Archiwa tagu: Tu i Teraz

Świat jest wielki, a ja malutka

Jest taka przypowieść o starożytnym filozofie,
spisana przez jezuickiego duchownego,
Anthony’ego de Mello.

Nosi tytuł „Sokrates na targu”.

Jest mi bliska- bo pokazuje jak bardzo
lgniemy do tego, co materialne. I jak
trudno jest porzucić pomysły, że czegoś
wciąż nam brak.

SOKRATES NA TARGU

Będąc prawdziwym filozofem, Sokrates wierzył,
że człowiek mądry będzie instynktownie
wiódł skromne życie.

On sam nie nosił nawet butów;
jednakże stale ulegał czarowi targu
i często tam chodził, żeby popatrzeć na
te wszystkie wystawione towary.

Kiedy jeden z przyjaciół zapytał go,
dlaczego tam chodzi, Sokrates powiedział:
„Uwielbiam odkrywać, bez jak wielu rzeczy,
jestem doskonale szczęśliwy”.

***

Jak często łapię się na tym, że potrzebuję
tego i tamtego.

Że trzeba zmienić oprawki okularów,
dokupić obrazy do skromnego mieszkania,
żeby nie wydawało się takie skromne.

Och, i kupię sobie pierścionek z wizerunkiem
wilka, bo to moje duchowe zwierzę.

I zrobię sobie tatuaż. I zmienię firanki.
Chyba potrzebuję butów.

Rodzice zawsze mnie uczulali, że
porządna dziewczyna musi mieć
porządne, nieschodzone buty. Tak.

Idę kupić buty. W zasadzie nie mam
pieniędzy, ale buty muszę mieć.

UCIECZKA OD TU I TERAZ

Czasem mija sporo czasu zanim złapię się
na tym, że całkowicie odpływam.

Że uciekam od chwili obecnej i
próbuję w jakimś stopniu siebie
ulepszyć.

Bo przecież jestem tak
cholernie niedoskonała.

Tak bardzo zwykła na tle wszystkich
opalonych ludzi z nienagannym zgryzem.

Tak. Przyznaję. Bywa, że się porównuję.
Podświadomie.

To coś, jak zapalnik, który włącza się w momencie, gdy
przeglądam social media. A wierzcie lub nie,
ale muszę robić to często z uwagi na charakter
mojej pracy.

Pracuję w portalu internetowym
i bycie „na bieżąco” w życiu gwiazd
jest obowiązkowe. Skąd tu się wzięłam?

Co ja tu właściwie robię?

Zastanawiam się będąc w pracy
i klikając w kolejne Instagramy gwiazd
które jednego dnia są w Zanzibarze, a kolejnego
w Prowansji.

Pozują przy tym topless, lub chwalą
się nowym modelem kabrioleta tudzież sukienką
za miliony monet od #ochyiachyprojektanta.

WIARA W KŁAMSTWA CYWILIZACJI

Serio. Skąd ja tu się wzięłam?
Co ja tu właściwie robię?

Ale żeby nie było, że zwalam wszystko
na robotę. Bo życie jest jakie jest.

Czasem jedyne, co mogę zmienić,
to własne nastawienie do tego co robię.
I uleganie lub odmowa lgnięciu.

A tymczasem lgnę. Lgnę jak mucha
do tego co słodkie i lepkie.

Znam ten nawyk i wiem skąd się wziął.
A wziął się z poczucia bycia gorszym.

Jakby tego było mało, świat Zachodu
pomaga w utrwaleniu tego pomysłu.

Reklamy, billboardy, seriale i muzyka
karmią nas śmieciową informacją, że
aby zasługiwać na miłość musimy być jacyś.

Piękni.
Atrakcyjni.
Nienaganni.
Wyprasowani.

Jeśli masz 34 lata, w szafie masz tylko
cztery sukienki, a wszystkie pochodzą
z koleżeńskiej”wymianki” wiedz, że
jesteś gorsza.

