Zaskakuje mnie czasem to,
o czym ludzie chcą czytać.
A chcą czytać o tym co łatwe
i o tym co oczywiste.
O tym, że aktorce znanej z jakiegoś
pożal się boże serialu,
powinęła się noga
na parkiecie Tańca z Gwiazdami.
Albo, że jakaś nastoletnia gwiazdka
Disneya, która już od dziesięciu lat nie
jest nastolatką znalazła sobie nowego chłopaka.
Tudzież, że Doda schudła.
Albo, przytyła.
Że Hanna i Tomasz
po wielu plotkach faktycznie się rozstali,
a Kaczyńska będzie mieć trzeci dziecko a prasa
podaje w wątpliwość czy ojcem na pewno
jest ten, który za ojca się podaje.
Natomiast ludzie nie chcą czytać
o rzeczach, o których wiedzieć powinni,
bo przecież zapraszają do myślenia
i wygłaszania własnych opinii.
Z resztą po co wygłaszać,
wystarczy je mieć.
Opinie kształtują życie i dzięki
nim podejmujemy wybory.
A im więcej wiemy, i z im większej
liczby źródeł, tym wybory bywają pewniejsze.
Zaprzęgamy wtedy tę część mózgu,
która kocha porównywać i analizować
i decydujemy.
Lub odkładamy do „szarej strefy”,
gdzie opinie i pomysły czekają na nowe fakty.
I już nawet nie chodzi o czytanie, ale o
uczestnictwo w kulturze i życiu społecznym w ogóle.
Wystarczy spojrzeć na box office
filmów, które zarobiły najwięcej w 2017 roku.
Na co chodzimy do kina? Na opowieści
o superbohaterach, którzy tyle mają żywej
tkanki, co stuletni stół przerobiony z pięknego
drzewa na mebel użytkowy. Trochę to smutne.

Nie chcemy o czytać o aferze Cambridge Analytica,
ani o Trumpie. Bo to amerykańskie, takie nie nasze.
Po cóż o tym czytać, podczas gdy
w Polsce, rolnik szuka żony a prezydent Duda
mówi veto dla ustawy degeneracyjnej.
To są dopiero prawdziwe historie!
Wciąż wierzę, że jest dużo osób
myślących samodzielnie, niezależnych,
wolnych, odpowiedzialnych i odważnych,
którzy będą głosić swoją prawdę.
(Bo obiektywna prawda chyba
w gruncie rzeczy nie istnieje).
Będą poruszać niewygodne tematy,
pisać o tym, co się „nie klika”,
mówić o tym co niemiłe
i niepoprawne politycznie.
Że kobieta ma prawo do aborcji,
że islam zabija nie tylko miliony
istnień, ale również kulturę i wolność,
że dzisiejsze pożywienie hoduje w nas raka,
że całe mnóstwo lekarzy daje recepty idealnie
skrojone pod umowy z firmami farmakologicznymi
że tak strasznie rozleniwiliśmy się w mobilnym
świecie informacji, że chętniej wybieramy, to co
łatwe i szybkie, że konsumujemy bez namysłu.
I że tym na samej górze,
w gruncie rzeczy to na rękę.
Bo manipulować można tylko
tymi, którzy sami chcą być manipulowani.
Czyli całą rzeszą osób, które godzą się na:
tanią i bezmyślną rozrywkę
na kinowe blockbustery
na dobrze skrojoną
poprawność polityczną
na informacje, które nie są
informacją, bo już w chwili
podania do wiadomości były
gotowymi opiniami z komentarzem
Wciąż zadziwia mnie ten świat.
Czasem pozytywnie.
Np. zachwyca i napełnia wzruszeniem,
gdy widzę pierwszego w tym roku motyla.
Ale czasem mnie przeraża i zniesmacza.
Zwłaszcza, gdy widzę, że ludzie z własnej
woli godzą się płynąć z nurtem rzeki zwanej
popkulturą i mass mediami.