Archiwa tagu: film

Mały Dorosły

Czasem przychodzi taki dzień, w którym zdajemy sobie sprawę, że przestaliśmy być Dzieckiem. I nie chodzi o pierwszą zmarszczkę, czy podjęcie pierwszej, ważnej decyzji. Po prostu podczas chwili ciszy i spokoju zauważamy, że zapomnieliśmy jak to jest się bawić, a zwykły śmiech zastąpiło wieczne marudzenie. Stało się. Oto kolejny człowiek stał się Dorosły w Poważnym Świecie.

Screen_Shot_2014-12-10_at_11.30.01_AM.0.0


Doroślejemy powoli, etapowo i niezauważalnie. Z pokoju giną zabawki, kolory szarzeją, a Kubuś Puchatek A.A.Milne, który wiódł prym na górnej półce nagle trafia do tekturowego pudła. Nie byłoby w tym niczego niepokojącego, gdyby nie to, że często dorastamy nie z własnej woli; świat od nas tego wymaga. Obserwujemy rodziców, przyjaciół i autorytety aż stwierdzamy, że czas porzucić infantylny świat i zacząć bawić się inaczej. Zdobyć wykształcenie, dobry zawód, zacząć zarabiać i kupić najnowszego McBooka. To nie czas na głupoty. Wszak okres studiów mamy dawno za sobą.

Kolega kupił kawalerkę, Kasia z Matim wzięli hipoteczny, a Anka jest w ciąży. Może i na mnie czas? Wielcy mówcy motywacyjni i szkoleniowcy od wizerunku uparcie powtarzają, że czas porzucić koszulki z batmanem na rzecz niewygodnych żakietów a życie trzeba brać na poważnie, bo inni są daleko na przedzie. Rozumiem dobre intencje mówców, ale nauczyłam się jednego- idąc cudzymi śladami, możemy trafić na manowce. Nie do każdej rady zastosujemy się w życiu, bo jesteśmy różni. Doświadczyliśmy odmiennych rzeczy, poznaliśmy różne sytuacje i mamy własne, odrębne właściwości w umyśle. Nie każdy musi być przebojową duszą towarzystwa a idąc jednak tym tropem narażamy się na frustrację i rozczarowanie swoją osobą.

Co zabawne, wielu Dorosłych ma w sobie takie pokłady ukrytego Dziecka i chęci pozwolenia sobie na zatroszczenie się nim, że sami sobie sprawiają dziecko, zamiast udać się do własnego wnętrza. Osoby chodzące na terapię z powodu bycia nieszczęśliwymi odkrywają, że źródłem nieszczęścia jest zapomnienie o własnym małym, wewnętrznym ja, które pragnie być kochane, spontaniczne i radosne. Nieszczęście jest często skutkiem 100%-owego wydoroślenia, które przekreśla każdy przejaw infantylności.

Wiecie kiedy zorientowałam się, że  stałam się Poważnym Dorosłym w Poważnym Świecie? Kiedy zaczęłam marudzić, stękać i narzekać. Zamiast spontanicznego śmiechu i głupot opowiadanych przy stole, że Skarpetkowe Potwory zżarły mi skarpetkę dlatego mam nie do pary, zaczęłam opowiadać jakie mam plany i co MUSZĘ zrobić w ciągu dnia. Zapaliła mi się lampka alarmowa(!). Zaraz, zaraz! Stałam się własną zrzędliwą ciotką i wredną sąsiadką z biedronki, która pcha wózkiem ludzi przy kasie, mówiąc „szybciej paniusiu!”.  Niedobrze.

Mimo, iż zawsze dbałam o to, by pamiętać o własnym Wewnętrznym Dziecku, to jednak gdzieś na ścieżce szybkiego życia zgubiłam parę elementów i przymiotów wiecznej młodości. Przypomniałam sobie o tym wczoraj, oglądając „Małego Księcia”. Myślę, że każdy z Was zna krótką książeczkę A.de Saint-Exuepery’ego, prawda? Warto raz na jakiś czas ją sobie odświeżyć, przeczytać przed snem od deski do deski, i głeboko o niej pomysleć. I zachęcam też, do obejrzenia najnowszej ekranizacji Marka Osborne’a, bo mimo iż całkowicie złamał koncepcję książkowego pierwowzoru, to jednak zachował przewodnią myśl autora: jak pozostać Dzieckiem, będąc Dorosłym.

