Archiwa kategorii: Przepisy kulinarne

Rozmowy o etyce i wegańskie muffiny, które zawsze wychodzą

Od dwóch dni spędzamy z Luną majówkę na wsi.
Kraina Dolnej Wisły to uroczy zakątek nieopodal
Kwidzyna, gdzie żaby rechoczą godowe serenady,
a po niebie krążą myszołowy.

Tu jest mój rodzinny dom. Tu są moje korzenie.

Na wsi, z samotnika przeistaczam się w człowieka,
któremu wiecznie otwarte drzwi są niestraszne.

wiosna

-Czemu nie jesz mięsa?- zapytał mój
dziewięcioletni kuzyn Wiktor, który wtargnął
w porze kolacji, mówiąc, że chciał mnie zobaczyć
po tak długim okresie nieobecności.

-Bo jestem wegetarianką.
-Ale dlaczego?

-Bo kocham zwierzęta. Nie zabijam ich.
I nie zjadam przyjaciół- odpowiedziałam,
trochę bez namysłu.

Po prostu zawsze to powtarzam, gdy ktoś
pyta o kwestię diety. Nie przyszło mi do głowy, że
dziewięciolatkowi wypadałoby to wyłożyć w inny,
może mniej drastyczny sposób. A ja tu o zabijaniu…

-Ale przecież jesz kotleta! – mówi, gdy wkładam
sobie do ust, coś co faktycznie przypomina wielkiego
mielonego.

-To kotlet z kaszy gryczanej i warzyw.
-To można zrobić kotleta z warzyw?! – pyta zafascynowany
-No pewnie! Ze wszystkiego można. Jesteś głodny?

Podchodzę do kuchenki, gdzie na dwóch patelniach
smaży się kolacja. Moje wegekotlety nie różnią się
wyglądem od mielonych dla rodziców.

-Jestem. Ale chcę to co ty. Bez mięsa!
-Na pewno? Nie musisz.
-Bez mięsa!- upierał się.

Nałożyłam mu więc dwa wegekotlety,
które wciągnął z zaskakującą szybkością.
A potem spojrzał na bananowe, wegańskie muffiny,
które upiekłam przed przyjazdem na wieś.

-Chcesz? Też wegetariańskie.
-Jedną!

Ugryzł, przeżuł, ale muffina zajęła mu więcej
czasu niż kotlet.

-I co? Smakuje ci?
-Średnio. Jakaś dziwna! 🙂

wiktor

Od razu śpieszę wyjaśnić, że moje wegańskie
muffiny są dobre. Naprawdę dobre. No ale, że
są wegańskie, z małą ilością cukru i z dodatkiem
gryczanej mąki, mogą się wydawać… cóż, co tu dużo
mówić- dziwne, zwłaszcza dla osób, które przez lata
jadły tylko przetworzone słodycze.

Dzieci wychowane na klasycznej zachodniej
diecie nie zachwycą się tym specyficznym,
acz bardzo bananowym smakiem.

Niemniej jednak, zamieszczam przepis.
I obiecuję: ZAWSZE WYRASTAJĄ!

MUFFINY BANANOWE:

1,5 szklanki mąki orkiszowej (lub pszennej)
4 łyżki mąki gryczanej
1 łyżka mąki kokosowej
7-8 łyżek oleju rzepakowego
1/3 szklanki sproszkowanego lub
drobnego cukru trzcinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
opcjonalnie: 3 łyżeczki kakao/ pokruszone orzechy
4 bardzo dojrzałe duże banany
lub 5 mniejszych

WYKONANIE:

Banany zblenduj na gładką masę.
Dodaj olej. Wymieszaj.

W drugiej misce dokładnie wymieszaj suche składniki.
Dodawaj je powoli do masy z bananów i mieszaj.
Masa powinna mieć gęstą konsystencję. Wypełnij
nią blaszkę na muffinki. Ja nie wkładam papilotek,
bo uważam, że bez nich lepiej się podpiekają. Masa
starcza na 12 muffinek.

Rozgrzej piekarnik (200 stopni). Gdy
włożysz blaszkę, zmniejsz temp. do 180.
Po 20 minutach wyłącz, ale nie otwieraj.
Po 15 minutach otwórz. Muffiny gotowe! 🙂
Om nom nom nom nom!

Reklamy

Babka orkiszowa

Pamiętam niemal każdą niedzielę
spędzoną u babci za Grudziądzem.

