Archiwa tagu: społeczeństwo

Biegnąca z wilkami

Tak, wiem. Długo nie pisałam. Po raz kolejny wsiąknęłam w książkę, którą zna zapewne każda kobieta interesująca się własnym samopoznaniem i korzeniami. „Biegnąca z wilkami” zachwyca mnie za każdym razem i co typowe- podczas lektury odkrywam zawsze inne, fascynujące aspekty, których wcześniej tam nie  znajdywałam, lub je po prostu marginalizowałam. Właśnie dlatego warto do niej wracać przynajmniej raz w roku.

1920_1080_20091031105811314343


 

O czym?

„Biegnąca z wilkami” Clarissy Pinkoli Estes jest zbiorem baśni i opowiadań oraz ich bogatą, analizą dzięki którym zapoznajemy się z archetypem Dzikiej Kobiety. A więc kobiety wolnej, twórczej, zmysłowej, takiej która kocha siebie za to, jaka jest w istocie a nie za to jaką chciałby ją widzieć partner, rodzina czy społeczeństwo. Autorka poświęciła większość życia na zgłębienie archetypu Dzikiej Kobiety. Obserwowała kultury plemienne, kolekcjonowała historie rodzinne oraz baśnie w ich pierwotnej formie, odrzucając patriarchalne czy chrześcijańskie naleciałości.

Baśnioterapia

Dzięki jej pogłębionej analizie dostaliśmy zbiór teoretycznie znanych baśni, ale czy znanych prawdziwie? Bo jeśli usunąć z nich wszystkie powstałe przez wieki modyfikacje, interpretacje czy kulturowe zamienniki, okaże się, że nigdy wcześniej nie doszliśmy do sedna historii. Autorka natomiast pokazuje je w pełnej krasie, niczym nagą dziewczynę pełną blizn i skaz.

Baśnie i historie kobiet przekazywane z pokolenia na pokolenie udowadniają, że tęsknoty kobiecej duszy są naturalne i potrzebne. Dzięki nim poznajemy siebie od podszewki- zaczynamy szanować swoje „infantylne”, nieroztropne marzenia, chęć tworzenia, kochania, bycia w mądrym związku i zdobywania koniecznych doświadczeń. Pinkola Estes pokazuje jak kochać swoje ciało takim jakim jest. Udowadnia, że my kobiety jesteśmy niczym Matka Natura: rodzimy, wydajemy na świat, karmimy i zabieramy do grobu. Jesteśmy śmiercią i życiem jednocześnie. A wszystkie potrzeby kobiecej psychiki, włączając potrzebę odrzucenia maski grzecznej dziewczynki są niezbędne, by dojrzeć całkowicie i odnaleźć wewnętrzną harmonię.

Co rozdział, krok naprzód

Podczas lektury tego wspaniałego zbioru dojrzewamy i przechodzimy kolejne inicjacje. Jestem pewna, że każda kobieta, niezależnie od tego, czego szuka, odnajdzie to „Biegnącej z wilkami” przy odpowiednim rozdziale. Jeżeli chcesz nauczyć się mądrze kochać, zafascynuje Cię opowieść o Kobiecie-Szkielet. Jeżeli cierpisz na brak akceptacji własnego ciała (niezależnie od powodu), pokochasz historię o Kobiecie-Motyl. A jeżeli upadłaś, popełniłaś błąd lub sądzisz, że straciłaś wszystko co cenne w życiu, wtedy pomoże Ci La Loba- ta, która śpiewa nad kośćmi umarłych.

pink (2)

Jestem zdecydowanym molem książkowym i znam wiele mądrych książek, które trzeba przeczytać. Ta jednak jest czymś więcej. Jest drogą. Jest mapą kobiecej psychiki. Narzędziem, które pozwala poznać siebie od podszewki i na nowo pokochać. Dzięki niej moje życie zawsze zmienia się o pełen kąt. Zaczynam tworzyć, otwieram się na przyrodę, częściej sprawiam sobie przyjemność niż cierpienie, szanuję się, uczę się i zgłębiam czym  jest kobiecość.

