Archiwa tagu: doświadczenie

Tysiąc zachwytów jednego dnia

Narzekamy zamiast doceniać to, co jest dostępne tu i teraz, w chwili obecnej. Niedostrzeganie piękna wokół, odziera nas ze szczęścia i poczucia zwykłej ludzkiej satysfakcji. Ale jak tu się zachwycać skoro do pracy trzeba wstać o 5.30., za oknem pada deszcz a starsza kobieta w ciasnym tramwaju włożyła Ci parasol w żebra?

women-214792_640


Bywają takie dni, jak w powyższym opisie, a jakże! Zdarzają się niekiedy z irytującą powtarzalnością. Czy to oznacza, że jesteśmy pechowcami a świat nas nie lubi? Ależ skąd. Deszcz, parasolka w żebrach czy zaspanie po bezsennej nocy przytrafiają się każdemu, tyle że nie każdy skupia 100% uwagi na niemiłych aspektach życia. Bo po co się w nich utwierdzać i przyciągać nowe, wiecznie rozpamiętując i narzekając „masz ci los, o ja nieszczęsny!”?

Przez ostatnie dni miałam urlop. Tak- należę do tych szczęśliwców, którym zostało sporo płatnego urlopu do wykorzystania do końca roku. Jako, że jestem miłośniczką natury, codziennie po śniadaniu wychodziłam na kilkugodzinny spacer nad morze i do lasu. Każdego dnia, mniej więcej o tej samej godzinie mijałam na parkowej ławce kobietę, nie robiącą niczego szczególnego. Po prostu zawsze siedziała uśmiechając się do ludzi. Obserwowała i słuchała. Na moje około była po 80-stce. Zawsze elegancko ubrana, w długą spódnicę i karmelowy cienki płaszcz, na nosie miała wielkie, ciemne okulary. Nigdy nie była niczym zajęta. Siedziała na ławce bez żadnej książki czy telefonu i wydawało mi się, że robi to celowo, nastawia się na bycie, na wdzięczność za to jak jest, dostrzegając piękno we wszystkim co się pojawia- w drugim przechodniu, w radośnie biegających psach spuszczonych nagle ze smyczy, w promykach słońca przedostających się między kolorowymi liśćmi klonów. Tak. Ta kobieta zdecydowanie wiedziała, co to zachwyt. I wierzcie mi lub nie, ale wyglądała na szczęśliwą. W tak prosty i oczywisty sposób.

I tu stawiam pytanie do Was i sobie samej- kiedy ostatni raz zachwyciliśmy się drobną rzeczą? Rzeczą tak oczywistą jak słońce, bezchmurne niebo czy wolne popołudnie? Problem w tym, że trudno jest zachwycać się i dziękować za to, co wydaje się oczywiste. A przecież dostrzeganie małych radości budzi serce do życia i napełnia je wdzięcznością. To działa jak efekt domina. Gdy zaczynamy narzekać, umysł skupia się na negatywnych aspektach rzeczywistości, zakłada ciemne okulary i widzi tylko to, co złe. Tak go zaprogramowaliśmy- działa nawykowo.

Lecz, gdy zobaczymy to co dobre, choćby i w małym zaczerwienionym liściu na drzewie, łatwiej będzie się cieszyć kolejnymi małymi rzeczami- tym co jest, bez zbędnych oczekiwań, że przecież coś nam się należy.

Świat może działać na naszą korzyść lub szkodę. Jedno lub drugie nie jest jego kaprysem, ale naszym wyborem. A każdy wybór pachnie potężną wyzwalającą wolnością.
Byłam dziś na długim spacerze i przytulałam się do Drzew.
A Ty? Kiedy pójdziesz na spacer?


Zdjęcie: pixabay.com

Reklamy

Dwie wredne Mordy

Zdołaliście zapewne zauważyć, że wpisów we wrześniu było mniej. Miały na to wpływ dwie rzeczy: cudza krytyka i stres. O tym jak te dwie niesympatyczne Mordy wzajemnie się łączą i na siebie wpływają miałam przekonać się w ciągu minionego miesiąca…

6304602962_4b46a762d2_b


Okej. Krytyka jest nieodłącznym elementem życia; potrafi być budująca i popychać naprzód o ile jest konstruktywna i rzetelna. Ale moja taka nie była, wręcz przeciwnie. Usłyszałam że jestem ZBYT idealistycznie nastawiona do świata, ZBYT łagodna, miła a co najgorsze- subiektywna. O tak! Bycie miłym i mającym swoje zdanie to paskudne cechy charakteru. Miłych ludzi trzeba tępić co by się nie rozmnożyli poprzez pączkowanie.

