóźnioną wersją hipisa; kocha naturę, pragnie przygód i wolności i buntuje się przeciw każdej formie zamknięcia i zniewolenia. Łatwo mi przyszło się z nim zidentyfikować. Dlaczego? W dobie nieustannego ruchu i przepływu informacji marzymy często, by odnaleźć magiczny przycisk OFF i wyłączyć choć na chwilę całe wariactwo świata. Zatopić się w ciszy, zjednać z naturą i odnaleźć własne korzenie.

Choć opowieść jest smutna, to i tak potrafi tchnąć ducha w znudzony czy zaśniedziały umysł. Bo oto mamy przed sobą kolejną prawdziwą opowieść o człowieku, który zdecydował się powiedzieć nie systemowi, i żyć wymarzonym życiem, nawet jeśli w perspektywie czasu przyszło za to zapłacić najwyższą cenę.


 

6. Buntownik z wyboru (1997), reż. Gus Van Sant

matt

Kolejny film o systemie szkolnictwa, który przekonuje że geniusz mieszka poza murami uniwersytetów. Will (Matt Damon) jest niewykształconym chłopakiem, który żyje z dnia na dzień. Pracuje fizycznie imając się najprostszych zajęć, a po pracy chodzi z kolegami na piwo. Wydawać by się mogło, że nie dba o to jak żyje- nie inwestuje w siebie, nie ma perspektyw na lepszą przyszłość i sam godzi się na zastaną rzeczywistość. Wszystko ulega zmianie w dniu kiedy potajemnie rozwiązuje trudną, matematyczną zagadkę na korytarzu uniwersytetu podczas wykonywania jednej ze swoich prac. Okazuje się, że chłopak jest niesamowicie inteligentną jednostką i chcąc mu pomóc, profesor uniwersytetu zapisuje go na terapię indywidualną, by ten zmierzył się z własnymi demonami i mógł rozwinąć własne, ponadprzeciętne zdolności. To jednak trudniejsze niż początkowo wszyscy sądzili, łącznie z samym terapeutą (Robin Williams). Lekarz widzi, że nie będzie łatwo. Will buntuje się przeciw formalnej edukacji i każdej formie pomocy. Aby do niego dotrzeć, zaczyna stosować dość nietypowe narzędzia…


 

5. Amelia (2001), reż. Jean-Pierre Jeunett

8-tatou

Czy ktoś z Was jeszcze tego nie widział? Jeśli tak, to musicie nadrobić zaległość, bo „Amelii” nie można nie znać. Film jest tak inspirujący, ciepły i zabawny, że całkowicie odmienia perspektywę patrzenia na świat. Przynajmniej na chwilę. Udowadnia, że dla każdego jest szansa na szczęście, niezależnie od stopnia dziwactw które nosi w sercu.

„Amelia” to baśń dla rozmarzonych dorosłych. Wszystko co towarzyszy filmowi wydaje się pochodzić z innej krainy. Tytułowa bohaterka, to młoda dziewczyna mieszkająca we Francji. Żyje samotnie i na pozór normalnie, lecz gdy nikt nie widzi zatapia się w świecie własnych fantazji. Pewnego dnia znajduje w wynajętym przez siebie mieszkaniu małą skrzynkę z pamiątkami, schowaną przez małego chłopca wiele lat wcześniej. Mimo, że  według metryki chłopiec powinien być już staruszkiem, Amelia postanawia go odszukać i wręczyć mu osobliwe znalezisko. To daje początek historii polegającej na uszczęśliwianiu innych ludzi. Amelia, niczym dobra wróżka w przebraniu. robi ludziom psikusy, które wywołują na ich twarzach uśmiech. O nietuzinkowości jej pomysłów niech świadczy to, że wysyła pewnego ogrodowego krasnala w „podróż po świecie”. Fajnie? Pewnie, że fajnie! Film pełny jest tego typu pomysłów; rozbudza w widzu kreatywność i prowokuje do odszukania Wewnętrznego Dziecka w sobie. Po tym filmie, każdy papieros będzie smakował inaczej.


