Czasem trzeba powiedzieć STOP

Planer wypełniony po brzegi:
praca, joga, terapia, upiec nowe rewelacyjne ciasto,
zrobić zakupy, oddać buty do szewca, posprzątać,
przeznaczyć więcej czasu rodzinie, powiesić
pranie, zdjąć pranie, zakupy (a przepraszam, już było),
aha i czasem zdrzemnąć się w nocy.

Czy to o czym mówię, jest Ci znane?

W weekend dobieram sobie jeszcze warsztaty z nauki
oddychania, i rozmyślam o propozycji terapeutki, która
zaprosiła mnie na grupowe ćwiczenia z Komunikacji Bez Przemocy.

Zaczynają się o 10.00, kończą o 16.00.
Jedynie mały kwadrans przerwy w środku.
.
Jak pięknie. Jestem zorganizowana
i nie tracę czasu na pierdoły.
Siłaczka. Heroska. Kobieta ogarnięta.
Rozwijająca się. Pracująca.

Niestety, nawet rozwój może szkodzić,
a bynajmniej jego nadmiar.

Nadszedł dzień, w którym ciało krzyknęło STOP!
Zapaliło czerwoną lampkę w okolicach pęcherza
i na ten sam kolor pokolorowało gardło.
Odebrało mowę. Unieruchomiło. Rozbroiło.

Ale jak to? Dlaczego? Myślę sobie. Przecież zdrowo
się odżywiam. Ciepło się ubieram. Mam solidne buty
i kurtkę na słotę.

Ciało jednak swoje wie.

A kto codziennie wstaje o 5.00 rano? A kto
wypija kawę za kawą, żeby udźwignąć grafik?
Kiedy ostatnio przespałaś dziewięć godzin?
Kiedy się zregenerowałaś i wyleniłaś za wsze czasy?
Kiedy pozwoliłaś sobie na zwykłe przyjemności?

Ciało jest mądre. Ciało jest szczere. Ciało nie kłamie,
bo nie potrafi. Odda ci wszystko z nawiązką. Każde
niedospanie, zbyt duży reżim, zbyt duży ruch w środku
przyniosą określone skutki. Podobnie jak przeciążony
silnik, zakaszlnie trzy razy i więcej nie pojedzie.

20170909_103518 (2)

I jeśli ja o nie nie zadbam, to ono zdecyduje się zadbać
o siebie samo. Zatrzyma w domu pod kocem,
zabroni aktywności i zmusi do snu i barłożenia.

Poddałam się więc. Niech i tak będzie.
Odwołałam warsztaty z oddychania i jogę
a dogłębnemu sprzątaniu i nauce
pieczenia skomplikowanego ciasta
o trzech kolorach powiedziałam NIE.

Zwalniam. Pozwalam sobie na bycie słabą
i niedoskonałą. Nie będę robić nic. Leżę.
Czytam. Oglądam Sherlocka Holmesa. Piszę,
gdy mi się chce. A jak mi się nie chcę, to nie piszę.

Wyłączyłam budzik. Zaparzyłam imbryk dobrej
herbaty z miodem i cytryną. Ukroiłam do herbaty babkę.
Włożyłam nowe kapcie, które czekały na wielki dzień
odarcia z metek. Otworzyłam biografię Tolkiena,
którą po trudach zdobyłam w Sopockim Antykwariacie.
O boże, jak cudownie! A więc tego było mi trzeba!

Dużo pisałam o hygge,
choć mało go miałam. Tak trudno przecież jest wyłączyć
wzorzec, że ruch oznacza życie, że trzeba, że muszę.

Układ nerwowy nie zna spoczynku. Faluje wysokimi krzywiznami
niczym dzieło Picassa na elektroencefalogramie.

STOP. Dbam o siebie. Nie o Ducha, nie o rozwój,
nie o dietę, i nie o pranie. O siebie.

Tak jak rodzic dba o dziecko.
Dopieszczam się, dogrzewam,
dosypiam, dojadam. Jestem dla siebie czuła i kochająca.
Jestem taka, jaka jestem dla innych, choć dla
siebie bywałam surowa i wymagająca.

Dogrzać się, dopieścić, dotulić, dokochać.
Jakie to ładne, miękkie słowa. Mięciutkie, puchate,
ciepłe. A więc po to jest jesień i po to
jest przeziębienie. By zwolnić. By ukochać się
mocniej. By odnaleźć wewnętrzną ciszę i zastój.

Każde życie chce być przecież w równowadze.
Skoro jest Yin to gdzieś musi być Yang.
Ruch wymaga spoczynku a hałas równoważy
się ciszą. I owszem, aktywność jest rozwojem.

Lecz rozwój, jak wszystko inne ma swoje miejsce
i określony czas przeznaczenia.
Karmi się ruchem, lecz wymaga też cienia
i bezwietrznej pogody. Bez tego żaden owoc nie
wyrośnie, lecz uschnie nierozważnym nadmiarem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s