Archiwa tagu: boginie w każdej kobiecie

Boginie w każdej kobiecie. Sprawdź, którą jesteś!

Po ostatnim poście o archetypach
dostałam od Was mnóstwo wiadomości.

Pytałyście, czy pożyczę Wam książkę,
gdzie można ją kupić i kim jest autorka.

Prosiłyście też o informację na temat
innych bogiń, o których w poście nie napisałam.

Tak oto narodził się pomysł na szczegółowy artykuł
o boginiach w każdej kobiecie.

Najwyraźniej identyfikowanie się
z archetypami jest nam bliskie i pozwala
przejść konkretny proces indywiduacji.

Może dlatego, że archetyp to tożsamość zmienna.
Możemy go ubrać jak piękną sukienkę,
a potem odłożyć do szafy i przymierzyć coś
zupełnie innego – bo nas pociąga, albo niepokoi.

Co ważniejsze – z konkretnym archetypem nie musimy
identyfikować się przez całe życie, nie ma też takiej potrzeby.

Mityczny archetyp to doskonała persona
na chwilę obecną. Czasem towarzyszy nam
przez tydzień, niekiedy przez miesiąc, czy rok.

Bo przecież zmieniamy się.

Tak jak nasze nastroje, role, pragnienia
i potrzeby, tak i my ewoluujemy, rośniemy,
a czasem się kurczymy do środka.

W zależności od nastroju i emocji
w jednej chili możemy czuć się
waleczną Artemidą, by na drugi dzień
z łatwością odnajdywać w sobie cechy Hestii.

GRECKIE BOGINIE

Zacznę od tego, że autorka książki
„Boginie w każdej kobiecie” (Jean Shinoda Bolen)
jest  psychoanalityczką i przyjaciółką Clarissy
Pinkoli Estes, autorki „Biegnącej z wilkami”.

Obie panie wywarły na siebie duży wpływ, choć
Jean Shinoda Bolen napisała książkę znacznie wcześniej.
Pinkola natomiast korzystała z jej prac,
pisząc swoje baśniowe opus magnum.

„Boginie w każdej kobiecie” zrobiły
furorę w latach 80. i 90.

Potem wielokrotnie byłe wznawiane przez
światowe wydawnictwa psychologiczne, bo
po 35 latach od daty premiery nic nie utraciły
na swojej aktualności. Na tym polega potęga mitu.

Autorka „bogiń” podzieliła je trzy kategorie:

1. Dziewicze/Samotne/Niezależne
2. Zależne od innych/ Bezbronne
3. Alchemiczne/Inicjujące przemianę

Dziś napiszę o tych pierwszych.
Należą do nich: Artemida, Hestia i Atena.

Z tym typem kobiet, zawsze najłatwiej było
mi się identyfikować, bo nie potrzebowały
do życia mężczyzn. A już na pewno nie
określały swojej wartości przez pryzmat
bycia w związku lub nie.

Jeśli kiedykolwiek spotkasz kobietę,
która powie, że „mężczyzna jest jej
potrzebny tak jak rybie rower”, to wiedz
że masz do czynienia z Artemidą, Hestią lub Ateną.

BOGINI ARTEMIDA

20191201_111909

Świat filmowy z uwielbieniem
korzysta z archetypu silnej,
odważnej i walecznej kobiety.

Bo Artemida to wzór epickiej bohaterki.
Walczy o siebie, skupia się na celu niczym
światło lasera, jest nieustraszona i pełna mocy.

Diana z filmu „The Wonder Women”
była wzorowana na Artemidzie.
Podobnie jak Xena, wojownicza księżniczka,
Animowana Merida Waleczna czy Lara Croft.

Kochałam je wszystkie, a moje serce zawsze
mocniej biło, gdy widziało je na ekranie.

Ale to nie tylko wojowniczki, które
chodziły z mieczem u boku.

To również aktywne feministki, które biorą udział
w marszach na rzecz równości kobiet.
To one stukały parasolkami w okno
Piłsudskiego domagając się praw wyborczych.

Współcześnie organizują Czarne Protesty,
Kongresy Kobiet i Marsze Równości. To idealistki.

