Święto Mabon – równonoc jesienna jako okazja do praktyki wdzięczności

Pewna bardzo mądra kobieta
uświadomiła mi jakiś czas temu, że
łatwo nam przeoczyć własny rozwój.

Z powodu skromności? Ślepoty?
Być może. Ale częstszą przyczyną
jest jednak nasze wgrane „oprogramowanie”.

Bo czyż nie jest tak, że od dziecka zamiast
chwalić wciąż nas krytykowano?

Zamiast skupić się na tym, co dobre
na tym co wychodzi i idzie łatwo,
razem z rodzicami i nauczycielami
poświęcaliśmy uwagę temu, co nie wychodzi?

„Dlaczego dwójka, a nie piątka?”
„Jak to uwaga w dzienniczku?”
„Co to znaczy, że nie rozumiesz matematyki?”

PSYCHICZNE ZASOBY

A tym czasem, tuż obok wysiadywaliśmy
złote jajka pełne skarbów.

Estetyczny zmysł i rękę do pasteli.
Wypracowania, które szły jak po maśle.
Wiedzę o roślinach, która kleiła
się do nas sama i utrwalała na spacerach.

Nie wspominając o inteligencji emocjonalnej,
która była traktowana
co najmniej jak ezoteryczny żart.

Nasza wrażliwość.
Nasza empatia.
Umiejętność współpracy.
Słuchanie z uważnością.

Nikt nas nie chwalił,
nikt tego nie doceniał.

Więc i my mieliśmy to w głębokim poważaniu.
Bo skoro się udaje, skoro jest dla nas proste,
to musi być nieważne, nieznaczące, byle jakie.

I tak zostało nam do dzisiaj.

A przecież powinniśmy całować się
po rękach za wszystko czego dokonaliśmy.

Ten dzień – z 22 na 23 września jest
ku temu świetnym powodem. To święto Mabon.

Dzień równonocy przypada pomiędzy dniami
zimowego, a letniego przesilenia, czyli dni,
w których Słońce znajduje się w zenicie
dla poszczególnych półkul.

RÓWNONOC JESIENNA

Mabon – to pogańskie święto
drugich i ostatnich zbiorów,
który pokrywa się czasem
równonocy jesiennej.

Dziś niewiele osób obchodzi ten dzień.

Nawet na wsiach jest to rzadkie, choć
kiedyś było naturalnym rytuałem
żegnania lata i przygotowywania się
do chłodnych miesięcy, podczas których
wszystko zwalnia.

Miesięcy, które w zależności od
letniego urodzaju były pełne słodyczy,
lub chudych posiłków.

Wieki temu ludzie zbierali się
tego wieczora przy  ognisku i
dziękowali Matce Naturze za obfite plony.

Śpiewali. Tańczyli. Kochali się.

Na stole lądowało to, co
zebrano przez ostatni czas:

Owoce i warzywa korzenne.
Pojawiał się ciepły chleb ze świeżo
zmielonego ziarna, dopiero co zebrany
miód i usmażone powidła z węgierek.

Ludzie  świętowali, bo było co świętować.

Świętowali własną pracę oraz jej owoce.
Świętowali wdzięczność za żywioły,
które pozwalały urosnąć temu, co
wkrótce miało trafić do brzucha.

Świętowali samo życie.

A CO TY ŚWIĘTUJESZ?

Dziś, ludzie głównie żyją w miastach.
Gruszki i powidła cały rok dowożone
są do supermarketów. I o ile  wypłata
wpływa regularnie na konto, o tyle
nie musimy martwić się o puste brzuchy.

Nie tak jak kiedyś, gdy często rytmy
życia wyznaczała Przyroda.

Choć dziś jadę świętować Mabon
na kaszubską wieś, to przecież ja sama
mieszkam w mieście.

Pomyślałam więc, że to dobra okazja, by
skierować świętowanie odrobinkę do wewnątrz.

Czyli zobaczyć co wydarzyło się
przez ostatnie pół roku, co my sami
w sobie wypracowaliśmy, czego się
nauczyliśmy, co zaniechaliśmy.

I takich rzeczy z pewnością jest wiele.

Wystarczy wrócić pamięcią wstecz
o dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat.
Ile potrafiliśmy wtedy, a ile umiemy teraz?

