Luna w nowym domu

cam01064


I.

Nadszedł długo wyczekiwany dzień.Sobota.
Wyprawa do Gdańskiego Schroniska dla Zwierząt, Promyk.

Pani weterynarz podjęła w piątek decyzję, że bezdomna suczka,
którą poznaliśmy dwa tygodnie wcześniej, może opuścić szpital,
bo dobrze zniosła sterylizację.

Spakowaliśmy więc smycz i obrożę,
w samochodzie rozłożyliśmy kocyk,
i pojechaliśmy na Kokoszki.

Na miejscu był tuzin ludzi.
Kilka par, rodziny z dziećmi,
a wszyscy w sprawie adopcji.

Kiedy nadeszła nasza kolej,
kierownik powiedział, że
suczka jest w dobrej kondycji
i zaprowadził nas do boksu numer 3.

Stała w kojcu z innym, rozszczekanym wariatem, lekko
merdając ogonem. Była tak samo spokojna jak wtedy,
gdy ją poznaliśmy, choć nie miała już smutnego spojrzenia.
Teraz jakby trochę pewniejsza siebie, z nową nadzieją w sercu
i siłą zrodzoną z akceptacji, że schronisko jest domem.

Pracownik zapiął pasek na obroży, wyciągnął sunię,
po czym oddał mi smycz do ręki.
Trzymaj ją krótko…– zaczął, po czym ujrzał
jedynie wzbite tumany kurzu.

Najwyraźniej wszystkie schroniskowe psy tak mają.
Poza boksem, uciekają od niego jak najdalej, krzycząc:
WOLNOŚĆ, WOLNOŚĆ!! HA HA HA!

A że sunia jest owczarkiem niemieckim,
to ma w sobie sporo siły,
by biec w stronę zachodzącego słońca.

Poszliśmy na długi spacer po Kokoszkach, w trójkę.
Michał, ja i Luna. Jej imię przyszło do mnie pewnej nocy,
gdy zasypiałam. Nie wiedzieć czemu w uszach zabrzmiała
piosenka „La Luna” Belindy Carlisle. I wtedy wiedziałam.

Ma na imię Luna.

II. 

Na spacerze, trochę się uspokoiła i zwolniła tempo.
Przetestowaliśmy wszystkie komendy.
Umie podawać łapkę, reaguje na „siad”, aportuje.

W drodze powrotnej znalazła przed schroniskiem
starą, pękniętą piłkę tenisową i wzięła ją w pysk.
Cała postura jej ciała mówiła OCH JAK MI DOBRZE!
MAM PIŁECZKĘ, MAM PIŁECZKĘ.

Lubisz piłeczki? A to się dobrze składa, 
bo przywiozłam Ci jedną– powiedziałam i sięgnęłam do torebki.

Gdy Luna zobaczyła nowiutką, seledynową piłkę,
otworzyła szeroko oczy i wypuściła starą z pyska.

Miałam też smakołyk kupiony na tę okazję, więc
sprawdziłam jej posłuszeństwo.

Luna siad!-usiadła.
Daj łapę– podała.
Przynieś piłeczkę- przyniosła.

Czterdzieści minut później byliśmy już w samochodzie.
Zaskoczyło mnie, że tak dobrze to znosi.
Usiadłam z nią na tyle. Położyła pyszczek na moich
kolanach, wtuliła się we mnie całym ciałem i nawet nie pisnęła.

Och cudownie Luna! Będziesz z nami jeździła na wieś. 

III.

W domu okazało się, że to niesamowicie inteligentny pies.
Rozumiała: połóż się, idź jeść i zejdź!.
Obwąchała cały dom i zakochała się w nowym legowisku
zrobionego z dwóch dużych poduszek i cienkiej kołederki.

Na legowisko wzięła swoją
nową piłeczkę w łapy i
zaczęła ją rozrywać na strzępy.

Może ze stresu, a może
z czysto psiej potrzeby gryzienia czegoś.

Musiałam ją schować, żeby nie zjadła żadnych kawałków.
Nie było rady. Michał musiał pojechać do Zookrainy
po gruby sznur do gryzienia i paczkę twardych smakołyków.

Okazało się jednak, że sznur przegrywa z ukochaną piłką.
Będzie trzeba zatem kupić jej tenisowy zapas w Decathlonie.
Tych tak łatwo nie rozerwie.

cam01058

Już po pierwszym długim spacerku, doskonale wiedziała
gdzie jest jej dom. Kiedy wracając z lasu,
wstąpiliśmy między osiedlowe bloki,
zaczęła mocniej ciągnąć i zatrzymała się przed właściwym budynkiem.