 

4. Gwiazd naszych wina (2014), reż. Josh Boone

3ebfcf3edfecf7892c634677c6c118cc

Hazel to siedemnastoletnia dziewczyna chora na raka tarczycy. Jej najbliższym towarzyszem jest butla z tlenem, w razie gdyby zaczęła się dusić. Gus, to chłopak chory, podobnie jak ona na nowotwór, po  amputacji nogi. Oby dwoje poznają się na grupie wsparcia dla młodych ludzi. Początkowa przyjaźń tej dwójki zamienia się w coś więcej. Jest delikatnie rozwijającym się kwiatem ciepłych uczuć, odkrywania własnej seksualności w chorobie i szukania sensu życia w życiu które jest niepewne i kruche jak lód.

To nie jest zwykły film o umieraniu lecz o akceptacji tego, co nieuchronne. Przy całej swej melodramatyczności i ciężarze trudnego tematu opowieść jest optymistyczna i dobrze się ją ogląda. Może to zasługa ciekawie skrojonego scenariusza, a może młodych bohaterów, którzy mają w sobie entuzjazm na przekór wyrokom lekarzy? Pewnie jedno i drugie. Po obejrzeniu „Gwiazd naszych wina”zaczyna się na nowo wierzyć w radość istnienia- w coś tak subtelnego, o czym zapominamy każdego dnia. Główni bohaterowie udowadniają, że nie ma rzeczy niemożliwych i wszelki powód zachęcający do życia jest ważny i potrzebny.


 

3. Ze wszystkich sił (2013), reż. Nils Tavernier

filo

Wybierając się do kina, miałam uczucie że idę na ckliwy melodramat o tym, że niemożliwe staje się możliwe. Tymczasem dostałam coś zupełnie innego- dramat owszem, ale i komedię, nieźle zaadaptowaną biografię i ciepły, familijny film o tym, że każde marzenie jest po to by je spełnić. Nie by wygrać, czy by zdobyć laury, lecz by się odważyć pójść swoją drogą.

Julien to nastolatek z porażeniem mózgowym, którego życie toczy się w rutynowy, metodyczny sposób. Jest nieszczęśliwy i samotny. Najbardziej bolesny wydaje się być dla niego brak kontaktu z ojcem, który nigdy nie pogodził się z tym, że ma chorego syna. Pewnego dnia, ojciec oznajmia rodzinie, że stracił pracę, co tylko zwiększa napięcie w domu. Julien wykorzystując okazję prosi ojca, by wystartował z nim w zawodach triatlonu, wymagających przygotowań i trudnych ćwiczeń. Początkowo chłopak otrzymuje same odmowy: sprzeciw matki, odmowę ojca, sprzeciw komisji zawodów. Jednak upór chłopaka topi niechęć i uprzedzenia. Wkrótce Julien wraz z ojcem wstają każdego dnia o świcie by ciężko trenować.

Ta historia wydarzyła się naprawdę w 1977 roku i to ona zainspirowała twórców do stworzenia scenariusza, który owszem, nie jest doskonały ale ostatecznie wzrusza i po raz kolejny udowadania, że dla chcącego nic trudnego. Nawet beznadziejna sytuacja może być świetnym krokiem wyjściowym ku zmianie na lepsze.


 

2. Sekretne życie Waltera Mitty (2013), reż. Ben Stiller.

the-secret-life-of-walter-mitty

Tak. Dobrze przeczytaliście- Ben Stiller nakręcił film. Coraz więcej aktorów próbuje sił po drugiej stronie kamery: Sean Penn, Angelina Jolie, czy niedawno również Ben. Z jakim efektem? Cóż, Benowi się udało; może dostał złote rady od Seana Penna, który również gra w filmie? Film śmieszy i inspiruje by porzucić bezpieczną przystań i ruszyć w drogę po nieznane.

