Archiwa tagu: jak zaprzyjaźnić się z samym sobą

Drogi TeleZajączku…

Wiem, że to nieodpowiednie.
Mam już 35 lat i nie powinnam korzystać
z Twoich usług.

Nikt o zdrowych zmysłach
(i na dodatek w XXI wieku)
nie zamieszcza anonsów towarzyskich
na Łączce Telezajączka w Telegazecie.

To dobre dla 12-latków i
ludzi zacofanych cyfrowo.

Jest przecież Facebook.
Jest przecież Instagram.
I Tinder pożalsieboże.

Nie. Nie jestem ułomna.
Znam social media i nie wstydzę
się swoich zdjęć. Tyle, że …

Nie mam ochoty na kolejne
lakoniczne wiadomości
w małym okienku, które
mrygają w oczy namiastką bliskości.

Może zgubiłam się w czasie,
Albo urodziłam w nieodpowiednim miejscu?
Ale chcę pisać listy. Na kolorowej papeterii.
Ze znaczkiem liźniętym od niechcenia.

Mam na imię Kamila. Mam 35 lat.
Kocham długie spacery z psem po lesie,
lubię czytać fantasy i chodzę wcześnie spać.

Aha. I jeszcze jedno.
Boję się ludzi i często uciekam.

Boję się spotkań twarzą w twarz.
Bo oceniam. Bo boję się oceny.
Bo zbyt dużo słów mnie przytłacza.

W grupie jest łatwiej. Odpowiedzialność
za podtrzymanie konwersacji rozkłada się
na wiele osób. Wtedy mierzę się
z rzeczami prostszymi.

Mokre ręce, szybkie bicie serca.
Układ nerwowy ostry jak brzytwa –
zawsze gotowy do ucieczki.

To naprawdę prostsze. Uwierz mi,
drogi Telezajączku.

Wiem, że jestem trudnym przypadkiem,
ale wierzę, że pomożesz mi znaleźć przyjaciół,
choć „przyjaciel” to wielkie słowo.

Czy ja potrafię być przyjacielem?
Czy potrafię być swoim przyjacielem?

Ciągle stoję z boku. Nie angażuję się, bo
przecież ktoś może odejść. W konsekwencji
odchodzą. Bo przecież nie zaangażowałam się.
Albo byłam zbyt emocjonalna, lękliwa i zmienna.

Mimo to wciąż wierzę, że da radę mnie polubić.
I zostać mimo wszystko. Wierzę, że i ja to potrafię.
Drogi Telezajączku ześlij mi ludzi. Takich jak ja.

Samotnych.
Zaniepokojonych.
Emocjonalnych.
Wrażliwych.
Zmiennych.
I tych co się boją.
Wycofanych.
I ekscytujących się książką,
filmem, ciastem i drobnostkami.

Odpiszę na każdy list. Opowiem swoją
historię i wysłucham Twojej. Nie zapytam
Cię, jak mija Ci dzień. Ale zapytam
jak się czujesz, w co wierzysz i za czym tęsknisz.

Myślę, że czasem z nieba spadają Anioły.

Mają obłocone, stare buty, niepozorną twarz
i uciekają wzrokiem. A jednak potrafią
ukoić pustkę w sercu. Przypadkowe
spotkania. Przypadkowe uśmiechy.

Nieznajomy z psem spotykany raz na tydzień,
który pyta: Jak się czujesz?

I znów wierzę, że nie jestem
samotną wyspą, lecz częścią
pięknego wyspiarskiego archipelagu.

Mam na imię Kamila.
Mam 35 lat i szukam przyjaciół.
Jestem trudnym przypadkiem, ale
wierzę, że można mnie polubić.

Piszę listy, bo to łatwiejsze.

Wiem, że jeśli polubisz mnie
w formie kreślonych na papierze słów, to
nie uciekniesz tak łatwo, gdy spotkasz moje napięcie.