Na spacerze natomiast obwąchiwała każde drzewo
i merdała ogonem na widok psów,
na żadnego nie szczekając.

Jedynym problemem pozostaje ciągnięcie na smyczy.

Wychodzę jednak z założenia,
że skoro poprzedni właściciel nauczył ją siadać,
aportować i podawać łapę, to na pewno też uczył ją
dotrzymywania kroku.

Przetestowałam
STÓJ,
NOGA,
DO NOGI.

Nic nie działa.
Zaczęłam więc przeszukiwać psie blogi i poradniki na youtube
aż odnalazłam PIESOLOGIĘ.

Vlogerka podała kilka prostych sposobów na naukę
chodzenia na smyczy a jednym z nich jest permanentne
i konsekwentne zatrzymywanie się gdy pies zaczyna ciągnąć.

Podoba mi się. Nie ma szarpania,
krzyczenia do psa, żadnej przemocy.

Ja sama odnalazłam też na nią sposób.
Jej ukochana magiczna (choć już nieco postrzępiona piłeczka).

Kiedy Luna widzi, że trzymam ją w ręce, zwalnia automatycznie,
spoglądając na nią co chwila, jakby myślała, NO RZUCISZ JĄ W KOŃCU?

IV.

Noc była trudna.
Kiedy położyliśmy się do łóżka,
Luna weszła pod sypialnię. Spod łózka wystawały tylko jej łapy.
Może chciała być bliżej nas i czuć nasz zapach.
Może tak czuła się bezpieczniej.

Parę razy obudziła nas w nocy popiskując.
Podchodziła wtedy raz do Michała, raz do mnie
wkładając pyszczek pod dłoń, prosząc o pieszczoty.
POMASUJ MNIE! NO POMASUJ!

Dziś zaczęła jeść, pije dużo wody, czasem popiskuje.
Jej podkulony ogonek wciąż mówi BOJĘ SIĘ.

Każdy psiak ze schroniska ma swoją historię i
serce pełne smutku, obaw i tęsknoty.
Pewnie zastanawia się czy ten dom jest na chwilę,
czy na zawsze? Czy jej nowi właściciele będą dobrzy
a może porzucą ją jak poprzedni?

Wołam ją od czasu do czasu,
a wtedy pochyla łebek, a ja masuję ją po karku,
szepcząc do spiczastego uszka, że wszystko będzie w porządku
i że będzie z nami już zawsze niezależnie od wszystkiego.

Potem zadowolona wraca na swoje legowisko.
Śpi jeszcze niespokojnie, a gdy robimy sobie kanapki
patrzy na nas strzygąc uszami.

Kiedy usłyszy hałas na klatce schodowej zdarza jej się szczeknąć
mocnym barytonem, stawia wtedy uszy i ogon do pionu,
jakby mówiła: NIE BÓJCIE SIĘ, OBRONIĘ WAS PRZED ZŁOCZYŃCĄ!

Patrzymy wtedy na nią
nie mogąc się nadziwić, jaka jest piękna.
Luna. Nasz kochany Komisarz Rex.

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Storyland14 pisze:

    Cudowna opowieść, przypomniała mi się historia mojego Nerona. Tez przybył ze schroniska i bylowczarkiem niemieckim, rownież pamietam jak niemal na skrzydłach prowadzilmnie na smyczy byle szybciej od schroniska. Przeżył w naszym domu w Polsce z nami 18 długich lat, odszedł szczęśliwy w domu, w którym wszyscy go kochali. Do dziś pamietam jego poczciwe spojrzenie. Luna to piękne imię i pasuje do jego właścicielki, śliczna suczka, niech dobrze się chowa 🙂 Moi rodzice obecnie maja drugiego pieska ze schroniska, tym razem jest trudniej bo piesek jest po przykrych przejściach, nie był tez zdrowy jak go otrzymali, dlatego sprawdźcie zdrowie Luny u lokalnego weterynarza. Ta wizyta tez musi ja jeszcze czekać 🙂

  2. Lola93 pisze:

    Ucałowania dla Luny , dawniej Kelly (Keli) jestem byłą wspołlokatorką właścicielki , z którą Keli a teraz już Luna Mieszkała :)Kochana jest 🙂 i kocha weterynarzy 🙂 ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s