Pamiętam je ze względu na to, że
zjeżdżała się wówczas cała rodzina
a to sprawiało, że czułam się częścią
czegoś większego.

Byłam przynależna.
Stanowiłam element większej układanki.
Wielopokoleniowej rodziny.

Babcia czekała na nas z obiadem
i kompotem z gruszek, które
rosły w ogródku. A po obiedzie było ciasto.

Jeśli ktoś miał urodziny, były to
wykwintne wielokolorowe torty,
przekładane kremem cytrynowym
lub śmietankowym.

Babcia robiła je sama.
Nie uznawała kupnej łatwizny.
Potrafiła wstawać o 4 rano i piec, by
wszystko było gotowe w samo południe.

Pamiętam babciny sernik z budyniem,
i pamiętam babkę która była zawsze,
niezależnie od dnia tygodnia.

Pewnie dlatego najbardziej zapadła mi w pamięć.
Dziś, gdy chcę sobie dogodzić, gdy mam
potrzebę zatańczenia ze wspomnieniami,
piekę ją sama.

Dwukolorowa babka u babci była czymś tak pysznym
a jednocześnie oczywistym, jak to, że po niedzieli
następuje poniedziałek.

Piekę ją na oleju, jak w babcinym oryginale,
z tą różnicą, że zamiast białego cukru daję ksylitol
a zwykłą mąkę zastępuję ukochanym orkiszem.
Przepis jest prosty i nie może się nie udać 🙂

20171202_100157

BABKA ORKISZOWA:

Składniki:
-1 szklanka pełnoziarnistej mąki orkiszowej
-0,5 szklanki mąki orkiszowej typu 600 lub 700
-0,5 szklanki mąki ziemniaczanej
-1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
-3/4 i ciut szklanki ksylitolu (niepełna szklanka)
-3/4 szklanki oleju rzepakowego
-2-3 łyżeczki kakao
-4 jaja

Wykonanie:
Potrzebujemy dwóch misek. 
Do jednej wsypujemy 3 rodzaje mąk
i proszek do pieczenia i przesiewamy,
żeby się dobrze wymieszały

Do drugiej wbijamy 4 jajka, roztrzepujemy je
i dodajemy ksylitol. Ubijamy do lekkiej pianki.
Powoli dodajemy olej i mieszamy łyżką, żeby
masa pochłonęła go całkowicie. Teraz
stopniowo dosypujemy wymieszaną mąkę z
proszkiem i energicznie mieszamy.

Gdy masa jest już jednolita, dzielimy ją
na dwie równe części. Odlewamy 1/2 masy
do drugiej miski i dodajemy 2 lub 3
czubate łyżeczki 
kakao. Mieszamy.

Do keksowej (podłużnej) formy wyłożonej
papierem wylewam na spód masę kakaową.
Po minucie dodaję jasnego ciasta. Wylewam
je do formy pomagając sobie łyżką, tak żeby
w zupełności pokryła kakaową masę.

Wstawiamy do zimnego piekarnika
a temperaturę ustawiamy na 160 stopni.
Nagrzewamy sam dół (wtedy ciasto ładnie
wyrośnie). Po 30-35 minutach dodaję 
nagrzewanie z góry.

Ciasto jest gotowe po 60 minutach od
momentu wstawienia. Jeżeli widać na
jego wierzchu pęknięcia, to dobry znak.
Po 15 minutach od wyłączenia, można
otworzyć drzwiczki. Smacznego! 🙂

Słodko-ostry smak Indii

Pamiętacie wegetariańskie bary slow food
o nazwie Green Way? To w nich po raz
pierwszy skosztowałam orientalnej,
rozgrzewającej zupy o słodko-pikantnym smaku
z warzywem o obco brzmiącej nazwie, dahl.

Zupa dahl (dahl po indyjsku oznacza po
prostu soczewicę) robię już od czasu studiów,
kiedy to nie znając przepisu
starałam się skopiować smak zupy z
ulubionego wegebaru.

Wtedy, czyli około dziesięciu lat temu soczewica
była jeszcze mało popularnym produktem i niełatwo
było ją dostać. Zapasy robiłam w jedynym w Olsztynie
sklepie ze zdrową żywnością, Wegetarianin (swoją
drogą, ciekawe czy jeszcze istnieje).

