Archiwa tagu: ekstrawertyk

Wszystko z Tobą w porządku!

 

Tydzień temu jadąc „ukochaną” komunikacją miejską i przeżywając istne katusze w pudełku pełnym ludzkich sardynek, gdzie dostępne były tylko miejsca stojące, moją uwagę przykuł długowłosy chłopak w czarnej bluzie z kapturem.

Podeszłam do niego i ustałam tuż obok siedzenia, które zajmował.
Siedział nieruchomo, wzrok miał wbity w książkę i wydawał się być pogrążony
w swoim własnym świecie.”Lubię go”, pomyślałam, próbując dojrzeć, co czyta.

Chwilę później stało się jasne dlaczego go polubiłam.
Swój zawsze pozna swego.
Chłopak czytał „Siłę introwersji” Arnie Kozak. 

CAM00837

Podziękowałam mu w duchu za to, że była nas dwójka- cichych samotników- w tramwaju pełnym rozwydrzonych ludzi a także za książkę, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Do tej pory  o tej tematyce znana mi była tylko „Ciszej, proszę” Susan Cain.

W domu otworzyłam komputer i wpisałam tytuł w Google.
No tak. Nic dziwnego, że o niej nie słyszałam.
„Siła introwersji” została wydana dopiero kilka miesięcy temu.

Zalogowałam się na konto wojewódzkiej biblioteki publicznej, by sprawdzić dostępność tytułu. Szybkość z jaką publiczna biblioteka zamawia nowości wydawnicze zawsze mnie zachwyca!

Na drugi dzień miałam ją u siebie na biurku.
Towarzyszyła mi przy śniadaniu i przy obiedzie.
W tramwaju, w parku i w plecaku na rowerze.

Nie czytałam jej kompulsywnie, jak to zwykle mam w zwyczaju,
lecz delektując się każdym pojedynczym słowem.

Bo oto autor i psycholog, Arnie Kozak udowadnia, że introwertycy są światu tak samo potrzebni jak ekstrawertycy i że trudności jakie spotykają nas w życiu są skutkiem kultury stworzonej przez ekstrawertyczne i głośne społeczeństwo, których motywacją jest otrzymywanie nagród.

Ile razy czułeś, że „coś z Tobą jest nie tak”? Bo ja czułam tak przez całe życie.
W końcu przylgnęła do mnie etykietka czarnej owcy i nauczyłam się z nią żyć.
Ale jak cicha owieczka ma odnaleźć się w stadzie dzikich wilków?

Bo zobacz. Niemal wszystko co znasz jest stworzone przez ekstrawertyczne społeczeństwo (które ma nieco większą przewagę od introwertyków).

Żyjemy w w konsumpcyjnym świecie, pełnym centrów handlowych, głośnych i kolorowych reklam, reality show w którym wygrywają ludzie bardziej przebojowi i przebiegli a miejsca pracy zwane open space zabierają nam ostatnie resztki ciszy i przestrzeni.
Nic dziwnego, że czujemy się nie na miejscu! 

Arnie Kozak powtarza co drugi akapit: Wszystko z Tobą w porządku. Też jestem introwertykiem i wiem co czujesz. Co za ulga!

Ameryka i Europa są wybitnie ekstrawertyczne i nagradzają uwagą ludzi przebojowych, głośnych i zabawnych. Introwertycy zwykle giną w tłumie i często obrywa im się za bycie dziwakiem, który woli spędzić sobotni wieczór w domu z książką niż na towarzyskim spotkaniu w pubie.

Tymczasem wielu wizjonerów, naukowców i artystów było introwertykami.

Albert Einstein.
Clint Eastwood
Bill Gates
Fryderyk Chopin
Marcel Proust
Franz Kafka
Mahatma Gandhi
Karol Darwin
J.K. Rowling
Abraham Lincoln
Steven Spielberg
Julia Roberts
Maria Skłodowska-Curie

Żyjąc w ekstrawertycznym, pstrokatym świecie często dajemy sobie wmówić, że faktycznie coś z nami nie tak i że powinniśmy zmienić swój charakter. W ten sposób sami sobie nakładamy maski i uczymy się żyć w strefie pozbawionej komfortu. W strefie, która całkowicie nas wyczerpuje.