Za mało mięsa w pani tekstach– usłyszałam od redaktorki znanego internetowego portalu.

Pani jest idealistką a takie idealistyczne, opiniotwórcze teksty brzmią sekciarsko– powiedział redaktor innej strony.

Zainteresowania (wyczytuje redaktorka z mojego CV): wegetarianizm, prawa zwierząt, filozofia Wschodu, dietetyka… Same minusy. Przykro mi.

I wiele podobnych.

Pominę już sam fakt absurdalności zarzutów a skupię się na obserwacji własnej- niezależnie od źródła krytyki i sposobu w jaki zostanie przekazana, nie zdołamy jej udźwignąć jeżeli jesteśmy osobami mało zdystansowanymi, słabymi psychicznie, lub permanentnie zestresowanymi. Niewłaściwie przyjęta i nieprzefiltrowana krytyka będzie po prostu ciężarem uniemożliwiającym dalsze sprawne funkcjonowanie na polu na którym zostaliśmy pokrzywdzeni.

A ja do osób odpornych nie należę i w dodatku nieustannie się stresuję przez co psychiczny system immunologiczny bywa nadszarpywany w nadmiarze. I kiedy tak dzień co dzień czuję przyspieszone bicie serca i niemiarowy oddech, to po trudnym dniu, zasiadając w domu do biurka chciałabym choć przez chwilę poczuć jak odpływam. Zaufać temu, co palce wystukują na klawiaturze- nie oceniać, nie gonić, cieszyć się i trwać w akcie kreatywnego tworzenia. Nawet, jeśli nie jest niczym nowym, nawet jeżeli nie burzy zastanego porządku świata, nawet jeśli jest ckliwe i infantylne, to takie jest bo jest moje.

Po takiej krytyce nie dałam rady. Palce straciły giętkość; buntowały się przeciw choćby krótkiemu zdaniu wypisanemu w twórczym, niemal ekstatycznym szale. Umysł zasnął. Osunął się letarg produkując mechaniczną myśl- jak się nie wychylisz to cię nie zobaczą. A jak nie zobaczą, to jesteś bezpieczny.

Może i jestem wielką idealistką, marzycielką bujającą w niebieskich chmurach. Może nie napiszę dobrego reportażu, bo nie potrafię nie posiadać opinii. Może nigdy niczego nie wydam… Ale może w końcu, kiedy oddzielę cudzą krytykę od samej siebie zdobędę się na wierność i uczciwość względem dziecka, które siedzi w moim sercu. Stres je zabija. Powoli, początkowo niezauważalnie wkrada się do małego pokoju i zjada wszystkie nieładne, szmaciane zabawki. Aż pewnego dnia, nie ma już się czym pobawić. Stres zabija odporność, krytyka pozbawia wiary w talenty i życie nagle zaczyna być wieczną jesienią.

Strzeżcie się Mord, strzeżcie się wrednych Krytyków. Pamiętajcie, że brak wiary w samego siebie często wiąże się ze starą raną zadaną przez realną osobę. Zlokalizujcie ją w myślach a następnie odeślijcie do domu. A jeżeli przeżyliście trudny dzień lub doświadczacie sporo stresu zadbajcie o siebie. Wskazane remedium to ciepły koc, ulubiona herbata ze kolorowego kubka, mała słodycz, spacer, i dobra książka. I nie zapomnijcie siebie przytulić. Nic tak dobrze nie przepędza Mordy jak prawdziwa miłość.