Najpierw próbowałam zielonej. Potem brązowej.
W końcu żółtej, aż na samym końcu dotarłam do
mojego Świętego Graala, czy czerwonej soczewicy.
Soczewicy najdelikatniejszej i lekkostrawnej. Tej,
której nie trzeba przez wiele godzin namaczać, w
obawie przed mało przyjemnymi wzdęciami.

Dziś, po wielu latach kulinarnych testów,
moja zupa z soczewicy jest idealnym daniem w okresie
jesienno-zimowym. Gęsta, sycąca i na długo rozgrzewa.

Podczas pierwszych tegorocznych infekcji jadłam ją
codziennie, by szybciej zregenerować organizm. Dzięki
naturalnym antybiotykom: imbirowi, cebuli i czosnkowi
podnosi odporność immunologiczną i pomaga ciału
uporać się z wirusem i bakteriami.

Zupa dahl nie byłaby niezwykła, gdyby nie zestaw
ziół i przypraw, które nadają jej niezwykle orientalny
smak a same w sobie skutecznie poprawiają i leczą trawienie.
Potrawa jest słodka (dzięki kminkowi i cynamonowi),
kwaskowata (dzięki pomidorom) i ostra jednocześnie
(imbir, czosnek).

Jeżeli chcesz ją ugotować, proponuję Ci zaopatrzyć się
w podstawowy zestaw przypraw.
Niektóre znajdziesz w swojej szafce, o innych
usłyszysz zapewne po raz pierwszy. Są to:

Słodka papryka
Czosnek niedźwiedzi
Cynamon
Imbir
Kminek
Kurkuma
Kolendra
(opcjonalnie mielony czosnek)
(wszystkie, prócz czosnku niedźwiedziego
w postaci mielonej).

20171118_152548 (2)

INDYJSKA ZUPA Z SOCZEWICY (DAHL)
DLA 4-5 OSÓB:

Potrzebujesz:
-po 1 łyżeczce wyżej wymienionych przypraw
prócz słodkiej papryki, tej 2 łyżeczki

-2-3 łyżki włoszczyzny
-ziele angielskie i listki laurowe

-1,5 czubatej łyżki soli himalajskiej
-2 duże marchewki
-1 seler
-2 pietruszki
-3 lub 4 ząbki czosnku
-1 lub 2 małe cebule
-1 kg ziemniaków
-około 3 litrów wody
-1 szklankę czerwonej soczewicy (namoczonej przez
godzinę i przepłukanej świeżą wodą)
-1/2 butelki (0,35 litra) passaty pomidorowej
-2 łyżki masła klarowanego lub zwykłego
-opcjonalnie 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego

dla zagęszczenia

Wykonanie: około 2 godzin (będzie trochę zabawy i wiele
aromatycznego zapachu:)

1.Do dużego garnka wlej nieco mniej niż 3 litry zimnej wody.
Wrzuć sól, czosnek niedźwiedzi,włoszczyznę,10 kulek
ziela angielskiego, 3 listki laurowe, 3 ząbki czosnku,
dodaj umyte, obrane i pokrojone w kostki lub słupki
warzywa korzenne (marchew, cebulę, seler i pietruszkę).
Poczekaj aż się zagotuje.

Zmniejsz ogień i idź się zrelaksuj,
Masz wolnych 50-55 minut. (Raz na jakiś
kwadrans sprawdź czy nie wyparowało zbyt
dużo wody. Jeśli tak, dolej trochę przegotowanej,
przy czym miej na uwadze, że będziesz
dodawać 0,35 litra passaty.

2.Po tym czasie, dosyp szklankę opłukanej soczewicy.
Po 15 min.
 dodaj kilogram obranych ziemniaków
pokrojonych 
w małą kostkę. Uchyl przykrywkę.
Dodanie soczewicy może spowodować kipienie zupy. 

3. Po 10 minutach wlej passatę. Rozgrzej masło na patelni, lecz
ustaw palnik na mały ogień. Po chwili wrzuć na
patelnię po łyżeczce: cynamonu, kurkumy, imbiru,
kminku, kolendry oraz 2 łyżeczki słodkiej papryki.
Niech przyprawy 
zmieszają się z masłem i lekko
zarumienią. Uważaj, 
by ich nie przypalić. 

4. Po minucie podprażenia na patelni, dodaj
całą mieszankę do gotującej się zupy. Jeśli coś
zostało na patelni, wlej trochę wody z garnka aby zgarnąć resztę.

