Wciąż się zakochuję!

Ostatnio ciągle się „zakochuję”.
W 20-letnim chłopcu mijanym na ulicy.
I w brodatym mężczyźnie w kawiarni,
co w oczach ma całe bezchmurne niebo.

Zakochuję się w chłopaku znajomej.
Zakochuję się w Tomie Odellu,
którego piosenki towarzyszą mi w pracy.

Zakochuję się charyzmatycznej kasjerce w Piotrze i Pawle.
I w nowym koledze w pracy, który ma tatuaże i dzikie spojrzenie.

I nawet zakochuję się w najlepszej
koleżance. Jej głośnym śmiechu i energii, która
rozsadza te drobniutkie ciałko i niepozorną twarz.

A za tymi miłościami idą sny.
Czasem pełne znaczenia,  czasem
kompletnie pozbawione jakiegokolwiek sensu.
Erotyczne, emocjonalne i koszmary jednocześnie.

A potem są uczucia. Najczęściej gniew.
Energetyczny i potężny jak fale podczas sztormu.
Na zewnątrz spokój, a w środku ktoś się wyrywa.
Do miłości, do życia, do popłynięcia z nurtem
rwącej rzeki.

Mimo to, wciąż trzymam stopę na hamulcu.
Nie pozwalałam sobie na żadną miłość,
na erotyzm, na dziecięcą beztroskę, na
szaleństwo i późne godziny snu.

Bo przecież gdybym pozwoliła, to musiałabym przyznać,
że moja tożsamość znów musi się rozpaść
po raz enty. Poza tym w lesie są wilki i demony;
mnóstwo znaków zapytania i nieobliczalność.

Nie wypada puścić hamulców
w świecie pełnym zakazów – gada mi w głowie
ta wiecznie uporządkowana i nieśmiała dziewczyna.

Bo kim będę, gdy
pozwolę sobie na to wszystko
w czym się zakochuję? Co jeśli stanę się
tymi wszystkimi wypartymi elementami siebie
w jednej chwili? Co jeśli eksploduję?

Prawda o miłości jest taka, że nie zakochujemy się
w drugiej osobie. Zakochujemy się w sobie. Ponownie.

A może po raz pierwszy od czasu,
gdy dorośliśmy i staliśmy się „poważnymi” ludźmi.

Zakochujemy się w czułości, której sami sobie
nigdy nie chcieliśmy dać.

W całkowitej akceptacji.
W łagodności.
W szaleństwie.
W tym jak ktoś
dotyka nasze ciało.
Zakochujemy się w czyimś
spojrzeniu. Pełnym radości i namiętności.

Oto w tej krótkiej chwili, widzimy
kim możemy być, jeśli dostrzeżemy
własny potencjał, który zawiera wszystko
i każdą część. Również tę zepchniętą na margines.

Czyż nie byłoby wspaniale zostać tym, kim się
czujemy w fazie zakochania? Zamiast tego
zalewają nas krępujące nawyki zachowań.

Zakazy. Nakazy. Oczekiwania. Głupie
plany i durne pomysły, których przecież
obiecywaliśmy nie mieć nigdy więcej.

A jednak.

Zakochuję się po raz setny w tym tygodniu.
Moje ciało nie chce się już powstrzymywać.
Chce tańczyć. Krzyczeć. Wzruszać się.
Smakować, doświadczać, pozwalać sobie.

Życie wzywa. A stopa wciąż hamuje.

 

Reklamy

2 myśli w temacie “Wciąż się zakochuję!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s