10 powodów dla których nie warto chodzić do biblioteki

12-ksiazki

Kolejny raz byłam w bibliotece. Nie miałam wyboru. Jestem średnio kilka razy do roku poszukiwana listem gończym za notoryczne przetrzymywanie książek. Ale co ja na to poradzę, że tak mocno się do nich przywiązuję. Dziś poszłam na kilka minut, wróciłam dwie godziny później.


Chciałabym podać kilka powodów udowadniających tezę jakoby chodzenie do biblioteki było niebezpieczne. Sprawdzone na własnej osobie.

1. Książki są za darmo. Więc istnieje możliwość, że będziesz je wypożyczać w nadmiarze, przeciążysz sobie kręgosłup od noszenia ich w plecaku/torebce a i tak większości nie przeczytasz.
2. A jeśli mimo wszystko przeczytasz, to pomiesza ci się w głowie od nadmiaru informacji. Czytanie poszerza horyzonty. Ale po co poszerzać jeśli w ciasnej klitce jest milutko i pachnie stęchlizną.
3. A jeśli o zapachu mowa. Książki biblioteczne pachną starością. Ten zapach uzależnia od wkładania nosa tam gdzie nie wolno. W środek starej, zakurzonej książki. Potem trzeba szukać odwyku, walczyć z nawrotami, nieustannie się pilnować. Po co ci to? Znam kilka fajniejszych uzależnień.
4. W bibliotekach bywają ludzie. Na ogół dziwacy. Spokojni, cisi. Introwertycy. Mają swój świat i niebezpieczny iloraz inteligencji. A nuż cię sprowokują do wymiany życiowych poglądów i kłótnia gotowa.
5. Tracisz cenny czas. Który zresztą zawsze można przeznaczyć na wartościowsze rzeczy, np. oglądanie seriali. Idąc do biblioteki powinieneś mieć świadomość, że szukanie ciekawych pozycji zajmuje czasami długie godziny przy mnóstwie regałów.
6. Pracownicy biblioteki narzucają innym swoje zdanie. Na przykład o „niezaginaniu rogów” lub „nieprzetrzymywaniu książek”. Przecież jesteś dorosły i sam wiesz co dla ciebie dobre!
7.Masz określony czas na przeczytanie książki. Na ogół miesiąc. Do bibliotekarzy nie dociera informacja, że na każdą tolkienowską pozycję trzeba doliczyć co najmniej dwa tygodnie.
8. A gdy nie oddasz w czas, naliczają ci karę. Myślę, że osoby mało zorganizowane powinny już dziś sprawdzać czy ich nazwisko nie widnieje w Rejestrze Dłużników Polskich. Sama chyba też sprawdzę.
9. Ciągle czegoś brakuje. Jak polowałam na „Senność” Kuczoka, to w gdańskiej bibliotece upolowałam ją w dwa lata po dacie jej wydania. A na „Hobbita” czekałam trzy miesiące, przez co do kina załapałam się na ostatni seans Jacksonowskiej produkcji. Tak żeby zachować logikę chronologiczną. Najpierw książka, potem film.
10. A teraz najgorsze. Skoro książka jest nie twoja oznacza to, że musisz ją oddać! Mimo całej miłości, jaką darzysz ulubioną pozycję.

Mam nadzieję, że przekonałam co niektórych, że nie warto siebie krzywdzić obecnością w bibliotekach. Skazywać na katusze błądzenia między regałami, spotykania dziwnych aspołecznych jednostek a co gorsza brania pod swój dach wspaniałych przyjaciół, których będzie trzeba zwrócić między inne pachnące historią książki. W zamian proponuję serial. Najlepiej odmóżdżający sitcom.

Miłego dnia. Ubawiłam się przy dzisiejszym poście.