Dzika kobiecość

A zawsze miałam problem ze znaczeniem tego słowa. W dzisiejszej kulturze, która pozbawia ludzi wiedzy na temat ich korzeni i autentycznych, prostych marzeń, kobiecością są buty na wysokich obcasach i makijaż na twarzy. Tymczasem ona mieszka o wiele głębiej, rośnie na żyznej glebie dzikiej, pierwotnej psychiki. To intuicyjność, zmysłowość, odwaga, kreatywność, twórczość, zabawa, głęboka mądrość a nawet niepoprawna zadziorność i walka o swoje.

W pewnym wieku kobieta powinna zdecydować o własnym losie. Czy wciąż chce spełniać wygórowane (często wypaczone) potrzeby społeczeństwa czy może zacząć żyć w zgodzie z tym co gra w jej duszy? Małe dziewczynki często mają ową dzikość i zabawę w sercu, która jest im odbierana, gdy te dojrzewają i stają się dziewczynami budzącymi pożądanie. Zaczynają wstydzić się własnych kształtów i uczy się je bycia miłymi i usługującymi. Na szczęście jest coraz więcej świadomych kobiet, które nie boją się mówić tego, co myślą i spełniają własne marzenia. Niestety często są to samotne kobiety z etykietką „zimna jak lód”. Bo nawet jeśli potrafią dbać o własne potrzeby to nie zawsze potrafią kochać czy dzielić się uczuciami. Słuchanie baśni i historii mądrych, starszych kobiet może pomóc w odnalezieniu zagubionej Dzikiej Kobiety. „Biegnąca z wilkami” to książka wszystkich kobiet. A jeśli chcecie już dziś wejść na drogę do samopoznania to zacznijcie od uważnego słuchania. Siebie, swoich matek i babć.

Chciwość

Zadaję sobie ostatnio pytanie dokąd zmierza świat. Próby wycinki drzew Puszczy Białowieskiej, „niebezpieczni weganie i rowerzyści”, świat na podsłuchu, żądza, chciwość, restrukturyzacje… Czy świat ostatnio oszalał i zmierza do samozagłady czy było tak zawsze?


Z tą samozagładą to oczywiście lekka przesada, ale w kontekście ostatnich wydarzeń zaczynam się niepokoić nie na żarty. Czy nie można już żyć spokojnie, próbując być prostym i szczęśliwym człowiekiem?

Pracuję w wielkiej firmie, która ostatnio ogłosiła „restrukturyzację”. W jej ramach zostanie zwolnionych około 1780 osób. Możecie zatem sobie wyobrazić co się dzieje. Odprawy są mało realne, a do odstrzału pierwsi pójdą ci, co nie wyrabiają targetu. Nie zawsze go wyrabiam, więc zaczęłam z ciekawości wchodzić na strony z pracą. A tam? To samo- handel, sprzedaż, target, prowizje od sprzedaży, mile widziana umiejętność pracy pod presją czasu i w dużym stresie. Nie dziękuję. Kilka lat życia w ten sposób całkowicie mi wystarczy.

Najtrudniej jednak przyjąć do świadomości, że nie bardzo jest w czym wybierać. Jak to powiedziała mądra biolożka, Jane Goodal światem rządzi chciwość. Firmy zajmują się głównie produkcją na wykreowane przez specjalistów potrzeby, a pośrednicy to sprzedają. W ostatecznym rozrachunku wygląda to tak, że spędzamy życie na nie-życiu, lecz na konsumpcji, zaspokajaniu kolejnych pseudopotrzeb, pracując na kogoś, a nie na siebie. Nieświadomi wzbogacamy wielkie koncerny farmaceutyczne, hodowle przemysłowe i produkcyjnych potentatów, takich jak Monsanto czy Nestle.

Chciałabym powiedzieć, że potrzebujemy świadomości, bo wtedy się zbuntujemy przeciw zachłannym firmom, które rujnują nasze zdrowie, portfele i uzależniają od suplementów i cukru, ale czy to nie jest pobożne życzenie? Ilu jest świadomych obywateli, którzy wybierają produkty eko, czytają etykiety i zamiast chodzić do lekarza zmieniają niszczące nawyki? Niewielu…

The-Big-Short-2

W piątek do kin w Polsce wszedł film Adama McKay’a „Big short” i widzę jak bardzo są nam potrzebne takie produkcje jak i twórcy, którzy kochają prawdę i nie boją się o niej mówić, mimo iż narażą się na krytykę i ostracyzm. Edward Snowden, bohater „Citizenfour” zaryzykował niemal wszystko dla przykrej prawdy o inwigilacji obywateli USA. Rozmowy z nim odbywały się w Hongkongu, bo musiał uciekać.