Teraz niech wszystko gotuje się około 20 minut.
Raz na 
jakiś czas zamieszaj.

Na sam koniec możesz dodać łyżeczkę
koncentratu, jeśli lubisz gęstsze potrawy,.
Zupa najlepsza jest po paru godzinach
od ugotowania lub na drugi dzień.

Wtedy cała przechodzi przyprawami.
Jedząc natomiast do 6 godzin od ugotowania przyswajasz
najwięcej pierwiastków i wartości odżywczych 🙂
Smacznego!

 

 

 

 

Poradnik łasucha

Gdyby jakiś laik przypadkiem otworzył
moją kuchenną szafkę, pomyślałby zapewne,
że w tym domu mieszka osobliwy chemik.

Szafki bowiem zawierają dziesiątki
produktów o mało wdzięcznych nazwach:
ksylitol, erytrol, malitol, karob,
demerara. 
Cóż to takiego?

Ci, co lubią eksperymentować w kuchni
i choć raz w życiu odwiedzili sklep ze zdrową
żywnością, wiedzą, że pod obcymi nazwami
kryją się słodkie skarby; to co łasuchy lubią
najbardziej, a więc CUKIER.

Słodki smak jest najbliższy mojemu serca.

Kocham go, choć wspólnie mieliśmy
różne momenty: rozstania i powroty,
miłość i nienawiść, ekscytację a w końcu
o ironio, gorzkie rozczarowanie.

Cukier, niczym toksyczny przyjaciel pomagał
zapominać o tym, co złe, mamiąc iluzją szybkiej
radości. Podnosił glukozę we krwi, trzustka strzelała
insuliną w zatrważającym tempie a moja głowa
uzależniała się coraz bardziej.

Trzykrotnie przekroczona wartość
amylazy w badaniach okresowych oraz podejrzenie
nowotworu zatrzymały jednak to błędne koło
kompensowania sobie miłych uczuć.

Cukier to jeden z najpoważniejszych czynników
powodujących choroby nowotworowe.

Tworzy kwaśne (a więc idealne) środowisko dla
grzybów, bakterii i obcych komórek oraz
sprawia, że większość organów jest w stanie
wiecznej ekscytacji a więc nadaktywności.

Dziś cukier nie odgrywa już tak wielkiej roli
w moim życiu. Nauczyłam się bez niego żyć.
Stwierdziłam, że prawdziwa słodycz mieszka
gdzieś indziej niż w białych kryształkach.

W drugim człowieku, w samoakceptacji,
kreatywności i rozwoju duchowym

Rok na detoksie sprawił, że zaczęłam
czuć słodycz naturalnych produktów a zamiast
uciekać od problemów, zaczęłam je obserwować,
akceptować a w końcu rozwiązywać.

Dzisiaj, po wielu latach walk, z czystym
sumieniem mogę powiedzieć, że jestem wolna.

Jestem wolna od cukru, a raczej od tego co
cukier mi dawał. Nie szukam w nim
ucieczki, od tego co przykre a przyjemność
odnajduję poprzez inne zmysły.

Piękne zapachy, słodkie widoki, ruch,
i dotyk. Dziś bawi mnie szuranie butami
w mokrych liściach i zabawa z psem w chowanego.

20171114_114625

Słodycze? Oczywiście, że jem. Ale takie,
które zrobię sama, z miłością do siebie
i wszystkich, których nakarmię.

Wybieram to, co zdrowe, sprawdzone
i bezpieczne. Przetestowałam: melasę trzcinową,
cukier kokosowy, demerarę, syrop klonowy,
syrop daktylowy, erytrol oraz ksylitol.

Oto garść moich wniosków 
popartych osobistym doświadczeniem:

DEMERARA (SUROWY CUKIER TRZCINOWY)
Najlepszy zamiennik cukru do ciast, ze względu

na podobną strukturę chemiczną i jakość smaku.
Nadaje się do wszystkich ciast, a jego GI (Indeks
Glikemiczny) wynosi 87. To dużo. Cukrzycy zatem
powinni 
go unikać, a osoby zdrowe mogą spożywać w
ograniczonych ilościach (nieoczyszczony cukier zawiera
łatwo przyswajalne żelazo i magnez). 

