
Bo jesteś efektywniejszy. Bo jesteś lepiej zorganizowanym pracownikiem. Bo czujesz się szczęśliwszy i pełen energii. Bo możesz zainwestować czas w inne źródła rozwoju, które zaowocują nowymi umiejętnościami w twojej pracy. Bo w krótszym czasie możesz zarobić więcej.
Od przynajmniej sześciu lat jestem przeciwniczką pracy na pełen etat- czyli od momentu kiedy podjęłam pierwszą pracę. W zasadzie, jestem przeciwniczką pracy dla kogokolwiek innego niż dla samego siebie. Niestety przy obecnych warunkach, niektórzy z nas zmuszeni są poddać się schematowi, który powiela kilkanaście milionów Polaków, mimo iż wcale nie czują się do tego powołani. Schemat jest prosty- podpisujemy umowę na 1.500-2.000 netto by żyć od pierwszego do trzydziestego, mając czas jedynie na pracę, sen i drobne sprawy organizacyjne.
W moim stażu pracy na ogół są umowy o dzieło i umowy zlecenie, popularnie nazywane dziś „śmieciówkami”. Przyznam szczerze- na ogół był to mój własny wybór. Wybierałam umowę zlecenie, która obligowała mnie do pracy 5 lub 6 godzin dziennie, zamiast etatu, którego wymogiem był pełny wymiar czasu pracy. Mówiąc o tym znajomym, zwykle słyszałam, że jestem leniwa i że nie mam pojęcia na czym polega życie. Racja. Nie mam pojęcia na czym polega życie- osób komentujących moje wybory. Wiem jednak na czym polega moje życie. Na życiu. Na tym, by być szczęśliwym. By spełniać marzenia i realizować się na wielu płaszczyznach, nie tylko zawodowej, choć wcale jej nie wykluczam. Wręcz przeciwnie. Uważam, że dobrze zorganizowane życie zawodowe może przyczynić się do poczucia ogólnej satysfakcji życiowej, pod warunkiem że nie przysłoni nam całego świata. Co innego jest poświęcać tyle czasu zarabianiu pieniędzy, ile nam będzie odpowiadać (przecież każdy ma inne zasoby energii), a co innego jest musieć pracować tyle ile zadeklarowaliśmy w pakcie podpisanym własną krwią.
Bez pracy, nie ma kołaczy. Oczywiście. Uważam, że spora inwestycja energii w pracę ma sens. Ale tylko w momencie gdy jest źródłem radości i kiedy widzimy cel. Tak jak programiści muszą poświęcić mnóstwo czasu w naukę języka html, a operatorzy kamery w naukę doskonałego montażu, tak każdy z nas ma prawo samemu zdecydować do czego dąży i sięgnąć po narzędzia umożliwiające dojście z punktu A do punktu B. Właśnie dlatego pracuję na niepełny etat. Bo potrzebuję czasu na samorealizację, którą odnajduję poza murami korporacji. Również dlatego, że szkoda mi życia. Czasem wydaje mi się, że ludzie mierzą swoją wartość osiągnięciami zawodowymi, nie myśląc przy tym czy faktycznie jest to dla nich źródłem szczęścia. Po prostu żyją w taki sposób, w jakich ich nauczono. Skończyć szkołę, dostać dobrze płatną pracę, założyć rodzinę, zapłacić podatki, umrzeć. Ot, wielki sens życia. To przykre, że wiele osób wciąż nie dostrzega tkwiącego potencjału w nich samych a także w pozornie prostych sytuacjach życiowych. Osoby szczęśliwe to osoby z elastycznym umysłem, które widzą możliwości tam, gdzie inni ich nie dostrzegają. To osoby, które żyją według priorytetów ustalonych przez siebie samych, a nie narzuconych przez system, państwo, rodzinę, społeczeństwo (sam wybierz).
A Ty? Jak żyjesz? Ile wart jest twój czas? Mój przynajmniej milion złotych. Jednocześnie jest też wartością niepodlegającą dyskusji. Nie zamierzam się targować.








