Mój przyjaciel, psychiatra

Co najmniej 1,5 miliona Polaków rocznie trafia do psychiatry. Większość z nich stanowią kobiety. Tak przynajmniej mówią statystyki. Ja byłam trzy razy. I trzy razy czułam, że popełniam błąd.


Nie twierdzę, że ludzie nie powinni chodzić do psychiatry, bo pewnie niektórzy powinni. Znerwicowani, schizofrenicy, z psychozą maniakalno-depresyjną, niedoszli samobójcy. Ale czasem Ci „lżejszego kalibru” chcąc nie chcąc też potkną się o psychiatrę NFZ. Tacy  jak ja. Z wypłatą poniżej średniej krajowej, których nie stać na płatną poradę.

Czy coś mi dolegało?
To, co każdemu sfrustrowanemu życiem Polakowi.
Niskie poczucie własnej wartości, kompleksy, smutek, lęk.

U pierwszego psychiatry nie było tak źle.
Odwiedziłam go, bo chciałam dostać skierowanie na terapię indywidualną.

Wie pan, w zasadzie to nic mi nie dolega. Po prostu jestem zamknięta w sobie, źle się czuję w towarzystwie większym niż trzy osoby. Jestem nieśmiała. Mam melancholijne nastroje.
-A czy pani to przeszkadza?
-Proszę?
-Czy pani przeszkadza to, że jest pani osobą nieśmiałą, która nie umie funkcjonować w dużych grupach?
-W zasadzie… to nie. Ale innym chyba przeszkadza…
-A to już nie pani problem. 

Lekarz powiedział, że nie może wystawić mi skierowania na terapię indywidualną, bo skończyły się fundusze z budżetu świadczeń NFZ. „Pula została w pełni wykorzystana”

-Ale jak tylko dostaniemy nowe środki od razu do pani zadzwonimy. O tu, w tej rubryce proszę numer telefonu zostawić. A póki co, żeby spokojniej się żyło, mogę przepisać odpowiednie leki.
-To ja już podziękuję.

Wyszłam a oni nigdy nie zadzwonili.

W międzyczasie byłam jeszcze u pewnej pani psychiatry o której wolę nie wspominać, bo nawet nie podniosła na mnie wzroku znad ciasno zapisanego planera … Ale trzeci raz przekonał mnie definitywnie, że wszelkie chęci korzystania z psychoterapii na NFZ są bezcelowe i jałowe.

Otóż za namową koleżanki zapisałam się do psychiatry w Sopocie. To była publiczna placówka z dobrą renomą. Na recepcji upewniłam się, czy aby na pewno to działa tak jak koleżanka powiedziała. Że oto idę na konsultacje psychiatryczne, psychiatra potwierdza, że tak, że terapia indywidualna wskazana i daje świstek a ja z tym świstkiem co tydzień przychodzę do zakładowego terapeuty.
-Dokładnie jak pani mówi– potwierdził uprzejmy pan na recepcji.

Więc oto idę 10 stycznia, odświętnie ubrana, z rozwichrzonym włosem. Siadam w poczekali, trzęsę się i nerwowo macham nogą, czekając na zaproszenie. Otwiera stary, gruby lekarz, twarz nieprzyjemna, jakiś taki zgorzkniały, zmęczony życiem. Mówi:

-Siada pani. Co dolega?
-W zasad
zie to nic takiego. Po prostu chciałabym zacząć chodzić na terapię, bo sobie nie radzę.
-Z czym?
-Mam niskie poczucie własnej wartości, dużo kompleksów…
-W Polsce kompleksy nie są chorobą. Proszę znaleźć sobie terapeutę prywatnie!
-Ale na recepcji zostałam poinformowana, że…
-To pani została źle poinformowana! Daję skierowanie tylko własnym pacjentom w ciężkiej depresji. Pani nie wygląda na chorą!
-Proszę pana. Jak tak można ludzi traktować? Ja byłam umówiona od miesiąca. W pracy sobie wolne specjalnie wzięłam.
-To proszę złożyć zażalenie. A jak pani chce sobie na terapię pochodzić, to znaleźć taką za pieniądze.
-Łatwo panu mówić. Ja jestem zwykły człowiek. Żyję za 1500.
-Pani w Trójmieście spokojnie terapeutę znajdzie 100 zł za godzinę. Nie widzę problemu. Żegnam i proszę wpuścić kolejną osobę.