CUKIER KOKOSOWY
Zawiera dużo przyswajalnego żelaza,
bo aż 72mg/100g (co zaspokaja 514% dziennego
zapotrzebowania na ten składnik). Ma niższy
indeks glikemiczny od cukru trzcinowego, bo
jedynie 35 jednostek. Z powodzeniem można
dodawać go do ciast.

Moja jedyna uwaga: ten cukier
wysusza ciasto. Licz się z tym, by dodać
odrobinę więcej oleju. Z uwagi na barwę
(jest ciemnobrązowy) nadaje się tylko do
ciemnych wypieków (murzynek, piernik etc.)

KAROB I MELASA TRZCINOWA
Karob (melasa z chleba świętojańskiego)
 i melasa trzcinowa to słodziki o gęstej,
półpłynnej 
konsystencji o ciemnoczekoladowej barwie.

Nadają się do naleśników, racuchów, kaszy
owsianej lub jaglanki. 
Świetnie sprawdzają się
w okresie jesienno-zimowym. 
Podnoszą odporność
i pomagają osobom z 
problemami trawiennymi i
refluksem. Melasa może być stosowana

przez cukrzyków oraz osoby na diecie.
Posiada właściwości antyoksydacyjne, a więc sprawdza
się w profilaktyce przeciwnowotworowej.

Melasa przez wiele lat była uważana za
produkt uboczny (czyli to, co powstawało
przy produkcji cukru rafinowanego). Dopiero
kilka lat temu odkryto, że to co uważane
za produkt uboczny jest w zasadzie kilkukrotnie
bardziej odżywcze niż produkt  finalny,
czyli biały cukier. Ze względu na konsystencję melasy
możesz użyć jej przy pieczeniu ciastek  oraz
„mokrych ciast”. (Wkrótce zamieszczę
przepis na wegańskie ciasto bananowe słodzone karobem.)

ERYTROL
Erytrol odkryłam całkiem niedawno, zupełnie 
przypadkowo trafiając na promocje produktów eko
w gdańskim supermarkecie. Ten cukier to białe złoto
dla cukrzyków i odchudzających się.

Jego indeks glikemiczny
wynosi 0 i ma 10-krotnie mniej kalorii od zwykłego cukru.
Erytrol nie jest metabolizowany przez ludzki organizm.
W praktyce oznacza to, że zostaje szybko wydalony z organizmu
bez przykrych skutków trawiennych (choćby takich
jak wzdęcia). Jedna uwaga, jest mniej słodki od
cukru, czyli, piekąc ciasto pamiętaj, by dodać go więcej.
Kiedy w przepisie jest 1 szklanka cukru,
dodaj o 1/3 więcej.

KSYLITOL
A to mój ulubiony słodzik, który odkryłam
dzięki książkom Karoliny i Macieja Szaciłło.

Ksylitol jest pozyskiwany z kory fińskiej brzozy.
Ma 40% mniej kalorii od cukru i bardzo niski indeks
glikemiczny=7. Działa przeciwpróchniczo, pozwala 
przyswajać wapń i pomaga osobom z problemami
trawiennymi, bo nie fermentuje w żołądku.

Z powodzeniem może być stosowany przez osoby
chorujące na przerost drożdży w organizmie
(Kandydoza). Jeśli rozpoczynasz przygodę 
z ksylitolem, zacznij od małych dawek. W pierwszych
dniach ksylitol może powodować wzdęcia i
przeczyszczenie, ze względu na to, że organizm musi
przyzwyczaić się do tej organicznej substancji. Po kilku
dniach problem ustaje. Dla mnie jest mniej słodszy
od cukru (mimo że opakowania mówią co innego).

Nadaje się do suchych ciast takich jak babka. Ksylitol
nie ulega procesowi krystalizacji, więc dodając go do
babki możesz użyć mniej oleju (ciasto i tak będzie wilgotne).
Jeśli w przepisie mam 3/4 szklanki cukru dodaję pełną szklankę.
Dla mnie to idealny zamiennik białego cukru.

Orkiszowe ciasto marchewkowe

Taki dzień jak dziś jest idealny, by stać się naleśnikiem.
Zaparzyć rozgrzewającej herbaty, ukroić dużą porcję
korzennego ciacha, owinąć się w trzy warstwy
koca i schować szczelnie przed chłodem.

Ten, kto zna mnie bliżej, wie że kuchnia
to mój pierwszy salon w domu. Bo spędzam
w niej mnóstwo czasu gotując i piekąc różne
pyszności.

