Żeńskie-Męskie. Ile w nas Kobiety, a ile Mężczyzny?

Jakiś czas temu przyszła do mnie taka myśl:
że jeśli podkręcimy światło,
tym bardziej pogłębimy cień.

Odkrywcze prawda?
Brawa dla tej pani! 🙂

Jednak jakże łatwo zapomnieć
o prawach fizyki, które mają również
zastosowanie w rozwoju wewnętrznym.

Bo zobacz. Im bardziej skupiamy się
na inwestowaniu energii w to co dobre, przejrzyste
i pełne miłości, tym coraz wyraźniej widzimy
swoją mroczną stronę. Braki, agresję, zazdrość.

Czyli więcej światła – to również więcej cienia.

Tak jakby zwiększona świadomość ukazywała
całe spektrum możliwości. Znacznie więcej
niż początkowo dostrzegaliśmy.

Ale to nie będzie post o naszych
dobrych i mrocznych stronach, choć
przytoczony przykład nie jest tu bez znaczenia.

Chodzi mi po prostu, że to
działa we wszystkim.

Skupianie się na jakimś aspekcie siebie
jednocześnie pogłębia przeciwstawny biegun.

Odczułam to bardzo wyraźnie latem,
gdy wracałam ze zgromadzenia wszystkich
Kręgów Kobiet w Polsce.

Przez pięć dni i pięć nocy
towarzyszyły mi same kobiety
a jeden warsztat przechodził w drugi.

Ja sama z resztą pojechałam tam
z intencją wzmocnienia swojej
kobiecości, od której odcięta
byłam przez lata.

Jednak po pięciu dniach w towarzystwie samych
kobiet, chodzenia w długich spódnicach oraz
działania na wolniejszych obrotach, w końcu…

…wybuchłam. 

Wzmocnienie Animy, spowodowało
szaleństwo Animusa.

Dla niewtajemniczonych dodam, że
według psychologii Carla Gustawa Junga,
Anima, jest żeńskim aspektem człowieka.

Mądrością, intuicją,
obejmowaniem wielu rzeczy na raz,
pokojem, łagodnością, biernością.

Anima w nas odpowiada za wspaniałe pomysły
i wzniosłe idee. Jednak jeśli mamy słabego
Animusa, to idee pozostaną tylko ziarnami
rzuconymi o cement – nie urosną.

Animus to działanie, walka, siła,
konkret i zdecydowanie. To potężna,
męska energia, która pomaga nam
przekuwać zamysł w to, co materialne.

Podczas gdy Anima ma pomysł,
to Animus odpowiada za efekt końcowy:

wydanie książki, zrealizowanie biznesplanu,
stworzenie wystawy fotograficznej, zdobycie pracy.

Kiedy mamy te dwie części zrównoważone,
wszystko gładko się układa. Jesteśmy
zintegrowaną całością. Ale jak to bywa
z równowagą – dla każdego jest inna.

Zazwyczaj przeważa u nas
jeden z aspektów.

Ktoś ma więcej pierwiastka żeńskiego, a ktoś inny
bardziej męskiego, niezależnie od płci.

Ja mam silnego i dość agresywnego Animusa,
który po kilku dniach lekceważenia go
lubi ścinać ludziom głowy.

Ale spokojnie. Tylko w wyobraźni. 

Tam na wyjeździe, wśród
kilkudziesięciu kobiet o tym zapomniałam.

Zepchnęłam wewnętrznego mężczyznę do
ciemnej komórki i  zamknęłam drzwi na klucz.

„Jesteś mi niepotrzebny. Teraz 
wzmacniam Animę”. 

A że mój wewnętrzny mężczyzna
nie należy do pokornych chuderlaków,
możecie sobie wyobrazić, co zastałam,
gdy ostatniego dnia poszłam mu otworzyć.

Wyważone drzwi, rozszarpane zasłonki
rozbite słoiki i dziurę w suficie.

Innymi słowy:

Ostatniego dnia na zgromadzeniu
nakrzyczałam na koleżankę,
zaczęłam trzaskać drzwiami, kląć
i wszystkich poganiać.

A wracając samochodem do
domu z czterema kobietami,
założyłam słuchawki z muzyką na uszy,
bo miałam wrażenie że jeśli jeszcze raz usłyszę:

„proces
emocje
uczucia
czuję
wybrzmieć”

to rzygnę.

Przez kilka kolejnych dni
nie odbierałam telefonów od kobiet.

Nie chodziłam ani w spódnicach
ani w sukienkach. Ubierałam się
jak na wojnę.

Spodnie bojówki. Kurtka moro.
Wygodne trapery. Aha i bardzo, bardzo
bardzo dużo klęłam.

A kiedy musiałam gdzieś dojechać
komunikacją miejską, siadałam
wyłącznie obok mężczyzn.

Mój Animus trochę się… zniekształcił
i przybrał nadaktywną, nieco nawet
przerysowaną formę wyrażania.

Bo wzmocnienie jednego elementu
w sobie, zapominając o przeciwwadze
zawsze powoduje potężny dysonans.

Często zdarza mi się o tym zapominać.

I potem, na drugi dzień muszę się
tłumaczyć z rozbitych szklanek
agresywnych zachowań i braku delikatności.

Chyba czas przestać walczyć.

Czas uznać, że mam w sobie potężnego mężczyznę,
któremu muszę dać przestrzeń i obowiązki.

Wzmacnianie i zgłębianie swojej
kobiecości przy uznaniu męskiej strony
przynosi piękne rezultaty.

Bo wzmacnia też to, co zwykle
przypisuje się Animusowi – potrzebę
działania, walkę o swoje, wyrażania siebie
w sposób treściwy ale skondensowany.

Wpuszczam do swojego życia kobiety.

Pozwalam się wyrażać mojej wersji żeńskości.
Jednocześnie też uznaję w sobie męską energię.

Nie wyrzucę jej. To niemożliwe. Daję jej działać. 

Dałam Animusowi obowiązki.

Twórczość przekułam w działanie,
zdobyłam drugą pracę (niech zarobi mi
trochę pieniędzy, a co!), w sposób
zdyscyplinowany planuję i robię
to, co ma być natychmiastowo zrobione.

Pojawia się nowa idea, nowy zamiar?

Ok, działam. Siadam na tyłku i robię to,
co ma być do zrobienia. W skupieniu,
w pełnym zdecydowaniu i wytrwałości.

Nie twierdzę już, że kobieta jest taka,
jak przedstawia ją sztuka, literatura,
patriarchalne społeczeństwo czy religie.

Prawdziwa kobieta jest taka,
jaką się czujesz. Jednego dnia biegnie
z szaleństwem w oczach do celu,

a drugiego dnia pokornieje
i tańczy w atłasowej sukience.

Bo tyle wersji kobiecości,
ile nas – kobiet na świecie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s