Walter (Ben Stiller) jest wieloletnim pracownikiem działu fotografii w uznanym tygodniku. Kiedy gazetę przejmuje nowy zarząd, pracownicy otrzymują informację, że kolejne wydanie będzie ostatnim. Walter otrzymuje zadanie dostarczenia zdjęcia na okładkę, zrobionego przez sławnego podróżnika (Sean Penn). Na nieszczęście bohatera, zdjęcie ginie i nikt nie ma kopii. Mitty podejmuje się trudnego wyzwania -próbuje odnaleźć globtrotera, który każdego dnia jest w innym miejscu na świecie. A warto tu wspomnieć, że Walter jest typową ciepłą kluchą i prawdziwe życie prowadzi jedynie w fantazjach. Nie ma żony, dzieci, nie potrafi się umówić na randkę ani nawet odpowiedzieć na bezczelną pyskówkę. Jednak w filmie jedno „tak”, prowadzi do kolejnego „tak”, co wyprowadza bohatera poza bezpieczną strefę komfortu i przenosi w świat, który do tej pory był jedynie dostępny dla odważnych indywidualistów. Ale jak to bywa, adrenalina i smak przygody zachęcają by wziąć więcej a „więcej” jest całkowitym przemeblowaniem starego świata.


 

1.Hugo i jego wynalazek (2011), reż. Martin Scorsese

Hugo Movie Stills Bookstore 7 - Reception

Uwielbiam konwencję bajki, Martina Scorsese i ten film! To opowieść o dzieciach, ale czy wyłącznie dla dzieci? Uważny widz będący miłośnikiem kina i jego historii będzie tu miał nie lada kąsek do schrupania.  Bo film jest nie tylko o biednym sierocie potajemnie zamieszkującym pokój nad dworcem; to film o kinie i jego początkach- o braciach Lumiere, o Meliesie- zapomnianym twórcy kina, o początkach kinematografii w ogóle. Przy tym jest to tak bajecznie nakręcona historia, że nie można się od niej oderwać. Scenografia zachwyca barwną kolorystyką i fantastycznymi dopracowanymi detalami,a sama historia jest ciepła i pokrzepiająca. A musicie wiedzieć, że pierwsza połowa dwudziestego wieku nie była łaskawa dla bezdomnych dzieci. Film, który trzeba obejrzeć, zwłaszcza gdy uważacie się za miłośników kinematografii. Bo wstyd jest nie znać historii tego, co się kocha. Jedenaście Oscarów, to zdecydowanie za mało!

Tytułowy Hugo, to chłopiec, który opiekuje się wynalazkiem nieżyjącego ojca- konstrukcją człowieka-maszyny, która by zadziałać potrzebuje magicznego klucza. Pewnego dnia na dworcu, uciekając przed dworcowym stróżem, Hugo wpada na dziewczynkę, która nosi na szyi coś, co wydawać by się mogło, idealnie będzie pasować do konstrukcji. Ten klucz to nie tylko przedmiot, to również metafora historii kina…

 

 

 

 


 


 

 

10 brzydkich filmów dla niegrzecznych dorosłych

Każdy z nas jest choć w małej części hedonistą. Lubimy patrzeć na perwersyjny seks, krew i błogie pijaństwo. Nawet jeżeli w prawdziwym życiu wciąż mamy stopę wciśniętą w hamulec, to kino pozwala nam przenieść się w świat, który wciąż trzymamy pod kluczem. 

999GIT_Angelina_Jolie_013


 

Ponad rok temu stworzyłam ranking 30 najlepszych dzieł światowej literatury (  https://emocjonalnie.com/2014/08/10/30-ksiazek-ktore-musisz-przeczytac-przed-smiercia/ ), który wciąż cieszy się dużą popularnością. Statystyki zachęciły mnie, by stworzyć kolejny ranking, tym razem filmowy. Dziś chciałabym Wam przedstawić, moim zdaniem 10 najlepszych filmów dalekich od poprawności politycznej, romantycznej estetyki czy zapobiegliwej reżyserskiej autocenzury. Widziałam je wszystkie po kilka razy. Dla ambitnych kinomaniaków, to kino obowiązkowe.


 

10. Birdman (2014) reż. Alejandro Gonzalez Inarritu

Według jury Amerykańskiej Akademii Filmowej przyznającej Oscary, najlepszy film roku 2014. Zgadzam się. W ubiegłym roku lepszego w kinie nie widziałam. Dla mnie doskonały! Przedstawia upadek artysty, człowieka skupionego na własnym ego, budującego całe życie na idei bycia wielkim. Do czego gotów jest posunąć się zapomniany, podstarzały artysta aby znów zaświecić na niebie showbiznesu?

