Archiwa tagu: dziongsar khjentse rinpoche

2019? To był rok Siostrzeństwa!

Nie jestem typem osoby, która hucznie
żegna stary rok. Wręcz przeciwnie.

Zostaję w domu w piżamie i
bez makijażu, w zupełnej ciszy.

Kontempluję nad tym, co odeszło i kim
się stałam. Jestem bliżej śmierci
i o rok bogatsza w doświadczenia.

Rok 2019 był bardzo mocnym czasem.
Tak jakby nagle zintensyfikowały się
wszystkie doświadczenia, którym
od lat mówiłam: „nie, dziękuję”.

To był rok:
siostrzeństwa
otwierania się
wychodzenia do ludzi
zdecydowanego rezygnowania
odważnego wchodzenia w nowe
mówienia NIE temu, co nie służy
mówienia TAK, gdy coś było ciekawe.

Niesamowite jest to, że wszystko przyśpieszyło,
a intencje wysłane w Kosmos nareszcie
przyniosły owocne rezultaty.

ROK OPUSZCZANIA SKORUPY

Zaczęło się już 31 grudnia 2018 r.
Mieszkałyśmy z Luną u koleżanki,
spakowane w siedem małych kartonów.

W ciągu ostatniego półrocza
przeprowadziłyśmy się już trzeci raz.
Byłam zmęczona i tęskniłam za miejscem,
w którym nareszcie mogłabym zapuścić korzenie.

23 przeprowadzki w ciągu 33 lat?
Ok. Póki co mi wystarczy.

Tak się szczęśliwie złożyło, że w ostatni
dzień 2018 roku pojechałam
obejrzeć kawalerkę pod lasem w Sopocie.

Mieszkanie miało wszystko, czego chciałam:
drewnianą podłogę, okna wychodzące na
południe, mały balkonik, osobną kuchnię i…
wielki las za oknem. A na parapecie stał Budda.

Dzień później, 1 stycznia 2019 roku
z duszą na ramieniu jechałam pociągiem z kwotą
5 tysięcy złotych w kieszeni na podpisanie
umowy przedwstępnej.  A potem wszystko nabrało tempa.

Tak jakby przeprowadzka do Sopotu nagle
otworzyła mi setkę nowych drzwi. Przez każde
z nich do mojego życia zaczęły wchodzić Kobiety.

Trzydziestoletnie, czterdziestoletnie,
młode podlotki, Staruchy i Wiedźmy.
Wszystkie po to, by czegoś mnie nauczyć.

Intencja wysłana pół roku wcześniej, że
nie wejdę w żaden związek póki nie dopuszczę
do siebie kobiecości, nareszcie zaowocowała.

received_891147744592991

KOBIETY

W marcu pojawiłam się na pierwszym
Kręgu Kobiet, gdzie poznałam trzynaście absolutnie
inspirujących dziewczyn w różnym wieku.

Z niektórymi, po dziewięciu miesiącach
częstego kontaktu jestem bardzo blisko zżyta.

Potem pojawiły się kolejne Kręgi, a wraz z nimi
warsztaty rękodzieła, koncerty, tańce, kino,
śpiewanie i granie na instrumentach.

Pojawił się mężczyzna, na chwilę.

Bo chciałam sprawdzić, czy jestem w stanie
coś poczuć. Ostatecznie zobaczyłam w tym
cenną lekcję zaufania do siebie.

Zamiast pójść za tym, co analizowała głowa,
(Co ci szkodzi? Fajnie będzie!)
poszłam za tym, co mówiło serce.
(Nie ten czas, nie ten człowiek).

Latem wybrałam się w Tarnowskie Góry,
do miejsca, w których spędziłam pięć dni
w towarzystwie sześćdziesięciu Kobiet.

To tam poznałam Jagodę.

Jagoda, lat 52, wyzwolona matka dorosłych synów,
nauczycielka seksu tantrycznego, terapeutka
i studentka seksuologii.

Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, pomyślałam:
„Taka chcę być za 20 lat”. I choć mieszkamy w zupełnie
różnych rejonach Polski, to kontakt mamy do dziś.

Myślę, że pojawiła się, by pokazać mi
blokady na poziomie seksu. To jedyna
kobieta, z którą mogę godzinami rozmawiać
o seksie bez wstydu. Jagoda pokazuje mi
rzeczy z innej, bo dojrzałej perspektywy.

Mówi: Boisz się? Dobrze, ale rób,
eksperymentuj, sprawdzaj! Zobacz
kim jesteś!

PRZEMIJANIE

Nieco wcześniej zmarła moja babcia,
mama mojej mamy.

Noszę po niej drugie imię, choroby,
tendencję do zajadania smutków,
zazdrość i dziwny, nieco stłumiony
stosunek do kobiecości i seksu.