Jeśli pozwalasz włosom rosnąć, tak
jak same tego chcą, nie farbujesz i
pozwalasz siwym kosmykom przebijać
się przez burzę rdzawych loków, wiedz,
że jesteś niechlujem lub kobietą „niezadbaną”.

Jeśli masz krzywy zgryz.
Nie masz samochodu.
Twoja kuchnia wygląda jakby powstała
za czasów Gierka…

Jeśli masz stary plecak,
któremu urwała się sprzączka,
jeśli Twój pies ma przybrudzone szelki,
jeśli chodzisz w dżinsach piąty rok…

Wiedz, że nie masz żadnej wartości.
Jesteś gorsza. Nieadekwatna. Nieprzystająca
do wymogów współczesnej kultury.

Więc wstydź się!

Wstydź się tak mocno i tak długo,
aż w końcu ulegniesz. Kupisz.
Zdobędziesz, zapożyczysz się, ale
przynajmniej będziesz przynależeć.

minimalist

„THE MINIMALIST”

Pamiętam, że w ubiegłym roku
obejrzałam dokument „Minimaliści”.

Po filmie oddałam do Caritasu pięć (!)
worków starych ubrań, a do Inicjatywy
Społecznej trafiły trzy wielkie kartony książek.

Film zainspirował mnie do tego,
co musiało się stać, bo byłam w trakcie
przeprowadzki.

Albo inaczej – byłam tymczasowo bezdomna
i pomieszkiwałyśmy z psem tu i tam,
w zależności od możliwości.

Nagle, bez tych wszystkich „gratów”
poczułam się lżej.

Pozbyłam się tożsamości.

Książek, które czyniły mnie „mądrą”,
ubrań, które czekały na każdą okazję.
Dupereli, które kupiłam nie wiedząc po co.

Miesiące życia na kartonach
udowodniły, czego naprawdę mi potrzeba.
Odpowiedź brzmiała: bardzo niewiele.

Podczas miesiąca spędzonego na
poddaszu u koleżanki pięć z siedmiu
kartonów nie rozpakowałam nigdy.

A więc ich zawartość
była całkowicie zbędna.

A przy tym tak ciężka,
przywiązująca,
obarczająca.

Na nowym mieszkaniu nauczyłam się
żyć trochę inaczej.
Staram się mieć minimum:

mebli
ciuchów
garnków
kubków
książek
czy ozdób.

Doszło do tego, że całkiem
niedawno ktoś zapytał z wyrzutem,
jak mogę żyć w „takich warunkach”,
czyli (zbyt) niskim jak
na człowieka Zachodu przystało standardzie.

I to był właśnie ów zapalnik.
„Jesteś gorsza”.

adventure-black-and-white-boat-910213

PEMA CZIEDRYN

Całkiem niedawno zaczęłam
czytać książki pewnej buddyjskiej
mniszki, Pemy Cziedryn.

Ta 70-letnia Amerykanka jeszcze jakiś czas temu
wiodła żywot typowy  dla Amerykanów
z zamożnej klasy średniej.

Miała piękny dom, wielki ogród
delikatną, chińską porcelanę,
i meble jak z żurnala.

A więc wszystko tak,
jak być powinno.

Do czasu.

Do tej pamiętnej chwili,
gdy popijając herbatę w zadbanym ogrodzie
jej mąż oświadczył, że odchodzi do innej kobiety.

Można przyjąć, że właśnie ta chwila
była pierwszym momentem przełomowym
w jej życiu – przebudzeniem ze snu.

Niedługo potem zostawiła wszystko,
co miała – przyjęła mnisie ślubowania
i zamieszkała w buddyjskim klasztorze.

Nie twierdzę, że to jedyna słuszna droga
do realizacji ludzkiego potencjału.

Twierdzę natomiast, że uzmysłowienie sobie, że
wszystko przemija, a żaden przedmiot czy
ambicja niczego nie dodadzą do naszej doskonałej
natury są kluczem do zrozumienia życia.