Inarritu wybrał najlepszych aktorów do odtwarzanych ról- Michaela Keatona, który przecież lata świetlności ma już za sobą, Edwarda Nortona, który podobno zagrał samego siebie (jest jedną z bardziej rozkapryszonych gwiazd w Hollywood) czy niesamowicie ekspresyjną Emmę Stone. Całość filmu jest zgrabnie opatrzona pulsującym rytmem wystukiwanej gry na perkusji, która dozuje napięcie w idealny sposób.

Birdman-Movie-Michael-Keaton


 

9. Lot nad kukułczym gniazdem (1975) reż. Milos Forman

Genialna rola Jacka Nicholsona, za którą zdobył Oscara. W skrócie: złodziejaszek, Randle McMurphy chcąc uniknąć odsiadki w więzieniu udaje chorego psychicznie i trafia do oddziału zamkniętego dla umysłowo chorych. Gdyby sytuacja miała miejsce dziś, bohater zapewniłby sobie wygodne i ciepłe łóżko, dobre jedzenie i miłą obsługę z pakietem zajęć prowadzonych przez wyszkolonych terapeutów. To były jednak inne czasy; rekonwalescencja była inaczej pojmowana. Chorych leczyło się otępiającymi lekami i elektrowstrząsami. Jak ironiczny buntownik odnajdzie się w hermetycznej społeczności dziwaków i w niesprzyjających okolicznościach, które wymagają pozbycia się godności i emocjonalnego człowieczeństwa?

lot


 

8. Milczenie owiec (1991) reż. Jonathan Demme

Zawsze bałam się takich filmów i boję się do tej pory, co nie przeszkadza mi je oglądać. Milczenie owiec po raz pierwszy obejrzałam jako dwunastolatka. Nieźle, jak na płaczliwą i wrażliwą dziewczynkę. To film o psychopatycznym mordercy odsiadującym wyrok, Hannibalu Lecterze (Anthony Hopkins), który okazuje się być konieczną pomocą przy rozwiązaniu trudnej sprawy morderstw popełnianych przez innego zabójcę, odzierającego ofiary ze skóry. Agentka, Clarisa Starling (Jodie Foster) aby rozwiązać trudną sprawę musi zgodzić się na grę prowadzoną przez Hannibala Lectera. Film został nakręcony na podstawie głośnej powieści Thomasa Harrisa. O ile książkę zaczynałam kilkukrotnie, nigdy nie udało mi się jej skończyć; moja wyobraźnia zawsze potrafiła wyobrazić sobie tysiąckroć gorsze rzeczy niż (na szczęście) pokazuje to film.

hannibal


 

7. Siedem (1995) reż. David Fincher.

Fincher jest mistrzem gatunku. Nie znam żadnego kiepskiego filmu, który wyszedłby spod ręki tego reżysera. Fincher również w ubiegłym roku udowodnił, że nic nie stracił ze swojej formy. Jego Zaginiona dziewczyna podzieliła publikę- jednych zachwyciła, innych zniesmaczyła. I oto przecież chodzi. Siedem jest fabularnym, kryminalnym majstersztykiem. Dwójka policjantów (Brad Pitt i Morgan Freeman) stara się rozwikłać zagadkę morderstw popełnianych na przypadkowych ludziach. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że zabójca zabija według siedmiu grzechów głównych, zostawiając tropiącym go policjantom zagadkowe wskazówki. Gra staje się niebezpieczna, gdy zaczyna osobiście dotyczyć jednego z policjantów.

brad-pitt-seven


 

6. Marzyciele (2003) reż. Bernardo Bertolucci

No dobrze. A teraz mój konik. O Bertoluccim pisałam licencjat i pewnie rozwinęłabym się w magisterce, gdyby nie to że zmieniłam specjalizację. Ale do rzeczy- dlaczego go lubię? Bo społeczną cenzurę ma w głębokim poważaniu. Pokazuje seks w perwersyjny i sugestywny sposób- jako konieczną i przekształcającą człowieka część życia. Jest przy tym niesamowitym estetą; udowadnia, że perwersję np. kazirodztwo można pokazać w zmysłowy i wysublimowany sposób.

