Archiwa tagu: etykiety

Wolne od codzienności

Dlaczego czasem warto wszystko zostawić? Bo wówczas nie będziemy mięli niczego do stracenia. Zrób sobie odosobnienie, wakacje, wolne od życia. Czasem warto spakować jedynie ręcznik, portfel i wyruszyć na spotkanie samego siebie.


470862_original

Od życia nie uciekniemy i nie o to chodzi by gdziekolwiek uciekać, ale by wyruszyć na spotkanie własnego umysłu. Niczym Santiago z Alchemika, czasem musimy wybrać się w podróż dookoła świata by znaleźć skarb, na którym dopiero spaliśmy. Niekiedy trzeba zostawić cały emocjonalny bagaż w domu i wyjść poza strefę komfortu- zobaczyć własne ograniczenia, zrozumieć błędy, poznać znaczenie  rzeczywistości. Znaczenie, które wydaje się być zbyt odległe i nieuchwytne kiedy jesteśmy pochłonięci rytmem dnia. Pobudka, śniadanie, praca, kolacja, seks, film, sen. I tu nasuwa się pytanie: po co właściwie żyjemy?

Nie wiem czy ktokolwiek zdołał już odpowiedzieć na to pytanie, co nie ulega wątpliwości- żyjemy. A skoro już dostaliśmy w prezencie ten cenny dar, lub może zasłużyliśmy sobie na niego, to najważniejszą kwestią będzie -nie zachowanie go jak najdłużej, ale uczynienie jak najpełniejszym. Mój mistrz mawia, że w życiu chodzi po prostu o to by być dobrym człowiekiem. Zgadzam się i staram wpleść motto w życie, lecz, gdy jesteśmy przytłoczeni zadaniami dnia i upływającym czasem, częściej odczuwamy gniew, awersję i niechęć do całego świata. Trudno wtedy być dobrym w jakimkolwiek sensie.W tych momentach wiem, że trzeba natychmiast wcisnąć pedał gazu i pomyśleć: Czas na wakacje!

Przyszło mi zrobić sobie wolne od życia w Sylwestra. Wyjechałam na kilka dni na wieś, pomedytować i by odciąć się od tego co znane i pewne, by przeciąć nawyki zaglądania na facebooka, kompulsywnego oglądania filmów, czy czytania byle czego. Po zatrzaśnięciu drzwi w dużym domu i wyłączeniu komórki, musiałam zmierzyć się ze sobą. A to chyba jedno z trudniejszych zadań do wykonania, bo możliwych jest kilka scenariuszy: 1. można oszaleć od natłoku myśli; 2.można dostać depresji od natłoku myśli; lub 3.ogarnąć się i zacząć robić coś konstruktywnego. Wybrałam opcję trzecią, choć nie ukrywam, że dwie poprzednie były blisko.

„Życie kurczy się i rozszerza
proporcjonalnie do naszej uwagi”
Anais Nin

Przez tych kilka dni, odcinając się od rozpraszaczy, wielkim odkryciem było dla mnie, jak bardzo lgniemy do etykiet. Wciąż doklejamy sobie nowe na i tak już dostatecznie ciężki od neuroz kark. Na odosobnieniu zmuszona byłam odkleić od siebie wszelkie nazwy- etykietę introwertyka czy spokojnej tradycjonalistki. Było jeszcze kilka pomniejszych, których musiałam się pozbyć , przez co  mogłam zobaczyć świat na nowo. Pozbycie się nazw boli, więc róbmy to powoli, pozbywajmy się tego jak starego plastra na ledwo zasklepionej ranie. Warto, bo wiedz, że określając siebie, zakładasz maskę z którą uczysz się żyć a nie na odwrót. Kiedy ją zdejmiesz, zobaczysz że możesz być wszystkim, nawet tym czego się po sobie nie spodziewałeś. Czasem wolimy tego nie widzieć, bo dostrzeżone błędy będą prowokowały do zmiany, naprawy i przemeblowania świata. A nam po prostu się nie chce…

Odosobnienia są trudne, bo nie przywykliśmy do nich. Jednak uważam, ze powinny stać się naszym dobrym nawykiem, stosowanym przynajmniej kilka razy do roku. Wyjedź poza swój mały świat, otwórz się na siebie i innych. Wyłącz telefon i messengera- spotkaj się z ludźmi naprawdę. I samym sobą- tym którego nie znasz i o którym nie wiesz jeszcze wielu rzeczy. Droga do samego siebie to najlepsza podróż w całym życiu. I jeszcze jedno- nie musisz jechać na długo, nie musisz wyjeżdżać daleko. Czasem wystarczy weekend poza miejscem, które znasz. Zabierz siebie na randkę, wypij z sobą słodkie wino i poznaj siebie na nowo.