Ich dominującą emocją jest gniew, który
o ile jest dobrze przekształcony bywa energetycznym
paliwem, który napędza do działania.

Artemida jest aktywna, ciekawa świata,
zdeterminowana i przebojowa. Kocha
zwierzęta i naturę, oraz wspiera siostrzeństwo.

W greckiej mitologii przedstawiano ją z łukiem i strzałą,
co oznacza, że jeśli postawi sobie jakiś cel,
zawsze go osiągnie.

Lubi dzieci, ale starsze – takie, z którymi
można się pobawić. Sama natomiast
często bywa bezdzietna z obawy
o utratę niezależności – kocha przecież
wolność i autonomię.

Jeśli myślę o znanych
Artemidach, to widzę:

Martynę Wojciechowską,
Beatę Pawlikowską,
Maję Włoszczowską,
Elżbietę Dzikowską.

BOGINI HESTIA

20191201_111820

Bardzo mi bliska. Od zawsze
intuicyjnie czułam, że jestem
przede wszystkim nią.

Kobietą Domowego Ogniska.

I choć czasem życzyłabym sobie mieć
więcej cech Artemidy, to jednak zawsze szala
zdecydowanie przesuwała się w stronę Hestii.

Hestia to spokojna, cicha i niewidzialna
bogini. Introwertyczka, której nadrzędną
wartością jest skupienie do środka.

Hestia nie wyobraża sobie życia bez
medytacji czy kontemplacji duchowej,
a wszystko czym się kieruje ma
pomóc jej w rozwinięciu Jaźni.

W mitach zwykle przedstawiano
ją jako okrągłe  palenisko w środku świątyni.

To kapłanka, wiedźma i stara kobieta.

Ona nie potrzebuje być w centrum uwagi.
Jest małomówna, nad wyraz ceni ciszę i
rytuały. Hestia to bogini wszystkich mniszek
i kobiet, które traktują dom jak świątynię.

Poznasz ją po tym, że w jej domu
zawsze jest posprzątane, upieczone,
ozdobione i dopieszczone.

Ma zioła w doniczkach, mnóstwo
książek i kocha zwierzęta.

Gdy zaprosi Cię do siebie, wiedz, że zadba
o ciebie z miłością, ciepłem i życzliwością.
Obejmie cię uwagą i wysłucha przy herbacie.

To kobieta, która wyznaje zasadę „Hygge”.

Ma być ciepło, przyjemnie i bezpiecznie.
Jej dom bywa schronieniem od zgiełku świata
i bez problemu przeznacza na to pieniądze.

A to dokupi kwiatka.
A to ciepły koc, obraz na ścianę
czy pachnące olejki i świece.

Nie sądźcie jednak, że to typ „domowej kury”.
Hestia jest bardzo samodzielną boginią.
Kocha samotność, a dbanie o dom jest
dla niej jak praktyka mindfulness.

Robi to z radością i zaangażowaniem,
a prace domowe pomagają jej w
kontemplacji chwili obecnej.

To kobieta, w typie „dobrej ciotki”,
która zawsze chętnie cię wysłucha,
otuli kocem, nakarmi ciastem i pyszną kawą.

Bywa słuchaniem, ciepłą obecnością
i żywą, serdeczną uwagą. Jest przy tym
nieabsorbująca, czasem niedostępna,
bo skierowana do siebie.

Jest jak przestrzeń.

Gdy myślę o Hestii, to wyobrażam sobie:

Pemę Cziedryn,
Olgę Tokarczuk,
Grażynę Błęcką-Kolską
czy Emily Dickinson.

Historia i filmy często ją pomijają, bo nie jest tak zjawiskowa
jak Artemida. Pamiętajmy jednak, że to
bardzo wrażliwa i mądra kobieta, która wie.

A kobieta, która wie, nigdy
nie musi rozpychać się łokciami.

BOGINI ATENA

20191201_111838

Zawsze fascynowało mnie jej zimne jak
lód oblicze i ciężka zbroja na ciele. Jako
dziecko lubiłam czytać o niej w mitach, bo…
przypominała chłopaka w spódnicy.

