Piękne, bo zwykłe

Od zawsze mnie zastanawiało skąd ludzie biorą pomysły na książki.
Załóżmy, że podczas inspirującego spaceru wpada pisarzowi  do głowy pewna myśl, która zahacza się o umysł i trwa tam nieprzerwanie aż wysiedzi złotą ideę. Potem pisarz każdego dnia o tej samej porze siada przy wielkim biurku i tak długo ów pomysł eksploruje aż powstaje z tego skończone dzieło, bagatela 500 stron. Czy to nie zdumiewające?

CAM01543


 

I wyobraźcie sobie, że tak jest z wieloma rzeczami.
Któż z nas nie słyszał o tym jak pewien farmer z zapadłej dziury wpadł na pomysł utworzenia aplikacji dla potencjalnych klientów skupujących od niego mleko? Albo o starej kobiecinie, która od zawsze rysowała prawosławne ikony, aż raz na bazarku przechodzący tamtędy właściciel galerii zaproponował współpracę?

Jestem pod wrażeniem tych małych, niepozornie zwykłych pomysłów; maluczkich pasji i zainteresowań którym ludzie się poświęcają tak zapamiętale  aż przestrzeń w prezencie podsuwa im sukces. Niby niechcący, przy okazji, ot wynagrodzenie za nadliczbowe godziny.

Może zatem nie trzeba umieć robić wielkich rzeczy, może wystarczy zwykła miłość do tych małych? Taki Adam Wajrak na przykład, kocha Puszczę Białowieską i dzikie zwierzaki. I na tej miłości wzrósł a wraz z nim „Wilki”, „Kuna za kaloryferem” i „To zwierze mnie bierze”. Ewa Złotowska z miłości do czworonożnych i małych dwunożnych nie tylko użyczyła głosu Pszczółce Mai, ale również opisała wszystkie historie własnych zwierzaków w książce „Największe miłości świata”. Kojarzycie dokument „Suger Man”?
Czyż Rodriguez nie był po prostu zwykłym włóczęgą śpiewającym z potrzeby serca?

CAM01568

Czemu poruszam ten temat? Bo bywam zbyt ambitna a przez to sfrustrowana, gdy ambicje nie stają się zmaterializowanymi faktami. Myślę, że jest nas więcej. Bo czy nie zdarzyło Wam się choć raz obudzić się z uczuciem, że chcielibyście być kimś innym? Większym, lepszym, mądrzejszym, bardziej przebojowym? Takim dajmy na to Josephem Conradem, który właśnie wydał „Lorda Jima”. Albo Jackiem Londonem, który mimo iż był z nizin społecznych osiągnął sukces i sławę. Albo nawet Kowalskim z Warszawy, starym znajomym z podstawówki, który właśnie spełnił kolejne (i uwaga!) Twoje własne, ukochane z dzieciństwa marzenie!

Nie tędy droga…
Dziś, z perspektywy paru już życiowych doświadczeń i czasu, w którym jestem obecnie (a ten wymaga ode mnie wzmożonej pracy i kreatywności) dostrzegam, że sens jest w robieniu tego, co własne. Nie udawaniu, ściganiu się z kimś, zazdroszczeniu, nie w iluzorycznych marzeniach i ucieczce w równie iluzoryczną przyszłość. Sens to robić swoje. Działać i kochać to działanie, bo nie ma głupich, lub zbyt prostych zainteresowań czy celów. Wszystko, co wykluwa się z głowy przyszło jako konieczny i naturalny prezent utkany z doświadczeń i emocji. Bo tym właśnie jesteśmy.

CAM01539

Tak więc po kolejnym inspirującym spacerze, w trakcie którego wcale nie przyszły ogromne inspiracje a jedynie małe, zwykłe idee zasiadłam do biurka by robić swoje. Robić to co znam tak dobrze jak potrafię, choć odbiega to od awangardy i mistrzostwa. W końcu, dopóki coś sprawia mi radość, jest właściwe i potrzebne, choćby tylko dla mnie samej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s