Archiwa tagu: coaching

Coaching w sytuacji kryzysu

coaching-w-sytuacji-kryzysu-b-iext48230319

Kryzys i różne sposoby patrzenia

Kryzys. Mało przyjemne słowo.
Zazwyczaj kojarzy się z problemem, trudnością,
cierpieniem, mało przyjemnym zwrotem akcji,
nieprzewidzianym wydarzeniem, niosącym strach i poczucie straty.

Czy można jednak spojrzeć na kryzys z innej,
nieco odmiennej perspektywy? Z pozycji dystansu
i z wiarą, że każda porażka niesie ważną naukę?

Gdybyś odważył się w ten sposób potraktować kryzys,
to czym wówczas  mógłby dla Ciebie być?

Może szansą na osobisty rozwój?
Albo decydującym punktem granicznym,
który, wydobywa  pokłady ukrytej energii?
Może chwilą prawdy i koniecznością postawienia
ważnych (jeśli nie najważniejszych) pytań o własne życie?

Ścieżka Wojownika

Książka „Coaching w sytuacji kryzysu”
Dominiki Paradowskiej i Joanny Płuciennik
przekonuje, że kryzys jest integralną częścią życia.

Właściwie doświadczony i przepracowany
niesie głęboki rozwój dobrych i potrzebnych właściwości
oraz pomaga lepiej poznać siebie. Prowokuje przecież
do refleksji i zadawania pytań: czego chcę od życia?
dokąd zmierzam? w co wierzę? kim jestem?

Autorki poradnika nie tylko dogłębnie opisały charakterystykę
i typy kryzysów, ale również udostępniły czytelnikowi
skuteczne metody radzenia sobie z trudnym doświadczeniem.
Nazwały je Ścieżką Wojownika. Brzmi ciekawie?

Ten sześcioetapowy plan zawiera elementy psychoterapii,
interwencji kryzysowej a także klasycznego coachingu, i
pomaga krok po kroku każdej osobie wyjść z kryzysu samodzielnie.
Wprowadzony w życie pozwala określić wartości, oraz odnaleźć
potrzeby i cele, które nadadzą niełatwym przeżyciom
sens i zrobią z nich furtkę ku lepszej przyszłości.

Każda zmiana zaczyna się od kryzysu

Siłą książki są ćwiczenia, które
pomagają lepiej poznać siebie.

Krok po kroku, rozdział po rozdziale,
niczym rozbitek na morzu prowadzony
przez doświadczonych towarzyszy uczymy się
najpierw określić problem, zobaczyć jego przyczyny,
zrozumieć trudne emocje, by następnie poznać
własne wartości i wewnętrzne zasoby.

Autorki nie zostawiają nas jednak na rozdrożu.
Po odkryciu cech i umiejętności, a także znając
własne słabości i hamulce zaprzęgamy do gry
kreatywność, która pomaga wydobyć z nas marzenia
i niezrealizowane dotąd cele, które pozwolą nam wyjść z impasu.
Najpierw robimy to na kartce, a potem w życiu.

Książka Coaching w sytuacji kryzysu, nie jest
zatem zwykłym poradnikiem, którego nadrzędnym celem
jest inspirowanie. Ta pozycja jest wyjątkowa nie tylko
ze względu na merytoryczną treść.

Jej siłą są ćwiczenia, które,
jeśli są wykonywane szczerze i z zaangażowaniem
niosą moc transformacji. Oto nagle  z człowieka pogrążonego
w kryzysie, przeistaczamy się w prawdziwego wojownika, który sam
tworzy własne wygrane życie.