Sceptycy i konserwatyści będą mówić, że to czysta fikcja lub przerysowana groteska stworzona, by zadowolić ambitnych kinomaniaków. Czyżby? Czyż nie z powodu przekrętów i ludzkiej chciwości w 2008 roku rozpoczął się kolejny kryzys gospodarczy? Czyż możemy mieć absolutną pewnośc, że nasze maile, facebook, smsy są wciąż jedynie naszą prywatnością? Czyż kraje trzeciego świata nie są zadłużone z powodu obżarstwa mięsem krajów wysoko uprzemysłowionych?

Od razu odpowiadam, zanim padną pytania. Nie. Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych. Jestem zwolenniczką faktów. Zbyt długo to zgłębiałam, by nie móc teraz powiedzieć, że przez kolejne nowoczesne telefony komórkowe które kupujemy w  salonach, w Afryce jest finansowana jakaś grupa przestępcza która akurat ma dostęp do tantalu. A sięgając po raz kolejny po mięso, zubażamy kraje trzeciego świata o pola uprawne i wodę, o śmierci niewinnych istot, nie wspominając. Banki wcale nie mają ochoty finansować naszych marzeń, chcą się jedynie wzbogacić. Naszym kosztem.

Żyjemy w świecie większych możliwości, ale czy to lepszy świat od tego sprzed wieku, kiedy tych możliwości nie oferował? Czy wciąż z ręką na sercu możemy przyznać, że żyjemy w bezpiecznym świecie? Coraz więcej mam w sobie niepokoju. Jestem niebezpieczna, bo jestem weganką, w dodatku z utopijnymi poglądami. Gdzież tu szczęście, gdzież tu spokojne życie bez pośpiechu, pełne wdzięczności i uważności na codzienne detale, które czynią świat pięknym wizualnie obrazem? Gdzie tu miejsce na głębokie relacje i sensowne, pasjonujące życie? Najzabawniejsze jest to, że statystyczny Kowalski, który właśnie zjada tabliczkę czekolady z tłuszczem palmowym, siedzi na kanapie kupionej na raty za 0%, w zadłużonym mieszkaniu, bezrefleksyjnie ogląda telewizję i cieszy się, że tak mu się w życiu powiodło. Oto Kowalski jest panem swojego życia…

 

Miasto. Kochać czy nie kochać?

Czym jest dla Ciebie miasto? Czy potrafisz je kochać mimo zgiełku, hałasu i anonimowości?
Przez jednych ukochane, przez innych znienawidzone może być inspiracją i pakietem wspaniałych możliwości. Wybór należy do Ciebie.


city-bike

When you’re alone and life is making you lonely
you can always go Downtown
When you’ve got worries, all the noise and the hurry
seems to help I know, Downtown

(Gdy jesteś sama i życie czyni cię samotną możesz zawsze pójść do miasta. Gdy masz zmartwienia, cały ten hałas i pośpiech wiem, co powinno ci pomóc. ­Miasto. Posłuchaj tylko muzyki miejskiego zgiełku. Przystań na chodniku, gdzie piękne są neony.
Jak możesz zbłądzić?)

Petula Clark śpiewała w latach sześćdziesiątych, że światła neonów miast potrafią ukoić zszargane nerwy. Do niedawna nie wierzyłam. Przecież wieś jest oazą, która wypełnia umysł spokojem i pozwala się odprężyć po tygodniu czy miesiącu wielkomiejskiej gonitwy. I pewnie miałam dużo racji, co nie wyklucza teorii, że w mieście da się żyć, można je polubić, nawet pokochać, nie będąc jednocześnie miłośnikiem betonowego świata.