Są jak znak STOP, który każe zastanowić się,
czy abym na pewno obrała dobry kierunek?

Od tamtej pory, czyli mniej więcej trzydziestu lat,
Pema Cziedryn przestała mieć na własność cokolwiek.

I jednocześnie, jak sama opisała w jednej z książek,
po raz pierwszy w życiu doświadczyła czym jest szczęście.

ZERO WASTE

Łatwo jest czytać o wielkich bohaterach,
którzy zmieniają życie w mgnieniu oka.
Trudniej jednak spotkać kogoś takiego, kto
na prawdę inspiruje do działania.

Daję jednak słowo,
że tacy ludzie istnieją.

Dwa miesiące temu uczestniczyłam
w spotkaniu osób zainteresowanych
filozofią „Zero Waste”.

Poznałam na nim 40-letnią kobietę,
która nie tylko wierzy w tę modną filozofię.
Ona naprawdę nie marnotrawi niczego.

Jej szafa składa się z 20 ubrań, sama robi
kosmetyki do mycia ciała, a ostatni raz
kupowała coś do jedzenia
kilka miesięcy temu.

Dodam przy tym, że dziewczyna
jest dość słusznej postury. Jak to możliwe?

Jedzenie miała z supermarketów, które
każdego dnia w godzinach nocnych jest
wystawiane na śmietnik.

Bo banany mają kropki. Bo uwiądł liść kapusty.
Bo pękło jajko i zalało resztę opakowania.
Można wyliczać bez końca.

Uwierzyliśmy, że wszystko ma krótki
termin przydatności do spożycia.
I jedzenie, i ciuchy i samochody.

Dzięki temu gospodarka się kręci,
a wraz z nią rabunkowa eksploatacja
naturalnych zasobów, które są wyczerpywalne.

astronomy-dark-dawn-573238

MATERIALIZM BEZ KOŃCA

Czy życie w cywilizacji, która stawia
na zewnętrzne piękno i jednocześnie bycie
poza tym nurtem jest w ogóle możliwe?

Wierzę, że tak, bo wszystko jest kwestią
osobistych wyborów.

Obserwuję dziś z radością,
że coraz więcej świadomych osób podłapuje
trend „być” zamiast „mieć”, choć ostatecznie
nie wiemy w którą stronę to wszystko pójdzie.

Być może chodzi o to,
by było trudniej?

Może próba inwestowania w Umysł
zamiast w to, co przemijające ma boleć,
bo to ścieżka Duchowego Wojownika?

Bo jeśli życie stawia przed nami tyle
przeszkód, to i nasze mentalne mięśnie lepiej
się wykształcą i staną się przecież silne i mocne.

Świat jest wielki i zawsze taki będzie.

A ja jestem malutka i nigdy nie będę miała na niego
większego wpływu.

Dziś zatem zmieniam to, na co mam wpływ.
Zmieniam siebie.
Swoje podejście do świata.
Swoje podejście do myśli.

Przede wszystkim reakcje.

Zamiast pokryć cały świat miękką skórą,
przywdziewam miękkie buty. I idę naprzód.

Z siwymi włosami, krzywym zgryzem i sukienką
od koleżanki. Ostatecznie liczy się przecież to,
jakim jestem człowiekiem a nie co posiadam.

Reklamy

Moment graniczny

Pieniądze są doskonałą wymówką by odkładać życie na później. Bo podróże są za drogie, podobnie jak kurs montażu czy koncert światowej sławy muzyka. I tak żyjemy niepełnie, po łebkach i na pół gwizdka aż do momentu krytycznego w życiu, który nagle uzmysławia, że albo teraz albo nigdy-zaczniemy nareszcie żyć.

parachute-jump-wallpaper


Moment krytyczny

Moment krytyczny, lub inaczej moment graniczny w życiu człowieka, jak nazywają go psychologowie, to sytuacja zagrożenia, która wymaga od nas całkowitego przewartościowania świata i poglądów. Większość z nas doświadczyło już takiej chwili, lub jest dopiero przed nią. Może nią być śmierć bliskiej osoby, rozwód, utrata pieniędzy lub zdrowia czy poważna choroba. Może nią być również wydarzenie lżejszej wagi, choć dla przeżywającego o wiele bardziej znaczące.