Nie wiem jak Ty, ale ja po godzinnej jeździe zatłoczonym tramwajem i dziesięciominutowym pobycie na zakupach w centrum handlowym muszę się zamknąć w pokoju i zdrzemnąć. Natychmiast!

Tymczasem zapominamy, że mamy coś, czego ekstrawertykom brakuje.
Możemy to wykorzystać w pracy, na rozmowach rekrutacyjnych a także w drodze do własnych celów. A są to:

determinacja
wytrwałość
zaangażowanie
cierpliwość
skupienie
wrażliwość
empatia
rozwaga
refleksja
uważność
umiejętne słuchanie

Gdybyśmy żyli w introwertycznym świecie, myślę że wszystko wyglądałoby inaczej.

Nie byłoby blokowisk.
Ludzie żyliby bez telewizji, w domkach jednorodzinnych, otoczonych naturą.
Zamiast wielkich korporacji, na rynku kwitłyby małe spółki lub jednoosobowe przedsiębiorstwa. Rynek lokalny by kwitł, podobnie jak szkoły medytacji, uważności, centra jogi i rozwijania samoświadomości.

System edukacji zachęcałby do rozwijania kreatywności i twórczego podejścia do życia; nie byłoby ocen, a handel rozwijałby się na zasadzie barteru.

Niestety te słowa to czysta utopia.
Pozostaje nam zatem pilnowanie własnej przestrzeni i rozwijanie asertywności.
Nie żyjemy w świecie sprzyjającym introwertykom, ale możemy decydować.

O tym z kim się trzymamy.
Jak spędzamy czas wolny.
Jak pracujemy.
Na co poświęcamy cenną energię (która z uwagi na to, że jesteśmy wrażliwi wyczerpuje się błyskawicznie).

Postanowiłam, że kupię książkę Arniego Kozaka i dam do przeczytania mojej rodzinie i znajomym.

Rodzicom, którzy wciąż się dziwią, że nie lubię spotkań rodzinnych i zakupów.
Znajomym, którzy wciąż pytają: „co tak milczysz?”.
I tym wszystkim, którzy mają pretensje że nigdy nie odbieram ich telefonów.
Oraz tym, którzy siedzą u mnie w mieszkaniu dłużej niż godzinę (po godzinie kontaktu jestem wyczerpana, a nie umiem ludzi wyrzucać).

Ale przede wszystkim kupię ja dla siebie.
Bo jak nikt inny, powinnam o siebie dbać w tym niełatwym dla mnie świecie.
I upewniać się, że mam wiele do zaoferowania, mimo że nie mam siły przebicia.
Chcę ją mieć, żeby zapamiętać: „ŻE WSZYSTKO Z NAMI W PORZĄDKU”.


Tytuł: Siła introwersji. Wykorzystaj swój potencjał.
Autor: Arnie Kozak
Wyd.: 
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Rok:
2016
Stron:
262

Reklamy

Terra incognita- kim jesteś?

Ludzie są tak skonstruowanymi istotami, że aby dobrze funkcjonować w świecie stwarzają sobie etykiety. Są dobrzy, źli, spokojni, szaleni. Nazywamy siebie artystami, intelektualistami, mędrcami, analitykami, introwertykami, ekstrawertykami, ekscentrykami, niekiedy socjopatami. Po co nam tyle etykiet?


Milky-Way-Artist-Date

Sens szufladek

Im bardziej siebie określamy, tym bardziej ,mamy poczucie że coś o sobie wiemy. Nie jesteśmy dla siebie nieznanym lądem. Czujemy się bezpiecznie z pakietem nazw określających naszą istotę. Wiemy czego się po sobie spodziewać, wiemy czego się spodziewać po ludziach nam podobnych, lub tych o cechach przeciwnych. Dzięki temu szybciej znajdujemy sobie odpowiednich przyjaciół i unikamy tych, z którymi nasze określone właściwości charakteru weszłyby w nieprzyjemne interakcje.