I tak właśnie można byłoby ją określić.

Bo Atena jest kobietą, która uwielbia
mężczyzn tak bardzo, że często ich naśladuje.
Cechuje ją logika, racjonalność, konkret,
rozsądek, przedsiębiorczość i zadaniowość.

Atena to współczesna bizneswomen, która
pnie się w górę po wszystkich szczeblach kariery.
Ale bywa też oschła i niewrażliwa jeśli chodzi
o ludzkie uczucia, bo sama bywa od nich odcięta.

Atena to profesjonalistka,
perfekcjonistka i organizatorka.

To, co odróżnia ją od Artemidy to
brak impulsywności, zakotwiczenia
w ciele i zgoda na patriarchat.

Podczas, gdy Artemida często poświęca życie
na walkę o równouprawnienie, o tyle Atena
naprawdę sądzi, że mężczyźni są lepsi. Przyjaźni
się z nimi, choć często czuje się gorsza.

Ale Atena to również błyskotliwa inteligencja,
umysł ścisły i wielkie ambicje.

To kobieta, która z powodzeniem realizuje cele
i dąży „po trupach do celu”. Lubi konkrety i
jasne komunikaty.

Ateny często zostają politykami, bo lubią władzę.
Bywa też, że zaciągają się do wojska lub innej służby
publicznej, która wymaga nerwów jak ze stali.

Jeśli myślę o Atenie, to widzę:
Angelę Merkel,
Królową Elżbietę,
lub Beatę Szydło.

Czy odnajdujesz się w którejś z nich?

Czuję, że mam w sobie ok. 70% Hestii
i 30% Artemidy. Ale bywają też dni,
gdy dostrzegam w sobie Demeter
czy Persefonę, choć rzadko i na chwilę.

Myśl o tym, jak dużo mam w sobie Hestii
przyszła do mnie, gdy pojawiła się nadwyżka
pieniędzy. Zupełnie zapomniałam, że chciałam
wyjechać do Meksyku.

Zamiast odłożyć pieniądze na konto kupiłam
duży kwiat doniczkowy, książki i piękną skandynawską
girlandę z lampek. „Żeby w domu było miło”.

Najwyraźniej Artemida jest młodszą siostrą
Hestii i dopiero dojrzewa, nie domagając się
jeszcze równych praw czy uznania.

W kolejnym poście zamieszczę informacje
o boginiach zależnych i bezbronnych,
a więc takich, dla których relacja z drugą osobą
jest centralną osią jej życia. Będą to:

Hera, Demeter i Persefona.


Główne zdjęcie:  Joy Marino from Pexels

Demeter, Hestia i Artemida. Boginiczne archetypy w każdej kobiecie

Listopad to ważny czas
dla mnie i dla Luny.

Bo dokładnie trzy lata temu
zaczęła się nasza wspólna wędrówka.

Pies odnalazł człowieka
i człowiek odnalazł psa.

Pamiętam, że to był deszczowy dzień.
Gdańskie schronisko tonęło w błocie.
W „Promyku” było mnóstwo ludzi:
wolontariusze, dzieci i szkolne wycieczki.

Decyzję o wzięciu psa ze schroniska
podjęliśmy z Michałem kilka tygodni
wcześniej, po naszym kolejnym rozstaniu.

Może psiak miał nas scalić? A może
to ja intuicyjnie wiedziałam, że albo teraz,
albo nigdy? Bo przecież mam dom. Są dwie
wypłaty, a każde  z nas pragnęło czułości,
której ta druga osoba dać nie mogła.

Dopiero po trzech latach zdałam sobie
sprawę, że przemawiał przeze mnie
instynkt macierzyński – archetyp Demeter,
który domagał się matkowania i opieki nad kimś.

Lunka

LUNA

Siedziała sama w dużym boksie.
Samotna, wyprostowana, dumna, ale
na dystans. Prawdziwa wilczyca.

Spojrzałam w jej piękne, mądre oczy.

Nie musiałam nic mówić – natychmiastowo
podeszła do kraty boksu. A ja, mimo
ostrzeżeń kierownika włożyłam
dłoń przez siatkę, żeby ją dotknąć.

