Sto talentów, których nigdy nie miałam

florence


Wróciłam właśnie z filmu „Boska Florence”, z genialną Meryl Streep w roli głównej.
Mimo, że film był na faktach cała sala trzęsła się ze śmiechu, śledząc próby niemłodej już damy stania się wielką diwą operową.

I zastanawia mnie jedno.
Czy przy urodzeniu faktycznie każdy
z nas dostaje w prezencie jakiś szczególny talent?

Dar, który może wykorzystać ku uciesze swojej i innych?
Coś, co ułatwia światu życie lub dodaje mu piękna?

I dlaczego tak jest, że niektórzy przy niewielkim nakładzie pracy osiągają to,
na co innym nie starcza całego życia?

Bo są przecież wybitni pianiści.
I amatorzy.

Wielcy malarze.
I kopiści.

Projektanci mody
i zwykli krawcy.

A także pisarze
i… my. Pożal się boże blogerzy od siedmiu boleści.

Florence Jenkins nie grzeszyła talentem, a jednak spełniła wielkie marzenie o śpiewie.
Może dlatego, że miała pieniądze i znajomości.
Ale zapewne nie wydarzyłoby się nic gdyby nie serce, które wkładała w sztukę śpiewu.

Bywało, że czytałam książki, które zmieniały moje życie.
Zachwycały kunsztem, estetyką słowa i doskonałą formą.
A jednak okazywały się być jedynym dziełem pisarza.
Niech przykładem będą tu „Wichrowe Wzgórza” Emily Bronte.

Były też książki, przy których ręce opadały a na czole pogłębiała się
pionowa zmarszczka głębokiego niezrozumienia:
„Jak ktokolwiek mógł to wydać?”. Nie będę wredna. Nie podam nazwisk.
Sami znacie pewnie mnóstwo.

Ale teraz przyszło mi do głowy, że może o swoje trzeba walczyć
i wkładać serce niezależnie od rezultatów.
Bo świat bardziej jest zainteresowany sercem a nie doskonałością?

Świat jest pełen przeciętniaków.
Sama do nich należę.
W życiu próbowałam chyba wszystkiego.
Wkładałam wiele wysiłku w:

jogging
recytację
malowanie akwarelami
rysowanie pastelami
sztuki walki
pływanie
jazdę na rowerze
wyszywanie
robienie na drutach
pisanie wierszy
scenariuszy
copywriting
krytykę literacką i filmową

A ceramika i lepienie z gliny są w październikowych planach.

Żadne z powyższych nie wyłuskały ze mnie talentu.
Wszystko było ledwie przeciętniactwem,
więc robiłam to tak długo, dopóki było frajdą.

Do tej pory piszę bloga, wiersze i rysuję, bo lubię,
choć pogodziłam się, że Kingiem nie będę.
Drugim Kossakiem tym bardziej.

Ok. Gdyby się uprzeć, to coś by się znalazło.
Niech będzie, że mam umiejętności, których jednak
spieniężyć nie da rady.

Natychmiastowo łapię kontakt z każdym zwierzęciem.
Błyskawicznie wyprowadzam partnera z równowagi.
I mam wyjątkową wrażliwość, która
doprowadza mnie do łez gdy słucham Tori Amos
i do depresji gdy w autobusie ze słuchawek współpasażera usłyszę Linkin Park.

Dzięki pierwszej i trzeciej cesze
mocniej doświadczam zjawisk, zwierząt i ludzi.

Świat się nie wzbogaci materialnie, ale dostanie w prezencie człowieka
którego zachwyci deszcz poetycko stukający o szyby, klekot żurawi
i 7 symfonia Beethovena.

Poza tym ktoś musi też mieć serce i talent i podziwiania talentów innych.
A w tym jestem największym mistrzem.
Przynajmniej na moim małym osiedlu

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s