Im mocniejsza świadomość tego, że jesteśmy tym kim jesteśmy, tym mniej przestrzeni na możliwości stania się tym, co do tej pory było nieznanym. Określenia, etykiety, nazwy, przymiotniki są tym na czym ego rośnie w siłę. Jeżeli pozwolisz sobie być- tak po prostu, bez zbędnych szufladek, zauważysz, że możesz być wszystkim jednocześnie bez żadnych sprzeczności.

Niebezpieczeństwo tego, co nieznane

Brzmi pociągająco, lecz niebezpiecznie. Bo jeśli pozwolisz sobie na bycie wszystkim, to kim będziesz? Jak się nazwiesz? Co będziesz lubił? Co odkryjesz o sobie? Co jeśli okaże się, że lubisz rzeczy, które do tej pory wydawały Ci się mało interesujące? Co jeżeli zaczniesz robić rzeczy niebezpieczne? Skutkiem ubocznym będzie życie. Prawdziwe, oparte na głębokim i wielowymiarowym doświadczeniu- życie.

Czytałam niedawno książkę o wewnętrznych blokadach utrudniających bycie kreatywnym. Książka zawierała ćwiczenia, które były tak skonstruowane, by otworzyć czytelnika na chęci doświadczania i smakowania nowych rzeczy, skutkiem czego jest chwilowe zagubienie. Oto nagle wydostajesz się ze złotej klatki utkanej z przyzwyczajeń, nawyków i tendencji. Jak pisze jednak autorka, Julia Cameron: „Im bardziej masz poczucie, że nie wiesz kim jesteś, tym lepiej. To znak powrotu do zdrowia”.

Możliwości bycia otwartym

Parę miesięcy temu, gdy zetknęłam się z książką „Droga Artysty”, postanowiłam- ok, podejmę wyzwanie, otworzę się i będę obserwować. I tak tydzień po tygodniu na moim biurku oprócz długopisów, zaczęły pojawiać się nowe rzeczy- pastele, akwarele, blok rysunkowy, plastelina, zestaw pędzli. Czy umiem malować? Nie. Ale chciałam tego spróbować. Zetknąć się z intensywnym zapachem akwareli, zobaczyć różnicę między suchymi pastelami a olejnymi, docenić papier celulozowy, pobrudzić ręce i zrobić własnoręcznie pocztówki świąteczne dla rodziny. Nie będę drugim Picasso ale ten podobno nie był zbyt szczęśliwy. Moja pasja odkrywania natomiast zbliża mnie do siebie samej- tej autentycznej bez imion, nazw i etykiet. Jestem wszystkim bo wszystko jest możliwe. Ograniczenia i umiejętności mieszkają w umyśle a umysł potrafi wszystko.

Ćwiczenie na zachętę

Czerpiąc inspirację z lektury książki Julii Cameron, chcę zachęcić was do  wykonania inspirującego ćwiczenia. Weź długopis, kartkę i szybko bez zastanawiania wypisz pięć równoległych żywotów, które mógłbyś wieść, gdybyś nie był tym kim jesteś, lub za kogo się uważasz. Teraz wybierz jeden żywot, który wydaje ci się najbardziej pociągający i wykonaj przynajmniej jedną czynność w tym tygodniu, która z nim się wiąże. Np. Jeżeli napisałeś że chciałbyś być rycerzem, nie pozostaje ci nic innego jak dosiąść konia. Powodzenia! 🙂


Zdjęcie: www.tweetspeakpoetry.com

Znaczenie bliskości

Nadchodzą święta. Pomijając znaczenie komercyjne i marketingowe, jest to czas, który spędzamy z najbliższymi. Niektórzy z poczucia powinności, inni z miłości i posiadania głębokiej świadomości upływającego czasu.


familyy

Nie jestem katoliczką, ale zacytuję księdza Twardowskiego, „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Święta obchodzę w sposób kulturowy- by tradycji stała się zadość. By móc spędzić więcej czasu z rodziną, móc ofiarować im kilka drobiazgów i to co najcenniejsze- własną uwagę i bliskość.