Moje życie w ostatnim czasie układało się tak, że większość czasu spędzałam w Gdańsku, nawet podczas lata czy wykorzystywanego urlopu. Przeszkody? Nie. Świadomy wybór. W mieście tętni życie; nawiązanie relacji jest tak proste jak zaparzenie czarnej herbaty a samotność jest tylko wyborem. To my decydujemy czy poznamy streszczoną historię życia pani z szorstkowłosym jamnikiem w tramwaju i czy zamiast grubej książki, tym razem oddamy się słuchaniu gwaru, szmerów i śmiechów na przystanku. Hałasu, który nie musi męczyć a może być inspirujący. W ludzkich historiach, opowieściach zamieszkanych w głębokich zmarszczkach i rozbieganych oczach mieszkają ludzkie emocje i gotowe scenariusze na : powieść, obraz, wiersz czy rozwiązanie własnego problemu.

Nie bez powodu większość filmów Woodego Allena rozgrywa się w Nowym Jorku. Reżyser kocha miasto. I choć (jak sam twierdzi) jest neurotycznym samotnikiem, który najchętniej spędza czas we własnym mieszkaniu, to jego miłość jest odwzajemniona. Mimo, iż ostatnimi czasy mistrz stracił formę, bo „Nieracjonalny mężczyzna” czy „Magia w blasku księżyca” nie zachwycają tak jak „Hannah i jej siostry” czy „Annie Hall”, to jednak perspektywa miast widziana oczyma Allena urzeka i przekonuje, że miasto przygarnia wszystkie jednostki, łącznie z tymi trudnymi, neurotycznymi i wiecznie samotnymi, nad którymi chętnie podumaliby Freud i Jung.

I choć przeciwnicy szybkiego tempa życia i wysokich wieżowców (ja sama do niedawna) upierają się, że prawda jest tam gdzie dzika natura, to zadziwiającym faktem jest, że Aborygeni uważają miasta za następstwa energii- jak mówią, powstały ze „śnienia”. Są naturalnym i oczywistym zjawiskiem wynikającym ze skumulowanych energii (bardziej szczegółowo opisał to Arnold Mindell, założyciel szkoły Psychologii Procesu w książce „Śnienie na jawie”).

Jeżeli głębiej się nad tym zastanowić, to trzeba Mindellowi przyznać rację. Z reszta nawet nie trzeba się zastanawiać, wystarczy doświadczyć. Wyjść pewnego popołudnia czy wieczoru z domu. Samemu. I niczym bohaterowie allenowskich komedii, pójść przed siebie, wypić powoli machiatto w małej kawiarni, a potem odwiedzić galerię sztuki i zakończyć wieczór koncertem jazzowym. Przecież miasto zawiera wszystkie możliwości. Uczy nas, rozwija, wkłada w sam środek społecznej spirali w myśl zasady, że przetrwasz albo zginiesz w tym wielkomiejskim świecie. Miasto jest kolażem biedy i bogactwa, kolorów i szarości. Karmi złaknionych wiedzy i rozrywki, podsyła nieoczekiwane spotkania. Gdzież będziemy bliżej sztuki i ludzi jeżeli nie samym środku miasta?

Ja, wychowana na wsi, cicha, spokojna (tudzież neurotyczna) Kamila Gulbicka przyznaję: napisałam odę do miasta. I dobrze mi z tym. Mogę się przeciw niemu buntować, lub mogę je kochać. Każdy wybór przyniesie identyczne w skutkach sprzężenie zwrotne. A przecież łatwiej żyć we wzajemnej miłości. Więc mój drogi, moja droga…

Światła są tu jaśniejsze
Możesz zapomnieć o wszystkich swych problemach, zapomnieć o wszystkich troskach
Więc idź do miasta, gdzie jaśnieją wszystkie światła
Miasto – czeka na ciebie tego wieczoru
W mieście – wszystko będzie już dobrze


Cytaty: „Downtown” Petula Clark. 1964 rok.
Zdjęcie: wallpaperbeta.com

Zaprogramowani

Zastanawiałeś się kiedyś co otrzymałeś od swojej rodziny? Na pewno więcej niż myślisz. Oprócz dobrego wykształcenia i opieki, zostałeś ponadto wyposażony we wzorce zachowań, które prawdopodobnie powielasz bardziej lub mniej świadomie. Jedne mogą przynosić Ci korzyści, inne wręcz przeciwnie- mogą ograniczać i wywoływać wiele niepotrzebnych lęków.

rodzina


Znaczenie rodziny

Czym dla Ciebie jest rodzina?
Sacrum? Stabilnością? Dobrym czy złym wspomnieniem?

