Archiwa tagu: wyobraźnia

Urok małego. Ciasne ale własne

Całe życie marzyłam o domu z ogrodem.

Wiecie, takim jak w książkach
z gatunku”sielski obyczaj”.

Drewniany, ze spiczastym dachem.
Miał mieć kilka przestronnych pokoi,
piętro, dużą kuchnię i ceglany kominek.

Przy domu miał być ogród z warzywniakiem oraz
zagroda pełna przygarniętych zwierzaków.

siedlisko

Życie jednak potoczyło się
trochę inaczej.

I nie tylko życie, ale i myśli,
i poglądy i marzenia.

Wszystko ewoluowało i zmieniło się
o sto osiemdziesiąt stopni.

Dokonałam innych wyborów,
a niektórych zaniechałam.

Więc zamiast wielkiego domu na wsi,
mam  30-metrową kawalerkę w Sopocie.
Pachnącą lasem, gdy tylko otworzy się okno.

20190310_122843

Jak to się stało?

Zaczęło się od rozstania
i przymusu wyprowadzki.

Po raz dwudziesty trzeci
zmieniałam miejsce zamieszkania.

Byłam zmęczona.

Potrzebowałam wrosnąć gdzieś
korzeniami i poczuć się bezpiecznie.

Na początku miałam
wielkie oczekiwania.

Szkoda, że nie przewidziałam, że
to wszystko kosztuje 🙂

Bo owszem, były mieszkania,
które spełniały wymogi, ale:

za wielkie pieniądze, których nie miałam
albo w najgorszych dzielnicach Trójmiasta.

Najgorszych – bo daleko od centrum.

Ale zaraz zaraz…
Przecież chciałam z dala od miasta…
Czyż nie?

Jestem kobietą bez samochodu,
a pracę mam w mieście.

Dojazd autobusami w korkach
zajmuje godziny.

Poza tym, nie oszukujmy się.

Dzielnice na obrzeżach Gdańska
wciąż wyglądają jak plac budowy.

Zamiast lasu za oknem jest
wykarczowane pole, a na polu

wiercenie, stukanie i buldożery.

A w perspektywie
dziesięciu lat, nowi,
betonowi sąsiedzi.

Tak więc szukałam dalej.

I przebierałam w ofertach.
Och przebierałam okrutnie
i powiem wprost:

byłam zmorą dla pośredników
od nieruchomości.

Mieszkania blisko pracy, morza i
ukochanego parku były jak klitki bez światła.

Wchodziłam tam, patrzyłam na
mizerne okienko i wychodziłam.

„Podziękuję!” – mówiłam pośrednikom,
przerywając ich litanię zalet małego lokum.

Bo przecież pies musi widzieć świat.

Co to za życie, zostawać na kilka godzin
samemu w domu i nie móc widzieć świata?

20190330_101034

Bywały też mieszkania jak marzenie.
Duże i przestronne.

Ale zanim tam dojechałam z dwoma
przesiadkami to już wiedziałam,
że nie dam rady.

Bywały też mieszkania do generalnego
remontu. I ładnie urządzone kawalerki,
ale połączone z aneksem.

Bywały mieszkania przy samej ulicy.

Z dala od morza,
z dala od parków
z dala od lasów.

Miałam też chwile, w których myślałam, że
wrócę na wieś.

Widziałam tanie i duże
mieszkania w małych
kaszubskich mieścinach.

Mieszkania w starych bliźniakach,
z własnym zielonym zagonkiem.
Stare kamienice z wysokim sufitem
i z drewnianym tarasami.

I choć serce się wyrywało to
intuicyjnie czułam, że musiałabym
przeorganizować całe życie.

Dosłownie „całe”.

I ludzie tak robią,
ale u mnie…

Chyba jeszcze nie czas.

Aż nagle spędzając święta u rodziny
Włączyłam komputer.

Ogłupiona wiejskim powietrzem
i dobrym jedzeniem
zapomniałam przefiltrować ogłoszenia.

Więc zamiast „tylko Gdańsk”
wyszukałam mieszkania w kategorii
„całe Trójmiasto”.

I tak wyskoczyło mi okno:
„Zamieszkaj w Sopocie”.

Kliknęłam, bo nie szło nie kliknąć, gdy
zobaczyłam zdjęcie urokliwego miejsca
z widokiem na zielone drzewa.

Na jednym z parapetów zobaczyłam
posążek Buddy zdobiący parapet.

„To jakiś znak?”

Kolejne jeszcze bardziej utwierdzały
mnie w przekonaniu, że oto nagle
znalazłam nasz dom.

Nasz DOMEK.

Mały, bo 30 -metrowy. Ale miał
wszystko co chciałam.

Osobą kuchnię.
Francuski balkonik.
Okna wychodzące na południe-zachód.

