Archiwa tagu: sukces

Pozwól sobie pomarzyć

Parę dni temu umówiłyśmy się z koleżanką na wymianę marzeń. 
Ona wypisała swoje, a ja w zamian zaserwowałam jej wizję własnego życia. 
Potraktowałyśmy to rytualnie, celebrując ten wieczór. 
Zapaliłyśmy kadzidła, włączyłyśmy muzykę, ubrałyśmy fikuśne kolczyki…
Raz na jakiś czas każdy z nas powinien odbyć randkę z marzeniami. 

zgoda


Mnóstwo ludzi nie zna siebie i nie wie dokąd zmierza.
Może Ty także?
Owszem, mamy mglistą wizję przyszłości,
często jednak jest zbyt mało konkretna, byśmy mogli ją urzeczywistnić.

Rozmowa z zaufanym przyjacielem o marzeniach lub
wypisanie ich z najdrobniejszymi szczegółami pozwala lepiej siebie poznać.
Kiedy obcujesz z białą kartką papieru, to jesteś zmuszony zapytać:

O czym marzę?
Co chciałabym osiągnąć?
Jakim chcę być człowiekiem?
Co jest dla mnie ważne?
Gdzie widzę siebie za pięć i dziesięć lat?

Czasami decydujemy się iść utartym szlakiem,
którym podąża reszta.
Niekiedy idziemy na oślep przed siebie, nie pytając
czy to dobry kierunek.

A przecież życie jest jest zbyt krótkie, by żyć cudzymi marzeniami.

Nawet jeśli nie jesteś gawędziarzem czy pisarzem spróbuj stworzyć historię.
Bądź własnym bohaterem i napisz krótką opowieść o sobie za pięć lat.
Bądź konkretny i szczegółowy.
Gdzie mieszkasz? Co masz? Czy masz dzieci? A może zwierzęta?
Co robisz? Jak pracujesz? Jakie masz plany?

Najtrudniej jest zacząć.
Nie zwracaj uwagi na krytyka, tylko płyń, bo to lubią marzenia.
Ja stworzyłam własną historię i wysłałam ją sobie na maila.
Oflagowałam, by pamiętać, że to ważna treść.
Kamila życzy Kamili i śle mnóstwo miłości.

Stworzona historia była zaskakująca, bo myślałam, że jestem inna i pragnę innych rzeczy.
A przecież z roku na rok, zmienia się nie tylko nasz wygląd, ale także potrzeby, plany, marzenia i priorytety. Niech Cię zatem nie zdziwi, że podróż do Nepalu przestała być numerem jeden. Nie bój się, że teraz pragniesz innych rzeczy, miejsc i wartości. Takie jest życie. Gdy odpuszczasz jedno, drugie przychodzi.

Może prostsze,
może głupsze,
nie oceniaj.

Wypowiedzenie na głos lub opisanie swoich marzeń to jak pakt.
Oto zobowiązujesz się, by zadbać o siebie i swoje życie.
Puszczasz marzenie w świat.
Niech przestrzeń działa, a Ty mu pomagaj.
W końcu Twoje marzenia, to najlepszy system wartości Twojego życia.

Więc umów się na randkę.
Spotkaj się z przyjacielem i powiedz mu na głos o czym marzysz.
Zamknij się w pokoju, zapal świecę i pisz.
Tu nie nie ma złych odpowiedzi.
Potrzebny jest tylko konkret.

Zapisałeś? Zostaw i rób swoje.
I obserwuj co się wydarzy.

Chciwość

Zadaję sobie ostatnio pytanie dokąd zmierza świat. Próby wycinki drzew Puszczy Białowieskiej, „niebezpieczni weganie i rowerzyści”, świat na podsłuchu, żądza, chciwość, restrukturyzacje… Czy świat ostatnio oszalał i zmierza do samozagłady czy było tak zawsze?


Z tą samozagładą to oczywiście lekka przesada, ale w kontekście ostatnich wydarzeń zaczynam się niepokoić nie na żarty. Czy nie można już żyć spokojnie, próbując być prostym i szczęśliwym człowiekiem?

Pracuję w wielkiej firmie, która ostatnio ogłosiła „restrukturyzację”. W jej ramach zostanie zwolnionych około 1780 osób. Możecie zatem sobie wyobrazić co się dzieje. Odprawy są mało realne, a do odstrzału pierwsi pójdą ci, co nie wyrabiają targetu. Nie zawsze go wyrabiam, więc zaczęłam z ciekawości wchodzić na strony z pracą. A tam? To samo- handel, sprzedaż, target, prowizje od sprzedaży, mile widziana umiejętność pracy pod presją czasu i w dużym stresie. Nie dziękuję. Kilka lat życia w ten sposób całkowicie mi wystarczy.

Najtrudniej jednak przyjąć do świadomości, że nie bardzo jest w czym wybierać. Jak to powiedziała mądra biolożka, Jane Goodal światem rządzi chciwość. Firmy zajmują się głównie produkcją na wykreowane przez specjalistów potrzeby, a pośrednicy to sprzedają. W ostatecznym rozrachunku wygląda to tak, że spędzamy życie na nie-życiu, lecz na konsumpcji, zaspokajaniu kolejnych pseudopotrzeb, pracując na kogoś, a nie na siebie. Nieświadomi wzbogacamy wielkie koncerny farmaceutyczne, hodowle przemysłowe i produkcyjnych potentatów, takich jak Monsanto czy Nestle.