Warto zatrzymać się nad tym prostym pytaniem i przyjrzeć się własnemu wnętrzu, by zobaczyć jakie uczucia pojawiają się na myśl o największej z ludzkich instytucji- rodzinie. Jeżeli uczucia są dobre, to prawdopodobnie miałeś szczęśliwe dzieciństwo i zostałeś wychowany w duchu ciepła, szacunku i poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli natomiast czujesz niepokój na myśl o dzieciństwie, warto zadać sobie kilka pytań- co nie zagrało? czym zostałem zraniony? co muszę wybaczyć?

Niezależnie od uczuć pojawiających na wspomnienie dzieciństwa, jedno jest pewne. Jesteśmy zaprogramowani na życie w dość określony sposób. Zaprogramowani mechanicznie przez obserwację rodziców, a także przez system wartości zaaplikowany do mentalnego krwiobiegu, który był systemem wartości bardziej naszych opiekunów niż nas samych. To oznacza, że wchodzimy w dorosłość z pakietem obaw, oczekiwań, nadziei, wiary ale także określoną samooceną, mniejszą lub większą szansą na sukces zawodowy czy nawet miłosny. Wszystkie bowiem aktualne przekonania na temat życia, społeczeństwa, rodziny, pracy i miłości wzięły się z domu. Z tego co reprezentowała matka jako kobieta i ojciec jako mężczyzna. Jeżeli długo wychowywałeś się z rodziną pod jednym dachem tym mocniejsze i trudniejsze do wyplenienia są schematy myślowe, które wydają Ci się być własne, a jednak wyrośnięte na glebie obserwacji najważniejszych ludzi w Twoim początkowym okresie życia.

Świadomość

Dobra wiadomość jest taka, że zmienić można wszystko.
Każdy wzorzec i każdy utrudniający życie nawyk. Zmiana jednak zawsze zaczyna się od świadomości, więc w pierwszej kolejności należy zadać sobie kilka podstawowych pytań:

  • Jakie dobre wartości przekazali mi rodzice? Które z nich pomagają mi w życiu i czynią mnie szczęśliwym?
  • Jakie uprzedzenia przekazali mi rodzice? Które z nich mi nie służą? Które z nich mnie hamują i wywołują lęki?
  • Jakich cech rodzice mi nie przekazali, a które chciałbym posiadać? Jacy ludzie dysponują cechami, które mi imponują? Jakie wartości są dla mnie cenne a w domu były nieobecne? Kto owe wartości uznaje? Od kogo mogę się uczyć? Kogo mogę obserwować?

Odpowiedzi definiują kim jesteśmy i pokazują dlaczego wybieramy takie a nie inne drogi, relacje i związki (czasem „na przekór” sobie). Drogą do wolności jest świadomy wybór tych cech i wartości, które autentycznie nam służą, oraz odrzucenie lub próba modyfikacji cech szkodliwych i ograniczających. Jako osoby dorosłe, żyjące na własny rachunek możemy świadomie budować życie o jakim marzymy bez względu na system wartości wpajany nam w domu.

Zmiana programu

Czasami wystarczy świadoma zmiana nawyków, w innym wypadku potrzebne będzie całkowite i natychmiastowe przecięcie pępowiny- czyli wyprowadzka, uniezależnienie się, pójście w kierunku przeciwnym do rodzicielskich zamierzeń. Niekiedy będzie to konieczność wybaczenia rodzicom za zaaplikowanie nam niskiej samooceny czy braku wiary we własne możliwości. Czasem będzie potrzeba pójścia w świat bez telefonu na który mama mogłaby zadzwonić, i życie własnym życiem. Osiągnięcie celów, spełnienie marzeń. Dopiero wtedy silniejsi i doświadczeni własnym życiem, nauczeni na własnych błędach i porażkach, nakarmieni osobistymi sukcesami możemy powrócić i podziękować za wszystko co otrzymaliśmy w dzieciństwie.


