Szafran i lawenda. Czyli jak poznałam Martę Dymek

To było kilka tygodni temu.
Gorąca ale wietrzna sobota,
która rozebrała Gdańszczan z
kilku warstw ciuchów, a na
nosach wysypała piegiem.

Denerwowałam się od samego rana.
Ból żołądka to pikuś, w porównaniu
z falami myśli, które dokuczały od
momentu, gdy wyłączyłam budzik.

Czy dam sobie radę? Czy nie zadam
głupich pytań? A jeśli mnie nie polubi?
A jeśli pomyśli, że jestem:

1.brzydka
2.głupia
3.jąkająca się
4.zacinająca
5.widocznie przestraszona

przez co ułoży sobie wniosek
ostateczny, że jestem AMATORKĄ?

Te myśli pokazują raczej niskie poczucie
mojej wartości, niż realne zagrożenie, że
Marta Dymek może być osobą z uprzedzeniami
lub nieustannie oceniającą.

Tak naprawdę oceniająca byłam ja.
A do tego mocno krytyczna wobec samej siebie.

Ale jak tu się nie denerwować,
gdy idę przeprowadzić profesjonalny
(w zamyśle oczywiście) wywiad z idolką?

Jej życiorys śledzę od wielu lat,
podobnie jak bloga, „Jadłonomię”,
który nie raz uratował moje garnki
przed katastrofą braku smaku.

Dzięki Marcie Dymek nauczyłam się
robić czekoladowy mus z awokado,
oraz morelowy biszkopt na occie.

To ona, jako pierwsza w Polsce
odczarowała pejoratywne pojęcie
„weganizmu”. I dzięki niej uwierzyłam,
że rzeczy niemożliwe nie istnieją. I że
chcieć, to inaczej móc to zrobić.

Na wywiad umówiłyśmy się w Sztuce Wyboru.
Miłej kawiarni w artystycznej dzielnicy Gdańska.
Sztuka Wyboru jest domem wszystkich hipsterów,
poetów, malarzy i zakochanych w sztuce intelektualistów.

Na parterze serwują wegański sernik z orzechów
nerkowca, a na piętrze robią wystawy obrazów.

Tym razem w galerii były krzesła. Setka
krzeseł, bo organizatorzy spotkania autorskiego
spodziewali się sporej liczby gości. I faktycznie.

Gdy po wywiadzie poszłam na górę, okazało się,
że wszytko jest zajęte. Marta Dymek opowiadała
o asafetydzie. Hinduskiej przyprawie, która od roku
gości na mojej kuchennej półce.

Jeśli śledzisz „Jadłonomię” to wiesz jak smakuje.
Podobnie jak szafran, liście curry czy kozieradka.

W kawiarni byłam przed czasem. Usiadłam na
białej kanapie, która pierwszą biel ma już
dawno za sobą, włączyłam laptopa i raz
jeszcze po kolei przypominałam sobie wszystkie
fakty z jej życia. Ile miała lat, gdy zostawiła
agencję reklamową, na ile wycenia się jej bloga
ile książek sprzedała, ile, ile, ile….

I nagle zdałam sobie sprawę, że na tym
polega nasz błąd- ludzi zachodu. Za bardzo
skupiamy się na aspektach materialnych człowieka
zamiast na tym, jakim człowiekiem jest w istocie.
To jakieś szaleństwo! Nie, ta rozmowa nie może
ta wyglądać. I nagle wchodzi. Zwykła, naturalna,
uśmiechnięta.

-Pani Kamila?- pyta, podchodząc do kanapy.
W tłumie bym jej nie poznała. Ciemna koszula
w białe kropki i wygodne bawełniane spodnie,
zero makijażu. A jeśli jest, to niewidoczny. Na głowie
blond kok, jak zawsze- jej znak rozpoznawczy.

-Kamila- odpowiadam. – Czy możemy mówić sobie na „ty”
-Och, tak! Co za ulga. Będzie o wiele milej – uśmiecha się.

Oczywiście, żadna z moich obaw się nie spełniła.
Marta okazała się uroczą, skromną i całkowicie
naturalną osobą. Żadną tam gwiazdą, czy celebrytką.

Z resztą jeszcze zanim się spotkałyśmy, w mailach
wyraźnie zaznaczyła, że nie chce byśmy rozmawiały
o niej, lecz o misji, którą realizuje. O weganizmie,
o zwierzętach, o roślinach, o edukowaniu innych.

Polubiłam ją od pierwszej chwili, bo nie sprawiała wrażenia
osoby, która broni się przed dziennikarzem murem.
Zastanawia mnie, skąd to zaufanie? Może jeszcze
się nie sparzyła? A może po prostu tak już ma,
że wszystkim od początku udziela kredytu zaufania?

Dziś, zajadając wegańskie ciasto z lawendą, oraz
gotując żydowski kapuśniak, wg jej przepisu
myślę o niej ciepło. Biorę w ręce „Nową Jadłonomię”
i nabożnie przekładam kartkę za kartką.

To niesamowite, że za każdym przedmiotem
stoi jego historia. Historia człowieka, który
miał marzenia, wiarę w to co robi oraz odwagę,
by wydać je na świat. A wszystko zaczyna się od
jednej myśli. „A może by tak…”.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s