Wracam do Domu

Wyjazdy do rodzinnego domu na wieś
są tak samo potrzebne jak regularne
odosobnienia i branie urlopu.

To takie BHP energetyczne.

Zawsze kiedy tu wracam
coś we mnie na nowo odżywa.

Przestrzenie, w których umarły nadzieje,
znów wypełniają się życiem, wiarą, pomysłem.

I nie wiem czy chodzi o sam pobyt na wsi,
o mokrą ziemię, czy powietrze,
które pachnie inaczej.

Ale gdy bywam w jakiejś emocjonalnej
krzywiźnie, czy poczuciu bliżej
nierozpoznanej tęsknoty, wiejska cisza
pozwala mi wrócić do stabilnego pionu.

Wstaję skoro świt.

Na dworze jest jeszcze ciemno.
W odległości kilometra
w żadnym domu nie pali się światło.

Spoglądam na zegarek.

Tu, w moim starym pokoju, jest taki prawdziwy,
głośno tykający budzik znaleziony
przez mamę na targach staroci.

Jest  5.20.

Wstaję, choć to trudne, bo poniemieckie
mury lubią trzymać chłód.

Gdy nie pali się w piecu śpię w
wełnianych skarpetach.

Lubię ten domowy chłodek.
Przyzwyczaiłam się do niego, i nawet teraz
zamiast odkręcać kaloryfer chodzę w grubym swetrze.

Tu jest prawdziwa cisza.

Ta wiejska jest bardziej surowa. Wymowna.
W jakiś abstrakcyjny sposób … głośna.

Powrót do rodzinnego domu
zawsze pozwala mi ukoić samotność.

Tęsknotę za czymś.
Odrzucenie. Smutek.
Wewnętrzną bezdomność.

Akurat w ostatnim miesiącu
było tego dużo.

Odrzucenie za odrzuceniem.
Milczący telefon.
Ignorowanie wiadomości.
Nikt nie miał czasu.

Wszechświat mówił:

Kama odrób w końcu lekcję!
Jej tematem przewodnim jest:

UKOCHAĆ SIEBIE.
WYSŁUCHAĆ SIEBIE.
NIE SZUKAĆ POMOCY U KOGOŚ.
ZNALEŹĆ MIŁOŚĆ W SOBIE.

Ukochać siebie nawet wtedy,
gdy wydaje się, że
nikt cię nie kocha.

Przyjąć bezwarunkowo, gdy
świat i ludzie odrzucają.

Być przy sobie, gdy inni
są przeciwko.

Przestać domagać się cudzej troski, .
Pogłaskać. Przytulić. Pokochać samemu.

Przede wszystkim
ZAAKCEPTOWAĆ.

Zwłaszcza to, co trudne.

To, co jak sądzimy może nas skreślić,
pogrążyć, uczynić wyrzutkiem.

Kilka lat temu podczas pierwszej
w życiu medytacji uważności
uderzyła mnie prośba osoby
prowadzącej praktykę:

„Nie staraj się niczego zmieniać.
Przyjmij takie, jakie jest”.

To największy akt miłości i dobroci
dla samego siebie.

AKCEPTACJA.

Często spotykam się z opinią,
że potrzeba rozwinięcia
miłości do siebie jest
największym aktem egoizmu.

Ludzie mówią: przestań w końcu tak bardzo skupiać się
na sobie i przekieruj uwagę na innych.

Tak. To faktycznie działa.
Do czasu.

Do tej wyjątkowej chwili, gdy
zamykam za sobą drzwi
i zostaję sama.

To właśnie wtedy jest ten moment,
który wymaga odwagi.

Spojrzenia w oczy poczuciu odrzucenia i
bycia gorszym. Teraz nie ma ani jednej
osoby, na której można byłoby się skupić.

Mogę włączyć Netflixa.
Mogę muzyką zagłuszyć uczucia.

Ale to ugasi niepokój
jedynie na moment.

Otwieram więc ramiona,
bo nic innego nie zostało.

Przygarniam i otaczam opieką to,
co jest niechciane i odrzucone,
brzydkie i kleiste.

Wracam do Domu.

Siadam na poduszce,
krzyżuję nogi, zamykam oczy
i liczę oddechy.

Czuję jak oddech wpływa przez
koniuszek nosa do płuc, a z płuc płynie
do wątroby, z wątroby, do prawej stopy.

Jestem w Domu.

„Witaj. Wróciłam.  Czego potrzebujesz?
Masz moją uwagę. Mów. Ja będę słuchać.
Kocham cię.”

Uważny oddech wpływa tam,
gdzie ciało tego potrzebuje.

Pokazuje napięcia.
Uwydatnia ból.
Rozprowadza błogość.

Jestem w Domu.

W prawdziwym domu pełnym
mistycznych korzeni.

Mam w sobie Przodków.
Mam w sobie Słońce,
Ziemię, Powietrze i Wodę.

Mam w sobie ptaki, konie, wilki
i zielone rośliny. Długie korzenie niczym drzewo.
Rozpalone serce niczym wielkie ognisko.

Jakże mogłabym tego nie kochać?

W każdej komórce mojego ciała,
w każdej myśli, czuciu i oddechu
mieści się cały Kosmos.

Kocham Cię.

A w tym Kosmosie są urazy
i poczucie winy, jest i złość
przenoszona przez pokolenia kobiet
w mojej rodzinie.

Są choroby. Odkryte
i nieodkryte. Są smutki.
Lęki. Samotność.

Ostatni miesiąc był
dla mnie trudnym czasem.

Nie miałam czego, ani kogo się
złapać. Odwrócił się każdy.
I bardzo dobrze.

Z dzisiejszej perspektywy widzę,
że tak miało być.

Miałam dać sobie
bezwarunkowe wsparcie.
Być przy sobie, gdy absolutnie nikt
nie chciał być, by trzymać za rękę.

Wykorzystałam tę szansę.

Świat się trzęsie lub rozsypuje w proch,
a ja bez walizek idę do siebie.
Wracam do domu.
Tak bardzo tęskniłam.

Kocham Cię.

Kocham Cię za wszystko, i kocham Cię pomimo
wszystko. Kocham w Tobie korzenie drzew,
wielkie ognisko, promienie Słońca, bezchmurne
Niebo i burzowe Chmury, co niosą Deszcz.

Wracam do domu.

Czasem na jeden oddech.
Czasem na dwa oddechy.

Ilekroć coś na zewnątrz powie NIE,
tyle razy ja powiem TAK.
Jestem w porządku.

 

7 myśli w temacie “Wracam do Domu”

  1. Fajnie tak móc wrócić do swojego pokoju, do chwil, które w danej przestrzeni się rozgrywały, spojrzeć na świat z domowej perspektywy. Mojego domu, którym się wychowywałam, dorastałam, z którego wyprowadzałam się do Męża już nie ma, został zburzony 😦

      1. Żeby było śmieszniej pracuje w miejscu, w którym stał mój dom. Ale brakuje mi możliwości wejścia do miejsca, w którym się bawiłam, w którym byli moi najbliżsi. Ale zdążyłam przed domem, z moją polroczną wtedy córką i z sąsiadką zrobić sobie zdjęcia. Ostatnia pamiątka, miesiąc później go zburzyli

      2. Wow! Ale historia! Jak z filmu. Zobacz jakie mocne związki- skoro pracujesz w tym miejscu, w którym stał dom. Pochyliłabym się nad tym, czuję w tym głębszy poziom.

      3. Może w skrócie to tak wygląda. Zburzyli mój dom, który był domem nauczyciela, mieszkały w nim dwie rodziny, by rozbudować szkołę, w której w tamtym czasie akurat już pracowałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s