Zdjęcie: Faisal Alrajhi, www.flickr.com

W rytmie serca

Ile to już razy zrobiliśmy coś wbrew sobie, by zadowolić otoczenie lub upewnić je, że wszystko z nami w porządku? Szukamy aprobaty jak myszy tłustego sera, nie licząc się z tym, że złapiemy się w misterną pułapkę zdrady wlasnych przekonań. A gdy zdradzimy samych siebie, to nie potrafimy już ufać swoim wyborom. To rzecz taka sama jak z mało lojalnym kochankiem. Aby ufać, musimy wiedzieć, że partner jest zawsze i całkowicie lojalny. Tak samo my, sami wobec siebie musimy być uczciwi i lojalni do samego końca.

pobrane


Próbowałam to robić wielokrotnie- być kimś innym niż jestem. Tańczyć na stołach, śmiać się do rozpuku z nieśmiesznych żartów, mówić głośno, choć to dla mnie nienaturalne, udawać zaciekawienie podczas niemądrych rozmów na tematy niskich lotów. Próbowałam pić czego nie piję i jeść czego nie lubię, bo wypada w towarzystwie. Bo wypada być elastycznym, swobodnym i rozluźnionym.

I choć na zewnątrz pewnie wszystko wyglądało dobrze i poprawnie, w środku skręcałam się wewnętrznie marząc by uciec, wcisnąć pedał gazu by się stąd wydostać, by zrzucić niewygodne koronki i położyć się na łące pachnącej wilgotną glebą i patrzeć we wschodzący księżyc.

A gdyby mogło tak być naprawdę?
Wyobraź sobie, że nic nie musisz.
Że możesz być kim zechcesz. Że nareszcie zawsze i wszędzie możesz być sobą.

Nikt Cię nie krytykuje, nikt do niczego nie przymusza; czujesz wokół miłość, ciepło i tolerancję.
Czujesz sympatię ze strony otoczenia, bo jesteś. Po prostu. Tylko i aż dlatego.
Czy to nie piękne?

A teraz posłuchaj- naprawdę może tak być!
I nie zamierzam namawiać Cię do zmiany otoczenia, wykluczenia pojedynczych znajomych czy innych, podobnie absurdalnych pomysłów. Zamierzam powiedzieć, że możesz być tym kim jesteś w rzeczywistości. I że to jaki jesteś jest dobre i właściwe.

Nie chodzi o to by tkwić po uszy we własnych przywarach jak w szlamie pełnym niedoskonałości. Ale dopiero całkowicie uczciwa akceptacja tego jaki jesteś pozwoli Ci pójść dalej i dokonać takich zmian jakie uznasz za słuszne. I niech będą to zmiany, które Tobie przyniosą korzyści. Bo im bardziej dbasz o siebie, im bardziej siebie kochasz, szanujesz i akceptujesz to, kim jesteś, tym żyjesz bliżej swojego serca. Zaczynasz wyczuwać jego rytm. Zgrywasz się z nim i oddzielenie przestaje istnieć w Twoim życiu.

Myślę, że zrozumienie, iż to my mamy być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi jest kluczem do dojrzalej relacji z życiem. Bo jeśli kochasz siebie, to przyciągasz wszystko co najlepsze- stajesz się własną wizją i spełnionym, chodzącym marzeniem. W Twoim towarzystwie pojawiają się wówczas właściwi, bo serdeczni ludzie, dostajesz od życia takie lekcje jakich potrzebujesz, podobnie jak miłe niespodzianki z wiecznie brzemiennej przestrzeni.

Prawdopodobnie trudno jest być autentycznym w młodym wieku. Mamy jeszcze za mało mądrości i doświadczenia by docenić własne towarzystwo i to jak wielkim skarbem jesteśmy. Niemniej jednak możemy z tym pracować. Każdego dnia możemy ufać sobie coraz bardziej- szanować własne granice, być asertywnym, pozytywnym człowiekiem, który ma prawo iść własną, choćby krętą drogą i spełniać osobiste marzenia. Mamy prawo sprawdzać, próbować, popełniać błędy. Powiedz NIE, jeżeli czegoś nie czujesz, powiedz TAK, gdy coś do Ciebie przemawia. Całkiem niedawno uwiodły mnie słowa Krystyny Jandy, mądrej i dojrzalej kobiety, którą cenię za sposób bycia, ciężką pracę i temperament. Czyż jej słowa, nie powinny wisieć nad łóżkiem większości z nas, wiecznie potrzebujących ludzkiej aprobaty, zapominając że najistotniejsza mieści się w naszym centrum Wszechświata? W sercu…

„Dla mnie receptą jest niezmuszanie się do niczego. Ja robię to, na co mam ochotę. A na szczęście mam ochotę pracować. Ja nie spotykam się z ludźmi, z którymi nie chcę się spotkać. Nie czytam książek, które mnie nudzą, nie oglądam filmów… Od pewnego momentu uznałam, że nic nie muszę ani nie powinnam nawet. Takie słowo „powinnam” też wykreśliłam.”