Siła nawyków

domino
„Złe nawyki bardzo łatwo wykształcić, trudno jednak z nimi żyć. Dobre nawyki trudno wykształcić, ale bardzo ułatwiają życie.”
Brian Tracy
Maksimum osiągnięć


John Dryden, angielski poeta twierdził, że człowiek jest sumą własnych nawyków. Nieustannie powtarzane zachowania określają kim jesteśmy; to one wpływają na to co robimy i w jaki sposób. Wystarczy przyjrzeć się jednemu dniu w tygodniu, być absolutnie uważnym i obserwować swoje zachowania, by zobaczyć ile w nich powtarzalności i schematu. Dlaczego, tak trudno jest uczyć się na własnych błędach? Bo nawyki są silne i zakorzenione w nas od wielu lat, ukształtowane i lepkie od ludzkiego lenistwa. Nie chcemy się uczyć na błędach, bo to oznaczałoby wyjście poza strefę własnego komfortu oraz zdecydowaną aktywność. Niestety- zmiana jakiegokolwiek zachowania wymaga ciężkiej pracy, cierpliwości i nieustannej kontroli. Podobno robienie jednej i tej samej rzeczy około 100.000 razy dopiero wytwarza nowy nawyk.

Ciężka praca jednak zawsze przynosi efekty. Jeżeli nie od razu to w dalszej przyszłości. Najważniejsza jest regularność. Najlepszą glebą dla wykształcenia sobie nawyków jest ich powtarzalność w podobnych odstępach czasowych. Dotyczy to złych jak i dobrych zachowań, z tą małą różnicą, że złe zazwyczaj są nieuświadomione i powtarzane pod wpływem emocji doświadczanych na co dzień- takich jak gniew, zazdrość czy niechęć. Dobre natomiast są wynikiem uważności i determinacji na złamanie schematu.

Jest jeden podstawowy powód dla którego warto zmieniać swoje zachowania. Jest nim kontrola własnego życia. Zmieniając nawyki stajemy się odpowiedzialni za życie i sukces- w relacjach, w pracy czy w nauce. Rozwijamy świadomość odnośnie działania przyczyny i skutku, potrafimy ostatecznie łatwiej przewidywać rezultaty działań, nie jesteśmy narażeni na nieustanny stres spowodowany powtarzalnością własnych błędów, które prowadzą donikąd a już na pewno nie rozwijają a jedynie utwierdzają o ludzkiej pozornej bezsilności.
A czy można żyć bez nawyków? Nie. Nie można. Jesteśmy zaprogramowani na powtarzalność. Każdy dzień choć w małym stopniu przypomina poprzedni. Musimy wykonywać te same czynności, bez nich nie funkcjonowalibyśmy w zdrowy normalny sposób. Musimy jeść, brać prysznic, chodzić do pracy, uczyć się, tworzyć relacje z ludźmi. Skoro więc nie jest możliwe porzucenie nawyków, pozostaje zabawa w ich zamianę. Z tych kiepskich, na dobre i konstruktywne.

Przypadki, które zmieniają życie

majchrzak

Czy usłyszałeś kiedyś coś, co całkowicie odmieniło twoje życie? Czy był taki moment, że odwróciłeś się i zacząłeś iść w zupełnie innym kierunku? Skąd się wziąłeś- tu, gdzie teraz jesteś?


Wiosna 2007 rok, zajęcia prasowe na dziennikarstwie. Na każde ćwiczenia, profesor Pawlak przynosił stertę gazet. Nie mam pojęcia skąd je brał. Może z domu, może zbierał po rodzinie, a może dostawał od studentów z prywatnych uczelni. Rzucał nam kolorową makulaturę na jedną z pustych ławek, mówiąc:
-Wybierzcie po jednej.
Naszym zadaniem było przeczytać gazetę w 15 minut, szybko ją opracować a następnie zrobić przed grupą krótkie, jednominutowe streszczenie z danej gazety. To miało nas przygotować do późniejszych „prasówek” czyli robienia błyskawicznego przeglądu prasy tygodniowej.

