12-tygodniowy kurs kreatywności

Po półtora roku przerwy, znów chwyciłam „Drogę Artysty”. To niesamowite narzędzie stworzone przez Julię Cameron nie bez powodu święci triumfy na całym świecie. Wydobywa z ludzi głęboko ukrytą kreatywność, odblokowuje twórców, pomaga odkryć zagubione Wewnętrzne Dziecko a w swej najprostszej formie, uczy ludzi dobrze się bawić. 

CAM01667


Książka jest podzielona na dwanaście rozdziałów, które przerabia się jako 12-tygodniowy kurs kreatywności. Samo przeczytanie książki to za mało. Cała zabawa polega na tym, by kiepskie nawyki zastąpić nowymi, lepszymi a to przecież wymaga czasu i regularnej praktyki.

Autorka metody uważa, że kreatywność mieszka w każdym człowieku. I że dobrze ukształtowana, prowadzi do lepszego życia. Harmonijnego i spełnionego, w którym nareszcie możemy się realizować. Julia Cameron powtarza co rozdział- że nigdy nie jest za późno by robić to, o czym się marzyło przez całe życie. To tylko kwestia zmiany myślenia i wprowadzenia kilku pomocnych praktyk do codzienności.

A cóż to za praktyki?
Otóż nic tajemniczego i groźnego.
Pierwszym i podstawowym zadaniem odradzającego się twórcy jest pisanie dziennika każdego dnia przynajmniej przez okres dwunastu tygodni. I nie chodzi tu o jakiekolwiek pisarskie umiejętności. Zadaniem kursanta jest siadać co rano przy biurku i spisywać nieprzerwany strumień świadomości. Zapisać każdą pojawiającą się myśl, każdy niepokój, złość i smutek. Uczucia przelane na papier stają się nieszkodliwe. Tak jak u terapeuty, dopóki nie wypowiemy ich na głos, te będą zjadać nas od środka i hamować swobodny rozwój.

CAM01671

Drugim zadaniem jest cotygodniowa randka z samym sobą.
Jak to z samym sobą? Zapytasz.
Dbamy o relacje z partnerami, znajomymi czy rodziną a często zapominamy o tym, by dopieszczać samych siebie. Artystyczne randki prowadzą do lepszego poznania własnej duszy. To szansa zadania sobie kilku ważnych pytań. Co lubię? Czego nie znoszę? Po co jestem? Gdzie dążę? Być może w ferworze obowiązków nigdy nie mieliśmy okazji zadać sobie tych kilku, ważnych pytań, a skutkiem tego jest nieznajomość siebie i własnych pragnień.

Randki to doskonały czas na odkrycie siebie samych. Ja podczas swoich zrozumiałam, że prawdziwe ukojenie przynosi mi spotkanie z przyrodą. Matka Natura zainspirowała mnie do napisania większości tekstów, które posiadam; każdy spacer skutkował nowym tekstem i tysiącem nowych pomysłów. Podczas randek odkryłam także, że lubię rysować pastelami a największe wzruszenia przynosi mi Mozart. Wcześniej nie miałam o tym pojęcia! Pastele? Owszem, rysowałam gdy miałam 12 lat. Potem misie, książki o Muminkach, kredki i plakatówki poszły w odstawkę. Przecież byłam dorosła.

W kursie kreatywności chodzi właśnie o to by powrócić do własnego Wewnętrznego Dziecka. Większość z nas doskonale wie jak być świetnymi rodzicami i metodycznymi dorosłymi ale zupełnie zapomina jak wspaniale być dzieckiem. I że pozwalanie sobie na zabawę przynosi spontaniczną radość, prowadzi do zdumiewających odkryć i napawa odświeżającą wdzięcznością.

I choć może wydawać się, że zmierzamy w stronę pisania, to dzięki książce i metodom w niej zawartym odkryjemy, że pragniemy również innych form kreatywności. Może zatęsknimy za posiadaniem własnego ogrodu? Może chwycimy za sztalugi? A może zaczniemy piec wymyślne ciasta lub robić na szydełku? Twórczym można być na każdym etapie życie i w każdej sferze. Również w pracy i podczas domowych obowiązków. A im częściej będziemy sobie na nią pozwalać, tym większa szansa na częstsze odczuwanie radości.

Każdy pojedynczy rozdział kończy się zadaniami do odrobienia. Prowadzenie dziennika i chodzenie na randki, to tylko podstawa, natomiast prawdziwie rozwijające są nietypowe, kreatywne zadania, które jeśli tylko oddamy im serce, zakiełkują w nas i wyrosną na piękne kwiaty.

Spodziewajcie się więc rysowania, wycinanek i robienia kolażu, ale także wielu szczerych rozmów z samym sobą, które na psychologicznym poziomie mają moc przekształcania rzeczywistości.

Byłam dziś rano na swojej cotygodniowej randce.
Pożyczyłam psa na długi spacer, poprzytulałam się w lesie do kilku drzew, a potem wracając z przechadzki zaszłam do Wegestacji po zupę z gruszki i z pietruszki (skusiłam się na nią, bo to zabawne połączenie). W papierniczym kupiłam modelinę i ulepiłam pączka, tort, hamburgera i różowego psa.

CAM01657 (1)

Musiałam przy tym stwierdzić, że lepienie z tego materiału jest trudniejsze niż zabawa plasteliną. Zrobiłam co potrafiłam, a potem wrzuciłam wyroby na dziesięć minut do wody na małym gazie. Teraz dokupię tylko kilka małych magnesów i porozdaję znajomym kolorowe magnesy na lodówkę. Mam nadzieję, że macie na swojej miejsce. Kolorowych wyrobów przybędzie. Bo kto kreatywnemu  zabroni? 🙂

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s