Tytuł: Coaching w sytuacji kryzysu
Autorzy: Dominika Paradowska, Joanna Płuciennik
Wydawnictwo: Samo Sedno Edgard
Rok: 2017
Ilość stron: 257
Okładka: miękka z obwolutą

Głowy do wynajęcia

Pamiętacie recenzję książki Maciej Bennewicza, Przerażające oddziaływanie na odległość. Cz. I. Gra w kości? (https://emocjonalnie.com/2015/11/08/czarownice-w-sluzbie-bezpieczenstwa/ ). Pan Maciej napisał drugą część. I nie jest ona bynajmniej prostsza (czy mniej zabawna) od poprzedniej.

głowa


Znany coach najwyraźniej lubi realizm magiczny zmierzający ku pastiszowi, na szczęście z wzajemnością. Prowadzi jednocześnie kilka wątków w równoległych rzeczywistościach, mnoży zagadki, intrygi i tajemnice by ostatecznie rozwiązać tylko kilka z nich a resztę odkryć w kolejnej, trzeciej części. Książka przyprawia o zawrót głowy i wprowadza sporo zamieszania w czytelniczej głowie. Czy to źle? Ależ skąd! Tylko dobry pisarz potrafi doprowadzić do szaleństwa. Niczym sprytny Bułhakow, który odbiera czytelnikowi klepkę po klepce i ten pewnego dnia nie wie już co jest prawdą a co fikcją (kto czytał Mistrza i Małgorzatę ten wie).

Ale o co właściwie chodzi?
Właśnie to pytanie zadawałam sobie wielokrotnie podczas lektury. Wielość wątków i detali jest zaskakująca ale to dzięki nim nie sposób się nudzić. Autor nie bawi się w niepotrzebne opisy; każde zdanie, każdy wątek i bohater jest po coś i odgrywa istotne znaczenie. Więc od razu uprzedzę, porzućcie wszelkie próby analitycznego myślenia i zadawania sobie podobnych pytań. Nawet jeśli przez chwilę nie wiadomo o co chodzi, to ostatecznie się wyjaśni.

W drugiej części trylogii, autor sporo uwagi skupia na świecie alternatywnym, na zamierzchłej przeszłości (a dokładniej na roku 1555) kiedy to Sabina Taube (zwana w czasach obecnych Samantą Gołąbek-Kryszulą) została oskarżona o herezję i uprawianie magii.  Opowieść rozpoczyna się owego 1555 roku, kiedy to ojciec Remigiusz osobiście sprawdza, czy stos na wiedźmę jest już gotowy…

W Głowie do wynajęcia są ci sami bohaterowie, ale zmieniły się koalicje, plany i rząd pragnący kontrolować polskie społeczeństwo. Jeden z głównych bohaterów poprzedniej części, Gonzo zostaje mianowany na głównego dowodzącego wśród magicznych i dostaje nie lada zadanie do wykonania: ma spotkać się z Samantą (która jest- jak się dowiedzieliśmy wcześniej- wiedźmą z gildii purpurowej) i zawrzeć z nią rozejm.

Samanta jest jednak wiedźmą przebudzoną i świadomą własnej mocy, więc wykorzystując naiwność niedouczonego Gonza, wysyła ich umysły na powrót do roku 1555, aby dać Gonzowi szansę na zmianę przeszłości a co za tym idzie, teraźniejszości. Samanta zapomniała jednak wspomnieć, że każda zmiana czasu, który już istniał może mieć poważne konsekwencje: wpłynąć na cały świat, jego klimat, nastrój i wszystkich mieszkańców. Podobnie jak ruch skrzydeł motyla w jednej części świata wywołuje tajfun na drugiej półkuli.

Autor kpi z polskich przywar i rozprawia się ze społeczeństwem wychowywanych na wódce, jak gdyby to ona rozwiązywała wszystkie problemy. W którymś momencie zadaje jednak pytanie, czy żyjąc w sielankowej krainie faktycznie bylibyśmy szczęśliwi (i autentyczni)? Jednym z alternatywnych światów jest właśnie iddyliczna Polska, w której żyje cztery miliony obywateli altruistów, wegetarian, szanujących każde życie a gdy nie są użyteczni dla innych, po cichu popełniają samobójstwa w humanitarnych warunkach podczas pięknie grającej muzyki.