Wtedy poczułam, że dalsze chodzenie
po schronisku przestało mieć sens.

„Ten psiak czekał na mnie”, pomyślałam.

Luna. Mój cudowna księżycowa istota, która
kocha ludzi, zwierzęta i pieszczoty.

Od tamtej pory byłyśmy razem.

Luna wyciągnęła mnie z depresji, zaktywizowała,
dała radość i przywróciła Matce Naturze, od której
odcięta byłam przez lata.

Dzięki niej odlazłam w sobie miłość.

Wcześniej wydawało mi się,
że nie potrafię kochać czy dawać.
Luna szybko to zweryfikowała.

Odnajdywałam wesołość i siłę tam, gdzie
wydawało mi się, że na próżno ich szukać.

DOROSŁY/DZIECKO

Nauczyłam się być dorosła – odpowiedzialna
i zaangażowana – zwłaszcza po rozstaniu, kiedy
wszystko musiałam robić sama:

Poranne siku z psem, śniadanie, wyjście do
pracy, zakupy, powrót z pracy, długi spacer, gotowanie,
zabawa i poświęcanie uwagi psiakowi, medytacja,
pisanie, nocny spacer…

…a po drodze jeszcze rachunki,
dbanie o relacje z ludźmi, sprzątanie etc.

I paradoksalnie, to ona pomogła mi
odnaleźć drogę do mojego wewnętrznego dziecka,
które całe życie uciszałam, karciłam
i na nie krzyczałam. Tak działa obecność zwierząt.

Widzimy w nich nasze małe „ja” które
pragnie zabawy, dotyku, czułości.

Przemawiając łagodnie do Luny wybaczałam sobie
wszystko, co było do przebaczania. Zaczęłam
traktować się życzliwie i z większą uważnością.

A gdy psiak był niespokojny i zachowywał się
głupio, czułam że pod spodem są duże emocje:

lęk,
niepewność,
gniew,
rozczarowanie.

Zamiast krzyczeć „przestań”, zniżałam się do
poziomu Luny, patrzyłam w jej oczy i mocno
przytulałam mówiąc, że wszystko będzie w porządku.

I w ten sam sposób przemawiałam do małej Kamy,
która rozbiła kubek, burknęła na koleżankę,
i nie odbierała telefonów. „Czego się boisz?”,
pytałam wtedy i mocno okrywałam się kocem.

czap1

POTRZEBA DOTYKU

Moje doświadczenie podpowiada mi również, że
zwierzaki karmią nas ciepłem i dotykiem,
niewiele oczekując w zamian.

Bo przecież jako ludzie staliśmy
się społeczeństwem cyfrowym,
oddalonym od siebie i wyraźnie stawiającym granice.

Nie pozwalamy się dotykać.
I sami nie dotykamy.

Nie mówimy „kocham” i udajemy,
że nam też tego nie brakuje.

Tymczasem wewnętrznie
usychamy jak roślinki pozbawione wody.

Czy wiecie, że w co trzecim gospodarstwie domowym
jest zwierzak? Wiem po co.

Żeby kochać.
Żeby dotykać.
Żeby dawać i przyjmować.

Bo nawet jeśli mamy rodziny, to nie zawsze
potrafimy być blisko. Boimy się odrzucenia.
Boimy się bezbronności i emocjonalnych potrzeb.

W najnowszym numerze „Wysokich Obcasów Extra”
przeczytałam raport odnośnie kulturowych zmian
pojęcia „rodzinna wspólnota”.

Wiecie, co mnie zdumiało i absolutnie
zachwyciło w przedstawionych statystykach?

To, że wielu Polaków uważa, że
„człowiek plus zwierzak to też rodzina”.

Cudnie, prawda?
Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.

Czasem gdy ktoś pyta, czy pójdę z nim po pracy
na kawę, to odpowiadam, że nie mogę – jestem
samotną matką, a w domu czeka na mnie
wiecznie radosne, czworonożne dziecko.

