Archiwa tagu: milczenie

Słowa kłamią. Kim jesteś bez nich?

Tolkien powiedział kiedyś, że „ten
kto nie zrozumie twojego milczenia,
nie zrozumie też twoich słów”.

Bardzo mi to bliskie.

Milczenie, czy słowa?
Co wybierasz na co dzień?
Co dla ciebie jest bardziej
naturalne i oczywiste?

Na przykład, gdy wchodzisz z kimś w konflikt.
Jaka jest twoja naturalna reakcja? Milczysz?
A może dążysz do słownej konfrontacji,
najlepiej już, natychmiast, od razu?

Dla mnie to temat żywy.
Szczególnie ostatnio, gdy większość
czasu spędzam w domu i nikt
nie oczekuje ode mnie żadnych słów.

Na kwarantannie i podczas
pracy zdalnej żyję głównie w ciszy.

Bardzo to lubię.
Lubię  ciszę.
Lubię milczeć.
Lubię nie silić się
na nazywanie zjawisk słowami.

Bo słowa są pochodną myśli.
A myśli są domeną umysłu.

Umysł natomiast pragnie wszystko
określić, nazwać, zaszufladkować i
rozwiązać, przykleić łatkę i zawłaszczyć.

Umysł permanentnie KŁAMIE.

A więc słowa także kłamią.
Bo umysł wykorzystuje je dla własnych celów.

Rzeczy nienazwane i relacje nie złapane w siatkę słów
są żywsze – bo wymykają się wszelkim strukturom.
Są wolne i nieograniczone. Po prostu są.

Zdarza się, że bliscy ludzie zarzucają mi, że
nie nazywam każdej emocji, że nie dążę do
wyjaśnień i konfrontacji. Że nie przegaduję trudności.

W pierwszym odruchu czuję wtedy złość.
Że nie rozumieją. Że nie potrafią wejść w moje buty
i spróbować poczuć, że mam inaczej.

Bo w sytuacji konfliktu
wycofuję się, by pobyć z tym w ciszy.

By zostać z tym, co zraniło. Wybaczyć.
Wyrażać w sercu najlepsze życzenia.
Ponownie odnaleźć w sobie sympatię,
na której osiadł kurz urazy.

Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, że
oczekuję od ludzi żeby zrozumieli moją
perspektywę i odmienny sposób funkcjonowania
podczas, gdy ja sama tego nie robię.

Bo nie rozumiem,
że tak bardzo można
ufać potędze słów.

I gdybym to wypowiedziała, cała
zabawa zaczęłaby się od nowa.

Dwie ściany. Dwie granice.
„Ja uważam/ W moim świecie,
„Ja sądzę/ Twoja opinia”.

Znów, tysiąc słów, które wcale
nie dają zgody, lecz dzielą.

Słowa to wielka potęga.

Tak wielka, że mogą zranić.
Zniszczyć. Spalić na popiół.
Manipulujemy wyłącznie poprzez słowa.
A przy tym zmyślamy i gramy.

Oczywiście słowa mają też drugą stronę.

Właściwie wykorzystane mogą
przynieść pokój i ulgę. Mogą być
źródłem miłości i współdzielenia.

Granica między nimi jest bardzo cienka,
a wszystko rozchodzi się o intencję i
nabycie zdrowych umiejętności.

Umiejętności zatrzymania się.
Refleksji. Kontemplacji nad sobą,
a potem nad słowem, które chce opuścić gardło.

Refleksja nad słowem spowalnia
cały proces komunikacji.

To dobrze. Czuję, że  tego właśnie
potrzebujemy. Zwolnić, pracować mniej,
spacerować uważniej, ale przede
wszystkim słyszeć więcej.

Ale jak słyszeć więcej, gdy wciąż w tobie tyle słów?

Gdy w głowie masz słowa, gdy w ustach pieni się
od zdań i opinii nie masz przestrzeni na to, co
chce przyjść. Nie widzisz naprawdę. Nie słyszysz.

Nie doświadczasz drugiego człowieka.
Doświadczasz opinii w soczewkach intelektu.

Spotykam się często z opiniami, że
gdyby nie mowa, niczym nie różnilibyśmy
się od prostych zwierząt.

No tak. Jesteśmy Homo Sapiens.

Wybitne jednostki. Chodzimy na terapię,
przegadujemy problemy, sprzedajemy się
na rekrutacjach, walczymy słowami.

Ale jak na wielce wybitny gatunek,
nieźle namieszaliśmy.

Wywołaliśmy wojny. Zabijaliśmy się nawzajem.
Wytępiliśmy z Ziemi wiele zwierząt i roślin.
Brawo. Bądźmy dumni!

Słowa mnie męczą.
Cenię relacje, które nie potrzebują
zbyt wielu słów. Są proste. I ciche.

Relacje ze zwierzętami.
Relacje z drzewami.

I z tymi, którzy wolą po prostu
być, niż mówić. A gdy mówią, to
z potrzeby serca, nie umysłu.

Czy cisza cię krępuje?
Przyjrzyj się temu. I zobacz co
to mówi o tobie.

Co chcesz zagadać?
Co chcesz ukryć?
Czego się boisz?

Nie twierdzę, że nie używam słów.
Używam całe mnóstwo, choćby pisząc.

Czasem też rozmawiam z ludźmi.
Snuję opowieści. Marudzę. Skarżę się.
Chwalę. Dzielę się doświadczeniem.

A potem przyglądam się z zaciekawieniem,
jakie są skutki. Wiecie co? Bywają różne.

Latem miałam jechać na swoją
pierwszą Vipassanę, ale rzeczy się
pozmieniały. Kursy są odwołane.

Zamiast 10-dniowego „szlachetnego
milczenia” w ośrodku teraz mogę
praktykować w domu.

10 dni to dużo. A może by tak podjąć
jednodniowe wyzwanie? Dałbyś radę?

To jak wyprawa do siebie, do nigdy
nie odwiedzanej jaskini. Co tam jest?
Kim jesteś bez słów?

„Kto nie zrozumie twojego
milczenia, nie zrozumie też twoich słów”,
pisał autor „Władcy Pierścieni”.

Poszłabym o krok dalej i powiedziała:
jeśli ty sam nie zrozumiesz siebie w ciszy,
żadne nie słowa nie wyrażą tego, kim jesteś.