Co to oznacza? 

W chwili totalnego zagrożenia i przesytu lęków i obaw mogą wydarzyć się dwie rzeczy. Albo staniemy się ich ofiarą i zaleje nas fala smutku i depresji, albo wykrzesamy z siebie właściwości wojownika i zaczniemy walczyć o życie, przestrzeń, wolność i marzenia. Jeżeli wygra drugie, to zaczniemy nareszcie brać los we własne ręce. Tak oto w najtrudniejszych życiowo sytuacjach zdajemy sobie nagle sprawę, że nikt nie może nam pomóc, a jedynie my sami. Widzimy, że posiadamy wszystkie narzędzia by pomóc sobie i że jeżeli nie będziemy przyjaciółmi dla siebie, to inni też nie będą. Tak więc po doświadczeniu momentu granicznego wracamy na studia, podejmujemy nową pracę, lub wręcz przeciwnie- rzucamy tą która głęboko nas unieszczęśliwiała. Wyruszamy w podróż, tą zewnętrzną jak i mentalną by odkryć prawdę o sobie.

Przed i po

Próbujemy nowych rzeczy, przekraczamy własne granice i wychodzimy naprzeciw światu, który przedtem wydawał się mieć ostre zęby. Wybieramy oszczędności z konta i zaczynamy robić wszystko czego chcieliśmy, choć zawsze odkładaliśmy na później. Dobrym przykładem są tu ludzie, którzy pokonali raka. Sama znałam jeden taki przykład- kobietę przed chorobą i kobietę po chorobie. Po pokonaniu raka życie nabrało na intensywności, w myśl zasady, że jutro może nie nadejść. Wszak rak, nawet pokonany jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Prawdopodobieństwo nawrotu choroby jest większe niż się przypuszcza a jak rak wraca to z impetem atakując cały organizm a nie tylko jeden wybrany organ.

Życie pełną piersią

Po trudnych doświadczeniach dostrzegamy, że pieniądze nie są przeszkodą by żyć pełniej i nigdy nie były. Bo prawdziwe życie wydarza się w teraźniejszości a my decydujemy o sposobie jego przeżywania. Każda chwila jest jedyna i wyjątkowa, bo nikt nam jej nie zwróci. Przestajemy liczyć się z opinią świata i dbamy o autentyczność względem siebie, wiedząc że w ostateczności tylko przed samymi sobą będziemy się rozliczać. To jak przeżywamy świat jest po części nawykiem, genetycznymi predyspozycjami czy skutkami wychowania ale ostatnie słowo zawsze należy do nas. To my podejmujemy decyzję, czy żyjemy najlepiej jak potrafimy i na przekór przeciwnościom, które w konsekwencji zmiany toku myślenia mogą stać się najlepszymi przyjaciółmi. To my decydujemy czy jesteśmy szczęśliwi. A nie warunki. I nie pieniądze.

Trudno to zrozumieć, kiedy w życiu nie wydarzyło się coś, co by nami potrząsnęło. Co zaskakujące, niektórzy właśnie takiej terapii szokowej potrzebują po to, by odrzucić wszelkie koncepcje i pomysły na temat życia, doświadczenia i marzeń. Nie ma żadnej przeszkody by spełniać marzenia i nie ma żadnych granic w ludzkim życiu. Największą przeszkodą może być jedynie zamknięty i przestraszony umysł. Wszak, „jest on jak spadochron. Nie działa gdy jest zamknięty”.


Zdjęcie: www.youwall.com