Siedziałam najbliżej  ławki z gazetami, więc miałam największą możliwość wyboru. Wzięłam do ręki „Wysokie Obcasy”. Nie z tego względu, że lubię, lecz z powodu okładki. Był na niej Krzysztof Majchrzak, polski aktor, którego od zawsze cenię za charyzmę, a „Pornografię” Kolskiego oglądałam trzy razy. Pominęłam pierwsze strony, by od razy przejść do wywiadu z aktorem. Rozmowa z nim odbyła się z okazji wejścia do polskich kin „Inland Empire”, filmu Davida Lyncha, w którym grały polskie gwiazdy. Dziennikarka „Wysokich Obcasów”, skupiała się w rozmowie na odczuciach aktora wobec filmu i reżysera a także pytała w jaki sposób Majchrzak przygotowywał się do roli postaci buddysty. Aktor odpowiedział:
-Najbardziej ubolewam nad faktem, ze miałem trzy dni na przygotowanie się do tej roli. I w trzy dni musiałem przeczytać większość tekstów buddyjskich, którymi się zachwycałem (…) Wg tej filozofii cierpienie nie jest niczym złym czy niewłaściwym. Dopiero się takim staje, gdy je odrzucamy, nie akceptujemy, udajemy, że go nie ma. A tymczasem, gdy przychodzi cierpienie, trzeba mu powiedzieć: chodź, wejdź do mego domu, nakarmię cię, przenocuję, okryję kocem, a potem gdy już się najesz, spierdalaj.
-Co pana najbardziej uderzyło w Mowach Dharmy, które Pan musiał przeczytać?- pytała dalej dziennikarka. I tu Majchrzak odpowiedział cytatem:
Aby studiować buddyzm, trzeba studiować siebie. Aby studiować siebie, trzeba zapomnieć o sobie. A zapomnieć o sobie- to być oświeconym przez wszystko i wszystkich.

Ten jeden cytat przeczytany w gazecie w 2007 roku sprawił, że jestem tu gdzie jestem i  żyję w taki a nie inny sposób. Jeden cytat zapadł tak głęboko w pamięć, że przez kolejne miesiące  szukałam źródeł tekstu w kilkudziesięciu różnych książkach z właściwym sobie finałem. Znalazłam źródło i uczyniłam z niego trzon własnego życia. I na chwilę obecną nie wyobrażam sobie być gdzieś indziej czy być kimś innym. Gdyby ktoś mnie dziś zapytał, jakie słowa zmieniły moje życie, odpowiedziałabym powyższym cytatem. Chciałabym kiedyś móc spotkać Majchrzaka, podejść do niego i powiedzieć „dziękuję”. Tak po prostu.

 

Jesteś piękny!

„Aby zbudować związek, który zabierze was oboje do nieba musisz całkowicie akceptować swoje ciało. Musisz kochać je i dać mu swobodę, aby mogło po prostu być, miało możliwość dawania i brania bez onieśmielania, ponieważ nieśmiałość jest rodzajem lęku.”
Don Miguel Ruiz


Patrzysz w lustro i co widzisz? Opisz to. Czy odczucia względem twojego własnego ciała są raczej pozytywne czy wręcz przeciwnie? Czy coś ci się nie podoba? Czy wolałbyś aby twoje ciało miało czegoś mniej a może więcej? Czy chciałbyś je zmienić a może przyjmujesz je takim jakim jest? Czy dbasz o nie? Czy troszczysz się o ciało jak o swoje najkochańsze dziecko?

Pełna akceptacja drugiej osoby może zacząć się dopiero w momencie kiedy zaakceptujesz siebie samego. Dotyczy to również ciała. Zawsze będzie coś nie tak w drugiej osobie, kiedy sam sobie nie odpowiadasz, kiedy nie akceptujesz jakiejś części siebie, również fizycznej. Odpychasz innych, bo odpychasz sam siebie. Zamykasz się podczas seksu, wstydzisz się, boisz dotyku, reagujesz lękiem na pieszczoty w obawie, że partner odkryje to co wiesz o sobie już od dawna, że jesteś niedoskonały. Że czegoś ci brakuje, bo uwierzyłeś w stworzony przez społeczeństwo mit o kanonie piękna. Że piękne są tylko kobiety w rozmiarze trzydzieści sześć. Że prawdziwy mężczyzna ma conajmniej metr osiemdziesiąt.

Tymczasem, gdyby zabrać wszystkie osądy z ludzkiej głowy, wszystkie pomysły na temat ciała, zobaczyłbyś dokładnie jaki jesteś. Doskonały. Gruby, czy chudy, wysoki czy niski- to tylko zwykłe określenia. Jesteś człowiekiem doskonałym właśnie dlatego, że jesteś. Niezależnie od tego co o sobie myślisz. Twoje ciało, twoje DNA, miliardy komórek pracują dla ciebie i chcą być kochane, szanowane, karmione miłoscią. Ciepłą, pachnącą kąpielą, sokiem ze świeżych marchwi, chcą być okryte ciepłym kocem, gdy jest chłodno.

