Cisza o poranku

CAM01534Mój szósty zmysł kazał mi otworzyć oczy. Intuicyjnie czułam, że za chwilę zadzwoni budzik. Spojrzałam na zegarek. Za minutę alarm posieka jeszcze spokojne, nie rozedrgane żadnym ruchem powietrze. Jest wolna, pochmurna niedziela która nie wymaga niczego prócz beztroskiego lenistwa. Wstałam więc bez pośpiechu z ciepłego łóżka i zrobiłam śniadanie- kukurydzianą bułkę z tahiną, sałatą, bazylią i parówką sojową. Do tego kawa z ryżowym mlekiem, w kubku z ręcznie malowanym morsem.

W myślach jak mantrę powtarzam: to będzie dobry dzień. Przecież wszystko jest jak należy. Jestem młoda, choć nie naiwna. Niebrzydka, zgrabna. Jestem na studiach podyplomowych. Podyplomówka zawsze podnosi człowiekowi wartość, z pewnością. Mam bloga, uczę się, rozwijam; mam pracę, stały przelew co miesiąc, jestem świadoma i uważna. Naprawdę jest się z czego cieszyć. Więc dlaczego się nie cieszę?

CAM01507

Jakkolwiek układało się w życiu, od zawsze kochałam poranki i pokładam w nie wszystkie nadzieje, bo są najprostsze i niezobowiązujące. Jest zbyt wcześnie by się obawiać i zbyt wcześnie by się rozczarować. A przy odrobinie wysiłku wychodząc w niedzielny poranek na świat, można zakochać się w skromnej ciszy. Ulice świecą pustkami, na zaśnieżonych chodnikach brakuje śladów ludzkich stóp.

Na wędrówkę wzięłam psa koleżanki, Pioruna. Nie wiem jakiej jest rasy, nigdy nie byłam w tym mocna. Jest masywny, brązowy, ma uszy jak osioł Kłapouchy i ciągle się dziwi. Kiedy do niego mówię, marszczy brwi. I gdy widzi psa na pobliskiej ścieżce też się marszczy. Taki wiecznie zadziwiony życiem zwierzak. Mogłabym nauczyć się od niego najprostszego zachwytu.

CAM01506

Brakowało mi przyjaciela, dlatego go wzięłam. Pies nie pyta, nie ględzi, nie rozmawia o bzdetach, po prostu jest i szanuje ciszę. Porozumiewamy się przez dotyk. Zdejmuję grubą rękawiczkę i głaszczę go po ciepłym, gładkim grzbiecie. Mam uczucie, że życie tętni mi pod dłonią. Idziemy krok za krokiem a topniejący śnieg chrupie pod butami. Chrup. Chrup. Chrup.

Bez psa długo nie pociągnę. Jak ludzie w ogóle są w stanie przeżyć całe życie bez psa? Od dziecka zawsze towarzyszył mi czworonożny, włochaty przyjaciel, dzięki temu nigdy nie byłam samotna a i poznawałam miejsca zwykle niedostępne dla nieśmiałej, przerażonej dziewczynki. Poza tym kto jak nie zwierzęta oswoi nas z przemijaniem, podążaniem za instynktem, ze śmiercią?

Mimo całej ciszy i pustki wśród leśnych drzew poczułam dziś rano, że w taki sposób nigdy nie można być samotnym. Z psem nie ma samotności, ani z ptakami schowanymi w koronach drzew, których ostre gałęzie chwytają za kurtkę. Nie ma samotności, gdy spotyka się inne, zagubione dusze, które też szukają ciszy w lesie. Samotność nie istnieje w niedzielny, beztroski poranek, gdy jest zbyt wcześnie by się obawiać i zbyt wcześnie by się rozczarować.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s