Motyle pijane radością

CAM00855 (1)


Lubię mieć samotne randki.
Zwłaszcza wtedy, gdy brakuje mi poczucia bezpieczeństwa.

Znasz to?

Budzisz się z bliżej nieokreślonym lękiem,
nie wiedząc jaka jest jego przyczyna i marzysz,
by schować się pod kocem lub w dobrych, ciepłych ramionach bliskiej osoby.

Tak kiedyś robiłam.
Ale wiele się zmieniło.

Już nie szukam poczucia bezpieczeństwa w drugim człowieku.
Wiem, że bezpieczeństwo mieszka w moim wnętrzu.

Więc mimo, że mam kogoś, kto zawsze chętnie otwiera ramiona,
wybrałam samotną randkę.
Cicha, wewnętrzna rozmowa,refleksja,
kontemplacja są najlepszymi sposobami, by wrócić do domu.

Wsiadłam więc na swojego białego rumaka, który poniósł mnie do lasu.

Po drodze mijałam wielu innych jeźdźców z rodzinami,
i tych w czarnych, obcisłych trykotach, którzy pedałowali, jakby chcieli dogonić wiatr.

Dojeżdżając do lasu zsiadłam z roweru i zwolniłam kroku.

„Dzień dobry Lesie.
Dzień dobry Brzozo.
Dzień dobry Klonie”.

Na te słowa Las otworzył ogromne ramiona, gotowy mnie przygarnąć niczym zagubione dziecko.

Szłam powoli, co chwilę przystając i słuchając.
Słuchałeś kiedyś Lasu? Między liśćmi delikatnie poruszanymi przez wiatr, między jednym a drugim stukaniem Dzięcioła i trelem Ptaka, można uszłyszeć pieśń miłości.

I dlatego nigdy nie wybieram utartych ścieżek. Wchodzę głębiej, idąc po wąskiej,
ledwo widocznej ścieżce wyściełanej świerkowymi szyszkami.

Las nie od razu przekonuje się do człowieka.
Musi go poznać, zbadać jego zamiary, zaufać mu.

Ale jeśli zdobędziesz jego serce pokaże Ci swoją tajemnicę.

Wiewiórkę przebiegającą metr od Ciebie.
Pliszkę schowaną między gałęziami.
Jagody przy Twoich stopach.

W Lesie zawsze wszystko zwalnia.
Myśli w naturalny sposób uspokajają się,
Oto stajesz się częścią Kosmosu, tajemniczej większej całości
i pozwalasz sobie być jedynie nic nie znaczącą drobinką.

CAM00858

Nieopodal lasu jest mała łąka.
Ostatni skrawek cichej przestrzeni w iskrzącym mieście.
Przestrzeni wolnej od człowieka i jego betonowych pomysłów.

Usiadłam pod Drzewem a w trawie trwała gorąca samba.
W powietrzu unosił się seks.

Świerszcze ocierały o nóżki, by przyciągnąć kandydatki na żony,
wrony tarmosiły wijące się w ich dziobach larwy,
a kremowe motyle fruwały pijane radością.

Nie wzięłam koca, więc siadłam na plecaku pełnym książek, prostując kręgosłup.
Koszulka wyschła  w dwie minuty a wiatr przyjemnie łaskotał mnie w szyję.

Wzięłam głęboki oddech.

Zapach ziemi podziałał na mnie niczym magnes ciągnąc ku niej moje dłonie.
Ziemia była gliniasta, ubita i sucha.
Jakie przyjemne ciepło!
Odrzuciłam więc plecak na bok i położyłam się cała na miękkiej trawie.

Próbowałeś kiedyś?
Wystarczy przyłożyć ucho i policzek do ziemi, by poczuć jej życie.
Ziemia wibruje, podobnie jak las, tajemniczą muzyką, której nuty są jasne tylko dla uczciwych wybrańców. Tych, którzy mają dobre intencje.

Odwróciłam się na plecy, by popatrzeć w bezchmurne, błękitne niebo pocięte gałęziami Lipy.

Lipa musi być kobietą, myślę sobie.
Niezależnie od imion nadawanych jej w różnych językach, a
wystarczy tylko na nią spojrzeć.

Cała rozedrgana, miękka, z kolczykami w uszach i tysiącem zielonych korali na szyi.

Gdyby była ludzką postacią byłaby młodą dziewczyną
o czerwonych ustach, pełną przyjemnych krągłości,
ubraną w kwiecistą sukienkę.

CAM00852 (1)

Dotykam dłonią jej pnia. Jest stara, wiele w życiu przeszła, a mimo to wciąż tu stoi.
Oparła się wycince, gdy budowali ścieżki rowerowe.
Oparła się wandalom i mocnym wiatrom.

Jest silna, stabilna i wciąż piękna.
Dotykając jej nagle zrozumiałam dlaczego tu jestem.

Przez tą krótką chwilę miała być moją milczącą nauczycielką życia.
Jej liście tańczyły w rytm zakochania, śpiewając
że po burzy zawsze wychodzi słońce a lęk rozpuszcza się niczym deszczowa chmura.

Kiedyś szukałam poczucia bezpieczeństwa w rzeczach, kocu i drugim człowieku.
Teraz nie muszę. Lęk, podobnie jak jak Las, Łąka i Lipa jest mędrcem.
Woła natarczywie o uwagę i chwilę kontemplacji, bo wie, że odsunąłeś się od domu.

A ten, gdy długo stoi pusty, murszeje, pokrywa się kurzem i betonem cudzych myśli.
Kontemplacja to jak trzepanie starych dywanów i wietrzenie pokoi.
Chwila dla siebie, własnego wnętrza które nareszcie ma czas na wypełnienie się motylami pijanymi radością.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s