Archiwa tagu: Sylwester

Doświadczeni

Roczne podsumowania i refleksje, mimo iż wydają się nudne, są nam tak samo potrzebne jak szklanka wody po przetańczonej nocy. Bez refleksji nie sposób docenić siebie i własnych przeżyć, a wiele z nich może umknąć niezauważona z powodu zbyt małej jaskrawości i siły przebicia.

12362543_1098046170240307_1824353471_n


 

Myślałam, że to był nudny rok. Właściwie to byłam o tym głęboko przekonana, dopóki dziś o poranku nie zrobiłam rachunku sumienia. Jak każdego dnia o siódmej rano otworzyłam dziennik, by wypisać się z własnych myśli. A że dziś mamy 31 grudnia, ostatni dzień roku, to i zaczęłam wspominać, co się działo, gdzie byłam i co robiłam. Ku mojemu zaskoczeniu, gruby zeszyt A4 wypełnił się kilkoma stronicami zapisanych wydarzeń, o których nie pamiętałam z racji wciśnięcia ich do nieświadomości.

A tu niespodzianka.

To wcale nie był nudny rok i wbrew pozorom wcale nie wiodę tak schematycznego życia na myśl o którym można jedynie zapłakać z poczucia frustracji. Podczas dzisiejszej rozmowy ze wspomnieniami zobaczyłam, że przeżyłam w ciągu roku to, czego w ogóle nie doświadczy część ludzi nigdy w życiu.

Były wakacje w Niemczech i buddyjski kurs medytacyjny; poszłam na studia podyplomowe, dostałam się na warsztaty dziennikarstwa filmowego w Warszawie organizowane przez największy w Polsce portal filmowy. Był i koncert Dub FX w Gdańsku, i Natalii Przybysz, na który poszłam z okazji 30-tych urodzin. Przeprowadzka, zamieszkanie z partnerem, psychoterapia, biopsja, moja pierwsza narkoza, krótki pobyt na chirurgii i wspaniałe słowa lekarki: „jednak nie ma pani raka”. Kupiłam własną domenę i logo, współpracowałam ze znanym coachem, odnowiłam starą wieź z zapomnianą rodziną, przeszłam na weganizm, skończyłam pisać książkę, zapisałam się do Kongresu Kobiet. To ledwie większe rozdziały roku a przecież tyle w nich akapitów i słów.

Te wszystkie wydarzenia składają się na mnie obecną. To moje doświadczenia, które za jakiś czas zobaczę w lustrze na twarzy i ciele; w sposobie w jaki mówię, jak się poruszam i jak myślę. Zbyt często narzekałam na swoje życie- że jest inne niż pragnęłam, że przecież nie tak miało być. Wciąż mam za mało kasy, brakuje mi własnego mieszkania i pracy która satysfakcjonowałaby mnie w 100%.

Ale są inne obszary, za które powinnam być wdzięczna i tego się uczę. By doceniać, to co mam, i widzieć w trudnej, wyboistej drodze skarby. Doświadczenia są warte wszystkich pieniędzy, bo to one ostatecznie wydobywają z nas mądrość i czynią nas mędrcami i wiedźmami- tymi którzy wiedzą więcej.

Dziękuję również Wam, za to że czytacie, odwiedzacie, śledzicie moje poczynania. Dziękuję, że udostępniacie pojedyncze posty. Dzięki temu moja strona w 2015 roku była odwiedzona ponad 10.000 razy. Z blogiem też wiążą się doświadczenia; co dzień uczę się czegoś nowego. WordPressowych aplikacji, zabawy z social mediami, dbania o społeczność jak i nieprzejmowania się zanadto krytyką, bo wychodzę z założenia że robić coś dobrze, to być sobą i przedstawiać światu swoje ja, mimo iż nie każdemu to w smak.

A postanowienia noworoczne? Mam tylko jedno. Nauczyć się wdzięczności i akceptacji tego, co jest. Chcę iść naprzód, rozwijać się, ale z całkowitym poczuciem akceptacji, że to kim jestem jest absolutnie właściwe. Nie jestem bogatą kobietą z wielkim biustem i jedwabistą cerą. Ale mam jedną ważną rzecz w życiu- cenne doświadczenie, które przefiltrowane przez dystans i wiek wykiełkuje mądrość. A to o wiele więcej niż wszystkie bogactwa świata.

