Psiak i zmiany w moim życiu

cam01080


***

Czy zmieniło się coś od czasu, gdy Luna z nami zamieszkała?
Tak. W nasze życie wkradło się wiele drobnych zmian.

Zmieniły się priorytety. Spacer jest najważniejszy.
Żaden film, żaden serial, czy książka.
Żadne spanie do 9.
Najważniejszy jest spacer.

Przestaliśmy też dbać przesadnie o czystość.
Teraz bawi nas widok psich łap
odbitych na wyczyszczonych kafelkach
i ciuchy z pojedynczymi kłaczkami przylepionymi tu i ówdzie.

Dziś szukając w głębokiej kieszeni telefonu, by sprawdzić godzinę,
wyciągnęłam z niej garść psich chrupków.
Roześmiałam się w autobusie pełnym ludzi czując, że
to będzie dobry dzień.

***

W domu pachnie psem. Dużym, czasem mokrym psiakiem.
Uwielbiam ten orzechowo wietrzny zapach,
który zamieszkał w pościeli i metrażowych przestrzeniach.

Czasami podchodzę do Luny, wkładam nos w jej cieplutki kark
i wdycham te cudowne psie perfumy.
-Luna, jak ty pięknie pachniesz!- mówię jej do uszka.
-Ty także, jeśli się nie psiukasz.

Więc żeby nie psuć jej zabawy, nie używam perfum.
Zwłaszcza gdy idziemy w las, gdzie gnieżdżą się dzikie zapachy
a psi nos jest dziesięciokrotnie czulszy niż ludzki.

I kiedy ja szuram liśćmi wdychając aromat mokrej ściółki,
Lunę porywa zapach zgoła odmienny.
Obca psia kupa i porzucony zużyty papier toaletowy.
Zdechły kret okazuje się być psim Chanel no 5.

Kilka dni temu, będąc na rodzinnym obchodzie,
biegaliśmy beztrosko po wielkiej łące rzucając między sobą
tenisową piłkę.

Nagle ni stąd ni zowąd, Luna stanęła jak wryta, piłka
wypadła jej z pyska, źrenice się rozszerzyły, i nasza kochana
milutka sunia z miękką puszystą sierścią rzuciła się na plecy i
zaczęła tarzać grzbietem po trawie z wyrazem ekstatycznej radości.

Ja i Michał krzyknęliśmy w jednym momencie:
„Luna NIE!”, szczerze wątpiąc,
by ów wielką radochę dawała jedynie mokra trawa.

Luna wstała z zadowoleniem damy,
która przed chwilą opuściła luksusową perfumerię.

Na trawie, jak śnięta ryba
leżał zdechły kret brzuchem do góry.
Teraz trochę bardziej rozpłaszczony
i jeszcze bardziej śnięty.

Smrodek ostatecznie rozszedł się w powietrzu, a
my mieliśmy ubaw przez cały wieczór i niezłą
anegdotę do opowiadania w kolejne wieczory.

cam01073

***

Utraciłam intymność.
Gdy zamykam się w toalecie,
Luna otwiera drzwi pyszczkiem,
podchodzi gdy siedzę na ubikacji i czeka

-Co robisz?
-Siku.
-Ale jak to? Że w domu? Fascynujące!

A kiedy kąpię się w wannie,
Luna zagląda mi pod kotarę i  łapie w pysk
kropelki wody tryskające z kranu.

-Co tak pachnie? Co to? Co to?
-To mój jabłkowy żel pod prysznic.
-Wspaniale pachnie. Mogę go zjeść?
-Żel jest fu. Nie wolno zjadać żelu.
-No dobrze, to zjem trochę wody. Pyszna jest taka ciepła woda!

***

Zmieniły się także relacje
Pojawiły się nowe osoby.
Ja, 100% introwertyka w introwertyku
zaczęłam być istotą społeczną.

Uwielbiam to w naszym psiaku.
Jest niesamowicie towarzyski
i przyjaźnie nastawiony do każdej istoty.

Zauważyłam, że Luna nie ocenia.
Nie dzieli na płeć czy wygląd, młodych czy starych.
Lubi wszystkich bez wyjątku.

Ma już swoich stałych znajomych.
Małego, czarnego adopciaka z bloku obok,
sędziwego buldoga, który pręży przy niej muskuły
i zabawnego spaniela, który na widok Luny skacze z radości.

Dzięki niej codziennie poznaję nowe psy i ich właścicieli.

Wczoraj poznaliśmy rudego Alwina, rasy gończy polski.
Podszedł bez żadnych zahamowań.
Beztrosko porwał kij Luny, uciekł z nim w trawę,
a potem wrócił i zaczął prosić o głaski.

cam01086

Z ciemnej ścieżki chwilę potem wyszedł jego właściciel.
Energiczny mężczyzna w średnim wieku, który w ciągu dziesięciu minut
streścił nam historię Alwina i swojej rodziny, bawiąc się miedzy czasie
z Luną grubym sznurem, który miał przypięty do paska od spodni.

Potraktował nas jak starych znajomych,
a Lunę jak zaprzyjaźnionego psiaka.

Po takich spotkaniach rodzi się we mnie wdzięczność.
Gdyby nie nasze spacery, żyłabym pod kloszem
pozbawionym społecznych relacji.

Dzięki Lunie poznaję młodych i starych.
Wesołych i oziębłych.
Poznaję dziewczyny i chłopaków,
a także pary wiecznie trzymające się za ręce.

Sama przy tym łatwiej się otwieram,
bo spotkanie dwóch obcych sobie osób
nie znosi ciszy i milczącej pustki.

Pies ośmiela i otwiera na relacje.
Poznaję cudze historie, słucham, mówię, trwam.

Jestem bliżej ludzi, bliżej natury,
Nawet z chłopakiem jesteśmy bliżej,
bo spędzamy  ze sobą więcej czasu.

I jak tu nie kochać tej czarodziejki?
Psiak zabrał nam smutki a w zamian dał
ludzi a życie wypełnił włochatym sensem.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s