Zazdroszczę panu Bennewiczowi kreatywności i zastanawiam się czy podczas osobistych spotkań też częstuje gości abstrakcyjnymi opowieściami. Czy ludzie się z tym rodzą, czy kształcą poprzez inne, czytane przez całe  życie lektury? Najbardziej zdumiewający jest fakt, że autor ma wszystko (początkowo wbrew pozorom) logicznie poukładane tak, że początkowo gubiąc się w gąszczu informacji nazwisk i historii (pojawia się nawet Andrzej Frycz Modrzewski, Zygmunt August i królowa Bona) otrzymujemy sprawnie napisaną i zajmującą opowieść, która nie jest zwykłą książką ale dowodem na twórczy spryt, poczucie humoru i ludzką kreatywność. Cieszy mnie również, że osoba z etykietą coacha wzięła się za obszar tak teoretycznie mało coachowy, dzięki czemu udowadnia, że chcieć to móc. A lubić coś i mieć pomysł, to wziąć się do działania. A Wy, moi drodzy, do czytania!


Tyt.: Przerażające oddziaływanie na odległość. Cz.II. Głowa do wynajęcia
Autor: Maciej Bennewicz
Wyd.: Coach&Couch. Autobus i kanapa
Rok: 2015
Strony: 324
Do kupienia: http://autobusikanapa.pl/ksiazki/

 

 

Czarownice w Służbie Bezpieczeństwa

Co się stanie, gdy znany coach od rozwoju osobistego zacznie pisać powieść? Otóż, moi drodzy dostaniemy wszystko co przyjdzie nam do głowy, a czego nie spodziewalibyśmy się znaleźć w jednej książce.

41


I tak oto od pierwszych stron powieści spotykamy czarownice, demony, gadające koty, voo-doo a także agentów służb specjalnych, milicję i dziadów proszalnych. Brzmi jak dowcip? Zapewne Maciej Bennewicz zabawił się z czytelnikiem, kpiąc z obecnych w literaturze konwenansów i z historii PRLu.

Historia od samego początku zaczyna się tajemniczo. Poznajemy dwóch mężczyzn o zabawnych przezwiskach: Gonzo i Łasabi. Ten pierwszy jest wykształconym racjonalistą, który niewytłumaczalne rzeczy próbuje sprowadzić do możliwie prawdopodobnych teorii naukowych. Drugi natomiast cierpi na zespół obsesyjno-kompulsywny, pogłębiający się w miarę narastającej tęsknoty za Gonzo, który nie wiedzieć po co wyjechał do Islandii (śpieszę wyjaśnić, że na miejscu miał spotkać się z przedstawicielem religii Bahaitów). Pogmatwane? A to dopiero początek….

Będzie jeszcze więcej komplikacji, porównań i dziwnych powiązań agentów SB z czarną magią. Abstrakcyjna powieść Bułhakowa, „Mistrz i Małgorzata”, to przy tym mały pikuś, choć możecie spodziewać się wielu podobieństw. Autor z resztą między wierszami, sam przyznał się do inspiracji tym konkretnym dziełem. Nic dziwnego, że znajdziemy w jego opowieści gadającego kota i latającą nad miastem czarownicę.

„Przerażające oddziaływanie na odległość” spożywa się na lekko, z przymrużeniem oka. Jeżeli potraktujecie ją zbyt poważnie i dosłownie, zapętlicie się w analizie powiązań między bohaterami a nie o to przecież chodzi.

A o co chodzi?