Mam na imię Kamila.
I bardzo chcę Cię poznać.
Wierzę też, że mamy na to czas.

Jak „ugryźć” dołek?

CAM00877[1]

Powoli kończy się lato; słońce rzadziej przypieka policzki a deszcz z melancholijną radością stuka o szyby. Zbliża się jesień. Czas zimnych wiatrów, mokrych brązowych liści w szarobrudnych kałużach, czas nieznośnego zmęczenia i chandry. Czy zawsze musi tak być?


Nie oszukujmy się. Jesień jest tylko pretekstem by dać sobie upust. To dobry czas by zwolnić, pomyśleć i schować się pod ciepłym kocem z książką. Już teraz, przy końcu sierpnia zaczynamy odczuwać w kościach zmiany w pogodzie. Dłużej śpimy, wychodzimy rzadziej i jemy dużo truffli- zdecydowanie więcej niżeli byłoby to wskazane. Aha i jeszcze jedno- rzadziej piszemy na blogach…

Dołki. Chandry. Smutki. Nazwa uczuć jest nieistotna. Większość z was wie o czym mówię. Pojawiają się znikąd, opanowują całą głowę, zakopują nas pod kocem zabraniając jakichkolwiek konstruktywnych działań. Po znajomych blogerach widzę, że nie tylko ja miałam chwilowy spadek formy. Regularnie śledzę poczynania paru pisarzy- amatorów i wiem, że oni również padli ofiarą kryzysu. Nie mówili mi, nie dzwonili ani nie zamieszczali takiegoż komunikatu publicznego. Ale wiedz, że ponad tygodniowa przerwa w postach świadczy o jednym- bloger ma depresję. Co należy zrobić? A no nic. Pozostawić blogera w spokoju lub zamieścić w komentarzu słowa otuchy ( jestem z tobą; masz wielki talent; nie łam się, etc.).

CAM00875[1]

A tak na serio. Co robić, gdy przychodzi dołek? Po pierwsze: dołek też człowiek, potrzebuje spokoju. Zauważ i sięgnij pamięcią w przeszłość- czy nadmierne zajmowanie się tym uczuciem kiedykolwiek przyniosło ci dobre rezultaty? Bo u mnie efekt zawsze był  odwrotny. Nieustanne myślenie o tym że brakuje mi radości i że mam mniej sił niż zwykle i że w ogóle cały świat jest przeciw mnie, wzmacniał uczucie niepokoju i oddzielenia. Chandra zwykle pojawia się w momencie, kiedy o sobie zapomniałeś, kiedy przestałeś się sobą opiekować i gdy dałeś światu wejść sobie na głowę. Pojawia się wtedy, gdy żyjesz wbrew swym najwierniejszym zasadom; jest obroną wewnętrznego systemu; sprzeciwem na zaniedbanie głębokich potrzeb takich jak potrzeba akceptacji, spokoju, samotności, bliskości, ciepła czy nawet relaksu.

Zrób sobie gorący napój. Niech to będzie kakao, jakie robiła ci mama w niedzielny poranek, gdy miałeś sześć lat. Poleż, wypocznij, poczytaj, pójdź na rower, pobiegaj, porozmawiaj ze sobą i mocno się przytul. Zrób sobie taki dzień lub dwa. A gdy da ci to dużo frajdy, powtarzaj i zrób z tego nawyk. W miejskiej gonitwie pamiętamy o wszystkim lecz nie o samych sobie. Oddychamy za szybko, jemy byle jak, śpimy za mało, więc pewnego dnia przychodzi kryzys, w postaci chorego ja- małego dziecka które pragnie trochę uwagi. Zrób mu więc pić, otul je kocem i niczym się nie martw. Masz prawo mieć wolne. Od pracy, od świata i od wszystkich muszę. Nikt od tego nie zginie, prócz chandry która rozpłynie się, gdy będziesz wolny od wszelkiego strachu i dramatów.