O tym jak pies znalazł człowieka

W swojej najnowszej książce, Lolek
Adam Wajrak napisał, że prawdziwa przyjaźń
między człowiekiem i psem powstaje, gdy tych
dwoje nareszcie odnajduje się na wspólnej drodze życia.

Jak sam twierdzi, on nigdy nie szukał następcy Antoni,
dużej suczki, która przez kilkanaście lat pomagała mu tropić wilki.

Owszem, bardzo mu czegoś brakowało, gdy odeszła,
ale nie szukał psa. Czekał. Rozglądał się. Tęsknił.

Ale był cierpliwy. Wiedział, że nie chodzi o to, by jednego
przyjaciela zastąpić kolejnym. Bo pies w pewnym
momencie sam się pojawia, jakby mówił: „o to jestem!”.

Ja szukałam. Ale inaczej.
Szukałam z potrzeby serca,
które wołało o przyjaciela.

20170731_172425

Szukałam dlatego, że pies wyzwala
w człowieku ogromne pokłady uniwersalnej,
bezwarunkowej miłości, która okazana na zewnątrz,
jest jednocześnie pokarmem dla własnego
wewnętrznego dziecka, które chce być kochane.

Szukałam zatem psa, ale inaczej niż przywykło się sądzić.
Szukałam miłości czując, że na świecie, może
całkiem niedaleko jest ktoś, kto też szuka.
I faktycznie. Pewna psia istota pragnęła ludzkiej miłości.

 

Można zatem przyznać Wajrakowi rację-
pies pojawia się sam i po prostu w którymś
momencie dołącza do człowieka, który
wędruje swoją wybraną ścieżką.

Kiedy tylko spojrzałam w oczy Luny
wiedziałam, że od tej chwili będziemy razem kroczyć
przez życie.

W schronisku były inne psy. Ciekawe, radosne,
przemiłe, chcące miłości, mądre i zawadiackie.

Każdego głaskałam przez siatkę, każdemu
zaglądałam głęboko w oczy. Ale dopiero przy
boksie Luny serce zabiło mi mocniej.

Mój upór sprawił, że dziś jesteśmy razem.
Szukałyśmy się. Tęskniłyśmy do siebie.
Czekałyśmy nawzajem. I dziś wiem, że to nie ja znalazłam Lunę,
to cudowny pies znalazł potrzebującego człowieka.

Przypomniałam sobie o tym parę
dni temu, gdy lało jak z cebra.

Ludzie pochowali się w ciepłych domach i świat świecił
pustkami. Drugiego dnia było tak samo. Jakby
bóg deszczu karał ludzi za ich wygodnictwo.

20170731_090117 (2)

Luna jest energicznym psem, który kocha biegać.
Nie, nie zrobię ci tego drugi dzień z rzędu,
nie będziemy siedzieć w domu,

pomyślałam zakładając najlepsze, choć wciąż
przemakalne ciuchy. Ubrałam na siebie sztormiak,
Lunie założyłam szelki i poszłyśmy w ulewę do lasu.

Na naszej ulubionej polanie zrobiło się jeziorko.
Luna widząc je wskoczyła pełna radości
łapiąc w pysk krople deszczu i taplając się w wodzie.
Nie było tego dnia lepszego widoku. Stałam trzy metry od niej,
deszcz spływał mi po twarzy a stopy pływały w butach, ale
widoku takiego szczęście nic nie mogło zastąpić.

To nie ja uradowałam Lunę, to pies znów uradował
potrzebującego człowieka 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s