I nadeszła z hukiem wiosna

pexels-photo-92332

Odkąd pamiętam zawsze chciałam tworzyć.
Najczęściej były to słowa złożone w wiersz,
piosenkę lub opowiadanie.

Czasem brałam pastele i malowałam.
Tworzyłam świat widziany oczami dziecka.
Rysowałam skrzydlate anioły, uśmiechnięte kwiaty
i serdecznych ludzi o ciepłych, żywotnych sercach.

Bo tym zawsze było dla mnie tworzenie.
Życiem. Dowodem na to, że jestem i czuję.
Było powrotem do siebie, własną rozmową
i mocnym, głębokim aktem oddania.

Pisałam po to, by nie eksplodować uczuciem.
Malowałam, bo ujrzałam zachód słońca.
Wyszywałam filcowe zakładki do książek
a ze starych gazet wyklejałam kolaż wspomnień.

Bywało, że w pracy między jednym a drugim klientem
lepiłam małe zwierzaki z miękkiej plasteliny,
by znieść pracę, by nie zwariować,
by poczuć, że wciąż jestem.

Teraz, gdy śnieg nareszcie powoli topnieje,
i gdy słońce romansuje z ludzkimi policzkami,
wracam do życia. Znów piszę, znów sadzę kwiaty,
hoduję rzeżuchę i rysuję dziecinne anioły.

I gdy widzę, jak Luna biega za ptakami
rozochocona ciepłem i śpiewem to i we mnie
pęka skorupa pod którą skryłam się na zimę,
by nie utracić ostatków wewnętrznej wiosny.

Wiosna, ach wiosna. Im więcej słońca,
im więcej śpiewu ptaków i psów radośnie
biegających po lesie, tym więcej wiosny we mnie.

Ta wiosna jest zieloną, tętniącą energią.
Powodem dla którego wstaję z łóżka.
Przyczyną malowania, układania wierszy
i pieczenia ciasta z bananami.

Jest wesołą piosenką o życiu, które łączy się
ze wszystkim naokoło.

Jest pieśnią o przyjaźni,
jest seksualnym aktem,
gorącem i potrzebą tworzenia.

Czasem będą to pastelowe anioły a czasem wysoki kwiat.
Raz będzie historią powstałą w głowie a raz dobrą relacją
z drugim człowiekiem. Być może z kimś, kto wciąż żyje
pośród śniegu własnego losu.

Czasem gubimy wiosnę. I Ty i ja zapominamy o tym,
co sprawia, że wszystko ma swój mistyczny sens.
Żyjemy od-do aż rzeczywistość zaczyna przytłaczać
ciężką od chmur dołującą szarością.

Ale wiosna jest w nas zawsze.
Ta potrzeba życia, tworzenia i śpiewania.
Ta niesamowita moc która sprawia, że nasiono
staje się kiełkiem, kiełek łodygą i listkiem, tkwi w
każdym z nas.

I tylko dobrze zachowane igloo wzniesione
własnymi rękami wciąż broni nas przed słońcem.
Kap, kap, kap, czy słyszysz? Niech stopi się śnieg kontroli,
niech puszczą śnieżne obawy. A energia wystawiona na słońce
wykiełkuje z nas to, czym naprawdę jesteśmy od zawsze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s