A to przecież nie lada wyczyn- być aktywnym, zdobywać się na akty spontaniczności i znajdywać dobre strony teoretycznie kiepskich i nieprzyjemnych sytuacji. Takim Dorosłym Dzieckiem jest 80-letni Pilot, narrator opowiadania (ten sam, który poznał Małego Księcia na pustyni), który żyje jakby wciąż miał dwanaście lat. Mieszka w osobliwie wyglądającym domu zagraconym niepotrzebnymi, choć sentymentalnymi bibelotami. Na dachu ma urządzone prowizoryczne obserwatorium astronomiczne, sam nieustannie chodzi w kombinezonie pilota i snuje ciekawe, metaforyczne opowieści, cały czas bawiąc się i zaprzęgając własną kreatywność do pracy i zabawy. Wydaje się, że staruszek jest mentalnie młodszy od własnej kilkuletniej sąsiadki, która jest odpowiedzialna, poukładana i… nieszczęśliwa oraz samotna w swej metodyczności, bo gdzie tu czas na zabawę i przyjaciół?

Film, podobnie jak książka przypomina, że w byciu Dzieckiem nie chodzi ani o metrykę ani o wygląd, lecz o energię. Pilot kilkukrotnie tłumaczy małej dziewczynce, coś co głęboko zapada w pamięć: nie chodzi o to, by nie dorosnąć, chodzi o to, by nie zapomnieć jak być Dzieckiem. Więc jak nie zapomnieć? Lis ma na to małą radę: widzi się dobrze tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu. Nasze Wewnętrzne Dziecko również mieszka w sercu i choć jest ukryte pod „dorosłymi” ciuchami, makijażem i dyplomacją, to wciąż wyrywa się do spełnienia swych infantylnych marzeń. Naszą rolą, jako opiekunów, jest mu pozwolić. I nie zapomnieć.

 

 

Reklamy

Dzień Świstaka

Pamiętacie Dzień Świstaka z Billem Muray’em? Od niedawna czuję się jak Phil, główny bohater filmu Harolda Ramisa, który utknął w jednym dniu; mam dojmujące poczucie zatrzymania się w czasoprzestrzeni. Zwariowałam czy może mam przedwczesny kryzys wieku?

Dzień-świstaka


 

Każdy dzień do złudzenia przypomina poprzedni. 5.40 pobudka, 6.30 śniadanie, 7.30 wyjazd do pracy, o 16.00 powrót do domu, zakupy, zmywanie, pisanie, bułka z masłem orzechowym, godzina dobrej lektury przed snem i powrót do łóżka, które (mam wrażenie) jakbym dopiero co opuściła.

Zaczyna być niepokojąco. Niepokojąco nudno. Czyżbym miała za mało spontaniczności w życiu? A może za mało przystanków z napisem STOP? Brak refleksji dokąd i po co zmierzam oraz zbyt rozmyta wizja celów odbierają całą zabawę z życia. Zaczęłam sobie zadawać pytanie: jak odczuwać radość żyjąc każdego dnia podobnie? Bo przecież rutyna jest nieunikniona. Myślę, że sporo ludzi pracujących na etacie, uczących się czy posiadających rodziny mierzy się z podobnym pytaniem. Jak ukochać naszą codzienność, która jest odmienna od pasjonujących życiorysów gwiazd, jednostek wybitnych czy freelancerów? Jak żyć rutynowo a jednak kochać to, zachowując pogodę ducha?

Do głowy przychodzą mi trzy odpowiedzi: ciekawość, rozwijanie zainteresowań i wdzięczność. 

W książce Macieja Bennewicza, Coaching. Tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości odnalazłam inspirację, którą spisałam zielonym długopisem na kartkę i powiesiłam nad biurkiem: Mamy we krwi poszukiwanie. szukanie jest najstarszym i najsilniejszym ewolucyjnym mechanizmem prowadzącym do radości (…) Szukanie wiedzy, informacji, rozwiązań, zwiedzanie, odkrywanie.

Faktycznie, ciekawość świata i ludzi wymaga odwagi, a wydobyta odwaga podnosi ciśnienie krwi i poziom hormonów szczęścia. Poznając to, co nowe zmuszamy szare komórki do pracy, zdobywamy się na większy wysiłek, ekscytujemy się i pozwalamy zainspirować. Inspiracja jest nieodzowna, by chciało się żyć. Bez niej, wszystko staje się szare i matowe. Nie musimy od razu wykupywać biletu na koniec świata; wystarczy wyjść z domu i pójść w nieznanym kierunku, odwiedzić obce miasto, poznać nowe osoby, zamiast bezpiecznego kina, wybrać filharmonię, zamiast ukochanej klasyki skusić się na Dukaja. (Lub zamiast masła orzechowego, spróbować pasty ze słonecznika).