Chciałabym powiedzieć, że potrzebujemy świadomości, bo wtedy się zbuntujemy przeciw zachłannym firmom, które rujnują nasze zdrowie, portfele i uzależniają od suplementów i cukru, ale czy to nie jest pobożne życzenie? Ilu jest świadomych obywateli, którzy wybierają produkty eko, czytają etykiety i zamiast chodzić do lekarza zmieniają niszczące nawyki? Niewielu…

The-Big-Short-2

W piątek do kin w Polsce wszedł film Adama McKay’a „Big short” i widzę jak bardzo są nam potrzebne takie produkcje jak i twórcy, którzy kochają prawdę i nie boją się o niej mówić, mimo iż narażą się na krytykę i ostracyzm. Edward Snowden, bohater „Citizenfour” zaryzykował niemal wszystko dla przykrej prawdy o inwigilacji obywateli USA. Rozmowy z nim odbywały się w Hongkongu, bo musiał uciekać.

Sceptycy i konserwatyści będą mówić, że to czysta fikcja lub przerysowana groteska stworzona, by zadowolić ambitnych kinomaniaków. Czyżby? Czyż nie z powodu przekrętów i ludzkiej chciwości w 2008 roku rozpoczął się kolejny kryzys gospodarczy? Czyż możemy mieć absolutną pewnośc, że nasze maile, facebook, smsy są wciąż jedynie naszą prywatnością? Czyż kraje trzeciego świata nie są zadłużone z powodu obżarstwa mięsem krajów wysoko uprzemysłowionych?

Od razu odpowiadam, zanim padną pytania. Nie. Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych. Jestem zwolenniczką faktów. Zbyt długo to zgłębiałam, by nie móc teraz powiedzieć, że przez kolejne nowoczesne telefony komórkowe które kupujemy w  salonach, w Afryce jest finansowana jakaś grupa przestępcza która akurat ma dostęp do tantalu. A sięgając po raz kolejny po mięso, zubażamy kraje trzeciego świata o pola uprawne i wodę, o śmierci niewinnych istot, nie wspominając. Banki wcale nie mają ochoty finansować naszych marzeń, chcą się jedynie wzbogacić. Naszym kosztem.

Żyjemy w świecie większych możliwości, ale czy to lepszy świat od tego sprzed wieku, kiedy tych możliwości nie oferował? Czy wciąż z ręką na sercu możemy przyznać, że żyjemy w bezpiecznym świecie? Coraz więcej mam w sobie niepokoju. Jestem niebezpieczna, bo jestem weganką, w dodatku z utopijnymi poglądami. Gdzież tu szczęście, gdzież tu spokojne życie bez pośpiechu, pełne wdzięczności i uważności na codzienne detale, które czynią świat pięknym wizualnie obrazem? Gdzie tu miejsce na głębokie relacje i sensowne, pasjonujące życie? Najzabawniejsze jest to, że statystyczny Kowalski, który właśnie zjada tabliczkę czekolady z tłuszczem palmowym, siedzi na kanapie kupionej na raty za 0%, w zadłużonym mieszkaniu, bezrefleksyjnie ogląda telewizję i cieszy się, że tak mu się w życiu powiodło. Oto Kowalski jest panem swojego życia…

 

Niewolnicy wizerunku

Jak cię widzą, tak cię piszą. To oklepane powiedzenie jest dziś wyjątkowo aktualne, bo wygląd decyduje o sukcesie lub porażce. Zdobycie pracy lub podwyżki, znalezienie partnera, przyjaciół i szacunek wśród klientów, to często mało skomplikowana układanka, z czego centralnym puzzlem jest wygląd.

lipstick


Chciałabym aby tak nie było. Ale tak jest. Wydajemy ostatnie pieniądze na modne ciuchy i snobistyczne gadżety. Zadłużamy się by pójść do salonu fryzjerskiego czy do najlepszego barbera. Karta kredytowa goni kolejną, aż portfel puchnie złotym ciężarem. Myślisz, że nie mówię o Tobie? To spójrz do wnętrza szafy…

Skąd się wzięło tak powszechne dziś ocenianie ludzi po wyglądzie? Oceniamy jednocześnie bojąc się ocen innych, co nie przeszkadza nam ochoczo dokładać własnych cegiełek. Kupujemy kolejny tusz do rzęs, buty Nike i kardigan wplątujący się między kolana. Bo potrzebujemy? Nie. Po prostu nie chcemy odpaść z gry o akceptację. Sprzeciwienie się temu byłoby aktem buntu przeciw normom kierującym światem. A jednak są takie pojedyncze przypadki. Buntownicy, indywidualiści, osoby uduchowiony żyjące na minimalistycznym poziomie i ci wszyscy, którzy nie potrzebują cudzej aprobaty do życia, bo zaakceptowali sami siebie. Oni są dowodem że można opuścić błędne koło napędzane sztucznie wykreowanymi potrzebami i konsumpcją.

