
Chciałabym napisać, że nadeszła z hukiem wiosna.
Tyle, że w tym roku nie było żadnego huku.
Ani wiosny. Nie tej, którą znamy.
Tym razem zabrakło wybuchu nagle
rozkwitającej zieleni, zważywszy
na to, że trzy dni temu pogoda przyniosła śnieg.
W tym roku wiosna zwolniła.
Przyszła niepewnie, jakby wątpiąc we własne istnienie.
Może chce nam coś powiedzieć?
Może uczy nas czekać? Może uczy doceniać?
Bo czyż w innym czasie i innym przypadku
widząc na termometrach ledwie trzynaście kresek w maju
nie marudzilibyśmy, że wszystko jest nie tak?
A tu proszę: cudowna zmiana perspektywy!
Trzynaście stopni wydaje się być spełnionym marzeniem!
Dobrobytem, miłą niespodzianką, wdzięcznością i zachwytem!
Ludzie ściągają puchowe kurtki, mieszczuchy rozkładają się na
chłodnej ziemi, stopami muskając ledwie zazielenioną trawę.

Przysiadam na drewnianym pomoście i obserwuję jak Luna hasa
w pachnących kłączach dzikiej pokrzywy uniesiona
intensywnym zapachem wczesnego poranka.
Nic to, że czerwiec czai się za rogiem, nic to, że lata
podobno nie będzie. Nam wystarczy wiosna.
Ta majowa, pachnąca, delikatna jak i ta w umyśle.
Bo na wiosnę wszystko budzi się do startu:
przede wszystkim pragnienie o zmianie i marzenia o rozwoju.
Ewoluuje świadomość emocji, dusza wyrywa się
do twórczego tańca a ciało do ludzkiego kochania.
Ciału chce się kochać, chce się śpiewać, tańczyć i jeść.
Och jaki wielki mam apetyt! Na sernik, pomidory,
i na twórcze, intensywne życie!

Wierzę, że wiosna to element człowieka a każdy z nas
ma w sobie po cząstce zimy, wiosny i lata.
Jest w nas mroźny smutek, który hibernuje od świata.
Jest i lato pełne pychy, rozkoszy i pragnień.
Refleksyjna jesień przynosi kosz duchowych owoców
zrodzonych z potrzeby tworzenia i dobrych myśli.
A wiosna? Wiosna jest zmianą.
Jest wydobyciem się spod śniegu.
Wiosna kształtuje nam skrzydlate marzenia
z poczwarek małych i wstydliwych snów.
Czasem się spóźnia. Czasem o nas zapomni i
przybywa dopiero po długich modlitwach.
Bez huku, bez ognia, subtelnie,
niemal niezauważalnie rozwijając nas
z miękkiego kokonu strachu i stagnacji.
A wtedy, gdy już rozwiniemy
skrzydła po raz pierwszy, jesteśmy czystym ruchem
i energią wiecznej zmiany. Jesteśmy słowem TAK.
TAK na miłość. TAK na ludzi. TAK na pełnię i na brak.
Jesteśmy TAK na dobre i TAK na złe. TAK na radość.
TAK na gniew.
Jak dwie strony jednej monety:
jesteśmy majem w pełnym słońcu, chmurą, deszczem
długim cieniem drzewa i mądrą pamięcią po zimie,
która wróci gdy skończy się pewien cykl:
WZROST-PEŁNIA-REFLEKSJA-SEN