Szafran i lawenda. Czyli jak poznałam Martę Dymek

To było kilka tygodni temu. Gorąca ale wietrzna sobota, która rozebrała Gdańszczan z kilku warstw ciuchów, a na nosach wysypała piegiem. Denerwowałam się od samego rana. Ból żołądka to pikuś, w porównaniu z falami myśli, które dokuczały od momentu, gdy wyłączyłam budzik. Czy dam sobie radę? Czy nie zadam głupich pytań? A jeśli mnie nieCzytaj dalej „Szafran i lawenda. Czyli jak poznałam Martę Dymek”

Zapach lata, truskawki i pełnia szczęścia

Mimo, że jest dopiero początek czerwca wszystko pachnie mi latem. Mieszkanie w którym żyję, drewniana podłoga i moje ciuchy. Nawet Luna zaczęła ze spaceru przynosić zapach skoszonych traw, suchej ziemi i ciepłej kory drzew. Wszystko przesiąkło wonią lata. Płodności i szczęścia. Dobrobytu, wędrówki i dziecięcej przygody. Słońce zamieszkało we włosach i wynajęło skórę barwiąc ją naCzytaj dalej „Zapach lata, truskawki i pełnia szczęścia”

„Sucho-mokre”.Ciasto jogurtowe z borówkami

-Tylko pamiętaj o cieście!- krzyknęłam wychodząc do pracy. -Punktualnie o 13.00. I nie wyjmuj! Niech dojdzie w cieple! -Tak jest pani kierowniczko- zasalutował Michał, czym zawsze doprowadza mnie do szału. Bo żadna ze mnie kierowniczka. Po prostu mam małego bzika na punkcie własnych wypieków. Zwłaszcza nowych, które są moim kulinarnym debiutem. Lubię raz na jakiśCzytaj dalej „„Sucho-mokre”.Ciasto jogurtowe z borówkami”

Życie na opak. Czyli co ma wspólnego ciasto z ochotą na życie

W moim domu ciasto jest codziennie. Bo to, że pieczenie mnie odpręża, to jedno. Ja kocham jeść ciasta! Murzynek, szarlotkę, kruche ze śliwkami, muffiny bananowe, babkę. Wszystko, co ma słodki smak i zapach jest w mojej kuchni mile widziane. I pomyśleć, że kiedyś wszystkiego sobie odmawiałam. Narzucałam sobie diety, których wcale nie chciałam mieć. Pościłam. UnikałamCzytaj dalej „Życie na opak. Czyli co ma wspólnego ciasto z ochotą na życie”

O potrzebie odprawiania rytuałów

Są dni, kiedy zupełnie o tym zapominam. Bo mam mało czasu. Bo jestem zabiegana, Bo mam na głowie tysiąc różnych rzeczy. A tymczasem rytuały i małe, domowe ceremonie mają moc zatrzymania nas w teraźniejszości. Zwracają uwagę na to, w którym miejscu jesteśmy. Każą zadać sobie pytanie: czy nadal wiem dokąd zmierzam? czy nie biegnę bezCzytaj dalej „O potrzebie odprawiania rytuałów”

Rozmowy o etyce i wegańskie muffiny, które zawsze wychodzą

Od dwóch dni spędzamy z Luną majówkę na wsi. Kraina Dolnej Wisły to uroczy zakątek nieopodal Kwidzyna, gdzie żaby rechoczą godowe serenady, a po niebie krążą myszołowy. Tu jest mój rodzinny dom. Tu są moje korzenie. Na wsi, z samotnika przeistaczam się w człowieka, któremu wiecznie otwarte drzwi są niestraszne. -Czemu nie jesz mięsa?- zapytałCzytaj dalej „Rozmowy o etyce i wegańskie muffiny, które zawsze wychodzą”

Kosmita wśród bogów. Jeśli tak się czujesz, to witaj w klubie!

Żyję w świecie idealnym. Przynajmniej tak mi się wydaje, gdy mijam tych zawsze doskonałych ludzi. Pięknych, zadbanych, elokwentnych, radosnych. Dobrze odżywionych i dobrze ubranych. Mijam ich na ulicy i w drodze do pracy. Siadam obok nich w autobusie. Pracuję z nimi. Koleguję się. Piszę o nich. I nie mogę się nadziwić. Skąd się wzięli? JakCzytaj dalej „Kosmita wśród bogów. Jeśli tak się czujesz, to witaj w klubie!”

Ile zostało nam wolności (?)

Zaskakuje mnie czasem to, o czym ludzie chcą czytać. A chcą czytać o tym co łatwe i o tym co oczywiste. O tym, że aktorce znanej z jakiegoś pożal się boże serialu, powinęła się noga na parkiecie Tańca z Gwiazdami. Albo, że jakaś nastoletnia gwiazdka Disneya, która już od dziesięciu lat nie jest nastolatką znalazłaCzytaj dalej „Ile zostało nam wolności (?)”

Let’s do this!

„Nie masz kontaktu z czytelnikami od 9 grudnia” – niedawno przypomniał mi Facebook. Rany! To już trzy miesiące! – pomyślałam – co robiłam przez ten czas, że zapomniałam o blogu? Nie martwcie się. Nie popadłam w zimowy letarg. Wręcz przeciwnie! Nareszcie porzuciłam letarg! Wróciłam do medytacji, ograniczyłam ilość czytanych książek i zaczęłam wychodzić z domu.Czytaj dalej „Let’s do this!”

Rzecz o imbryku

Wisława Szymborska powiedziała kiedyś, że z domu w którym nie ma atlasu należy się natychmiast wyprowadzić. Cóż. Ja atlasu nie posiadam, bo nie jest mi do niczego potrzebny. Jeśli podróżuję to głównie przez karty kolejnych powieści, tudzież do ulubionej biblioteki. Przekształciłam więc zdanie sławnej poetki na własny użytek. Dziś twierdzę, że dom w którym nie maCzytaj dalej „Rzecz o imbryku”