Potrafię sznurować buty.
Zagotować wodę. Ba! Upiec ciasto,
zmielić ziarna na mąkę, pomalować
krzesła na biało, przybić gwoździa,
zrobić pranie, kupić mieszkanie i opłacić rachunki.

Czy to mało?

O czym marzyłeś skrycie, a co teraz stało się
Twoim udziałem?

W ciągu ostatniego półrocza
zmieniło się u mnie wiele i
sama jestem tego autorem:

Głęboki wydech zamiast wybuchu gniewu.
Wyjście na spotkanie w dużym gronie ludzi,
których do tej pory unikałam z lęku.

Daktyle zamiast czekolady.
Pisanie zamiast serialu.
Rozmowa z szefem prosto w oczy
zamiast chowanie się za mailami.

Przyznam się szczerze – bywam pesymistką.
Skupiam się na tym, co mi nie wychodzi, jak
mało jeszcze potrafię i jak często błądzę.

A tym czasem wydarzyło się tyle dobrego
o którym nie miałam pojęcia bo zapomniałam
sobie podziękować, pochwalić się, docenić.

Dziś widzę inaczej. Dziś widzę więcej.

Dostrzegam, że mam dobre życie.
Że ja się zmieniłam. Że dokonuję
zdrowszych wyborów, takie które
powoli zmieniają patologiczne nawyki.

Coraz częściej
jestem WDZIĘCZNA.

Za to, że mieszkam w pięknym miejscu,
w otoczeniu lasu.

Za ludzi, dla których jestem ważna,
i którzy dla mnie są istotną częścią życia.

Za wspólnotę, która mnie przyjęła.

Za Lunę, która kładzie mi główkę na
wychłodzonych kolanach po długim spacerze.
Za to, że jest tak cudownie pełna
bezwarunkowej MIŁOŚCI.

Dzięki niej nauczyłam się TROSKI
także w stosunku do siebie samej.

Mam sprawne ciało i sprawny głos.
Mam słońce na drewnianym parkiecie.
Ziemię pod stopami i czucie pod palcami.

Jestem WRAŻLIWA.

Potrafię płakać na pięknej piosence
i skakać jak dziecko w ciepłym deszczu
Przede wszystkim, czuć bardziej
drugiego człowieka.

Są Kręgi Kobiet, które przyszły
dzięki mojej INTUICJI.

Był też wspaniały letni wyjazd, który
odbył się z powodu mojej CIEKAWOŚCI.

Polepszyły się relacje z ludźmi naokoło,
dzięki OTWARTOŚCI, na to,
co przeraża najbardziej.

Pisanie i medytacja odbywają się
każdego dnia niezależnie od energii
ponieważ wykształciłam DYSCYPLINĘ.

Owszem. Jest wiele do zrobienia i tyle nauki.

Gdybyśmy jednak uznali, że wiemy już
wszystko i osiągnęliśmy każdy cel
skończyłoby się życie lub jego sens.

Bo chodzi nie o cele, ale o drogę.

O jakość drogi. O sposób chodzenia.
O otwartość na przeżywanie, i o
uważność na to, co niespodziewane.

A przede wszystkim o ŻYCZLIWOŚĆ.
Do siebie i swoich zasobów.

Do Wszechświata. Dla wszystkich błędów
które popełniamy i dla wszystkich, których
nie popełnimy nigdy bo po latach wzrosła w nas

…MĄDROŚĆ.

Siadam na miękkiej kanapie, i
otulam się kocem.

W ręku trzymam piękny ceramiczny
kubek z poziomkową herbatą.
Przy kolanach leży Lunka
z całym swym psim zapachem.

Za oknem pada deszcz, ale
mi jest ciepło i sucho.

Czy mogłoby być lepiej?
Jest wystarczająco dobrze.
Błogo. Bezpiecznie. Radośnie.
Nienachalnie dobrze.

Jest takie stare powiedzenie:

„Piękno mieszka w oku patrzącego”.

Poszłabym dalej i powiedziała:
Siła mieszka w oku przeżywającego.

Bo to, czy doświadczamy życia
jako porażki czy prezentu zależy
wyłącznie od punktu widzenia
i sposobu postrzegania świata.

Którą perspektywę dziś wybierzesz?

Niech święto równonocy jesiennej
będzie dla Ciebie okazją, by poczuć
obfitość siebie i świata. Bo wszyscy
mamy więcej, niż chcemy widzieć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s