Kręgi Kobiet. W drodze do siebie

A więc wróciłam.

Kto czytał ostatni wpis,
ten wie, że jechałam w okolice
Tarnowskich Gór na ważne dla
mnie wydarzenie.

Nie chciałam pisać wtedy o nim zbyt
wiele. Chciałam zostać z tym wszystkim
i nie rozmieniać uczuć na drobne.

Teraz mogę i chcę napisać więcej, bo
to, co miało się osadzić, już się osadziło,
choć doświadczenia wciąż będą we mnie
pracować przez najbliższe tygodnie.

Byłam na Zgromadzeniu Kręgów Kobiet,
które odbyło się po raz trzeci.

Ale może zacznę od początku,
bo pewnie nie każdy z Was
wie o czym mówię.

KRĘGI KOBIET – CZYM SĄ?

20190801_161421

Krąg to jedna z najstarszych form
tworzenia wspólnej przestrzeni dla ludzi
w różnym wieku, na różnych etapach życia i z
różnym doświadczeniem.

Krąg wywodzi się z pradawnych
tradycji plemiennych.

Członkowie plemiona regularnie spotykali się przy
ognisku i dzielili tym, co było dla nich ważne
na ten właśnie moment. Opowiadali własne
historie w bezpiecznej przestrzeni, która
nie znała krytyki.

Krąg Kobiet zawsze trzymała najstarsza z plemienia.
To ona rozpoczynała i ona kończyła.

Pełniła rolę „babci”, mądrej i bogatej w wiedzę staruchy,
która przeżyła wszystko, co było do przeżycia:

ból i rozpacz, śmierć i narodziny, radość
i obfitość, zgodę i niezgodę. Była głęboko
intuicyjna i żyła w zgodzie z własnymi cyklami.

To ona pilnowała zasad i czuwała nad tym, by nic
nie rozpraszało energii, która poruszała się w
tej świętej przestrzeni Kręgu.

PODSTAWOWE ZASADY KRĘGOWE

Podczas zasiadania w Kręgu bardzo ważne
jest zachowanie kilku zasad:

Po pierwsze, głos ma tylko ta osoba,
która trzyma przedmiot
uprawniający do mówienia.

Po drugie, podczas, gdy dana osoba mówi,
nikt jej nie przerywa i nikt jej nie ocenia.

Po trzecie, nie udzielmy sobie rad.
Nie komentujemy. Jesteśmy
słyszeniem i słuchaniem. Bo wszystkie
jesteśmy równe.

Cierpliwie czekamy na swoją kolej
i staramy się być całkowicie przytomne
i uważne na każdą z Sióstr zasiadającą
w przestrzeni Kręgu.

DŁUGA DROGA DO KOBIET

Kręgu Kobiet szukałam od dawna.

Zaczęło się cztery lata temu,
gdy zależało mi na znalezieniu przestrzeni,
w której odzyskałabym to, czego tak bardzo
brakowało mi przez całe życie.

Czyli innych Kobiet.
Bycia z nimi blisko.
Bycia częścią żeńskiej wspólnoty.

Przede wszystkim zaś, odnalezienia Kobiety w sobie,
bo zepchnęłam ją do ciemnego zakamarka psychiki twierdząc,
że jest zła, głupia, mściwa i płytka.

Ot stare, patriarchalne ale i współczesne
popkulturowe programy, które wypaczyły obraz
tego, co kobiece/żeńskie/pierwotne.

MOJA HISTORIA 

Wtedy, cztery lata temu
nie znalazłam żadnego Kręgu.

Może nie szukałam dobrze.
Może nie było mi dane znaleźć,
bo miałam wtedy jeszcze zbyt wiele
nieuzdrowionych ran, szkodliwych
programów umysłowych i zadr.

A może po prostu jeszcze wtedy
ta idea nie była zbyt popularna
na trójmiejskim obszarze.

W każdym razie, nieco zrezygnowana
przestałam szukać. Nie ma, to nie ma, trudno.

Międzyczasie robiłam swoje.

Czytałam książki o kobiecości i
o źródle żeńskiej mocy.

Medytowałam, ćwiczyłam jogę,
uczyłam się ajurwedy, chodziłam na
akupunkturę, zaliczyłam psychoterapię
z terapeutką, z którą weszłam w głęboki konflikt.

Doświadczyłam choroby i sama się z niej
wyleczyłam, rozstałam się z partnerem,
kupiłam mieszkanie…

W końcu przeprowadziłam się
do Sopotu i stało się.

Kręgi Kobiet przyszły do mnie same.

Okazało się, że wydarzenie odbywa się regularnie,
przy pełni księżyca w miejscu oddalonym od
mojego nowego domu zaledwie o 3 kilometry.

W lęku, z szalejącym od sprzeciwów ego,
w smutku i totalnym zmęczeniu poszłam na
pierwszy Krąg.

PIERWSZY KRĄG

To był marzec. Czas, który
okazał się być całkowicie
dla mnie przełomowy.