Myślę, że przede wszystkim o przełączenie się z lewej analitycznej półkuli mózgu na prawą, odpowiedzialną za abstrakcyjne, kreatywne myślenie. Autor wyrywa nas ze znanego nam świata relatywnych zjawisk i każe balansować naszej wyobraźni między tym co prawdopodobne, a niepojęte. Maciej Bennewicz nie byłby z resztą sobą, gdyby nie wplótł swojej filozofii w fabułę książki. Rozprawia się z komunistyczną przeszłością, krytykuje przywary Polaków, takie jak picie alkoholu czy uzależnienie od mass mediów. Oberwie się też karierowiczom i tandetnym pannom, które pracowicie budują wizerunek inwestując w wygląd zewnętrzny zamiast w rozwój. Coach chciał (choć to tylko moje przypuszczenie), pokazać co powstaje z kolorowej mieszaniny którą jesteśmy karmieni każdego dnia przez media, korporacje czy zniekształconą historię- ten codzienny disneyland doprowadza do dewaluacji wartości u statystycznego młodego Polaka. Otrzymaliśmy zatem pastisz doskonały w swej przerysowanej, groteskowej formie.

Zdecydowanym plusem, za co kłaniam się autorowi, jest umiejętność prowadzenia kilku wątków fabularnych równocześnie, nie tracąc przy tym spójnego obrazu całości. W którymś momencie, wątki zbiegają się w jeden kulminacyjny punkt, który wyjaśnia wiele, choć nadal zostawia niedopowiedzenie, by zaprosić do drugiego tomu…

Książkę odradzam zakochanym w literackiej klasyce, natomiast śmiało mogę polecić ją wszystkim amatorom fantasy, political fiction, tudzież wariatom i innym nienormalnym jednostkom. Przestrzegę jednak: przed chwyceniem po powieść skonsultujcie to z waszym psychiatrą, psychoanalitykiem czy innym lekarzem. Zbytnio pobudzona wyobraźnia potrafi nieźle namieszać w głowie i zaprowadzić ku nieznanym (niebezpiecznym?) niewydeptanym ścieżkom.

Tytuł: Przerażające oddziaływanie na odległość. Cz.I Gra w kości.
Autor: Maciej Bennewicz
Wyd.: Coach & couch. Autobus i kanapa.
Rok wyd. 2014
Ilość stron: 374


Zdjęcie: http://www.autobusikanapa.pl

Coaching nie z tej ziemi

Zadawanie sobie ważnych pytań jest dalece ważniejsze niż same odpowiedzi. Dlaczego? Bo pytanie, to poszukiwanie. A poszukiwanie, to życie, energia i radość. O tym, jak ważne jest badanie samego siebie i zmiana przekonań pisze coach, Maciej Bennewicz w książce o zabawnym tytule: „Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”.

coaching


Tytuł każe przypuszczać, że czytelnik będzie miał do czynienia z dużą dawką humoru i abstrakcyjności. I w rzeczy samej. „Coaching…” Bennewicza jest lekturą nietypową, bo to… komiks z ilustracjami samego autora, przeplatany sesjami coachingu, podczas którego mierzymy się z własnymi przekonaniami na temat rzeczywistości i siebie samych.

Książka pełna zabawnych rysunkowych kosmitów o wdzięcznych, polskich imionach (Ryś, Grześ, Mirek i Irek) ma za zadanie wytrącić nas z poważnej równowagi. Chodzi o zmianę myślenia, o podważenie przekonań i zasianie wątpliwości. Kosmici są indywidualistami, którzy niczym chór z greckich tragedii opisują i komentują czasami zbyt dosadnie (jak dla Ziemianina) zastaną rzeczywistość. Każdy z nas ma w głowie własnego kosmitę-indywidualistę, lecz z powodu lenistwa i nazbyt mechanicznego myślenia marginalizujemy jego istnienie. Wolimy utarty, bezpieczny schemat niż samodzielne myślenie, niekiedy dalekie od poprawności politycznej.