Nie lubię tej zasady kierującej światem, że piękno wygrywa. Bo czy na pewno? Piękno jest misterną sztuczką często ukrywającą to co najbardziej wartościowe, lub wręcz przeciwnie, mroczne i niebezpieczne. Myślę, że dlatego cześć osób inwestuje wszystkie środki w wizerunek. Pokażę ci kim jestem, pokażę ci kogo masz widzieć. Mark Twain powiedział kiedyś, że każdy człowiek jest jak księżyc, ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu. Powierzchowność jest łatwo wykreować a dobrze zaprojektowana ukryje każdy deficyt. Niestety nie można zbyt długo budować na tym tożsamości. W końcu starość i choroba zdejmą z twarzy wiecznie przyklejony uśmiech i pokryją twarz mapą zmarszczek, której nie przykryje żaden pokład.

Dlatego kiedy usłyszałam wczoraj od uznanego speca ds. marketingu że należy się otaczać wyłącznie pięknymi przedmiotami, bo tworzą harmonię, to poczułam duży opór. Ok, sztuka karmi zmysły, lecz czy jednak budowanie domu na ruchomych wydmach nie jest syzyfową pracą? Życie jak i śmierć to aspekty jednej monety, podobnie jak piękno i brzydota. Piękno może istnieć tylko dzięki brzydocie, inaczej nie wiedzielibyśmy czym piękno jest; przynajmniej to zewnętrzne. Wizerunek, jak z resztą wszystko co powierzchowne może pęknąć jak mydlana bańka- nieoczekiwanie i z hukiem, ukazując całe spektrum prawdziwie ludzkich cech tak skrzętnie dotąd skrywanych. Czy nie lepiej byłoby zatem zainwestować energię, w coś bardziej wartościowego? Popracować np. nad oczytaniem, poprawną polszczyzną, albo poczuciem humoru? Zainwestować w to, w co inwestować musimy niewiele, bo jest to naszym naturalnym przymiotem, czymś co towarzyszy nam od urodzenia?

Kiedy raz na jakiś czas odwiedzam babcię, wypytuję ją o powojenne lata i PRL. A że babcia to stara gawędziara, to sypie historiami zebranymi z pamięci niczym z albumu pełnego retro fotografii. To od babci dowiedziałam się, że kiedyś żyło się inaczej- trudniej lecz solidarnie ale również samo piękno było pojęciem bardziej elastycznym. „Piękni ludzie”,oznaczali „dobrych ludzi”, „ludzi pomocnych i szczodrych”. A dziś? Praca nad osobistym wizerunkiem zdominowała wielkie miasta, korporacje, uczelnie a nawet zwykłe spotkania towarzyskie, które w mojej opinii powinny rozluźniać zamiast wciskać w kolejne gorsety. Najgorsze jest to, że to matnia bez wyjścia. Odważyłbyś się nie dbać o wygląd? Wyjść w wytartej koszulce i zdeptanych butach z klawiszową Nokią w kurtce? Ja nie potrafię wyjść po bułki bez makijażu, i wszędzie ciągam ten cholerny kardigan mimo, że plącze się między kolanami, Cóż za brak praktycyzmu! Nawet w szeregowej pracy dziewczyny wyglądają jakby wyszły spod ręki stylistek a chłopcy z błyszczącą pomadą na włosach kłują mnie w serce, bo oto mijam mężczyznę, który jest ładniejszy ode mnie i kosmetyków ma pewnie więcej.

Czasami bywam sobą. Porzucam opięte dżinsy na rzecz luźnych, przebieram się w wygodny t-shirt, który z powodzeniem mogłabym pożyczyć chłopakowi. Nie wchodzę do galerii, w gronie znajomych stosuję zasadę, bierzesz mnie jaka jestem, nie stroję się dla mężczyzn a gdy ktoś pyta kiedy założę małą czarną, odpowiadam, wiesz mój drogi, z nami kinestetykami jest taki problem że za bardzo kochamy wygodę, by poddawać się dyktaturze zewnętrznego piękna. Polecam. To zawsze zamyka usta. Nie musimy w tym tkwić tak mocno. Rozwiązaniem w świecie piękna jest rozluźnione podejście do budowania własnego wizerunku, akceptowanie własnego „ja”, które nie ma figury, kształtu czy koloru; budowanie własnego wnętrza i karmienie go wartościową pożywką. Myślę, że ostatecznie tylko ludzie całkowicie akceptujący siebie są naprawdę piękni, choć w sposób nieco odbiegający od tego,co zostało nazwane pięknem.

 

Zmiana trasy

Któż z nas nie próbował bądź nie chciał choć raz zmienić swojego życia? Tak totalnie- zaczynając od zera, od pustej głowy bez uprzedzeń, napełniając ją na nowo umiejętnościami i pomysłami?

most-drzewa-1


Najbardziej motywujące jest niezadowolenie z miejsca w którym jesteśmy. Bo jeżeli mamy dobrze rozwiniętą wyobraźnię, bez trudu potrafimy wyobrazić sobie co będzie za trzydzieści lat. W głowie zaczynają świtać myśli: Co jeśli  będąc sześćdziesięciolatkiem będę w tym samym miejscu- na tym samy stanowisku? A jeśli nawet będę wyżej, lecz w tej samej firmie? Czy tego chcę? Czy jeśli zmienię zakład pracy, lecz zostanę w podobnej branży, to będę usatysfakcjonowany? Co czujesz zadając te pytania?