Rozwijanie zainteresowań  jest natomiast robieniem tego, co sprawia radość.Możecie nazwać to również posiadaniem życiowej misji, lub odkrywaniem własnej pasji. Choć, co bardzo ważne- nie musimy mieć pasji. Od paru lat zewsząd jesteśmy bombardowani przymusem jej posiadania i wmawia się nam, że jej brak świadczy o jałowym życiu. Nie zgadzam się z tym. Nikt z nas nie musi być wizjonerem czy pasjonatem. Wystarczy, że będziemy czymś zainteresowani, choćby i prostymi rzeczami: dobrą książką, uczestnictwem w Dyskusyjnym Klubie Filmowym, pisaniem, malowaniem, blogowaniem, pieczeniem muffinek czy spacerami. Jeżeli nieustannie będzie nam przy tym towarzyszyła ciekawość, z pewnością do tych paru zainteresowań dojdzie jeszcze kilka istotnych (lub mało ważnych). Bo przecież chodzi o to, by robić to co się lubi, co zamiast męczyć, sprawia zwykłą ludzką radość. Ot cała filozofia.

Odczuwanie wdzięczności, pozwala z kolei zabezpieczyć cały zgromadzony nadmiar psychiczny, powstały dzięki ciekawości i rozwijaniu zainteresowań. Myślę, że wbrew pozorom to najtrudniejszy obszar. Dla mnie bynajmniej wciąż obcy. Uczę się go, choć bardzo powoli. Zauważyłam też, że porównywanie się do innych zabija każdą wdzięczność. Bo inni mają lepiej, są piękniejsi, zdrowsi, lepiej sytuowani, bo mają ciekawsze zainteresowania i więcej talentu. Więc proszę nie powtarzajcie mojego błędu i nie porównujcie się z nikim. Porównywanie się zaburza obraz nas samych, przez co widzimy swoje właściwości jak w zniekształconym lustrze.

A wdzięcznym można być niemal z każdej napotkanej sytuacji. Można być wdzięcznym za empatycznego partnera, za herbatę podarowaną przez kolegę, za niespodziewany e-mail w skrzynce odbiorczej, za dobrą pogodę, mewę na parapecie i możliwość robienia tego, co lubimy, bo to przecież luksus. Nikt nam nie obiecał życia w kraju, w którym nie ma działań wojennych, nikt nie obiecał, że przyjdzie nam dożyć wieku w którym jesteśmy. A jednak mamy to wszystko, jako podarunek i za to warto być wdzięcznym, podobnie jak za całą resztę, którą zdobyliśmy sami. Bo sprzyjały nam warunki, bo spotkaliśmy właściwe osoby, bo zdrowie pozwoliło siedzieć po nocach nad książkami. Rzeczy nie są tak oczywiste jak nam się wydaje. Są oczywiste, gdy się do nich przyzwyczajamy. Dlatego i w tym obszarze bądźmy otwarci, ciekawi i zadziwieni, a wdzięczność początkowo sztuczna i wymuszona stanie się stałym elementem każdego poranka.  Nikt nie wie, czy przyjdzie kolejny.


 

Zdjęcie: kadr z filmu Dzień Świstaka (1993), reż.: H. Ramis

Bogactwo wyobraźni

Po co nam właściwie wyobraźnia? Czy na co dzień jest pomocna czy rozpraszająca? Jak możemy ją wykorzystać w pracy i podczas codziennych domowych zajęć?

cinematographe_lumiere


Benefity z wyobraźni

Sławny fizyk, Albert Einstein nie zmodyfikowałby newtonowskiej mechaniki klasycznej, gdyby nie wyobraźnia z której czerpał. Sam z resztą zwykł mówić że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Dlaczego? Bo, po pierwsze: nakierowuje na poszukiwanie ciekawych odkryć i rozwiązań, których nie znaleźlibyśmy poruszając się wyłącznie w sferze suchych faktów; po drugie ukazuje potencjał umysłowy ukrywający się pod głęboko zakorzenioną logiką. To co teoretycznie niemożliwe, mieszka w wyobraźni, która dobrze wykorzystana może przynieść radość i urozmaicenie w zwykłym życiu. Dzięki niej mamy w na świecie mnóstwo fantastycznie prosperujących firm- zarówno wielkich korporacji jak i małych spółek; w kinie możemy oglądać zjawiskowe filmy w 3D, a półki uginają się od powieści, które wzięły początek w głowie autora; o powstaniu facebooka już nie wspomnę.

„Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
Wiedza jest ograniczona;
wyobraźnia okrąża świat”.
A. Einstein

Jeżeli ktoś twierdzi, że jest artystą, naukowcem czy odkrywcą a posługuje się wyłącznie lewą, logiczną półkulą mózgu, to sam zawęża sobie możliwości dotarcia do głębszego źródła. Posiadanie wyobraźni jest umiejętnością kreacji potencjalnego świata i niezwykłych rozwiązań w umyśle, co świadczy o dostrzeganiu tego co lata świetlne przed nami. Czyż Lem nie wyprzedzał swojej epoki? Podobnie jak Leonardo Da Vinci czy bracia Lumiere?

