Krótka historia pewnej znajomości

Od jakiegoś czasu prowadzę korespondencyjną znajomość z pewną 34-latką. Znalazłyśmy się cztery lata temu, gdy obie prowadziłyśmy amatorskie, choć pełne pasji blogi, po których zostały jedynie adresy widma.

CAM01579


 

Miałyśmy podobną wrażliwość i kochałyśmy czytać swoje teksty. Z tej wrażliwości urodziły się miłe i pokrzepiające komentarze, które zostawiałyśmy sobie pod postami, aż te nie mogąc już znieść bycia krótkimi formami zamieniły się w kilka maili. Jak to jednak bywa w życiu- zmiana goni zmianę i kiedy wyjechałam do Norwegii zaniedbałam bloga, inwestując czas w pisanie książki i kontakt się urwał.

W pamięci jednak miałam zachowaną wspaniałą energię Agnieszki, więc po jakimś czasie próbowałam odwiedzić jej bloga. Przeglądarka jednak wypluła napis: address does not exist. Hmm? Czyżbym pomyliła adres a może Aga przestała pisać?

Po powrocie z Bergen, jakieś dwa lata temu założyłam kolejnego bloga: emocjonalnie.com, z obietnicą że ten będzie lepszy a już na pewno bardziej profesjonalny. Bo przecież człowiek piszący musi mieć gdzie się wyżyć. Tak więc świadomie wybrałam WordPressa, kupiłam książkę o blogowaniu i przystąpiłam do dzieła. Na pierwszych czytelników nie musiałam długo czekać. Pojawili się nie wiadomo skąd, a jednym z nich była… Agnieszka. „To ty Aga?!”- dopytywałam z niedowierzaniem. „Tak, to ja. Znalazłam cię”- odpisała w komentarzu.

IMG_20151209_132136

Zaczęłyśmy ponownie mailować. Tym razem wiadomości były dłuższe i częstsze. Nie skąpiłyśmy emocji i wspierania się w trudniejszych chwilach. Okazało się, że Agnieszka zaczęła prowadzić profesjonalną stronę i zajęła się masażem. Jej największą miłością jednak pozostało pisanie, więc to jak i wspólna wrażliwość połączyły nas na nowo. Jak to również bywa u jednostek sobie podobnych, oby dwie ukochałyśmy tę samą książkę, „Wielką Magię” Elizabeth Gilbert.

Pewnego razu Aga zapytała mnie, czy kojarzę fragment, w którym Elizabeth opowiada o swojej przyjaciółce pisarce, z którą regularnie korespondowała. Robiły to, by wypisać się ze wszystkich obaw i marzeń związanych z pisaniem. „Może byśmy zrobiły tak samo?”– zapytała Aga- „Piszmy do siebie, żeby wspierać się w tworzeniu”. I tak zawarłyśmy pakt o twórczości. Pisujemy do siebie regularnie, motywujemy do pracy, do wysyłania tekstów do redakcji i wydawnictw i pocieszamy w razie odmowy.

CAM01373 (2)

A musicie wiedzieć, że pisanie to niełatwy kawałek chleba, bo trudno jest tworzyć w całkowitej zgodzie ze sobą. Zwykle wydawnictwa i zleceniodawcy mają własne wymogi, na potrzeby których musimy diametralnie zmieniać teksty. Bo są za długie, bo czytelnicy nie zrozumieją metafor, bo używamy zbyt trudnych słów, bo wszyscy lubią zdania pojedyncze a nie podrzędnie złożone. To jedna z niewielu profesji, która nieustannie wystawia nasze dzieła na krytykę. A uwierzcie mi- ta boli czasem mocniej niż uderzenie pioruna. Nawet jeśli to tylko mały prztyczek w nos, u wrażliwców może zamienić owo drganie w istne trzęsienie ziemi.

Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Kogoś innego niż partner. Kogoś kto patrzy w tym samym kierunku i widzi podobnie. Odczuwa nawet drobne emocje, wspiera, pomaga ciepłym słowem, służy za przykład- bo on już to przeszedł. Niedawno Aga nazwała mnie Czarodziejką. Ja mogę ją nazwać Dobrym Duchem. Mimo, że nigdy się nie widziałyśmy, czuję że jest obecna w tej wspólnej, twórczej przestrzeni. Przestrzeni, która kocha marzycieli, twórców i wszystkich którzy mimo niesprzyjających warunków wciąż przypinają do ramion pierzaste skrzydła.

 

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Krótka historia pewnej znajomości”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s