Bliskość a milczenie

Relacje z innymi są dla mnie tak samo ważne, co trudne. Dla osób introwertycznych, z natury zamkniętych i małomównych nawiązywanie czy utrzymywanie istniejących już relacji jest trudne. Niestety, aby związki międzyludzkie mogły się utrzymywać, ludzie potrzebują słów. Czasami ich nadmiaru, co przeradza się w czczą paplaninę bez wartości. Kilkoma zdaniami w stylu „co słychać?”, podtrzymują jako takie więzi. Sądzę jednak, że prawdziwa przyjaźń i bliskość rodzą się poza słowami. Gdzieś między jednym a drugim dotykiem, między wierszami, w dobrej myśli i życzeniach wszystkiego co najpiękniejsze drugiej osobie.

Kilka dni temu, spotkałam przypadkiem znajomego, którego nie widziałam około miesiąca. W ciągu minuty zostałam zasypana pytaniami, „co słychać?; jak życie?; co w pracy?; jak finanse?; kariera?”. Z racji mej powściągliwości w używaniu słów, kolega poświęcił mi nie więcej niż dwie minuty uwagi, nie dając mi szansy na rozwinięcie myśli, a sama obecność mu nie wystarczyła. Milczenie krępuje. Milczenie zbliża tylko podobnych sobie lub bliskich przyjaciół. Umiejętność milczenia ze sobą świadczy o dojrzałej relacji dwójki osób.

Dajcie sobie czas

Dlatego doceniam okres świąt. Mogę wówczas być z tymi, którzy akceptują mnie taką jaka jestem, czasami mniej lub bardziej, lecz w ogólnym rozrachunku po prostu cieszą się,że jestem. Ze wzajemnością. Po prostu dajemy sobie bezcenny prezent- czas. Wiele osób narzeka na rodziny, mówiąc że wychodzi się z nią najlepiej na zdjęciu. Ja mam wspaniałą rodzinę, co nie zmienia też faktu, że nauczyłam się doceniać jej znaczenie wraz z wiekiem. Relacje z bliskimi uległy diametralnej zmianie w momencie wyprowadzki z rodzinnego domu. Oto nagle, niektóre zachowania i decyzje bliskich stały się zrozumiałe- wynikały z miłości i głębokiej troski, a mój bunt z nieumiejętności dostrzeżenia tego faktu.

„Miłość jest pierwszym z powodów, dla których wszechświat istnieje.
Po co martwić się o pozostałe?”
Krzysztof Pieczyński

Myślę, że gdybyśmy byli prawdziwie świadomi nietrwałości i upływającego czasu nie tracilibyśmy go na niepotrzebne kłótnie, sprzeczki czy trudne rozmowy. Cieszylibyśmy się swoją obecnością, dając z siebie, co mamy. Patrzylibyśmy sobie w oczy, oglądali wspólnie telewizję, czy jedli kolację w milczeniu i ciepłej, wzajemnej obecności. Bez oczekiwań, bez obaw, akceptując wzajemnie cały pakiet nawyków i przywar, życząc w duchu wszelkiego szczęścia tym paru osobom przy dużym stole. Czyż nie na tym polega miłość?


Zdjęcie: antontang.deviantart.com
Cytat:Krzysztof Pieczyński w „Sto snów jednej nocy”

Ciszej…

intro

Wielokrotnie słyszałam od przyjaciół i znajomych, że lepiej jest się nie oceniać i nie etykietować. Że ciągłe określanie siebie jednym dominującym przymiotnikiem spowoduje, że wyląduję w ciasnej szufladzie bez dostępu do światła.