Od pół roku coraz bardziej zakochuję się
w ajurwedzie. Bo jest holistycznym systemem
medycznym, ale również, pomaga w prosty sposób
przywrócić równowagę utraconą  z powodu zmian pór roku.

Okres jesienno-zimowy nie jest łatwy dla
takich szczupłych szczypiorków jak ja. Łatwo
się wychładzam, cierpię na słabe krążenie i
szybko tracę energię.

Odkryłam jednak, że
prostymi metodami można rozgrzać się od wewnątrz.
Cynamonem, imbirem, kardamonem, goździkami,
kolendrą, pieprzem czy kurkumą.

I co ciekawe, te rozgrzewające przyprawy
świetnie łączą się ze słodkim smakiem: ciastkami,
herbatą, kawą czy kaszami.

20171111_090923

Moje ciacho marchewkowe jest najlepszą
słodkością podczas listopadowej słoty. Gości
na moim stole przynajmniej dwa razy w tygodniu.
Zabieram je do pracy, a chłopak bierze w podróże.

Pierwszy przepis znalazłam trzy lata temu,
lecz zmodyfikowałam go, testując przyprawy,
wszelkie rodzaje cukru i mąki.

Stosuję mąkę orkiszową zamiast zwykłej, bo ma więcej
wartości odżywczych i jest łagodniejsza dla
żołądka. Pełny przemiał natomiast sprawia, że
ciasto syci na dłużej, wiec idealnie sprawdza się
na drugie śniadanie, gdy potrzeba nam energii.

Ciasto piekłam na brązowym cukrze trzcinowym,
ksylitolu i cukrze kokosowym.

Najbardziej jednak smakuje mi upieczone
na tym pierwszym, bo jest najsłodsze. Warto mieć
na uwadze, że kakao i cynamon mają gorzki posmak,
więc cukier demerara idealnie równoważy gorycz.

Jeśli jednak postanowisz upiec je na ksylitolu,
do poniższej instrukcji kulinarnej
dodaj 1,5 łyżki mąki więcej. Ksylitol rozrzedza masę.

ORKISZOWE CIASTO MARCHEWKOWE:

Potrzebujesz:
-1 szklankę pełnoziarnistej mąki orkiszowej
-0,5 szklanki mąki orkiszowej oczyszczonej typu 700 lub 600
-0,5 szklanki oleju (używam rzepakowego)
-3/4 lub 1 szklanka cukru trzcinowego demerara/ ksylitolu
-4 jajka
-1 łyżeczkę proszku do pieczenia
-3/4 łyżeczki sody
-2 łyżki cynamonu
-1 łyżeczkę imbiru
-1 łyżeczkę kardamonu
– szczypta mielonych goździków
-szczypta startej gałki muszkatołowej
-1 łyżeczka kakao
-2 średniej wielkości marchewki
-1 pomarańcza

Jedną pomarańczę wkładam do głębokiej
miski i zalewam gorącą wodą na 5 minut.
Na tarce o dużych oczkach (łezki) ścieram
marchewkę i  osuszoną skórkę z pomarańczy.
Odstawiam.

Do osobnej miski wbijam 4 jajka.
Ubijam mikserem lub widelcem,
następnie dodaję cukier. Po ubiciu
(aż zrobi się delikatna pianka) dolewam olej
i mieszam aż masa pochłonie go całkowicie.

Teraz dodaję 1 szklankę pełnoziarnistej mąki
z orkiszu, przyprawy, proszek, sodę i kakao i
całość mieszam łyżką, aż masa zabarwi się
na ciemny brąz. Następnie dosypuję 0,5 szklanki
jasnej mąki i energicznie mieszam, aż ciasto będzie gęste.

Na koniec, wrzucam startą marchewkę
i skórkę z pomarańczy.

Mieszam łyżką i całość przelewam do
podłużnej keksowej formy
(uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia).

Wstawiam do chłodnego piekarnika
ustawiając temperaturę na
160 stopni przez 50-60 minut.

Najpierw nagrzewam sam dół (około 20-25 minut).
Dopiero potem dodaję strumień ciepła z góry.
Po 50-60 minutach, wyłączam nie otwierając
piekarnika. Po 20 minutach wyjmuję.

Ciasto gotowe! Smacznego 🙂

20171111_092523