Widok na las. Kwadrans pieszo do morza.
Drewniany parkiet. Cichą dzielnicę.
W końcu, bliskość to centrum i pracy.

20190402_083019

Zadzwoniłam.

Zapytałam, czy wciąż
aktualne.

I pełna determinacji
powiedziałam:

„Czy mogłabym zobaczyć je jako
pierwsza?”

Po prostu wiedziałam że do
jest nasz DOM.

A potem wszystko potoczyło się
bardzo szybko.

Nie zdążyłam się obejrzeć, a już po raz kolejny
pakowałam kartony i walizki.

Tym razem jednak z całkowitym
spokojem, radością i wyczekiwaniem.

Mieszkanie nie wymagało wielu pracy.

Póki co, tylko odmalowałam
i urządziłam po swojemu.

Wypełniłam własną energią.

Zazieleniło się w nim. Doszły rośliny.
Kiełki. Bazie. Zielone zasłony. Obrazy.
I mnóstwo książek.

Choć jest małe, to jest
w nim miejsce na wszystko.

I na zabawę z Luną.
I na jogę.
I na gości.

A do lasu mamy trzy minuty.
Na trasie spotykamy ptaki, dziki,
wiewiórki i borsuki.

Kiedy ktoś mnie pyta, jak się tu mieszka
odpowiadam, że…

jak w mini-leśniczówce.

Tak, owszem wyobraźnia
mi dopisuje. Ale jak to mawiała
Ania z Zielonego Wzgórza:

„Kiedy nie możesz mieć tego 
o czym bardzo marzysz, zawsze 
możesz nadrobić własną fantazją”.

Więc tak – mieszkam w swojej
małej betonowej leśniczówce.

20190331_163121

Pełno w niej ptaków
i kwiatów, i drzew.

Rano otwieram szeroko balkon.

Zamiast hałasu mam śpiew ptaków,
i zapach sosny, a słońce spędza
tu całe południa.

Nie mam wielkiego domu z ogrodem.
Ale mam swoje małe 30 metrów.

Taką skromną, ale urokliwą namiastkę
marzeń z dzieciństwa.

Bo przecież na tym polega szczęście.

Aby widzieć pozytywy i cieszyć się,
z tego co życie daje.

Przede wszystkim zaś być wdzięcznym,
a nie tylko żądać bez umiaru.

Wierzę, że spotkało nas to,
co mogło być najlepsze
na ten moment, na ten czas.

Leśniczówkę, drewniany domek
wieś i ogród wciąż mam w sercu.

Maluję je, piszę o nich,
i układam piosenki, zasilając
przestrzeń zieloną, liściastą energią.

Czy to nie jest ważniejsze niż
zewnętrzna manifestacja?

PS. Zdjęcie wiejskiej chaty pochodzi
ze strony:  http://www.siedliskosobibor.pl

 

Reklamy

Bogactwo wyobraźni

Po co nam właściwie wyobraźnia? Czy na co dzień jest pomocna czy rozpraszająca? Jak możemy ją wykorzystać w pracy i podczas codziennych domowych zajęć?

cinematographe_lumiere


Benefity z wyobraźni

Sławny fizyk, Albert Einstein nie zmodyfikowałby newtonowskiej mechaniki klasycznej, gdyby nie wyobraźnia z której czerpał. Sam z resztą zwykł mówić że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Dlaczego? Bo, po pierwsze: nakierowuje na poszukiwanie ciekawych odkryć i rozwiązań, których nie znaleźlibyśmy poruszając się wyłącznie w sferze suchych faktów; po drugie ukazuje potencjał umysłowy ukrywający się pod głęboko zakorzenioną logiką. To co teoretycznie niemożliwe, mieszka w wyobraźni, która dobrze wykorzystana może przynieść radość i urozmaicenie w zwykłym życiu. Dzięki niej mamy w na świecie mnóstwo fantastycznie prosperujących firm- zarówno wielkich korporacji jak i małych spółek; w kinie możemy oglądać zjawiskowe filmy w 3D, a półki uginają się od powieści, które wzięły początek w głowie autora; o powstaniu facebooka już nie wspomnę.

„Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
Wiedza jest ograniczona;
wyobraźnia okrąża świat”.
A. Einstein

Jeżeli ktoś twierdzi, że jest artystą, naukowcem czy odkrywcą a posługuje się wyłącznie lewą, logiczną półkulą mózgu, to sam zawęża sobie możliwości dotarcia do głębszego źródła. Posiadanie wyobraźni jest umiejętnością kreacji potencjalnego świata i niezwykłych rozwiązań w umyśle, co świadczy o dostrzeganiu tego co lata świetlne przed nami. Czyż Lem nie wyprzedzał swojej epoki? Podobnie jak Leonardo Da Vinci czy bracia Lumiere?