Osiem miesięcy wcześniej podczas
rozstania z partnerem przyrzekłam sobie,
że to będzie mój rok indywidualnych procesów.

Czyli dania sobie całkowitej uwagi, miłości
i akceptacji, których zawsze szukałam na zewnątrz.

20190802_145737

Obiecałam sobie, że nie wejdę w relację,
dopóki nie poznam kim naprawdę jestem.

Podczas tych ośmiu miesięcy uzdrowiłam
w sobie wiele ran, które
wołały o uwagę od dziecka.

Ale pewnych rzeczy nie mogłam
uzdrowić sama.

Potrzebowałam do tego Kobiet.

Bo to, co jeszcze było do uleczenia
to właśnie kobiecość – to, czego
w sobie nie odnajdywałam albo inaczej –
permanentnie wypierałam.

Skutkiem tego wszystkiego były choroby „kobiece”
i liczne konflikty z kobietami,
które powracały jak bumerang.

Drugą rzeczą, która wołała o uwagę była samotność,
która wynikała z unikania wspólnot.

A że jedną z moich najgłębszych potrzeb,
jest potrzeba przynależności,
możecie sobie wyobrazić
w jak wielkim konflikcie żyłam.

STARE PROGRAMY

Wiedziałam, że jest we mnie głęboki, przekazywany
przez pokolenia konflikt.

Przekonanie, że bycie
kobietą jest za karę.

Że bycie kobietą jest niefajne,
pełne poświeceń i że
zawsze wiąże się z bólem.

W marcu doszłam do ściany.

Tego problemu z kobiecością
nie przepracuję sama – pomyślałam.

Teraz albo nigdy.

Na Facebooku pojawiło się wydarzenie „Krąg Kobiet
w Sopocie”. Kliknęłam „wezmę udział”,
bo wiedziałam, że nie mam wyjścia.

Że to jedyna droga do ukochania
kobiety w sobie i naprawienia relacji z kobietami, które
nieświadomie krzywdziłam, odrzucając je za to,
jakie są: dzikie, seksualne, porywcze, emocjonalne.

Byłam podekscytowana i radosna.
I jednocześnie pełna obaw.

PIERWSZY KRĄG KOBIET

Poszłam.

Podczas trzech godzin siedziałam w kręgu
trzynastu pięknych i całkowicie różnych kobiet.
Przez chwilę trzymałyśmy się za ręce. Patrzyłyśmy
na siebie w totalnej ciszy, a potem się zaczęło.

Płakałam. Mówiłam. Słuchałam.
Śmiałam się. Poczułam się przyjęta.

Zaakceptowana. Wysłuchana. A co ważniejsze,
nie oceniona przez kogokolwiek. W każdej z
tych pięknych Kobiet przejrzałam się jak w lustrze.

W każdej historii usłyszałam swoją.
Dawną, już przeżytą. Aktualną.
I tą, która przyjdzie.

Od tej pory rzeczy zaczęły się
wydarzać lawinowo.

received_500515647377348

Najpierw zaczęły się pojawiać Kobiety.
Przyszły do mnie również te, z którymi miałam
nieprzepracowane konflikty.

Po dwuletniej przerwie, wróciła mi
miesiączka, a hormony wyregulowały się
same bez żadnej farmakologii. Wróciło libido.

Bywało, że płakałam nie wiedząc czemu.
Bywało, że tańczyłam nie wiedząc czemu.
Wróciło życie, ruch i rytm oraz oddech do brzucha.

ZGROMADZENIE KRĘGÓW W POLSCE

I dlatego, kiedy tylko dowiedziałam się
o Zgromadzeniu Wszystkich Kręgów Kobiet
zgłosiłam się jako jedna z pierwszych.

Pieniądze, urlop, emocje… To było nieważne.
Wiedziałam, że intencja i chęci mogą sprawić cuda.

Chciałam pojechać.

Chciałam poznać te piękne
Kobiety, które trzymają i organizują
Kręgi w całej Polsce.

Chciałam doświadczyć ich mocy i spojrzeć im
głęboko w oczy z wdzięcznością.

Najbardziej jednak pragnęłam być częścią
żeńskiego rodu/plemienia/grupy,
jakiejś większej całości, do której pasuję
naturalnie, bez konieczności udawania.

Myślę, że to bardzo głęboka
potrzeba wielu ludzi:

Potrzeba przynależności.

To dlatego tyle osób przyłącza się
do różnych wspólnot religijnych
czy społecznych.

Nie z poczucia misji, czy potrzeby wiary,
lecz z potrzeby bycia częścią większej całości,
choć tych pierwszych nie neguję, bo wiem,
że też bywają silne.

Chodzi mi jednak o to, że
w obecnych czasach zostaliśmy
odcięci od siebie nawzajem.

Mężczyźni są nauczeni rywalizacji
i zamiast współpracować, walczą ze sobą.