Jakiś czas temu stwierdziłam, że jestem na etapie
życia, w którym trudno jest mi utożsamiać się z
czymkolwiek. Wszelkie etykiety odpadły,
podobnie jak wiedza, którą gromadziłam przez lata.

Ale człowiek bez tożsamości jest trochę jak… duch.
Więc wspomagam się tym, co uniwersalne: archetypami.

DEMETER. BOGINI ZBÓŻ I MATKA

Dziś czuję się właśnie nią. Kobietą, która żyje,
bo jest pośród innych istot. Tam pogłaszcze, tu coś
upichci i nakarmi, a to kogoś wysłucha i obejmie uwagą.

Potrzebuję dać się rozwinąć tym pięknym
właściwościom, bo są silne – choć zaprzeczałam
im przez lata. „Ja – Matka? W życiu!”.

Dopiero, gdy w moje ręce wpadła książka
słynnej psychoanalityczki, „Boginie w każdej
kobiecie”, w końcu dopuściłam do siebie jej głos.

Do tej pory myślałam, że jestem Hestią,
domatorką, kobietą ceniącą introspekcję,
która dba o ceremonie i rytuały i kocha
bezpieczeństwo oraz samotność.

Odnalazłam też w sobie mnóstwo cech
walecznej, skupionej na celu Artemidy,
która wspiera siostrzeństwo i walczy o
sprawiedliwość.

Ale Demeter?  Nie. Nie mam z nią
żadnego związku.

Przynajmniej tak sądziłam do
chwili otworzenia rozdziału:
„Bogini zbóż i troskliwa matka”.

Wtedy mnie zalało.

Przypomniałam sobie, jak
będąc dziewczynką woziłam
w wózku po kilka miśków i lalek,
którymi zajmowałam się lepiej niż
niejedna dorosła kobieta.

Mając zaledwie 12 lat ciocie podrzucały mi
małe kuzynostwo, bo wiedziały, że sobie poradzę
nie potrzebując absolutnie żadnych rad.

Dokarmiałam bezdomne zwierzęta
i kilka razy w tygodniu chodziłam na łąki
dawać koniom cukier w kostkach.

Pamiętam też, że od zawsze lgnęłam
do kobiet, które archetypicznie
przypominały Demeter:

duże, krągłe, ciepłe i serdeczne. Takie, na których
można się wesprzeć i zawsze polegać.

A teraz? W końcu zrozumiałam skąd
wzięła się we mnie potrzeba
dokupywania kolejnych kwiatów
doniczkowych i sadzenia ziół.

20191122_102824

JESTEM DEMETER

Nie wiem w jakiej części i jak dużo jej mam,
ale jestem nią. Już nie zaprzeczam.

Teraz pozostaje dać ujście temu
kanałowi, którym energia chce
płynąć bez przeszkód.

Bo przecież Demeter można
być na wiele różnych sposobów.

Można matkować komuś,
kto tego akurat potrzebuje:

smutnej koleżance, psu który
pragnie czułości, bezdomnemu,
głodnemu kotu czy kwiatom które
potrzebują życzliwej opieki.

Zaczęłam też dbać o własne korzenie i
relacje z dalszą i bliższą rodziną.

Częściej jeżdżę do rodziców,
wracam do relacji z dawno nie widzianym
kuzynostwem, odwiedzam babcię, którą zwykle
widywałam przy okazji bożonarodzeniowych świąt.

Pielęgnuję w sobie jednocześnie wdzięczność
– za to, co mam i od kogo pochodzę; oraz pokorę – że
jestem jedynie pyłkiem pośród oceanu
milionów innych żyjących pyłków.

Luna jest moją rodziną i towarzyszy mi w
budowaniu relacji ze światem.

Zabieram ją do rodziców i do babci. Chodzi ze mną
na herbatę do nadmorskiej kawiarni.
Na Sylwestra jedzie ze mną i drugą psiarą,
na domek, z dala od strzałów.

Bo przecież tak wiele mi dała, tak wielu właściwościom
pozwoliła się zrealizować i wyzwolić. Jakże mogłabym
dać mniej? Jesteśmy rodziną 🙂

PS. Adoptuj, nie kupuj ❤

20191019_123207