Czy to znaczy, że nie masz sie zmieniać? Czy to znaczy, że nie trzeba chudnąć gdy waży się sto kilo?Nie. Zmiana jest dobra. Każda zmiana, która służy tobie i twojemu zdrowiu jest dobra i potrzebna. Ale każda zmiana może się zacząć dopiero w momencie, gdy zaakceptujesz siebie takim jakim jesteś. Nie jesteś w stanie zmienić czegokolwiek, jeżeli najpierw nie przyjąłeś czegoś takiego jakim już jest. To samo jest z miłością, pomyśl. Otworzysz się na partnera, jeżeli zaakceptujesz siebie. Każdy centymetr, każde „za dużo”, każde „za mało”. Akceptacja i miłość do swojego ciała sprawią, że będziesz inaczej się poruszał, zaczniesz cieszyć się komplementami, przyjmiesz je jako oczywistośc i nikt nie będzie miał zdolności manipulowania tobą. Bo jeżeli wiesz że jesteś piękny, dlaczego miałbyś wpadać w ramiona tych którzy nieustannie ci to mówią? Prawdziwa miłość nie musi się tym karmić. Ty sam wiesz, że jesteś piękny i wchodzisz w związek bo chcesz. A nie dlatego, że potrzebujesz potwierdzeń.

 

Wolniej, proszę

CAM00729[1]

Ciężko jest dziś się odprężyć. Wyłączyć telefon, komputer i zapomnieć o pracy. O każdym „trzeba” i każdym „muszę”. Pośpiech nie jest na zewnątrz. My jesteśmy nieustającym pośpiechem za czymś.


Próbuję już od dwóch dni. Nie robić niczego szczególnego. Po prostu cieszyć się życiem i patrzeć jak leniwie upływa sekunda za sekundą, minuta za minutą. Popijać beztrosko kawę na drewnianej ławce przed wiejskim domem i pedałować na rowerze tak by się nie męczyć. By widzieć a nie tylko patrzeć. By słyszeć a nie tylko słuchac. By nabrać powietrza głęboko w płuca a wypuścić z nim to, co wciąż zaprząta umysł, nieustannie zapracowany tworzeniem myśli. Inspirować się zapachem ziół na łące i czerpać przyjemność z ciepłej siersci klaczy pod szczupłą dłonią.

Nie zdawałam sobie sprawy, że żyję w takim pośpiechu. Nie zdawałam sobie sprawy, że pośpiech mam w głowie. Że gdy na codzień mieszkam w mieście, żyję miastem, jego tętnem, a serce zaczyna współgrać z jego brzmieniem nieustannego zgiełku. Miałam wczoraj nawet pomysł by zmienić bloga. By pisać bardziej na czasie, by zmienić grafikę, zdynamizować stronę, wrzucić trochę koloru, czegoś migającego, zapełnić tą pustą, mizerną biało-czarną przestrzeń i patrzeć wciąż w statystyki… Kto, jak często, na jak długo, ile.

Ale.
Jestem jaka jestem i strona też taka będzie. Prosta, łagodna, spokojna. Jak lubię. Puszczę mimo uszu rady – by nadawać tekstom kontrowersyjne tytuły, by robić zdjęcia drogą lustrzanką, by tworzyć imponującą grafikę czy pisać intrygujące lidy. Będę, gdy będę chciała. Narazie nie chcę. Narazie piję herbatę przy otwartym oknie i puszczam mimo uszu wszystkie dobre rady „jak żyć”.
Każdy żyje jak chce.