Kobiety, zamiast wspierać się w podobnych
drogach i pomagać w przechodzeniu
nowych cykli życia, widzą w sobie zagrożenie.

Nasze relacje bywają płytkie i małostkowe.

Rodzinne struktury rozpadają się.
Babki nie mają kontaktu z wnuczkami,
matki, rywalizują z córkami,nie celebrujemy
ważnych dla nas chwil.

Jesteśmy samotne podczas
pierwszej miesiączki.

Jesteśmy opuszczone i
bezradne po porodzie.

Umieramy w samotności, a
żegnanie przodków zostawiamy
obcym ludziom w czarnych kitlach.

Smutne.

20190802_151115 (1)

CZAS PRZEJŚCIA

Wyjazd na Zgromadzenie był ważny
i absolutnie konieczny, bo zbiegał się z końcem
mojego rocznego procesu – bycia ze sobą w relacji
i poznania siebie na nowo.

To był ważny ale i trudny czas, który
poświęciłam na zgłębienie kobiecości i na
wpuszczenie kobiet do swojego życia.

Na odkrycie kim jestem, nawet jeśli
odpowiedzią bywało słowo „nie wiem”.

Ten wyjazd potraktowałam symbolicznie.
Minął rok bycia ze sobą w głębokiej relacji.
Oto nastąpiło rytualne przejście.

Pożegnanie dziewczynki i
powitanie dorosłej Kobiety.

Świadomej siebie,
pełnej mocy, radości i
bycia blisko Natury.

Nikt mnie nie przeprowadził
przez rytuał stawania się kobietą
podczas pierwszej miesiączki.

Stało się dopiero teraz, w wieku 34 lat.

Podczas tych pięciu intensywnych dni,
podczas których codziennie zasiadałam
w kilku Kręgach z sześćdziesiątką Kobiet
spotkałam nową siebie.

Bałam się samotności.
Bałam się odrzucenia.
Bo zawsze tak się czułam
w dużych grupach:

niechciana,
gorsza,
słabsza,
nielubiana.

INICJACYJNA ZMIANA

A tymczasem zostałam przyjęta
ze wszystkim co miałam i czego nie miałam.
I zdałam sobie sprawę, że było to możliwe
z jednej prostej przyczyny:

To ja się zmieniłam.

Bo po raz pierwszy w życiu
przyjęłam siebie całkowicie,
zaakceptowałam i
ukochałam zamiast odrzucić.

Wracam inna.

Wracam pełniejsza.
Wracam szczęśliwa i pełna uczuć
oraz ich akceptacji. Osadzona w sobie.

Podczas tych pięciu dni przeszłam
kumulację i zakończenie procesów,
które trwały rok, może nawet lata.
Nie będę o tym pisać, bo to zbyt intymne.

Wiem tylko, że wydarzyło się wszystko.
I nareszcie poczułam się Kobietą.

Dziką.
Wolną.
Pierwotną.
Piękną.
I brzydką.
Kochającą.
Gniewną.
Radosną
w lęku
i smutku.

Po prostu – Kobietą.

 

 

 

 

 

2 myśli w temacie “Kręgi Kobiet. W drodze do siebie”

  1. Super, że pojechałaś, że jeszcze pełniej mogłaś odnaleźć drogę do samej siebie.
    Tyle jest prawdy w tym co piszesz, że przestaliśmy się wspierać (zarówno kobiety jak i mężczyźni), że dążymy jedynie do tego by udowadniać, że jesteśmy lepsi od innych i wytykamy błędy.
    Gdy urodziłam dziecko, mała miała zaburzony odruch ssania, nie przybierała przez to na wadze. Moja Mama mogła mnie wesprzeć jedynie mentalnie bo mnie karmić naturalnie nie mogła. Trafiłam do niby najlepszej w mieście konsultantki laktacyjnej. Kobieta chwaliła się swoimi certyfikatami rangi europejskiej, ale nie miała za grosz empatii. Potrafiła być przykra dla młodej matki. Przez co stres, który wywoływała wizyta nie był dobry ani dla mnie, ani dla mojej córki. W końcu opanowałyśmy z małą sytuację i karmiłam ją przez rok, ale na pewno nie była to zasługa tamtej pani (kobiety, która powinna wesprzeć, uspokoić, pokazać, a nie krytykować pełnym oburzenia jak nie pogardy głosem). Takie niestety potrafimy być wobec siebie i kiedyś na pewno tak nie było…
    Pozdrawiam Cię KOBIETO 🙂

    1. To bardzo ważne, co napisałaś. Niestety nauczono nas żyć od siebie daleko – niejako w oddzieleniu od siebie. Skutki są takie że wszyscy jesteśmy w wielkiej izolacji a nasza samotność i niezrozumienie pogłębiają się z dnia na dzień. Wspaniale było spotkać Kobiety, które intuicyjnie wspierają inne Kobiety na ich drodze. Polecam z całego serca ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s