Może mieli rację, choć czasem wydaje mi się, że nie ma innego, lepszego sposobu na wyjaśnienie swoich zachowań jak właśnie doklejenie sobie karteczki z nazwą. Przynajmniej wtedy nikt więcej o nic nie pyta, bo wszystko jest jasne i klarowne. Poza tym, aby zamknąć się w szufladzie najpierw trzeba chcieć do niej wejść i zasunąć ją od wewnątrz, a to nie jest takie proste, bo można przyciąć sobie palce.

Ale o czym mówię? O podziale na introwertyków i ekstrawertyków. O podziale znienawidzonym przez jednych i zapomnianych przez innych. Znienawidzonych przez tych, którzy nie lubią upraszczać, zapomnianych przez pędzących za życiem, którzy mniej lub bardziej umiejętnie dostosowują się do reguł panujących w świecie. Że trzeba biec, trzeba być przebojowym, otwartym i posiadać wiedzę o asertywnej komunikacji z otoczeniem w biznesie i miejscu pracy. Jak tego nie masz, wypadasz z gry,niczym pionek z kolorowej planszówki.

introwertyk 01

 

 

Susan Cain kilka lat temu wydała piękną książkę na temat introwertyków (Ciszej, proszę…), podając w niej przykłady i ćwiczenia na ujarzmienie swojej samotnicznej natury, tak by nie czuć się odizolowanym od świata. Podobno wszystko jest do zrobienia, więc dla chcących istnieją  metody, by przejąć kilka ważnych cech od ekstrawertyków, chociażby takich, jak opanowanie stresu w grupie osób większej niż trzy. Może niektórych z was to będzie bawić, ale grupka 4-5-osobowa jest już sporym tłumem dla osób lubiących ciszę i spokój.  Imprezy, spotkania towarzyskie, wspólne wypady do kawiarni są już bardzo dalekie od strefy komfortu.

Jej książka nie brzmi: jak z introwertyka stać się ekstrawertykiem, bo nie o to chodzi, wszak kluczem do sukcesu i pierwszym krokiem do zmiany zawsze jest akceptacja tego kim jesteśmy. Określanie jednego typu osobowościowego jako gorszego od innego, jest jak twierdzenie, że osoby lubiące komedie są lepszymi towarzyszami niż fani romansów. Jest to nadmierne uproszczenie dalekie od prawdy. Susan Cain wzięła sobie za cel przekonanie czytelników, że nie ma niczego złego w tym, co w nas tkwi. Że ludzi nieśmiałych, spokojnych jest miliony; że da się z tym żyć, a co najważniejsze, można to również przekształcić- z ograniczającego na wyzwalające. Wszak przekraczanie granic własnego komfortu jest trudną zabawą, która w ostatecznym rozrachunku wydobywa na światło głęboko ukryte zalety, których nie mielibyśmy możliwości dojrzeć, gdyby nie znalezienie się w niewygodnej sytuacji. I oczywiście nic na siłę. Zmiana, jak każda z resztą powinna być wieloetapowa, stosowana na zasadzie małych kroków, bo nie sztuką jest dobiec pierwszym do mety, a po biegu paść trupem.

 

 

Jej książka zatem powinna nosić nazwę: jak być introwertykiem w wielkim świecie i nie zwariować. Nie chodzi więc o podział, nie chodzi o to, by się określać- nawiązując do początku mojego wpisu. Chodzi tylko o to, by być szczęśliwym i czuć się dobrze w swoim własnym towarzystwie. Jeżeli przejęcie kilku śmiałych cech od grupy zwanej ekstrawertykami nam to ułatwi, to czemu nie?! Książka podaje na to kilka przykładów, podobnie jak S. Cain podaje kilka ciekawych rad w wywiadach i na warsztatach.

Książka: Susan Cain, Ciszej, proszę…

susan

Zdjęcia:
1). ich4pory.pl
2). ich4pory.pl
3). amazon.com