Psiarze i kociarze

Daszka1

Kocham zwierzęta.

I tak jak niektórym ludziom towarzyszy pragnienie podróży,
kupna mieszkania albo rychłego zamążpójścia, tak mi
stale towarzyszy pragnienie przygarnięcia pod dach włochatego stwora.

Rasowego, mieszańca czy przybłędy, to nie ma znaczenia.
Od zawsze bowiem w życiu wiernie towarzyszyły mi psy.

Najpierw Daszka.
Średniej wielkości suczka w kolorze przypalanej słomy.
Była psem mojego dziadka a jej dom znajdował się o kilometr drogi od naszego.
Nie zaważając na to, suczka postanowiła spędzać u nas każdy dzień.

Kiedy się budziłam, by pójść do przedszkola,
Daszka już czekała na podwórku pod drzwiami.
Kiedy wracałam kilka godzin później, ona wciąż tam była.
Do dziadka wracała tylko na noc, jak do obskurnego hotelu.

Niewiele mam z nią wspomnień, bo miałam ledwie kilka lat.
Zginęła pewnego popołudnia pod kołami samochodu.

Kiedy skończyłam siedem lat, pojawił się Pako.
Śmieszny biało czarny kundel bez ogona.
Zamiast niego miał mały kikut z sierści, więc
bujał całym tyłkiem, gdy tylko z czegoś się cieszył.

Pako

Hultaj był z niego ogromny.

Mieszkał z nami w domu, chodź naturę miał dzikusa.
Zawsze skory do bójki z większym od siebie psem
wielokrotnie lizał otwarte rany, a my wznosiliśmy pełne łez
modły do nieba, żeby i tym razem stanął na nogi.

Zawsze zdrowiał i cało wychodził z opresji.
Lecz jeśli chodzi o wszelkie komendy czy smycz,
był niereformowalny.

Daliśmy więc za wygraną, a on biegał po wsi samopas,
z agresywną radością gryząc rowerzystom nogawki.
Mieszkał w domu, ale jego serce kochało wolność.

I on zginął pod kołami, goniąc przez ulicę kota.

Kiedy miałam szesnaście lat, oszczeniła się spanielka mojej babci.
Ojciec? Nieznany.
To były czasy, kiedy psy rzadko się sterylizowało.

Z miotu przeżył tylko jeden szczeniak.
Czarne maleństwo z białym krawatem.
Po miesiącach mojego błagania, rodzice w końcu zgodzili się
przygarnąć Czestera pod dach.

Czester

Od dziecka przejawiał właściwości spanielcze.

Lubił tropić zwierzynę.
Rył dziury w ziemi, a kiedy natrafił na ślad dzikiego zwierzaka
włączał mu się instynkt łowiecki i gnał na oślep przed siebie
ignorując moje krzyki i nawoływania.

Podawał łapę i lubił chodzić na smyczy
Lecz i mnie i jego najbardziej cieszyły momenty, gdy odpinałam mu pasek
i biegaliśmy po nadwiślańskich łąkach ganiając nisko latające jaskółki
(od razu Was uspokoję, nigdy żadnej nie złapaliśmy).

Dzięki Czesterowi miałam fajne nastoletnie dzieciństwo.
Chodziłam po obłoconych szuwarach, podglądałam czaple i żurawie,
zwiedziłam wszystkie łąki, krzaki i polany.

Czester odszedł w listopadzie 2014 roku w wieku 14 lat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bardzo to przeżyliśmy. Czester był członkiem rodziny.
Miał swoje legowisko w sypialni rodziców.
Uwielbiał wskakiwać na łóżko (mimo gróźb, próśb i zakazów)
a pod naszą nieobecność oglądał świat przez okno balkonu.

Gdy zabrakło Czestera, dom rodzinny zrobił się pusty, cichy i … smutny.
Zawsze dziwnie się czuję, gdy jadąc z Gdańska wiem,
że nie ujrzę już psiej sylwetki w balkonowym oknie.

Po 1,5 roku nieobecności psa w moim życiu,
chciałabym przygarnąć jakiegoś pod dach.
Wstawać skoro świt by iść pobiegać do lasu,
i widzieć psią radość gdy wracam z pracy.

Niestety w mieście rzeczy nie wyglądają tak prosto.

Od czterech lat mieszkam w Gdańsku, gdzie nie mam własnego lokum ani podwórka.
W domu nie ma nas po osiem, dziewięć godzin.
Co jeśli zwierzak nie nauczy się chodzić przy nodze i reagować na komendy?
Pozostanie mu wieczne chodzenie na smyczy,
a to smutna perspektywa dla istoty, w której naturze leży wolność.

Po wielu rozmowach, stwierdziliśmy z Michałem, że przygarniemy kota.
Bo jest mniejszy, załatwia potrzeby w kuwecie i
jest mniej zależny od człowieka,  niż pies.

Kot,
hmmm.

Mówi się, że jeżeli ktoś jest zdeklarowanym psiarzem,
to z kotami mu nie po drodze.

Pewnie jest w tym sporo racji.
Nie znam kotów, bo nigdy z żadnym nie mieszkałam
(prócz Michała, który się zodiakalnym tygrysem wg chińskiego horoskopu).

Mają inną sierść, ostre pazury i dziwny rytuał mruczenia.
I chyba nie tak łatwo je udobruchać.
Jakiś czas temu przeczytałam, że koty nie reagują na komendy, bo choć „doskonale wiedzą co do nich mówisz, to zwykle mają to w dupie.”

Ale jeżeli pragnę dzielić mieszkanie z jakimś zwierzakiem, to nie mam innej opcji.
Pozostaje tylko kot (ku radości Michała, którego ciągnie do swoich).

Kilka tygodni temu „testowo” obdzwoniłam mieszkania do wynajęcia,
żeby zorientować się jak potencjalni właściciele
reagują na obecność zwierzaka.

Na pięć mieszkań, tylko w jednym właściciel wyraził zgodę.
Ludzie boją się odrapanych ścian, przegryzionych kabli
sierści fruwającej po domu i dziwnego zapachu.

A ja tego nie rozumiem.
Żyjemy już w wystarczająco sterylnym świecie.

Kąpiemy się w nadmiarze,
kafelki czyścimy chemikaliami
przestaliśmy zjadać maliny z krzaka, a
łazienki pełne są perfumów, byle
tylko się nie spocić!

Zwierzak jest integralną częścią życia i Przyrody.
Jest łącznikiem między tym co ludzkie a dzikie.

Zwierzę nie ocenia, nie rozmyśla, po prostu jest.
Śpi, bawi się, je, kocha, czasem pachnie wiatrem.
Człowiek w kontakcie ze zwierzęciem łagodnieje
i na nowo uczy się być w zgodzie z cyklem Natury.

Kiedy zabetonowaliśmy świat wysokimi budynkami
pozbawiając się ostatniego kawałka własnej ziemi,
tylko tak możemy wrócić do korzeni.

Obserwować zwierzęta.
Być wdzięcznymi.
Uczyć się.Jak jeść. Spać.
Dbać o równowagę. Cieszyć się.

Jak bezwarunkowo kochać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s