Bo ja frustrację.
Gdybym mogła zmienić przeszłość, nie wahałabym się. Wybrałabym inny kierunek studiów, doświadczenie zdobywałabym już podczas nauki w szkole, zamiast tańczyć na akademickich stołach ze znajomymi. Bardziej ukierunkowałabym się na przyszłość i na cele, które chcę osiągnąć i dziś nie narzekałabym, że robię bzdurne rzeczy za śmieszne pieniądze. Byłam leniwą konformistką, to teraz mam…

Człowiek nabiera mądrości i pokory z wiekiem. Jedni wcześniej, inni później, choć nie bez znaczenia jest tu zapewne wychowanie. Bogaci, przedsiębiorczy rodzice wychowają dziecko na samodzielne i sprytne, podczas, gdy etatowi opiekunowie bez wiary w marzenia pokażą dziecku pracę jedynie jako smutny, lecz niezbędny sposób na zarabianie pieniędzy. By starczyło do 1-ego.

Nie mogę wpłynąć na przeszłość, ale mam przyszłość przed sobą. Mogę sporo zmienić, mogę się przebranżowić. To trudne, czasochłonne i wymaga poświęceń. Czy zatem warto? Na szybko zrobiłam kalkulację w głowie: jeżeli teraz mam 30 lat, a moje studia wstępne trwają dwa lata plus czteroletni program licencyjny, dodać praktykę i staże, to na swoim będę w wieku 36 lub 37 lat. Do tego czasu będę się uczyć, praktykować i płacić około 3.500-4.000 zł rocznie. Pomnożyć przez sześć lat, w sumie 21.000-24.000 złotych. Po drodze książki, podręczniki, kserówki, pisanie pracy dyplomowej, praktyka własna, która też wymaga nakładu. Stoję pod znakiem zapytania.

Rozpoczynając pracę na wymarzonym stanowisku będę w pięknym wieku średnim, podczas gdy znajomi po fachu będą już mogli poszczycić się niejednym osiągnięciem, pracą czy książką powstałą przez lata własnych obserwacji. Warto?

Coach i trener rozwoju osobistego, Michał Pasterski zachęca by to zrobić, w myśl zasady, że nigdy nie jest za późno. Nawet jeśli mielibyśmy rozpocząć ukochaną pracę w wieku 40 lat, to czy nie warto dla tych 20-30 lat, które zostały do emerytury? Nigdy nie jest za późno, by zacząć się realizować i spełniać marzenia. Niech za przykład posłużą tu Uniwersytety Trzeciego Wieku, które cieszą się popularnością wśród ludzi młodych duchem, choć nie metryką. W którymś momencie w końcu musimy spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że nikt nie ofiaruje nam szczęścia, satysfakcji i spełnienia, wszystko jest tylko w naszych rękach.

A co jeżeli zmiana trasy przyniesie rozczarowanie? Koszty nauki nie zwrócą się, nie będę mieć klientów lub nie skończę szkoły, bo zabraknie mi pieniędzy? Co jeżeli nie będę mieć czasu na ukochane książki, kino, znajomych, albo co gorsze- nowa praca nie przyniesie oczekiwanej satysfakcji bo piękna była jedynie w marzeniach?

I tak wygram. W końcu będę bogata w doświadczenie, która odpowiednio przefiltrowane zamieni się w mądrość i radość. Bo tym jest życie przecież- doświadczaniem, empiryzmem w każdym drobnym przejawie. Kim byłby poeta, który nie doświadczył miłości? Tym samym co marzyciel nie sięgający gwiazd. A przecież właśnie dzięki marzycielom i idealistom mamy komputery, Mcbooki, żarówkę czy cyfrowy aparat. Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji, bo za pierwszym krokiem przychodzą następne i nagle jesteśmy w procesie. W wielkim procesie zmiany, życia, chwytania odległych dotąd marzeń za złoty ogon.


Zdjęcie: www.tapeta-most-drzewa-1.na-pulpit.com

Jak być nie-idealnym?

Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie być dokładnie taki jaki jesteś- nie aspirując do bycia ideałem? Perfekcjonizm jest zmorą naszych czasów. Zjada dobre myślenie o sobie i nie pozwala zakończyć projektów, w czasie kiedy warunki pokazują, że czas odpuścić.

0192_9da1


Perfekcjonizm

Bo w gruncie rzeczy perfekcjonizm to niemożność odpuszczenia. Jak napisała w jednej z książek Julia Cameron, to odmowa by pójść dalej. Przez własne pomysły i oczekiwania na temat tego, jak rzeczy mają wyglądać, podejmujemy się mnóstwa projektów lecz ich nie kończymy. Nie wywiązujemy się ze zleceń i obietnic nawet przed samymi sobą, bo nie pozwalamy sobie w pewnym momencie powiedzieć „ok, to jest takie jakie jest”. A przecież to klucz do tego, by zamknąć wciąż uchylone drzwi przez które ucieka nasza energia. Perfekcjoniści poprawiają każdy szczegół, myślą tak długo nad pomysłem, aż ten stanie się doskonały. Są przy tym sfrustrowani i wiecznie wyczerpani. Bo jak tu się nie zmęczyć, gdy wciąż trzeba być pierwszym?