Kiedy dowiedziałam się o jej śmierci,
zrobiłam jej rytuał pożegnania, i choć
nie jestem katoliczką pojechałam na pogrzeb,
bo czułam, że to ważny czas.

Weszłam do kaplicy z otwartą trumną i śpiewałam z wiejską
wspólnotą żałobne pieśni. Wcześniej nigdy tego nie robiłam.
Bałam się widoku śmierci. Pewnie dlatego, że i samego życia
się bałam. A przecież śmierć to transformacja i nauka pokory.

Czuję, że podczas ostatnich miesięcy wiele
uzdrowiłam z tego, co babcia miała poblokowane.

Tak jak jej mama. I mama jej mamy. I pewnie jeszcze
kilka żeńskich pokoleń wstecz.

Czy uda mi się uzdrowić wszystko
w trakcie jednego życia? Nie wiem.

Pojawienie się Jagody było znakiem, że czas rozkruszyć
przestarzałe schematy i żyć w zgodzie z sercem.

czapielsk

NATURALNY PRZEPŁYW

Moje ciało coraz bardziej otwierało się na uczucia.
Przestałam hamować ich naturalny przepływ.

I choć przeszłość wciąż łapała mnie za chabety,
to życie, które chciało się przejawić taranowało
wszystkie trudne blokady.

W tym czasie odeszło sporo ludzi.

Bo „jestem dziwna”, „bo pomieszana”,
„bo nie wiem o co mi w życiu chodzi”,
„bo wciąż szukam, a ile można szukać”?

Szukać można całe życie.
A jeśli twierdzisz, że znalazłeś
to … cóż. Co dalej?

Przyszło uzdrowienie na poziomie ciała,
powrócił apetyt. Nie tylko na jedzenie, ale
na relacje i doświadczanie. To był rok odwagi.

Zobaczyłam, że potrafię o siebie zadbać.
Zarobić, ogarnąć, załatwić, poprosić o
pomoc i samej pomóc innej osobie.

Mam też jedną nową zasadę, która brzmi:
„Nie mam czasu, dla ludzi, którzy nie mają czasu”.

Znasz to?

Piszesz to wieloletniej znajomej,
i pytasz o spotkanie, a ona mimo
zapewnień jak ważna jesteś wciąż
odpowiada: „Innym razem. Nie mam czasu”.

Nie pytam trzeci raz.
Może Ty nie masz na to czasu,
ale ja nie mam przestrzeni
na wieczne odmowy. I dobrze mi z tym.

AAALAAA

TYSIĄC UCZUĆ WE MNIE I … ZGODA

Czuję się żywa jak nigdy.
Jestem zaskoczona ile mam gniewu,
i pozwalam mu zarobić trochę pieniędzy.
Tulę smutek a niepokój ogarniam uważnością.

Jest też we mnie zazdrość,
moja wielka nauczycielka, która
mówi o niespełnionych potrzebach.

Jest i radość, która zabiera mnie
na tańce. Jest ciekawość z którą odkrywam
nowe lądy. Są chęci i marzenia, rozbite talerze
i wycie w bólu do księżyca i utraty tchu.

Właśnie tak wyobrażałam sobie
prawdziwe życie. Bez hamowania. Bez stawiania
niepotrzebnych blokad. Z całkowitą akceptacją.

Obejmuję więc dziś swoją życzliwą uwagą
wszystko, co jest we mnie. I te niechciane części
i te kochane scalam w jedno, bym mogła
być tym, kim  w istocie byłam od zawsze.

Nie muszę się nikim stawać.
Jestem kompletna. Ktoś twierdzi
inaczej? To nie mój problem.

Życzę Wam kochani ODWAGI do bycia
sobą. Przygarnijcie to, co
brzydkie i lepkie.

Wyrażam wdzięczność:
dla Matki Ziemi, że mnie niosła,
dla wszystkich Kobiet z mojego rodu,
które były i wciąż są wielkimi nauczycielkami.

Dziękuję tym, które odeszły
i tym, które przyszły:

Magdzie, za bezinteresowną miłość.
Monie, za inspirację.
Ani za wrażliwość.
Adzie za dzikość.
Jagodzie za bezwstydność.
Oli za widzenie.
Marzenie za chichranie się w lesie.
Uli za łagodność.
Monice za pamięć.
Asi za ciepło i serdeczność.
Agacie za Zamknięty Krąg.

I oczywiście mojej najdroższej psiej
przyjaciółce, Lunie, która pozwala mi
spełniać moje matczyne zapędy
i przyjmuje miłość bezwarunkowo.

KOCHAJCIE, WSPIERAJCIE SIĘ,
BĄDŹCIE POŻYTECZNI. NIECH
WSZECHŚWIAT WAS ROZPIESZCZA
W KAŻDYM DNIU 2020 ROKU.