Autor dociera do czytelnika nie tylko przez humor i nietypowość. Między kolejnymi rysunkami znajdziemy pojedyncze sesje coachingu- rozdziały poświęcone temu, co okrada nas z poczucia szczęścia i stanowienia o sobie, a co jest remedium na ów stan. Praca zaczyna się od zmiany lub chociaż podważenia własnych przekonań, które przecież w dość istotnym stopniu decydują o naszym szczęściu i skuteczności. Im bardziej elastyczni będziemy, tym więcej przestrzeni na to, co nowe. A nowe przynosi odwagę, ekscytację i poznanie. Jak pisze autor: „Mamy we krwi poszukiwanie. Szukanie jest najstarszym i najsilniejszym ewolucyjnym mechanizmem prowadzącym do radości”.

Trudno się nie zgodzić. Czyż na ogół nie doświadczamy poczucia głębokiej radości i sensu, gdy szukamy wiedzy? Gdy pytamy? Podróżujemy? Tropimy? Wystarczy cofnąć się w myślach wstecz, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie: kiedy byłem/byłam szczęśliwa? Czyż nie wtedy, gdy szukałam? To nie cel jest szczęściem, lecz droga, która do niego prowadzi.

Coach prowokuje do myślenia i zadawania pytań o własną odpowiedzialność, indywidualizm- jakże niebezpieczny w konformistycznych czasach i wolność. Całość dopełnia propozycją zagłębienia się w siebie, by odnaleźć kiełkujące pytania graniczne; pytania które burzą mury lęku, prowokują do wyjścia poza strefę komfortu i odrzucenia tego, co przestarzałe wskutek czego nie działa już od bardzo dawna. Kosmici pomagają nas nakierować na trudne, choć świdrujące pytania: „Czego ci potrzeba żeby spełniać marzenia?”, pyta jeden z nich. „Jakiego talentu nie wykorzystujesz a szkoda…???”, pyta inny. I w końcu: „Kim jesteś”?.

„Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości” jest niegrubą książką na dwa wieczory. Jest lekka, bo zabawna, lecz niech Was nie zwiedzie pozorna infantylność. To, co proste jest ze swej natury najbardziej skuteczne. W codziennej gonitwie życia zapominamy o jego istocie. Żyjemy mechanicznie, niekiedy bezmyślnie a pytania zawarte w  lekturze pozwolą na nowo otworzyć umysł na to, co znajduje się poza utartym szlakiem. Pytania zadawane samemu sobie prowadzą do głębszego poznania własnej osoby. Mądre, choć trudne przeobrażają naszą świadomość czyniąc nas odpowiedzialnymi za własne życie i poczucie szczęścia. Bo przecież tylko o to chodzi. By być szczęśliwym i skutecznym człowiekiem pełnym psychicznego nadmiaru. Wtedy żyje się łatwiej nie tylko nam. My sami stajemy się również bardziej pożyteczni dla świata, który potrzebuje dziś niezależnie myślących i wolnych jednostek.

Tytuł: Coaching, tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości
Autor: Maciej Bennewicz
Wyd.: Coach & couch. Autobus i kanapa
Rok wyd.: 2014
Ilość stron: 176


Zdjęcie: http://autobusikanapa.pl/

Zmiana trasy

Któż z nas nie próbował bądź nie chciał choć raz zmienić swojego życia? Tak totalnie- zaczynając od zera, od pustej głowy bez uprzedzeń, napełniając ją na nowo umiejętnościami i pomysłami?

most-drzewa-1


Najbardziej motywujące jest niezadowolenie z miejsca w którym jesteśmy. Bo jeżeli mamy dobrze rozwiniętą wyobraźnię, bez trudu potrafimy wyobrazić sobie co będzie za trzydzieści lat. W głowie zaczynają świtać myśli: Co jeśli  będąc sześćdziesięciolatkiem będę w tym samym miejscu- na tym samy stanowisku? A jeśli nawet będę wyżej, lecz w tej samej firmie? Czy tego chcę? Czy jeśli zmienię zakład pracy, lecz zostanę w podobnej branży, to będę usatysfakcjonowany? Co czujesz zadając te pytania?