Nie wymyśliłam tego. Tak się z Tobą obchodzą na NFZ.
I jak tu pracować z emocjami? Jak nauczyć się odrzucać złe nawyki? Jak dostrzegać powtarzalne mechanizmy destrukcyjnych zachowań? Co zrobić z lękami, niską samooceną, co zrobić ze smutkiem?

kama2

Jeżeli masz osobowość neurotyczno-melancholijną albo jesteś nadwrażliwy i nie jesteś przy tym uzależniony od alkoholu/narkotyków/jedzenia/seksu/hazardu to lecz się sam lub za pieniądze.

Bo melancholia to najwyraźniej wymysł Woodego Allena a w Polsce nie ma na to miejsca. Jaka szkoda tych wszystkich wspaniałych ludzi z potencjałem, którzy na całe życie utkną w miejscu, bo sami nie potrafią czegoś przepracować na poziomie psychologicznym. Mi siebie samej jest szkoda. Zostają mi tylko terapeutyczne książki i tysiąc rzeczy, które bardzo chciałabym zrobić, a nie zrobię. Bo ludzie, bo strach, bo melancholia.

 

Reklamy

8 Comments Add yours

  1. Noooo ten pierwszy psychiatra to całkiem fajnie… Nie Twój problem, racja :), ale reszta… coś na ten temat wiem… tylko, że ja wylądowałam w końcu na prywatnej terapii i nie wiem jakim cudem po czterech nieudanych próbach „pomocy” publicznej… Że zaufałam po raz kolejny to zakrawało na cud. Bo ileż razy można mówić to samo i się otwierać przed nową osobą.

  2. Kamila Gulbicka pisze:

    Też korzystałam z terapii prywatnej w roku ubiegłym. Przynajmniej tak długo, jak długo mogłam sobie na to pozwolić. Kiedy musiałam zrezygnować, poczułam i wciąż czuję, że pewne rzeczy wciąż są nierozwiązane. Że u takich wrażliwych jednostek proces indywiduacji musi potrwać. A wsparcie osoby, która się zna i życzy jak najlepiej, jest nieodzowne.

  3. Madzia pisze:

    W INTERWENCJI KRYZYSOWEJ jest bezpłatna terapia i bez skierowania. Sama chodze 4 lata. Dla osób po ciężkiej traumie długoterminowa a dla innych z jakimś kryzysem co sobie nie mogą poradzić chociaż 10 konsultaji

  4. Madzia pisze:

    a psychiatrę polecam w GCZ w Gdańśku wysłucha a czasem nawet trzyma niektóych kilkadziesiąt minut jak widziałam i prowadzi psychoedukację. mi dał skierowanie na oddział dzienny 3 mies terapi za free jak poprosiłam

  5. mmmm pisze:

    Ja bylam w sumie u kilkunastu – dzieki bogu udalo mi uporac z nowymi ranami jakich Te terapie mi przysporzyły : Protekcjonalne traktowanie, ignorowanie, krytykowanie tego kim jestem, wymuszanie zapewnień ze terapia pomaga. Nie poznałam dobrego terapeuty. Wg mnie wszyscy – z wyjątkiem kilku którzy napisali książki o tym jak sobie radzić to osoby uciekające od siebie w problemy innych – a potem sfrustrowane jeszcze bardziej. Ktos kto nie jest autentyczny i szczęśliwy nie jest w stanie nikomu pomoc. Bez względu na to czy dostaje kasę z nfz czy od ciebie bezpośrednio.

  6. enhap pisze:

    Dlatego zaczęłaś pisać bloga 😉 ? Ja chciałem dać ludziom więcej od Siebie, Twórczości, pomysłów. Ale, niestety, nie sprowadziło to dla mnie nowych, pięknych, rzeczywistych relacji.

    A co do psychiatrów, najwidoczniej musiałaś popełnić te błędy tyle razy, ile było trzeba. Byłem na terapii grupowej, napisałem o tym, dziękuję bardzo. Skuteczne minimalnie. A psychiatry? Prędzej bym się pociął, mówię tutaj całkowicie serio. Masakra, nie ma nic gorszego, ewentualnie antybiotyki – bo są jeszcze bardziej popularne. No ale cóż, może dzięki takim wpisom (przyklejam się, bo sam często piszę takie historie) ludziom się otworzą oczy. A może i nie 😉

    Pozdrawiam ciepło, też „emocjonalny” 😉

  7. Monika pisze:

    Jest tylko jeden psychiatra, który może uleczyć Twój smutek…….. Jezus. Pozdrawiam i trzymam kciuki

    1. Kamila Gulbicka pisze:

      Na tym blogu to nie ten kierunek Moniko 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s