Wolne od codzienności

Dlaczego czasem warto wszystko zostawić? Bo wówczas nie będziemy mięli niczego do stracenia. Zrób sobie odosobnienie, wakacje, wolne od życia. Czasem warto spakować jedynie ręcznik, portfel i wyruszyć na spotkanie samego siebie.


470862_original

Od życia nie uciekniemy i nie o to chodzi by gdziekolwiek uciekać, ale by wyruszyć na spotkanie własnego umysłu. Niczym Santiago z Alchemika, czasem musimy wybrać się w podróż dookoła świata by znaleźć skarb, na którym dopiero spaliśmy. Niekiedy trzeba zostawić cały emocjonalny bagaż w domu i wyjść poza strefę komfortu- zobaczyć własne ograniczenia, zrozumieć błędy, poznać znaczenie  rzeczywistości. Znaczenie, które wydaje się być zbyt odległe i nieuchwytne kiedy jesteśmy pochłonięci rytmem dnia. Pobudka, śniadanie, praca, kolacja, seks, film, sen. I tu nasuwa się pytanie: po co właściwie żyjemy?

Nie wiem czy ktokolwiek zdołał już odpowiedzieć na to pytanie, co nie ulega wątpliwości- żyjemy. A skoro już dostaliśmy w prezencie ten cenny dar, lub może zasłużyliśmy sobie na niego, to najważniejszą kwestią będzie -nie zachowanie go jak najdłużej, ale uczynienie jak najpełniejszym. Mój mistrz mawia, że w życiu chodzi po prostu o to by być dobrym człowiekiem. Zgadzam się i staram wpleść motto w życie, lecz, gdy jesteśmy przytłoczeni zadaniami dnia i upływającym czasem, częściej odczuwamy gniew, awersję i niechęć do całego świata. Trudno wtedy być dobrym w jakimkolwiek sensie.W tych momentach wiem, że trzeba natychmiast wcisnąć pedał gazu i pomyśleć: Czas na wakacje!

Przyszło mi zrobić sobie wolne od życia w Sylwestra. Wyjechałam na kilka dni na wieś, pomedytować i by odciąć się od tego co znane i pewne, by przeciąć nawyki zaglądania na facebooka, kompulsywnego oglądania filmów, czy czytania byle czego. Po zatrzaśnięciu drzwi w dużym domu i wyłączeniu komórki, musiałam zmierzyć się ze sobą. A to chyba jedno z trudniejszych zadań do wykonania, bo możliwych jest kilka scenariuszy: 1. można oszaleć od natłoku myśli; 2.można dostać depresji od natłoku myśli; lub 3.ogarnąć się i zacząć robić coś konstruktywnego. Wybrałam opcję trzecią, choć nie ukrywam, że dwie poprzednie były blisko.

„Życie kurczy się i rozszerza
proporcjonalnie do naszej uwagi”
Anais Nin

Przez tych kilka dni, odcinając się od rozpraszaczy, wielkim odkryciem było dla mnie, jak bardzo lgniemy do etykiet. Wciąż doklejamy sobie nowe na i tak już dostatecznie ciężki od neuroz kark. Na odosobnieniu zmuszona byłam odkleić od siebie wszelkie nazwy- etykietę introwertyka czy spokojnej tradycjonalistki. Było jeszcze kilka pomniejszych, których musiałam się pozbyć , przez co  mogłam zobaczyć świat na nowo. Pozbycie się nazw boli, więc róbmy to powoli, pozbywajmy się tego jak starego plastra na ledwo zasklepionej ranie. Warto, bo wiedz, że określając siebie, zakładasz maskę z którą uczysz się żyć a nie na odwrót. Kiedy ją zdejmiesz, zobaczysz że możesz być wszystkim, nawet tym czego się po sobie nie spodziewałeś. Czasem wolimy tego nie widzieć, bo dostrzeżone błędy będą prowokowały do zmiany, naprawy i przemeblowania świata. A nam po prostu się nie chce…

Odosobnienia są trudne, bo nie przywykliśmy do nich. Jednak uważam, ze powinny stać się naszym dobrym nawykiem, stosowanym przynajmniej kilka razy do roku. Wyjedź poza swój mały świat, otwórz się na siebie i innych. Wyłącz telefon i messengera- spotkaj się z ludźmi naprawdę. I samym sobą- tym którego nie znasz i o którym nie wiesz jeszcze wielu rzeczy. Droga do samego siebie to najlepsza podróż w całym życiu. I jeszcze jedno- nie musisz jechać na długo, nie musisz wyjeżdżać daleko. Czasem wystarczy weekend poza miejscem, które znasz. Zabierz siebie na randkę, wypij z sobą słodkie wino i poznaj siebie na nowo.