Cudownego dnia Kochani! Mnóstwa akceptacji, miłości i zrozumienia dla siebie samych 🙂


Zdjęcie: www.wellness-workshop.com

Moment graniczny

Pieniądze są doskonałą wymówką by odkładać życie na później. Bo podróże są za drogie, podobnie jak kurs montażu czy koncert światowej sławy muzyka. I tak żyjemy niepełnie, po łebkach i na pół gwizdka aż do momentu krytycznego w życiu, który nagle uzmysławia, że albo teraz albo nigdy-zaczniemy nareszcie żyć.

parachute-jump-wallpaper


Moment krytyczny

Moment krytyczny, lub inaczej moment graniczny w życiu człowieka, jak nazywają go psychologowie, to sytuacja zagrożenia, która wymaga od nas całkowitego przewartościowania świata i poglądów. Większość z nas doświadczyło już takiej chwili, lub jest dopiero przed nią. Może nią być śmierć bliskiej osoby, rozwód, utrata pieniędzy lub zdrowia czy poważna choroba. Może nią być również wydarzenie lżejszej wagi, choć dla przeżywającego o wiele bardziej znaczące.

Co to oznacza? 

W chwili totalnego zagrożenia i przesytu lęków i obaw mogą wydarzyć się dwie rzeczy. Albo staniemy się ich ofiarą i zaleje nas fala smutku i depresji, albo wykrzesamy z siebie właściwości wojownika i zaczniemy walczyć o życie, przestrzeń, wolność i marzenia. Jeżeli wygra drugie, to zaczniemy nareszcie brać los we własne ręce. Tak oto w najtrudniejszych życiowo sytuacjach zdajemy sobie nagle sprawę, że nikt nie może nam pomóc, a jedynie my sami. Widzimy, że posiadamy wszystkie narzędzia by pomóc sobie i że jeżeli nie będziemy przyjaciółmi dla siebie, to inni też nie będą. Tak więc po doświadczeniu momentu granicznego wracamy na studia, podejmujemy nową pracę, lub wręcz przeciwnie- rzucamy tą która głęboko nas unieszczęśliwiała. Wyruszamy w podróż, tą zewnętrzną jak i mentalną by odkryć prawdę o sobie.

Przed i po

Próbujemy nowych rzeczy, przekraczamy własne granice i wychodzimy naprzeciw światu, który przedtem wydawał się mieć ostre zęby. Wybieramy oszczędności z konta i zaczynamy robić wszystko czego chcieliśmy, choć zawsze odkładaliśmy na później. Dobrym przykładem są tu ludzie, którzy pokonali raka. Sama znałam jeden taki przykład- kobietę przed chorobą i kobietę po chorobie. Po pokonaniu raka życie nabrało na intensywności, w myśl zasady, że jutro może nie nadejść. Wszak rak, nawet pokonany jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Prawdopodobieństwo nawrotu choroby jest większe niż się przypuszcza a jak rak wraca to z impetem atakując cały organizm a nie tylko jeden wybrany organ.

Życie pełną piersią

Po trudnych doświadczeniach dostrzegamy, że pieniądze nie są przeszkodą by żyć pełniej i nigdy nie były. Bo prawdziwe życie wydarza się w teraźniejszości a my decydujemy o sposobie jego przeżywania. Każda chwila jest jedyna i wyjątkowa, bo nikt nam jej nie zwróci. Przestajemy liczyć się z opinią świata i dbamy o autentyczność względem siebie, wiedząc że w ostateczności tylko przed samymi sobą będziemy się rozliczać. To jak przeżywamy świat jest po części nawykiem, genetycznymi predyspozycjami czy skutkami wychowania ale ostatnie słowo zawsze należy do nas. To my podejmujemy decyzję, czy żyjemy najlepiej jak potrafimy i na przekór przeciwnościom, które w konsekwencji zmiany toku myślenia mogą stać się najlepszymi przyjaciółmi. To my decydujemy czy jesteśmy szczęśliwi. A nie warunki. I nie pieniądze.