Co by było gdyby…

Gdybyś był dokładnie taki jaki jesteś i robił rzeczy najlepiej jak potrafisz? Uwaga! Robić rzeczy najlepiej, nie oznacza być wciąż na podium. Nie oznacza być idealnym. Nie znaczy, posiadać najgenialniejszych pomysłów. Chodzi o wykonywanie zadań w sposób dostępny- przy obecnych warunkach i zasobach. Wszak nie napiszesz epopei narodowej, gdy przysypiasz i nie będziesz konkurował z wielką firmą, zakładając dwuosobową spółkę mając ograniczone środki. Więc, zapytam inaczej: co by było gdybyś nareszcie mógł cieszyć się tym co robisz, nie wymagając od siebie brawurowych wyników? Co byś dzisiaj zrobił, gdyby to nie musiało być idealne? Weź kartkę, długopis i pisz co przyjdzie Ci do głowy. Ja zapisałam 15 czynności, które chcę spróbować. A na zapisanie dałam sobie minutę. Co by było przy dwóch?

Perfekcjonizm to odmowa, by pójść dalej”.
Julia Cameron

Prawda co do perfekcjonizmu jest taka, że mamy głęboko zakorzenione poczucie niższości, które przyjmuje mniej lub bardziej znany głos w umyśle, „jesteś do niczego”. Przy tak srogiej i destrukcyjnej krytyce, każdy impulsywny wojownik wyciąga broń i tarczę. Szlifuje umiejętności do granic wyczerpania, pracuje ponad siły i zarzyna swój psychiczny dobrostan, aby udowodnić, że jest kimś. Mało tego, że jest kimś. Jest numerem jeden.

Perfekcjonizm jako lęk przed błędami

Kiedy odpuszczasz, to pojawia się naturalne odprężenie. Pomysły same wypływają na powierzchnię. Łatwiej nawiązujesz relacje z ludźmi. Pozwalasz sobie być człowiekiem, dzięki czemu inni widzą w Tobie zwykłą osobę, która jak każda popełnia błędy. Obawa przed błędami wynika z niedojrzałości i niezrozumienia, że zarówno błędy jak i wygrane są częścią życia. Każda nauka i doświadczenie wypływają po części z wcześniej popełnionych pomyłek i poniesionych porażek. Sukcesy nie są domeną ułożonych perfekcjonistów lecz ludzi doświadczonych. A tym właśnie są porażki- doświadczeniem i nieuniknionymi krokami na drodze do każdego celu.
I jeszcze jedno. Jeżeli na chwilę porzucisz pomysł, by to co robisz było doskonałe, takie właśnie będzie. Powstanie spontanicznie i bezwysiłkowo jak wszystko co najlepsze w życiu.


Zdjęcie: ocalsiebie.pl

Bądź swoim mędrcem

4590057-list-milosny-900-602

Trudno jest nam czasem przyjmować rady od bliższych czy dalszych znajomych. Niekiedy jesteśmy zbyt dumni nawet na to, by potraktować poważnie dobre pomysły własnych mentorów. Dlaczego więc samemu sobie nie poradzić?


Jesteś swoim jedynym mistrzem.
Któż inny miałby nim być?
Budda

Jako, że jesteśmy jednostką kompletną, zdolną do posługiwania się w mądry sposób inteligencją umysłową i emocjonalną, mamy prawo i możliwość być swym własnym mędrcem i mistrzem. Jak to zrobić?

Po pierwsze, wsłuchaj się w siebie.
Po drugie, napisz do siebie list.

Tak. Do siebie samego. W książce traktującej o samorozwoju znalazłam motywujące narzędzie służące do rozwinięcia chęci, by spełniać się w chwili obecnej. Narzędzie polega na podróży w czasie. Konkretniej- do przyszłości.

Wyobraź sobie, że jesteś 80-latkiem i zobacz siebie tak szczegółowo, jak tylko potrafisz. Odpowiedz na pytania, najlepiej w formie pisemnej: jaki jesteś? Co robisz w życiu? Co robiłeś do tej pory? Jak przeżyłeś życie zbliżając się do jego kresu? Co robiłeś w wieku lat 40-stu a co w wieku 50 lat? Opisz to ze szczegółami- gdzie mieszkasz, z kim, jak potoczyło się Twoje życie zawodowe i miłosne, czy podróżowałeś, czy spełniałeś swoje marzenia? Wyobraź to sobie dokładnie i poczuj się tym, kogo właśnie sobie wyobrażasz.

A teraz napisz do siebie list jako 80-letnia osoba. Przestrzeż się przed niektórymi rzeczami, udziel sobie najlepszych rad, zobacz swoje błędy które mógłbyś popełnić i daj sobie wskazówki jak pójść właściwą drogą.