Ćwiczenie zaczerpnięte z książki „Miłość toksyczna. Miłość dojrzała. Coaching relacji”. Maciej Bennewicz.

Zdjęcie: wiadomosci.wp.pl

W życiu chodzi o to, by być dobrym człowiekiem

Stop. Zatrzymaj się na chwilę. Pomyśl. Co zrobiłeś dziś dla innych? Cokolwiek.
Niezależnie od wyznawanych wartości, priorytetów i drogi, którą podążamy, w życiu chodzi tylko o jedno- by być dobrym człowiekiem.

toge


Tak niewiele a tak wiele.
Tak trudno niekiedy być dobrym choćby w drobnych sytuacjach.
Dlaczego? Bo to wymaga zapomnienia o swoim wielkim i ciężkim ego.

Przypomnij sobie, kiedy ostatnio zrobiłeś coś dla drugiego człowieka. Masz to?
Więc zastanów się- czy byłaby w tym jakakolwiek chęć zysku czy drobna myśl o sobie? Nie. Zapewne doświadczałeś jedynie radości i totalności. Połączenia z drugim człowiekiem i światem. Prawda jest taka, że im częściej koncentrujemy się na sobie, tym więcej problemów generujemy we własnym życiu. Zaczynamy poruszać się w  ograniczonej przestrzeni złożonej z „ja”, „moje”, „chcę”, „nie chcę”, „żądam”. W opozycji do tego stoi świat otwarty, tętniący życiem i jednością wszystkich poruszających się w nich istot.

Nikt nie wymaga od Ciebie wielkich rzeczy; nie musisz zapisywać się do wolontariatu, ani jechać z misją pokojową na tereny ogarnięte konfliktem. Wystarczy, że uśmiechniesz się do zmęczonej pani z warzywniaka, albo dasz spokój partnerowi, gdy ten chce obejrzeć mecz z piwem w ręku.

Tak niewiele dla FC Barcelony,
a tak wiele dla Twojego partnera.

Kocham samotność.
A jednak to w chwilach dzielenia czasu z innymi pojawiały się momenty największej błogości.
W filmie opartym na prawdziwej historii, „Into the wild”, główny bohater będąc na Alasce w opuszczonym wanie, drżącą ręką u kresu życia zapisuje ostatnie słowa: happiness only real, when shared. 

A tym bardziej drogocenny i prawdziwy jest to czas, gdy dzielimy go własnym nadmiarem, czyli tym co najlepsze. Neurozy dobrze jest schować między kartki pamiętnika, a przyjaciołom zasponsorować wspólny, szczery śmiech, który zbliża i powiększa apetyt na życie.

mccandless-magic-bus-8[6]

Niektórzy z nas niczym Chris McCandless muszą wyruszyć w życiową pielgrzymkę, by odnaleźć sens zapisanych przez niego słów. Niekiedy potrzebujemy też odbyć wewnętrzną podróż, by zbliżyć się do siebie a stamtąd dawać innym. Istnieje jednak też prostszy sposób, by zbudować chęć dzielenia się tym co najlepsze. Polega na zadaniu sobie dwóch pytań:

Jak zapamiętają mnie inni?
Gdybym wiedział,że widzę tych ludzi po raz ostatni w życiu, co bym zrobił?

Rozśmiesz kogoś, podaruj uśmiech, zrób herbatę, nakarm bezdomnego psa. Masz pasję? Zastanów się jak możesz ją wykorzystać dla pożytku innych.

Gdybyśmy byli świadomi upływającego czasu to już dziś chwycilibyśmy za telefon by przeprosić, podziękować, powiedzieć kocham. Skończylibyśmy grać. A przede wszystkim porzucilibyśmy pomysł, że świat sprzysiągł się przeciw nam. Tym łatwiej jest w to wierzyć im bardziej się od niego oddzielamy by nikogo do siebie nie dopuścić. Ale skrusz chociaż jedną cegłę, wpuść trochę światła w życie i obserwuj co się wydarzy.

Twardowski mawiał, „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.
Zawsze jest ktoś kto pragnie miłości.
Kogo dziś pokochałeś?


Zdjęcia (źródło):
1.leloveimage.blogspot.com
2. www.amusingplanet.com