Trudno to zrozumieć, kiedy w życiu nie wydarzyło się coś, co by nami potrząsnęło. Co zaskakujące, niektórzy właśnie takiej terapii szokowej potrzebują po to, by odrzucić wszelkie koncepcje i pomysły na temat życia, doświadczenia i marzeń. Nie ma żadnej przeszkody by spełniać marzenia i nie ma żadnych granic w ludzkim życiu. Największą przeszkodą może być jedynie zamknięty i przestraszony umysł. Wszak, „jest on jak spadochron. Nie działa gdy jest zamknięty”.


Zdjęcie: www.youwall.com

Mieć czy być?

monkss

Zwróć uwagę na swoje życie. Co w nim dominuje- posiadanie czy doświadczanie? A może jedno jak i drugie jest w odpowiedniej równowadze? Na co wydajesz nadwyżkę pieniędzy? Na nowego notebooka czy skok ze spadochronem lub weekend w miejscu, którego wcześniej nie widziałeś?


Już starożytni filozofowie zadawali sobie pytanie: mieć czy być? Dziś pytanie straciło na ważności, bo żeby być, doświadczać, czerpać, inspirować się, przeżywać- trzeba po prostu mieć. A przynajmniej media przyzwyczaiły nas do tego błędnego przekonania. Wszechobecny konsumpcjonizm stał się nawykiem zmuszającym do konieczności posiadania coraz większej liczby pieniędzy, bo raz połechtani wysoką premią szybko przyzwyczajamy się do wysokiego standardu życia i ciężko jest potem wrócić do stanu pierwotnego.

Co jest zatem rozwiązaniem takiego stanu rzeczy? Jak być, nie biegnąc jednocześnie za tym, by mieć? Odpowiedź jest prosta: cieszyć się z tego co jest.

Brzmi infantylnie, prawda? Ale zobacz- nie potrzebując niczego absolutnie więcej, czego już byś nie miał i nie przeżył, doświadczasz spełnienia i bogactwa przestrzeni. Rozluźniasz się. Oddychasz. Nie biegniesz, lecz idziesz spacerem doświadczając życia w jego różnorodności: głodu, sytości, braku, radości i pragnieniu, nabierając coraz większego apetytu na życie. A wszystko co od niego dostajesz jest wielkim i docenianym przez Ciebie prezentem.

Sony4

Znam jedną buddyjska przypowieść, którą cenię i przypominam sobie o niej ilekroć pogubię się w chaotycznej gonitwie za nieustającą chęcią gromadzenia i bezcelowego posiadania. Posłuchaj:

Były sobie dwa sąsiadujące ze sobą klasztory, jeden bogaty, drugi ubogi. Mieszkaniec bogatego klasztoru żył w przyjaźni z mnichem z biednego klasztoru. Jak co roku, nadchodził czas duchowej pielgrzymki. W tym celu ubogi mnich odwiedził zamożnego rezydenta, który właśnie pakował rzeczy do wielkiej walizki. 

-Kiedy wyruszasz?- zapytał ubogi.
-Na dniach, jak tylko się spakuję- odpowiedział bogaty mnich- a Ty?
-Ja właśnie ruszam. Spakowałem tylko miskę do ryżu i malę. Chciałem się pożegnać i życzyć Ci dobrej drogi. Zobaczymy się za trzy miesiące.
-Bywaj przyjacielu, do zobaczenia!

Po trzech miesiącach, kiedy ubogi mnich powrócił do doliny, poszedł przywitać się z przyjacielem i wypytać go o wrażenia z podróży. Wchodząc do pokoju mnicha, ujrzał go nad walizką.

-Widzę że też dopiero powróciłeś- rzekł.
-Jeszcze nigdzie nie pojechałem. W zasadzie wciąż się pakuję…

Obszerny komentarz do tej pouczającej anegdoty jest chyba zbyteczny. Jak widać, czasem sami ograniczamy własne życie, poprzez posiadanie w nadmiarze. A wystarczyłoby mieć jedynie wielkie serce i otwarty umysł.

17-David-Lazar-Novice-Monks-Reading

Zdjęcia:
1). newsfeed.time.com
2). www.kulturpart.hu
3). davidlazarphoto.com