Młody student (Michael Pitt) poznaje dwójkę bliźniaków, Theo i Isabelle, którzy wydają się całkowicie zdemoralizowanymi dziećmi bogatych rodziców. Interesuje ich wolność, rewolucja, sztuka i seks. Pod nieobecność rodziców zapraszają biednego studenta pod swój dach i wciągają w niewinną z pozoru erotyczną grę.

Credit: RECONDED PICTURE COMPANY/PENINSULAŃ FILMS/FICTION FILMS / Album


 

5. Przerwana lekcja muzyki (1999), reż. James Mangold

Widziałam go cztery razy. A może pięć? Już nie pamiętam. Na tym filmie dojrzewałam; pod wpływem niego zaczęłam zadawać sobie pytania kim jestem i po co? Utożsamiałam się przynajmniej z kilkoma bohaterkami na raz. Właśnie- bohaterkami, bo to film o kobietach, czy raczej dziewczynach które dojrzewają do bycia kobietami. A że są wyjątkowo wrażliwe lub nieprzystosowane do życia (według standardów lat sześćdziesiątych) to trafiają do miejsca które ma je wychować i uczynić użytecznymi amerykańskimi obywatelkami- do zakładu zamkniętego dla umysłowo chorych, w którym (podobnie jak w Locie nad kukułczym gniazdem) każdy przejaw buntu leczy się farmakologią i elektrowstrząsami.

Fabularnie film trochę przypomina produkcję z Nicholsonem, z tą jedną różnicą, że jest o kobietach, o dojrzewaniu i trudnych relacjach z samym sobą. Bo kobietom trudniej przychodzi samoakceptacja, zwłaszcza w czasach kiedy wymagało się od nich powielania amerykańskiego modelu bycia grzeczną córką czy dobrą żona i matką. Angelina Jolie dostała Oscara na drugoplanową rolę żeńską.

02b-Girl-Interrupted-Movie3-750x400


 

4. C.R.A.Z.Y (2005) reż. Jean-Marc Vallee

Podczas gdy parę lat temu pisałam pracę licencjacką o filmowej perwersji Bertolucciego, mój kolega z tego samego kierunku pisał o gejowskim kinie. Towarzysząc sobie w poszukiwaniu inspiracji, on oglądał ze mną wszystkie produkcje włoskiego reżysera, a ja chodziłam z nim do kina na filmy o gejowskich miłostkach. Pamiętam, że rok 2005 obfitował w tego typu klimaty. Najpierw pojawiła się Tajemnica Brokeback Mountain, a chwilę potem pokręcone C.R.A.Z.Y. O ile ten pierwszy wydał mi się zbyt patetyczny, o tyle drugi zachwycił mnie zupełnie odmiennym podejściem do tematu. Jean-Marc Vallee zrezygnował z patosu na rzecz pastiszu i humoru, choć i w jego filmie nie brakuje tematów ważnych i potraktowanych w sposób przemyślany i mądry.

Zac, jest czwartym synem urodzonym w konserwatywnej, francuskiej rodzinie. Już od maleńkości lubi przebierać się w damskie ciuchy i malować usta szminką matki. A to dopiero początek na drodze poszukiwania własnej seksualnej tożsamości i swojego miejsca na świecie. Pytanie, które nieustannie zdaje się towarzyszyć bohaterowi, to: jak pozostać sobą w trudnym męskim świecie, który nie dopuszczał innych ról niż rola statecznego ojca czy wyluzowanego playboya. Gdzie tu miejsce dla zniewieściałego i niezdecydowanego chłopca?

c.r.a.z.y


 

3. Requiem dla snu (2000) reż. Darren Aronofsky 

I przechodzę do mojej najważniejszej gorącej trójki. Czy jest ktoś, kto mógł nie widzieć Requiem dla snu? Nie sądzę. To film absolutnie kultowy; moim zdaniem całkowicie potwierdza geniusz Aronofskiego. Mogłabym tu wymienić szereg jego wspaniałych produkcji (Źródło, Czarny Łabędź, Zapaśnik), ale to Requiem jest filmem na którym się wybił bo pokazał cholernie smutne zjawisko ludzi uzależnionych. Od narkotyków, telewizji, farmakologii. Jako istoty ludzkie podobno wszyscy mamy tendencje do uzależnień, czy tendencja jednak stanie się samym uzależnieniem zależy od wielu czynników i motywów takich jak potrzeba ucieczki od samotności, poszukiwanie przygód czy wolności.