Wyobraźnia jest bliska dzieciom, które w łatwy sposób nawiązują połączenie z własną twórczością. Wykorzystują ją podczas zabawy, rysowania, zapełniają czas tysiącem pomysłów, by się nie nudzić. Czy znacie dzieci, które się nudzą? Pewnie są to pojedyncze (i leniwe) przypadki, którym w nadmiarze pozwala się na otępianie umysłu poprzez gry, telewizję i siedzenie przy komputerze. Zdrowo wychowywane latorośle potrafią zająć się same sobą czerpiąc radość z drobnych rzeczy. A dorośli? Ileż osób dorosłych nudzi się we własnym towarzystwie, kiedy nagle zostają odłączeni od internetu? Pewnie nie raz zdarzyło się wam doświadczyć tego niemiłego stanu, który nazywacie marazmem. Gdy doświadczacie go regularnie, to zdecydowany znak, że czas popracować nad wyobraźnią i zapełnić wewnętrzny świat kolorowymi kredkami.

Jak?

Przede wszystkim dobrze jest nauczyć się spędzać czas we własnym towarzystwie bez rozpraszaczy. Zabierzcie siebie na samotny spacer, kolację, doświadczajcie nowych rzeczy- spróbujcie zrobić coś po raz pierwszy, doświadczyć nowego, nieznanego smaku, porozmawiać z nieznajomym z parkowej ławki obok. Bądźcie wobec siebie szczodrzy. Przypomnijcie sobie do czego was ciągnęło w dzieciństwie i wróćcie do tego. Kupcie akwarele, zróbcie artystyczne zdjęcia, zapiszcie się na kurs szycia, dużo czytajcie i idźcie w kierunku, skąd wieje wiatr. I nie chodzi o to, by stworzyć sobie mały świat, w którym będziecie bezpieczni. Chodzi o wyjście naprzeciw nowemu i o rozwinięcie umiejętności ekscytowania się życiem. Z pozoru zwykłym i prostym, jakiego doświadczają miliony. Dobrze wykształcona wyobraźnia zwiększy zdolność do podejmowania odważnych decyzji a także produktywność i przedsiębiorczość w życiu zawodowym. Tylko ci idą naprzód, co mają wizję potencjału zawartego w brzemiennej przestrzeni.

Wyobraźnia w dorosłym życiu

Zdecydowałam się poruszyć temat wyobraźni z paru prostych powodów. Była dla mnie istotna, gdy byłam dzieckiem jedynakiem i często spędzałam czas w samotności. I zabrzmi to jak abstrakt, ale wówczas nie było internetu, ba! Nawet komputera czy kablówki a żyć trzeba było- jak przystało na dziecko- z uśmiechem na twarzy. I tak też było. Miałam fascynujące dzieciństwo bo potrafiłam stworzyć sobie świat, niczym Alicja w Krainie Czarów, którą co kilka kroków spotykały zaskakujące sytuacje i charakterystyczne jednostki. Nie wyobrażam sobie życia bez czerpania z fantazji i dziś. To ona pozwala się odstresować i wyżyć artystycznie- zapełnić kartkę wydarzeniami z głowy i doświadczać możliwości tam gdzie inni widzą jedynie przeszkadzającą mgłę. Wyobraźnia pozwala zobaczyć dobre strony trudnych porażek, bo ukazuje to co poza zasięgiem wzroku. Szybciej wyciąga z dołków bo pozwala doświadczyć smaku sukcesu, zanim ten jeszcze się pojawił. Krzysztof Kolumb nie odkryłby nieznanych lądów, gdyby nie wiara, że coś istnieje poza granicą ubogiej wówczas mapy świata.

Czy próbowaliście kiedyś bawić się w tworzenie opowieści? Możecie to robić w parze. Niech jedna osoba wymyśli wątek i powie kilka zdań a partner dopowie swoją wersję. Wy ciągnięcie jego zdanie, a on wasze. Po kilkunastu minutach historia robi się zabawna a przy tym zmusza was do coraz większego wykazywania się kreatywnością. Nie uwierzycie ile pomysłów mieszka w pozornie prostej opowieści przy pomocy burzy dwóch mózgów, która na marginesie jest dziś z powodzeniem stosowana również w firmach. Nowocześni pracodawcy dostrzegli w  wyobraźni żyzny grunt pod ciekawe rozwiązania. Na spotkaniach pracowniczych burze mózgów są dziś popularnym środkiem tworzenia nowych projektów, bo odrzucają wszelkie standardy. Im większa abstrakcja tym większa zabawa. Wyobraźnia nie uznaje ograniczeń!


Zdjęcie: blogs.cccb.org