Zdjęcie: shpilenok.wordpress.com

O dobrych sprzedawcach, zabobonach i o tym czego nie można ubrać na Sylwestra

Będąc dziećmi, zwykle pukamy się w czoło, słuchając anegdot i historyjek osób dojrzałych wiekiem. „Postradał zmysły”, myślimy, słysząc kolejną umoralniającą bajkę z ważną puentą. Dopiero w późniejszym wieku, zaczynamy cenić mądrość doświadczenia wynikającą z życia starszych ludzi. Dostrzegamy logikę i uczymy się znaczenia metafor.


movies-the-witches

Klient-sprzedawca

Jak to się zwykle zdarza kilka razy w miesiącu- w dni wolne od pracy- poszłam na halę targową, odwiedzić starszą, dziarską panią by kupić u niej wełniane skarpety i pończochy. Ma najlepszej jakości wełnę, poza tym jest typem sprzedawcy, co to rozpoznaje stałą klientelę. Zagaduje, uśmiecha się a nawet doradza. Też pracuję w sprzedaży, więc cenię ten rodzaj relacji klient-sprzedawca.

-Szanowna panienka czego sobie dziś życzy?- pyta rumiana staruszka.
-Poproszę  skarpety z owczej wełny i czarne pończochy.- odpowiadam.
-A rozmiar tych pończoch to jaki?
-Trójka.
-Takie grubsze, matowe?
-Wie pani co, raczej cienkie bo to na Sylwestra.
-Och nie kochanieńka!
-???
-Czarnych na Sylwestra nie można!
-Nie można?– pytam zdumiona.
-A no nie można. Tak ludzie gadają. I moja babka tak mówiła i mama.
-Że czarnych pończoch w Sylwestra nie można?
-Że nic kochanieńka, zupełnie nic czarnego w Sylwestra! Nawet majteczki i biustonosz kolorowe lub białe. Że to złowróżebne tak na czarno…-mówiła ściszonym głosem.
-Ale ja mam kolorową sukienkę w duże kwiaty, więc myślę, że pończochy mogą być czar…
-Nic czarnego!- skwitowała.

Lepiej chuchać na zimne… z przymrużeniem oka

Tak oto z hali targowej wyszłam z pakietem beżowych pończoch (choć czarne też były na stanie, a jakże). Zdaję sobie sprawę, że wiara iż czarne w Sylwestra przynosi pecha jest zabobonem. Z drugiej jednak strony, może z czegoś wynika? Gdyby prześledzić statystyki z ostatnich stu lat i zobaczyć jak wyglądał nadchodzący nowy rok u osób bawiących na Sylwestrze w czarnych sukniach a tych na kolorowo, może faktycznie dałoby się zauważyć, że to o czym rozmawiają kobiety ściszonym głosem ma w sobie ziarno prawdy? Więc po co kusić los? Niemniej jednak, starsza kobieta zobaczyła, że liczę się z jej zdaniem. W dzisiejszych czasach młodzi ludzie, rzadko zgadzają się ze starszyzną, stąd powiększająca się przepaść międzypokoleniowa. A tak wszyscy są szczęśliwi- staruszka jest pewna, że ostrzegła mnie przed nieszczęściem, ja zacieśniłam kolejną relację, no i mam ładne pończochy. Beż też jest w modzie.

Jednego kobiecie nie można odmówić. Umiejętności negocjacyjnych 🙂
Dobrej zabawy i wkroczenia w Nowy Rok z głową pełną pomysłów, wiarą w siebie i dobre intencje ludzi. Do zobaczenia w 2015! 🙂


Zdjęcie: news.distractify.com