Requiem to film o czwórce ludzi, którzy stopniowo i początkowo niezauważalnie uciekają od rzeczywistości w złudny świat używek karmiący szybką i łatwą nagrodą. Reżyser drąży głębiej i udowadnia, że uzależnić można się od wszystkiego, nawet od tak pozornie niegroźnego medium jakim jest telewizja. Gdyby film pokazywać w podstawówkach (zamiast nudnych pseudoedukacyjnych filmików dokumentalnych) mniejszej grupie małolatów przychodziłoby do głowy sięgać po dragi.

Requiem-dla-snu-kadr-1


 

2. Ostatnie tango w Paryżu (1972) reż. Bernardo Bertolucci

O filmie Bertolucciego mogłabym pisać i pisać a  tak zachwytom nie byłoby końca. Pamiętam radość, kiedy mając już oficjalnie ukończone osiemnaście lat mogłam bezwstydnie zasiąść w domu przed telewizorem by obejrzeć Ostatnie tango w Paryżu. Ten film zakrawa na pornografię, ale mimo wielu brutalnie obscenicznych zdjęć, ogląda się go ze smakiem, bo kim byłby Bertolucci gdyby perwersji nie nadał artystycznej i wizjonerskiej formy? Ciekawostką jest cała otoczka jaka towarzyszyła premierze w 1972 roku- dwudziestoletnia wówczas Maria Schneider , główna bohaterka została publicznie oskarżona o pornografię i na rok trafiła do zakładu zamkniętego- nie udźwignęła społecznego oburzenia i fali krytyki. Oberwało się również Marlonowi Brando i samemu Bertolucciemu, któremu zakazano wyświetlania filmu w Ameryce i wielu krajach Europy.

Ostatnie tango w Paryżu jest opowieścią o dwójce ludzi, którzy przypadkowo spotykają się w paryskim apartamencie chcąc go wynająć. On (Brando) jest gburowatym i małomównym, podstarzałym mężczyzną, ona (Schneider) młodziutką gadatliwą panienką, szykującą się do zamążpójścia. Bohaterowie praktycznie nic o sobie nie wiedząc zaczynają uprawiać seks bez żadnych zahamowań spełniając swe najbardziej wyuzdane i chore fantazje.

El ultimo tango en Paris-2


 

1.Podziemny krąg (1999), reż. David Fincher

To już drugi film w zestawieniu tego reżysera. Gdy ktoś mnie pyta o moim zdaniem najlepszy film jaki widziałam wymieniam właśnie ten. Dlaczego? Bo jest prawdziwy. Ale jak to „prawdziwy”, zapytacie? Co dokładnie? Rozdwojenie jaźni, hodowanie alter ego, chęć zadawania sobie bólu? Prawdziwe jest to, że otaczając się coraz nowszymi i lepszymi zdobyczami konsumpcyjnego świata nie jesteśmy nawet krzty bliżej szczęścia. Wręcz przeciwnie- zapełniając własny świat katalogowymi produktami spłaszczamy samych siebie do mało poważnych figurek z mało poważnych reklam.

Główny bohater (Edward Norton) jest znudzony życiem i wyzuty z  dobrych emocji. Jego życiem rządzi rutyna i frustracja. Aby poczuć w sobie jakąkolwiek prawdziwą emocję, zaczyna chodzić na spotkania Anonimowych Alkoholików i  umierających na raka a na każdym z nich spotyka osobliwą kobietę o imieniu Marla (Helena Bohnam Carter), która wydaje się szukać tego samego, co on. W tym samym czasie bohater poznaje charyzmatycznego Tylera (Brad Pitt), który jest wszystkim czym bohater grany przez Nortona chciałby być. Aby mu to umożliwić Tyler proponuje mu zabawę w bicie w myśl zasady, że autodestrukcja wyzwala adrenalinę i prawdziwe emocje

fight-club


 

I to byłoby na tyle- przynajmniej na jednego posta, choć  gdybym miala całą noc mogłabym podać jeszcze kolejną dziesiątkę a może nawet dwudziestkę filmów, których grzechem jest nie znać. A Wy? Macie jakieś propozycje filmowe, które nie znalazły się w zestawieniu?