Let’s do this!

„Nie masz kontaktu z czytelnikami od 9 grudnia” –
niedawno przypomniał mi Facebook.
Rany! To już trzy miesiące! – pomyślałam – co
robiłam przez ten czas, że zapomniałam o blogu?

Nie martwcie się. Nie popadłam w zimowy letarg.
Wręcz przeciwnie! Nareszcie porzuciłam letarg!

Wróciłam do medytacji, ograniczyłam ilość
czytanych książek i zaczęłam wychodzić z domu.

Nawiązałam relacje z ludźmi, których mi brakowało.
Zaktywizowałam się do działań w obrębie
własnej społeczności, ba! zmieniłam stanowisko w firmie
(nauka nowego, nowi ludzie, inne miejsce, więcej
obowiązków, większa samodzielność).

Ot, małe-wielkie rzeczy, które sprawiają, że chce się żyć.

Jak doszło do tego, że cicha introwertyczka wyszła
z bezpiecznej jaskini?

Cóż. Aktywne życie z dala od miękkiej kanapy
wymaga jako takiej elastyczności umysłu, więc
przede wszystkim zmieniłam poglądy.

Czyli wyrzuciłam na śmietnik, te które mi nie służyły
i zaczęłam sprawdzać inne, nowe, niebezpieczne.

Ale skąd wiedziałam, które były złe?

To proste. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, to
najwyraźniej kilka z twoich zasad nie działa.

20180318_115539

Podeptanie własnych pomysłów, którym
poświęcało się lata nie jest łatwe.
Wymaga rozebrania się do naga.
Zdjęcia solidnego pancerza i wystawienia tyłka
na świat, jak tarcza gotowa przyjąć strzały.

Pierwszy pogląd, jaki obaliłam – ludzie są źli,
bo chcą mnie skrzywdzić.

Mój nowy pogląd- ludzie są tacy, jak ich odbierasz.

Wszystko to kwestia nastawienia w umyśle.
Dziś nie twierdzę, że ludzie mi
zagrażają. Jedni są wspaniałymi aniołami,
inni nauczycielami mojej cierpliwości.

W jednym i drugim wypadku, wygrywam.

Pod wpływem nawiązania relacji,
zwiększyła się moja energia i apetyt na życie.
Przekonałam się, że bycie częścią większej,
społecznej całości bardzo uszczęśliwia.

Pogląd numer 2.
Czas jest względny.

Przestawiłam sobie zegarek – z czasu
zimowego na TERAZ.

Bo przecież w życiu ważne są tylko chwile.
Bo życie tak naprawdę, składa się wyłącznie z
chwil.

Moją największą bolączką był brak akceptacji,
tego, co niezaplanowane. Nie zapraszałam gości,
a nuż się zagadają i zaburzą mój harmonogram dnia.

Nie jadałam na mieście, bo przecież kucharze to
potencjalni truciciele- mordercy, dostatecznie
sprytni, by wciąż zbiegać organom ścigania. A to
podadzą za zimne, a to dodadzą mięso,
a to spóźnią się z podaniem posiłku.

Zatem pogląd związany z czasem, opiera się na zasadzie,
że życie to przechodzenie z jednej chwili do drugiej.
I w zależności od zdarzeń może być plastyczny. Nie trzeba
odhaczać check listy pełnej must-do.

Pogląd numer 3. Przestrzeń.
Odkryjmy cały kosmos.

Od ponad roku poruszałam się wyłącznie
bo bezpieczniej makiecie własnej codzienności.

Bezpiecznej, spokojnej ponad miarę, a przez to
jakże nudnej i frustrującej. Dom, ta sama praca,
książki, spacery, zakupy, sen, dom, praca…
Znane tereny, utarte szlaki, rutyna goni schemat.
I tak w kółko.

Aż w pewnym momencie coś pękło.
Nie wytrzymałam. Jakaś mała, krnąbrna
dziewczyna zaczęła uderzać pięściami o
ściany ograniczeń, krzycząc –wypuść mnie stąd!

To moje szalone alter ego dogorywało w obliczu
bezsensownego życia. Ta część mnie, która
zawsze chciała podróżować, tańczyć sambę,
słuchać cudzych historii, poznawać nieznajomych
i doświadczać przygód.

Chyba każdy z nas ma taką ciemną stronę,
inne JA, obcego z przeciwległego bieguna.

JA, które przez cały czas marginalizujemy,
a niekiedy zabijamy, tocząc z nim wojnę.

Bo jest szpetne, lub grzeszne. Bo jest dziwne
lub niepoprawne politycznie. A przecież
rzeczywistość wymaga od nas tolerancji
i ugładzonego języka, zamiast przekleństw, czyż nie?

Parę miesięcy temu wypuściłam tę zbuntowaną,
krzykliwą dziewczynę na wolność, żeby zobaczyć,
co się wydarzy. A scenariuszy było kilka.

Mogła narozrabiać. Wytłuc porcelanę,
nakrzyczeć na sąsiadów, pokazać policji
środkowy palec i upić się do nieprzytomności.

Ale również, mogła ubrać kieckę i wyjść na
parkiet pełen możliwości. I tak zrobiła, przy
moim cichym wsparciu. Zawarłyśmy pakt.

-Szalej, ale z umiarem- to był mój warunek.
-Niech będzie- odparła- ale nie wtrącaj się
w moje sprawy. Przede wszystkim,
nie kontroluj. Jestem mądra, sama wiem,
kiedy jest czas, by pójść do łóżka.

Podałyśmy sobie dłonie i mocno je
uścisnęłyśmy. Jak matka, wypuszczająca
swe ledwie pełnoletnie dziecko, bałam się,
ale pozwoliłam, by doświadczało świata i uczuć.

By jasne spotkało się z ciemnym i by spokój
poznał chaos. Nadal obserwuję, co się dzieje.

Czasami przychodzi strach, a czasami radość.
Myślę, że chęć kontrolowania rzeczywistości
wynika właśnie z obaw. Niestety większość z nich
jest kompletnie bezpodstawna.

Tam, gdzie nie ma kontroli, dzieją się różne rzeczy.
Tam, gdzie nie ma kontroli, bywa anarchia. Ale również,
to przestrzeń, gdzie mieszkają cuda.

Cytując bohaterkę filmu „Czwarta Władza”
(zagrała ją Meryl Streep; reż.Steven Spielberg),
powiem: „LET’S… LET’S DO THIS”.
Zaryzykujmy. Cóż mamy do stracenia?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s