Zdjęcie: shpilenok.wordpress.com

Terra incognita- kim jesteś?

Ludzie są tak skonstruowanymi istotami, że aby dobrze funkcjonować w świecie stwarzają sobie etykiety. Są dobrzy, źli, spokojni, szaleni. Nazywamy siebie artystami, intelektualistami, mędrcami, analitykami, introwertykami, ekstrawertykami, ekscentrykami, niekiedy socjopatami. Po co nam tyle etykiet?


Milky-Way-Artist-Date

Sens szufladek

Im bardziej siebie określamy, tym bardziej ,mamy poczucie że coś o sobie wiemy. Nie jesteśmy dla siebie nieznanym lądem. Czujemy się bezpiecznie z pakietem nazw określających naszą istotę. Wiemy czego się po sobie spodziewać, wiemy czego się spodziewać po ludziach nam podobnych, lub tych o cechach przeciwnych. Dzięki temu szybciej znajdujemy sobie odpowiednich przyjaciół i unikamy tych, z którymi nasze określone właściwości charakteru weszłyby w nieprzyjemne interakcje.

Im mocniejsza świadomość tego, że jesteśmy tym kim jesteśmy, tym mniej przestrzeni na możliwości stania się tym, co do tej pory było nieznanym. Określenia, etykiety, nazwy, przymiotniki są tym na czym ego rośnie w siłę. Jeżeli pozwolisz sobie być- tak po prostu, bez zbędnych szufladek, zauważysz, że możesz być wszystkim jednocześnie bez żadnych sprzeczności.

Niebezpieczeństwo tego, co nieznane

Brzmi pociągająco, lecz niebezpiecznie. Bo jeśli pozwolisz sobie na bycie wszystkim, to kim będziesz? Jak się nazwiesz? Co będziesz lubił? Co odkryjesz o sobie? Co jeśli okaże się, że lubisz rzeczy, które do tej pory wydawały Ci się mało interesujące? Co jeżeli zaczniesz robić rzeczy niebezpieczne? Skutkiem ubocznym będzie życie. Prawdziwe, oparte na głębokim i wielowymiarowym doświadczeniu- życie.

Czytałam niedawno książkę o wewnętrznych blokadach utrudniających bycie kreatywnym. Książka zawierała ćwiczenia, które były tak skonstruowane, by otworzyć czytelnika na chęci doświadczania i smakowania nowych rzeczy, skutkiem czego jest chwilowe zagubienie. Oto nagle wydostajesz się ze złotej klatki utkanej z przyzwyczajeń, nawyków i tendencji. Jak pisze jednak autorka, Julia Cameron: „Im bardziej masz poczucie, że nie wiesz kim jesteś, tym lepiej. To znak powrotu do zdrowia”.

Możliwości bycia otwartym

Parę miesięcy temu, gdy zetknęłam się z książką „Droga Artysty”, postanowiłam- ok, podejmę wyzwanie, otworzę się i będę obserwować. I tak tydzień po tygodniu na moim biurku oprócz długopisów, zaczęły pojawiać się nowe rzeczy- pastele, akwarele, blok rysunkowy, plastelina, zestaw pędzli. Czy umiem malować? Nie. Ale chciałam tego spróbować. Zetknąć się z intensywnym zapachem akwareli, zobaczyć różnicę między suchymi pastelami a olejnymi, docenić papier celulozowy, pobrudzić ręce i zrobić własnoręcznie pocztówki świąteczne dla rodziny. Nie będę drugim Picasso ale ten podobno nie był zbyt szczęśliwy. Moja pasja odkrywania natomiast zbliża mnie do siebie samej- tej autentycznej bez imion, nazw i etykiet. Jestem wszystkim bo wszystko jest możliwe. Ograniczenia i umiejętności mieszkają w umyśle a umysł potrafi wszystko.

Ćwiczenie na zachętę

Czerpiąc inspirację z lektury książki Julii Cameron, chcę zachęcić was do  wykonania inspirującego ćwiczenia. Weź długopis, kartkę i szybko bez zastanawiania wypisz pięć równoległych żywotów, które mógłbyś wieść, gdybyś nie był tym kim jesteś, lub za kogo się uważasz. Teraz wybierz jeden żywot, który wydaje ci się najbardziej pociągający i wykonaj przynajmniej jedną czynność w tym tygodniu, która z nim się wiąże. Np. Jeżeli napisałeś że chciałbyś być rycerzem, nie pozostaje ci nic innego jak dosiąść konia. Powodzenia! 🙂


Zdjęcie: www.tweetspeakpoetry.com