Odszedł mistrz

Gabriel-Garcia-Marquez-Internet_LRZIMA20130306_0113_11

„Nie umiera się wtedy, kiedy trzeba, ale kiedy można to zrobić”.
G.G. Marquez
„Sto lat samotności”


Gabriel Garcia Marquez odszedł wczoraj w wieku 87 lat. Ceniony za bezkompromisowość w słowie i estetyzm pióra. Łączył ze sobą dwa pozornie przeciwstawne nurty takie jak realizm i fantazję. Pierwszą powieść napisał w wieku 28 lat; zdobył nobla z dziedziny literatury dwanaście lat później. W pamięci czytelników pozostanie głównie jako autor „Stu lat samotności” (arcydzieła literatury, uważanego za jedno z ważniejszych dzieł literatury nieanglojęzycznej), „Miłości w czasach zarazy” oraz kontrowersyjnej „Rzeczy o mych smutnych dziwkach”, która z resztą nieudolnie została przeniesiona na ekran przez Henning Carlsena w 2011 roku.

Prawdopodobnie sprzedaż wyżej wymienionych dzieł podskoczy diametralnie. To przykre, że dopiero teraz, ale takie są twarde prawa dzisiejszego rynku. Wiele lat temu, na pierwszych zajęciach z dziennikarstwa usłyszałam coś, co wówczas mocno zapadło mi w pamięć- że nic tak nie podnosi oglądalności i poczytności jak czyjaś śmierć.
Zobaczymy.

Jak zbudować szczęśliwy związek

„Nie potrzebujesz uzupełnienia. Sam w sobie jesteś kompletny. Jeśli miłość emanuje z ciebie, nie gonisz za miłością ze strachu przed samotnością. Jeśli masz ją w sobie, samotność nie jest żadnym problemem. Czujesz się dobrze i nieźle się bawisz we własnym towarzystwie”.


Nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że związek idealny można porównać do związku człowieka z psem. A można! I Don Miguel Ruiz zrobił to w książce traktującej o związkach-  „Ścieżki miłości”.

Dlaczego związek człowieka z psem jest doskonały? Bo jest bezwarunkowy. Człowiek nie oczekuje, że jego pupil stanie się kimś/czymś innym niż jest w istocie i na odwrót- pies kocha swojego pana pomimo wszystko. Cała miłość zaczyna się w momencie kiedy jesteśmy w stanie przyjąć partnera takiego jakim jest, bez żadnych chęci ulepszenia, zmiany jego nawyków, czy czegokolwiek. Jeżeli decydujemy się na bycie z kimś, to decydujemy się być właśnie z tą osobą a nie z naszą projekcją na temat osoby.

Jak tego dokonać? Jak przyjąć partnera bezwarunkowo? Zacząć kochać i akceptować siebie samego. Bo każda miłość zaczyna się od własnego serca. Należy zatem podnieść poczucie własnej wartości, bo jeżeli ona będzie na względnie wysokim poziomie, to nie zdecydujemy się wchodzić w toksyczne związki i będziemy wybierać tylko właściwych ludzi. Właściwych, czyli takich których cechy charakteru uzupełniają się z naszymi. Pełna akceptacja drugiej osoby zaczyna się dopiero w momencie, gdy już samych siebie poznaliśmy i akceptujemy. Podążając za słowami Ruiza- w związku każdy odpowiada tylko za swoją połowę. Jeżeli dbasz o siebie i swój rozwój, a partner jest odpowiedzialny względem siebie, związek będzie nieustannie wzrastał i karmił świat owocami własnej miłości. Jeśli naprawdę siebie kochasz, to zaczynasz też kochać każdego innego człowieka, w sposób bezwarunkowy, nie chcąc niczego w zamian. Nie musisz już przecież niczego chcieć. Wszystko jest w twoim wnętrzu.

Słowa w „Ścieżce miłości” są oczywiste i zapewne powielane w wielu tego rodzaju poradnikach ale mimo to, są wciąż odkrywcze i aktualne bo relacje z innymi od zawsze są integralną częścią naszego życia. Lektura skłania do myślenia- czy wciąż powielamy stare błędy czy może idziemy nową ścieżką? Czy wciąż robimy dramaty czy dajemy już tylko radość? Czy to, co nas łączy z drugą osobą oparte jest na egoiźmie, czy na miłości? Egoizm zawsze ma oczekiwania, miłość żyje by dawać. Egoizm tworzy ból, a miłość tylko szczęście. „Na ścieżce miłości nie ma żadnych jeśli, nie ma żadnych warunków. Kocham cię bez powodu, bez uzasadnienia. Kocham cię takim jakim jesteś.”

ścieżka


Jaką pozycję lubisz najbardziej?

… i bynajmniej nie chodzi o pozycję książkową.
Wczoraj stałam się ofiarą swoich własnych wpisów. A sytuacja wyglądała następująco.


W pracy mam kolegę P., który również jest zapalonym blogerem. Często wymieniamy się informacjami na temat wordpressa, blogosfery, statystyk etc.

Wczoraj, w trakcie pracy poszłam na krótkie szkolenie produktowe. Po godzinie, gdy wróciłam na miejsce, spojrzałam na sąsiada z biurka obok- blogera i zobaczyłam na jego twarzy demoniczny uśmiech. Odepchnął się krzesłem na kółkach w moją stronę, po czym patrząc mi zawadiacko w oczy zapytał:
-Jaką pozycję lubisz najbardziej?
-…Proszę…?
-Jaką pozycję w łóżku lubisz najbardziej?
-Serio mnie o to pytasz?
-Oczywiście. No więc jaką?
-Przecież ci nie powiem wariacie.
– Sama sobie zaprzeczasz.
-Jak to?
P. wziął ze swojego biurka telefon, wszedł w internet i pokazał mi mojego własnego bloga.
A mianowicie wpis odnośnie jednego z pięciu kroków proponowanych przez Levina i Krumboltza.
-Przed chwilą znalazłem coś interesującego. „Krok 3, punkt 4. -Zacznij zadawać ludziom niestandardowe, intrygujące pytania.”- odczytał P.- Właśnie ci je zadałem. Więc jaką pozycję lubisz najbardziej?- uśmiechnął się.
Poczułam że zalewa mnie fala gorąca na twarzy. Z zakłopotania. Jednocześnie, cała sytuacja nieźle mnie rozbawiła i zaskoczyła totalną bezpośredniością mojego młodszego kolegi, który właśnie triumfował widząc dwa wielkie wypieki na moich policzkach (nie jestem dobra w takich rozmowach).
-Ale nie zadałeś tego pytania liderom, prawda P.?
-Zadałem.
-O losie.

Mam pomysł. Następny wpis na blogu będzie o savoir vivre w miejscu pracy…
Ale i tak się cieszę, że ktoś korzysta z „5 kroków” w twórczy sposób.

Parę słów na koniec….

Parę słów jeszcze na koniec o książce „Szczęście to nie przypadek” J.Krumboltza i A.Levina. Nie jest to książka z górnej półki psychologii społecznej, ale jest w niej mnóstwo „perełek”, jak chociażby kroki, które opisywałam przez ostanie dni.


Po przeczytaniu jej, świadomość człowieka nie zmienia się diametralnie, ale człowiek nabiera chęci na twórcze podejście do działania chociażby w sferze zawodowej (bo głównie tą sferę porusza).  Podstawową ideą autorów było pokazanie czytelnikowi, że życia nie sposób zaplanować, podobnie jak niemożliwe jest trzymać się raz obranej ścieżki kariery. Spowodowane jest to nieustanną zmiennością rynku pracy a także nas samych. Dziś marzymy o byciu biologiem ale za rok możemy chcieć być psychoterapeutą i pomagać ludziom uporać się z trudnymi emocjami. Jedno jak i drugie jest możliwe i absolutnie nie wyklucza się. Doktorat zdobyty z biologii nie neguje tego, że za trzy lata będziemy terapeutą. Najwspanialsze  w tej pozornie prostej książce jest to, że pokazuje bogactwo możliwości tkwiących w nas samych jak i w przestrzeni. Nic nie jest nie do zdobycia, sukces jest na wyciągnięcie ręki, a każdy błąd i porażka uczą czegoś nowego na przyszłość. Autorzy pokazują nawet jak czerpać naukę z błędów innych osób i w ten sposób unikać popełniania podobnych przez nas samych.

Książka na jeden długi wieczór, lub dwa krótsze.
Jest o tyle przystępna, że może służyć za rozrywkę zamiast długiego filmu. Ćwiczenia w niej zawarte, dobrze jest potraktować jako zabawę, jednocześnie niektóre z pytań prowokują do myślenia i powrotu do czasów dzieciństwa i wczesnej młodości, gdy będąc nastolatkami staliśmy na progu decyzji odnośnie wyboru zawodu, studiów etc.  Taka refleksyjna podróż do przeszłości pokaże na ile spełniły się nasze marzenia i jak wiele osiągnęliśmy z zamierzonych celów.

szczęście to nie przypadek

„Szczęście to nie przypadek” cz.7- działanie

Skończyły się małe kroki, czas na podsumowanie i jednocześnie zdecydowane działanie. Levin i Krumboltz, autorzy pozycji „Szczęście to nie przypadek” zachęcają do konkretnej aktywności, która być może przy odrobinie szczęścia i naszej determinacji przyniesie natychmiastowy skutek lub zakiełkuje na przyszłość. Ćwiczenie to pozwala przełamać strach i pokazuje z jakimi obszarami musimy jeszcze popracować.


KONIEC Z GADANIEM, CZAS NA DZIAŁANIE- ĆWICZENIE:
1. Nadeszła pora działania. Najpierw pomyśl sobie życzenie dotyczące swojej kariery. Uzupełnij zdanie, aby wyrazić to życzenie:
„Chciałbym, żeby zadzwonił do mnie….i powiedział mi….”
2. Jeśli nic nie zrobisz, to jakie jest prawdopodobieństwo, że twoje życzenie kiedykolwiek się spełni?
-0%?
-25%?
-50%?
-75%?
-100%?
3. Podejmij jakieś działania, żeby zwiększyć to prawdopodobieństwo (nie dajemy żadnych gwarancji). Raz jeszcze zapisz i mię i nazwisko osoby,która miałaby do ciebie zadzwonić.
4. Spróbuj teraz zdobyć numer telefonu tej osoby (bądź twórczy, skorzystaj z książki telefonicznej, poszukaj w firmie lub organizacji w której ta osoba pracuje,przeszukaj zasoby internetu, poszukaj kontaktów z osobami, które być może znają tego człowieka). Zapisz zdobyty numer telefonu.
5.Teraz zadzwoń pod ten numer.
6. Jeśli uda ci się dodzwonić, wyraź własnymi słowami następującą treść: ” Dzień dobry, panie (pani)……, z tej strony….. Chciałbym pomóc w realizacji ważnego zadania,które wykonujecie państwo w ramach….. Nie chcę panu (pani) niczego sprzedać poza swoimi umiejętnościami.  Nie reprezentuję też nikogo innego poza sobą. Chciałbym umówić się z panem (panią) na rozmowę o tym, w jaki sposób mógłbym państwu pomóc. Czy pasuje panu (pani)………w przyszłym tygodniu?”
7. Jeśli nie uda ci się dodzwonić bezpośrednio do tej osoby, zostaw jej wiadomość i/lub dowiedz się, kiedy mógłbyś ją zastać. Przejawiaj inicjatywę-nie oczekuj, aż ten ktoś oddzwoni do ciebie.

Uważam, że to fantastyczna metoda. Nawet jeżeli rezultat będzie inny niż oczekujemy(np. spotka nas odmowa), z pewnością możemy być z siebie zadowoleni.
Podjęliśmy działanie. Spróbowaliśmy. Przełamaliśmy wewnętrzny opór oraz lęk. Wykazaliśmy się inicjatywą i stanowczością.
Kontakty można zdobywać na wiele sposobów. Możliwości jest wiele; warto korzystać również z takich stron z bazą danych jak np. goldenline ( http://www.goldenline.pl) czy
linkedin (https://pl.linkedin.com).  Przyznam, że nie wykonałam tego ćwiczenia dokładnie w taki sposób w jaki jest on opisany (zamiast zadzwonić, napisałam e-maila), ale wyraziłam bardzo precyzyjnie czego chcę,
dzięki czemu otrzymałam niemal natychmiastową odpowiedź. Podjęłam decyzję by rozwinąć się w temacie mediów. Odświeżyłam więc mój stary kontakt ze znajomym prosząc go, by został moim mentorem (pracuje w mediach od kilku lat, założył własną telewizję internetową). M. oddzwonił natychmiastowo i odpowiedział: „Z przyjemnością. Za kilka tygodni będę w Trójmieście. Spotkajmy się.”
Odwagi zatem i do działania!