Wyobraźnia jest bliska dzieciom, które w łatwy sposób nawiązują połączenie z własną twórczością. Wykorzystują ją podczas zabawy, rysowania, zapełniają czas tysiącem pomysłów, by się nie nudzić. Czy znacie dzieci, które się nudzą? Pewnie są to pojedyncze (i leniwe) przypadki, którym w nadmiarze pozwala się na otępianie umysłu poprzez gry, telewizję i siedzenie przy komputerze. Zdrowo wychowywane latorośle potrafią zająć się same sobą czerpiąc radość z drobnych rzeczy. A dorośli? Ileż osób dorosłych nudzi się we własnym towarzystwie, kiedy nagle zostają odłączeni od internetu? Pewnie nie raz zdarzyło się wam doświadczyć tego niemiłego stanu, który nazywacie marazmem. Gdy doświadczacie go regularnie, to zdecydowany znak, że czas popracować nad wyobraźnią i zapełnić wewnętrzny świat kolorowymi kredkami.

Jak?

Przede wszystkim dobrze jest nauczyć się spędzać czas we własnym towarzystwie bez rozpraszaczy. Zabierzcie siebie na samotny spacer, kolację, doświadczajcie nowych rzeczy- spróbujcie zrobić coś po raz pierwszy, doświadczyć nowego, nieznanego smaku, porozmawiać z nieznajomym z parkowej ławki obok. Bądźcie wobec siebie szczodrzy. Przypomnijcie sobie do czego was ciągnęło w dzieciństwie i wróćcie do tego. Kupcie akwarele, zróbcie artystyczne zdjęcia, zapiszcie się na kurs szycia, dużo czytajcie i idźcie w kierunku, skąd wieje wiatr. I nie chodzi o to, by stworzyć sobie mały świat, w którym będziecie bezpieczni. Chodzi o wyjście naprzeciw nowemu i o rozwinięcie umiejętności ekscytowania się życiem. Z pozoru zwykłym i prostym, jakiego doświadczają miliony. Dobrze wykształcona wyobraźnia zwiększy zdolność do podejmowania odważnych decyzji a także produktywność i przedsiębiorczość w życiu zawodowym. Tylko ci idą naprzód, co mają wizję potencjału zawartego w brzemiennej przestrzeni.

Wyobraźnia w dorosłym życiu

Zdecydowałam się poruszyć temat wyobraźni z paru prostych powodów. Była dla mnie istotna, gdy byłam dzieckiem jedynakiem i często spędzałam czas w samotności. I zabrzmi to jak abstrakt, ale wówczas nie było internetu, ba! Nawet komputera czy kablówki a żyć trzeba było- jak przystało na dziecko- z uśmiechem na twarzy. I tak też było. Miałam fascynujące dzieciństwo bo potrafiłam stworzyć sobie świat, niczym Alicja w Krainie Czarów, którą co kilka kroków spotykały zaskakujące sytuacje i charakterystyczne jednostki. Nie wyobrażam sobie życia bez czerpania z fantazji i dziś. To ona pozwala się odstresować i wyżyć artystycznie- zapełnić kartkę wydarzeniami z głowy i doświadczać możliwości tam gdzie inni widzą jedynie przeszkadzającą mgłę. Wyobraźnia pozwala zobaczyć dobre strony trudnych porażek, bo ukazuje to co poza zasięgiem wzroku. Szybciej wyciąga z dołków bo pozwala doświadczyć smaku sukcesu, zanim ten jeszcze się pojawił. Krzysztof Kolumb nie odkryłby nieznanych lądów, gdyby nie wiara, że coś istnieje poza granicą ubogiej wówczas mapy świata.

Czy próbowaliście kiedyś bawić się w tworzenie opowieści? Możecie to robić w parze. Niech jedna osoba wymyśli wątek i powie kilka zdań a partner dopowie swoją wersję. Wy ciągnięcie jego zdanie, a on wasze. Po kilkunastu minutach historia robi się zabawna a przy tym zmusza was do coraz większego wykazywania się kreatywnością. Nie uwierzycie ile pomysłów mieszka w pozornie prostej opowieści przy pomocy burzy dwóch mózgów, która na marginesie jest dziś z powodzeniem stosowana również w firmach. Nowocześni pracodawcy dostrzegli w  wyobraźni żyzny grunt pod ciekawe rozwiązania. Na spotkaniach pracowniczych burze mózgów są dziś popularnym środkiem tworzenia nowych projektów, bo odrzucają wszelkie standardy. Im większa abstrakcja tym większa zabawa. Wyobraźnia nie uznaje ograniczeń!


Zdjęcie: blogs.cccb.org