Zabawne? Głupie? Zapewniam Cię, że nie, jeśli będziesz wobec siebie szczery. Stwórz siebie takiego jakim chciałbyś być w wieku 80 lat i zobacz drogę, która zaprowadzi Cię do celu. Poradź sobie, które pasje warto rozwijać, co jest ostatecznie ważne i gdzie warto inwestować energię. Nikt nie zna nas lepiej niż my sami- włącznie ze słabościami, zaletami i tysiącem subtelnych właściwości, które składają się na naszą osobę. Szczere porady pomogą Ci wyznaczyć priorytety i cele a także wskażą popełniane błędy i nakierują na właściwy tor. Żeby wiedzieć jak dość co celu, trzeba go znać. Zobaczyć cel, przeżyć go, utożsamić się z nim. Kiedy już to zrobisz, dopiero wtedy zajmij się drogą.


 

Zdjęcie: m.dziennik.pl

Po co nam samotność?

vint

Samotność ma dziś negatywne znaczenie. Kojarzy się z nudą i brakiem wyboru. Czujemy się samotni, bo świat o nas zapomniał. Ale czy na pewno termin ten jest jedynie złem koniecznym?


W dzisiejszym poście chciałabym poruszyć kwestię samotności, lecz nie frustrującej i prowadzącej do wyobcowania a tej potrzebnej i na którą decydujemy się sami czyli moment spotkania z wewnętrznym ja. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam czas poświęcany jedynie własnej osobie. Dostrzegamy wówczas rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej, odpowiedzi na trudne pytania wypływają z intuicji. Poznajemy siebie i uczymy się przyjaźni. Tej głębokiej i najważniejszej na świecie- przyjaźni z sobą samym.

Nic tak nigdy nie oddala od wewnętrznego ja jak strach przed ciszą. Nieustannie włączony telewizor, radio, telefony od znajomych, spotkanie za spotkaniem mają na celu zagłuszyć samotność, czyli konieczność spojrzenia w lustro.

Wiecie dlaczego trudno jest być ze sobą? Bo oto nagle odkrywamy prawdziwe marzenia i powołanie. Widzimy swoje cechy- te lepsze jak i te którymi nie chcemy się chwalić. Ale najgorsza dla człowieka jest nuda, bo rodzi ciszę a cisza przynosi monolog myśli. Monolog myśli natomiast jest naszym odbiciem- pragnieniami i potrzebami. A nuda jest nam potrzebna, bo rodzi konieczność wydobycia z wnętrza kreatywności, przymus stworzenia sobie świata w którym dzieją się interesujące rzeczy, nawet, jeśli nie ma obok nikogo.

„Naucz się docierać do ciszy
w swoim wnętrzu i pamiętać, że
wszystko w życiu ma swój cel.”
E. Kubler-Ross

Myślę, że prawdziwa droga do pokochania siebie tkwi w umiejętności bycia w związku ze sobą. I nie chodzi tu tylko o momenty kiedy wracamy po pracy do domu, ukochany wyjechał, a wszyscy znajomi są zajęci. Chodzi mi o zadbanie o własny rozwój, komfort i potrzeby. O przełamanie lęku by pójść gdzieś samemu. O zjedzenie obiadu w swoim towarzystwie. I o pójście na długi spacer, by spotkać prawdziwe życie, którego byśmy nie zauważyli gdyby towarzyszka czy towarzysz spaceru mówili o brzydkiej pogodzie.

Jest czas, który poświęcasz przyjaciołom. Są noce i romantyczne wieczory dla partnera. Weekendy dla rodziców i rodzeństwa. A gdzie Ty jesteś? Aby znać swoje priorytety i marzenia, wiedzieć gdzie jesteś i po co, musisz umieć być ze sobą. W ciszy. W skupieniu. Na dobre i na złe. W końcu nigdy z nikim nie będziemy bliżej i dłużej.


Zadanie na dziś:

Wybierz się do wybranej przez siebie knajpki na obiad lub ciasto. Nie spiesz się i nie stresuj, że inni komentują Twoją samotność. Nikt Cię nie ocenia. Ludzie zwykle zajęci są własnym życiem. Pobądź ze sobą i ciesz się obecnością wspaniałego człowieka w Tobie tak jak najlepszego przyjaciela nie widzianego od lat. Po prostu bądź i wiedz że nareszcie możesz być sobą, bez masek.

Zdjęcie:
adore-vintage.blogspot.com

Mapa Marzeń

passionate

Mapa marzeń, czy inaczej Mapa Celów, ma ułatwić drogę z punktu A do punktu B. Czyli od pomysłu, do realizacji marzenia. Jest wspaniałym i skutecznym motywatorem, zwłaszcza w sytuacji, gdy nasze mentalne silniki zaleje fala autocenzury lub zwątpienia.


Na pomysł stworzenia Mapy wpadłam kilka tygodni temu, gdy postanowiłam przybić na ścianę ukochany obraz- drogocenny prezent na 29-te urodziny. Ów dzieło sztuki dotychczas mieszkało na krawędzi biurka oparte o centralną ścianę w pokoju. Z racji przeniesienia go na właściwe miejsce, nieznośna pustka nad biurkiem wołała o zamiennik, po czym nastąpił myślowy okrzyk „eureka! tablica korkowa!”