Bo ja frustrację.
Gdybym mogła zmienić przeszłość, nie wahałabym się. Wybrałabym inny kierunek studiów, doświadczenie zdobywałabym już podczas nauki w szkole, zamiast tańczyć na akademickich stołach ze znajomymi. Bardziej ukierunkowałabym się na przyszłość i na cele, które chcę osiągnąć i dziś nie narzekałabym, że robię bzdurne rzeczy za śmieszne pieniądze. Byłam leniwą konformistką, to teraz mam…

Człowiek nabiera mądrości i pokory z wiekiem. Jedni wcześniej, inni później, choć nie bez znaczenia jest tu zapewne wychowanie. Bogaci, przedsiębiorczy rodzice wychowają dziecko na samodzielne i sprytne, podczas, gdy etatowi opiekunowie bez wiary w marzenia pokażą dziecku pracę jedynie jako smutny, lecz niezbędny sposób na zarabianie pieniędzy. By starczyło do 1-ego.

Nie mogę wpłynąć na przeszłość, ale mam przyszłość przed sobą. Mogę sporo zmienić, mogę się przebranżowić. To trudne, czasochłonne i wymaga poświęceń. Czy zatem warto? Na szybko zrobiłam kalkulację w głowie: jeżeli teraz mam 30 lat, a moje studia wstępne trwają dwa lata plus czteroletni program licencyjny, dodać praktykę i staże, to na swoim będę w wieku 36 lub 37 lat. Do tego czasu będę się uczyć, praktykować i płacić około 3.500-4.000 zł rocznie. Pomnożyć przez sześć lat, w sumie 21.000-24.000 złotych. Po drodze książki, podręczniki, kserówki, pisanie pracy dyplomowej, praktyka własna, która też wymaga nakładu. Stoję pod znakiem zapytania.

Rozpoczynając pracę na wymarzonym stanowisku będę w pięknym wieku średnim, podczas gdy znajomi po fachu będą już mogli poszczycić się niejednym osiągnięciem, pracą czy książką powstałą przez lata własnych obserwacji. Warto?

Coach i trener rozwoju osobistego, Michał Pasterski zachęca by to zrobić, w myśl zasady, że nigdy nie jest za późno. Nawet jeśli mielibyśmy rozpocząć ukochaną pracę w wieku 40 lat, to czy nie warto dla tych 20-30 lat, które zostały do emerytury? Nigdy nie jest za późno, by zacząć się realizować i spełniać marzenia. Niech za przykład posłużą tu Uniwersytety Trzeciego Wieku, które cieszą się popularnością wśród ludzi młodych duchem, choć nie metryką. W którymś momencie w końcu musimy spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że nikt nie ofiaruje nam szczęścia, satysfakcji i spełnienia, wszystko jest tylko w naszych rękach.

A co jeżeli zmiana trasy przyniesie rozczarowanie? Koszty nauki nie zwrócą się, nie będę mieć klientów lub nie skończę szkoły, bo zabraknie mi pieniędzy? Co jeżeli nie będę mieć czasu na ukochane książki, kino, znajomych, albo co gorsze- nowa praca nie przyniesie oczekiwanej satysfakcji bo piękna była jedynie w marzeniach?

I tak wygram. W końcu będę bogata w doświadczenie, która odpowiednio przefiltrowane zamieni się w mądrość i radość. Bo tym jest życie przecież- doświadczaniem, empiryzmem w każdym drobnym przejawie. Kim byłby poeta, który nie doświadczył miłości? Tym samym co marzyciel nie sięgający gwiazd. A przecież właśnie dzięki marzycielom i idealistom mamy komputery, Mcbooki, żarówkę czy cyfrowy aparat. Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji, bo za pierwszym krokiem przychodzą następne i nagle jesteśmy w procesie. W wielkim procesie zmiany, życia, chwytania odległych dotąd marzeń za złoty ogon.


Zdjęcie: www.tapeta-most-drzewa-1.na-pulpit.com

Zaprogramowani

Zastanawiałeś się kiedyś co otrzymałeś od swojej rodziny? