Jedno, najważniejsze słowo na świecie

„Przecież jak ma się wielkie myśli, to wielkie słowa
są konieczne, żeby je wyrazić(…)”
Ania z Zielonego Wzgórza

Moje dwie piękne koleżanki, które są siostrami
zainspirowały mnie do kolejnego wpisu.

Ale nie bezpośrednio, bo z żadną z nich
nie widziałam się w ciągu ostatnich miesięcy.

Kontakt ograniczamy jedynie do wymiany
krótkich zdań na messengerze lub Facebooku.

I kiedy tak pisałam z jedną z nich, weszłam
na jej profil.

Kojarzycie facebookowe „zdjęcia
w tle”? To takie wizualne informacje
o nas, które pokazują kim jesteśmy.
Oczywiście w wielkim skrócie.

love

Co ciekawe- starsza siostra ma zdjęcie
z napisem „LOVE IS MY RELIGION”.
Prosta sentencja na głęboko
zielonym tle.

Druga, młodsza ma bardzo
podobne, choć inne zdanie:
„KOCHAM WOLNOŚĆ” –
napisane po hiszpańsku.

Czy umówiły się na tak podobne tablice,
czy po prostu to typowe dla sióstr,
by wpadać na podobne pomysły,
nie jestem pewna.

Jednak, gdy zdałam sobie sprawę,
że te dziewczyny krótkimi zdaniami wyrażają
swoje największe wartości, zaczęłam
myśleć: co jest moją?

te

Gdyby miało mnie
określać jedno słowo,
lub obraz, co by to było?

Na tablicy mam wypisane zdanie,
a właściwie cytat Stephena Hawkinga:

„CISI LUDZIE MAJĄ
NAJGŁOŚNIEJSZE POMYSŁY”.

Jakże trafne określenie, na to kim jestem.
Bo między tymi słowami ukryte
są moje największe wartości.

CISZA
KREATYWNOŚĆ
WRAŻLIWOŚĆ,
które wzajemnie się uzupełniają,
bo przecież jedno umożliwia drugie.

Wrażliwość wymaga ciszy, a
kreatywność ma początek we wrażliwości.

KREATYWNOŚĆ towarzyszy mi od dziecka.
Może dlatego, że jako jedynaczka
zawsze musiałam sama zorganizować
sobie swój czas.

Na początku lat 90-tych nie było
„kultury” bawienia się z dzieckiem.
Dzieci na ogół bawiły się same –
na wielkich podwórkach,
boiskach, wśród zarośli i PRL-owskich ruin.

Nie było komputerów, smartfonów, internetu.
Nie było komiksów ani wież stereo.

Miałam do dyspozycji kredki, papier,
długopis, blok, kolorowy zeszyt, plastelinę
i skarby znajdywane na podwórku:

kamyki
muszelki, sznurki,
kolorowe szkiełka przez które
świeciło słońce, tudzież mały
prowizoryczny warzywniak, w którym
rosły koper, lubczyk i marchew.

Moje zabawy polegały na graniu w sklep.
Sprzedawałam własnoręcznie klecone towary,
tudzież hodowlę biedronek w słoiku
z dziurkami.

Pisałam opowiadania o królikach,
wydawałam własną gazetę
a potem wciskałam je ludziom za kilka monet,
które od dawna nie były w obiegu.

I chyba dlatego moją najlepszą przyjaciółką w tamtym
okresie była… Ania z Zielonego Wzgórza.

ania

Aby się do niej upodobnić zażyczyłam sobie
słomiany kapelusz na urodziny.

Chodziłam w nim latem
pośród traw i drzew wymyślając w głowie
niestworzone historie, pisząc krótkie wiersze
i marząc o wielkiej miłości.

A teraz?

Cóż, czasem zapominam o kreatywności.
Bywa że żyję strasznie dorośle.

Pilnuję terminów,
wszędzie się śpieszę, kontroluję,
planuję, obiecuję, wywiązuję się z
przyrzeczeń i licznych obowiązków.

Ale czasem, gdy jest już tego zbyt wiele,
„wybucham”.

Nie, nie chodzi o gniew.

Moje „wybuchy” przypominają raczej
totalne rozmemłanie.

Chodzę cały dzień w piżamie.
Nie robię obiadu, puszczam muzykę, tańczę,
bawię się z psem a na spacer obieram nieznaną ścieżkę.
Gdy wracam siadam do biurka i biorę to, co mam pod ręką.

I piszę.
Maluję.
Lepię zwierzaki z plasteliny.
Naszywam kwiatki na spodnie.
Piekę ciastka.A potem je zjdadam
popijając gęstą czekoladą na mleku owsianym.

Tańczę.
Piszę wiersz.
Wycinam chmurki z filcu.
Znajduję film, przy którym
płaczę jak małe dziecko.
I zasypiam umorusana czekoladą.

Następnego dnia budzę się, by
znów wrócić do standardowych
obowiązków i życia w gorsecie.

Tak jakby żyły we mnie dwie osoby.
Jedna poważna, a druga – z Cienia.
Szalona siostra, która zawsze sprawiała
problemy i naginała zasady dla własnych „widzimisie”.

Jedna na facebookowej tablicy ma napis „ROZWAGA”,
a druga „ZABAWA”. Pierwsza ma sto lat, a druga wciąż pięć.

Uczę się tej drugiej częściej uchylać drzwi do mojego świata.
Dzięki temu robi mniej szkód – mniej z przesadą.
A rozważna odpuszcza kontrolę i uczy się bawić.

Tkam nić życia ze wszystkich barw.
I szarości i różu i tęczy. I tworzę
wciąż na nowo piękne dni i noce:

z gwiazd, księżyców i słońc.
Ludzi, obowiązków, nudy i podróży.

Bawię się pośród poważnych ludzi
i tańczę pośród dużych dzieci.
Uczę się znajdować w tym drogę środka,
choć zwykle przechyla mnie w jedną stronę.

Raz w lewo,
raz w prawo,
jak człowiek na linie
rozwieszonej między dwoma budynkami.

Gdyby miało Cię określać jedno słowo,
co by to było? A gdyby miało być zdjęciem,
obrazkiem, kolorem, to jakby wyglądało?

Narysuj, wylep, napisz, wyszyj, upiecz TO.
Czasami im mniej nazw tym więcej do powiedzenia.

 

 

Reklamy

2 myśli w temacie “Jedno, najważniejsze słowo na świecie”

  1. „Czy róża pachniałaby tak samo wspaniale, gdyby się nazywała kapustą lub ostem? “ – Ania z Zielonego Wzgórza. 😊
    Też dorastałam w latach 90tych…a Ania była odzwierciedleniem mojej romantycznej duszy – przeczytałam wszystkie kolejne części. Ale jeśli chodzi o to jedno słowo, to nie umiałabym wybrać jednego jedynego, chociaż po głowie tłucze mi się KOMPROMIS albo RÓWNOWAGA ale przecież MIŁOŚĆ jest sednem mojego życia. Uwielbiam to włoskie ATTRAVERSIAMO z „Jedz, módl się i kochaj ” mogłoby być i moim słowem, bo wolę przejść na drugą stronę chodnika, niż narażać się na różnego rodzaju konflikty, ale też czasem przechodzę na „drugą stronę” w ogóle – nie trzymam się kurczowo jednego, raz obranego kierunku.

    1. Pięknie napisane. Jestem wielbicielką „Jedz, módl się i kochaj” – zarówno książki jak i filmu. Całkowicie zapomniałam o słowie „Attraversiamo”… Brzmi jak czekoladowe ciastko z ciepłą polewą 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s