Tablica korkowa- to takie proste. I tanie. I użyteczne.
Stwierdziłam, że skoro będzie znajdować się w miejscu w którym spędzam najwięcej czasu (biurko), będzie mnie motywować do działania. I w ten sposób chcąc nie chcąc stworzyłam sobie Mapę Marzeń – jak zwą ją terapeuci. Choć dla mnie prywatnie nosi nazwę Tablicy Inspiracji.

Aby Tablica mogła spełniać pierwotne zadanie, najpierw musiałam obmyślić plan. Czemu ma służyć? Jakim celom konkretnie? I tak oto stworzyłam priorytety:

  • motywacja
  • inspiracja
  • rozwinięcie wiary w swoje możliwości
  • rozweselanie
  • ukierunkowanie się na cel
  • zorientowanie na proces

W książkach psychologicznych i na stronach internetowych są najróżniejsze wzorce Map Marzeń, które umożliwią Wam stworzenie ich wiernej kopii lub – jeśli wolicie- zaangażujecie się bardziej twórczo w stworzenie ich przy pomocy rysunku lub techniki kolażu. Mapy zazwyczaj poruszają wiele sfer: od miłości, przez pracę na pieniądzach kończąc. Tablica Inspiracji w przeciwieństwie do szerokiego zakresu w Mapie Marzeń, skupia się wyłącznie na jednym elemencie i najważniejszym celu; ma pomóc mi zakasać rękawy bym zaczęła realizować się w tym, co jest moją pasją od dziecka. Już samo działanie służące zrealizowaniu marzenia to cel sam w sobie. Każdy ruch mentalny jest rozwojem, doświadczeniem i otwieraniem się na możliwości Wszechświata. Im więcej się czemuś poświęcamy, tym bardziej przybliżamy się ku spełnieniu.

mapa ma

Co konkretnie zawiera moja Tablica Inspiracji?:

  • najważniejsze komplementy spisane na kartce i wybrane z przekroju życia, na temat tego co robię i moich umiejętności (pomagają zwłaszcza w dni, kiedy nękają mnie osobiste wątpliwości). Komplementy są przypięte w miejscu blisko oczu i łatwo zauważalne.
  • motywujące cytaty, które popychają do przodu i są perłą mądrości i doświadczenia wielkich ludzi. Królują: Mark Twain, Shakti Gawain i Henry David Thoreau.
  • zdjęcia sławnych osób, które osiągnęły sukces w dziedzinie, którą się interesuję.
  • kilka zabawnych obrazków, które wywołują uśmiech, w momencie, gdy moja praca staje się zbyt poważna. Śmiech bywa twórczy- rozluźniamy się a wówczas pomysły wpadają do głowy bezwysiłkowo.

Jestem wzrokowcem, stąd na tablicy tyle kolorów, zdjęć, obrazków i wszystkiego co przykuje uwagę. Stwórz ją sobie na podstawie własnych preferencji. Jeżeli chcesz popracować nad kilkoma obszarami w życiu, potrzebna Ci życiowa równowaga, to faktycznie Mapa Marzeń może być lepszym rozwiązaniem. Jeśli jednak chcesz zapalić silniki konkretnego życiowego aspektu czy marzenia, Tablica Inspiracji będzie wystarczająca. Stwórz ją tak, byś ją pokochał i chciał patrzeć na nią każdego ranka. Jeśli lubisz spokój i porządek, niech będzie w jednolitych barwach; jeśli przemawiają do Ciebie słowa, umieszczaj inspiracje w pisanej formie. Wszystko jest dozwolone bo liczy się efekt końcowy: radosne i pełne wyzwań działanie.

Zdjęcia:
1.) pasterka.blogspot.com
2.) jonssimplelife.blogspot.com

Zabawa w rollercoaster

roller-coa

Zawsze zastanawiało mnie czy konstruktywniej będzie zajmować się własnym emocjami w celu ich rozpracowania, czy może lepiej gdy nie zwraca się na nie uwagi, wierząc że pozostawione samym sobie rozpuszczą się niczym poranna mgła unosząca się nad mokradłami.


Jak zapewne zauważyliście, ostatnio jest mniej wpisów. I mniej emocji. To celowy zabieg. Chciałam sprawdzić, co się wydarzy, jeżeli mniej czasu będę poświęcać własnym uczuciom- czy ziemia się zatrzęsie, czy świat się skończy a może oddzielę się od siebie nie wiedząc już właściwie czego pragnę. Nic z tych rzeczy. Przede wszystkim widzę, że jest więcej spokoju i odrobinę więcej radości. I co najważniejsze- mniej wewnętrznych dramatów. 

Ostatnio tak mocno zaangażowałam się w zabawę z emocjami, że większość książek, które czytałam pochodziła z obszaru psychologii. Uczyniłam ze swego życia nieudolną terapię, która powodowała że wzięłam uczucia na poważnie, zapominając o fakcie ich przemijalności. A emocje brane zbyt poważne powodują dużo cierpienia nie tylko nam samymproducentom, ale także odbiorcom- całemu światu, który się na nas otwiera. 

Mój wniosek jest następujący. Uczucia przychodzą i odchodzą. Pozwalanie by zawładnęły naszymi reakcjami i pragnieniami jest zaprzeczeniem inteligencji emocjonalnej. Przekonanie, że każda myśl ma znaczenie, powoduje że przestajemy być panami własnego losu a zaczynami być biernymi żyjątkami które jak suchy liść miotane są przez wiatr na różne kierunki. Posiadanie zbyt małego dystansu do własnych emocji oddziela od świata i czyni wrogów z ludzi, w efekcie czego niczym paranoik zaczynamy twierdzić, że świat sprzysiągł się przeciw nam. Pozostawmy więc terapię psychoterapeutom, w końcu muszą na czymś zarabiać, a my sami cieszmy się życiem- tym co jest, niezależnie czy wydaje nam się to dobre czy kiepskie. Bo i zło i dobro jest ledwie koncepcjami- ocenami stworzonymi w umyśle i jakkolwiek trwałe by się nie wydawały i tak przeminą.

Także blog może odrobinę się zmienić. Jako wielbicielka wszelkiej formy pisanej będę wciąż pisać o literaturze, ale na razie z psychologią daję sobie spokój. Dziękuję za wyrozumiałość 🙂

 

Zdjęcie: naningisme.wordpress.com

 

Potrzeba wolności

emkrzyk

Coraz więcej młodych ludzi szuka w pracy i na ścieżce kariery nie tylko dużych pieniędzy ale również niezależności.  Łatwo zmieniamy pracę z jednej na drugą,  bo ogranicza wolność i nie pozwala nam się w pełni wyrazić.  A gdy jej nie zmieniamy, to często lądujemy u psychiatry.


Dostaliśmy niedawno, wspólnie z kolegą blogerem, wiadomość na fb od  naszego znajomego- innego blogera, o treści:  „Powiem wam, że wk****a mnie już powoli praca na etacie i trzeba coś wymyślić, by nasze blogi zaczęły zarabiać”.  Często słyszę takie głosy. Niekiedy bardziej zdeterminowane na zmianę, inne mniej. Głosy o potrzebę wolności i niezależności. Jesteśmy młodzi, potencjalnie silni i wytrzymali a jednak tak podatni na stres i obciążenia psychiczne jak nigdy wcześniej. Wychowaliśmy się w latach 80-tych i 90-tych, więc nie obcy jest nam bunt; potrafimy szukać wygody i spełnienia.  I nie ma w tym niczego niewłaściwego; trudno nas dziś zadowolić byle czym i wciąż szukamy złotego runa w bezkresnym lesie konsumpcji. Nie godzimy się na coś co w naszym pojęciu dalekie jest od szczęścia i niezależności. Widząc możliwości świata, oczekujemy więcej niż dekadę temu.

Pracuję na pół etatu i nie wyobrażam sobie pracować na pełen etat. Po prostu szkoda mi życia; moje życie jest zbyt cenne bym mogła tracić je na pracę dla kogoś. Wolę robić inne, ważniejsze rzeczy, chociażby takie jak dostrzeganie każdej wolno upływającej minuty czy cieszenie się słodkim lodem w upalny dzień. Infantylne? Socjologowie przeprowadzili badania na grupie ludzi w hospicjach, pytając ich, czego najbardziej żałują w obecnej chwili. Jedna z najczęściej pojawiających się odpowiedzi brzmiała: „że pracowałem za dużo”. To powinno dać nam do myślenia.

Mam sporo znajomych po 30-stce. Są to osoby dojrzałe emocjonalne, inteligentne i świadome, a jednak wiele z nich leczy się u psychiatrów, bo nie dają rady w pracy, bo nie wytrzymują gonitwy życia, bo nie radzą sobie z napięciem i nieustannym stresem, który każe działać na pełnych obrotach i rodzi trudny do określenia lęk.
Gdyby dziś na moim koncie pojawił się milion, pierwszą rzeczą jaką zrobiłabym jutro, byłoby złożenie wypowiedzenia w pracy. Potem zaczęłabym myśleć, co dalej. Zainwestowałabym w coś, założyła własną firmę, albo w końcu wydała książkę (we własnym wydawnictwie).

Kilka dni temu, gdy tak uskarżałam się koledze, że tego miliona wciąż nie mam, usłyszałam „no to znajdź sobie pracę na pełen etat”. Myślałam, że śnię. Jak można chcieć mieć pracę na pełen etat tylko po to by zarabiać 400 zł więcej? Czy tyle jest warte wasze życie? Bo moje warte jest przeżycia je tak jak chcę. I nieprawda że pieniądze pojawiają się u tych, którzy pracują najwięcej. U tych którzy pracują najwięcej pojawia się co najwyżej śmierć z  przemęczenia, a pieniądze leżą na koncie u tych którzy mają łeb na karku, pomysł na siebie lub po prostu pasję. Życie nie może być aż tak trudne. Pomyślcie tylko, na co bogatym pieniądze skoro byliby faktycznie tak zapracowani?

 

 

Obrazek: E.Munch „Krzyk”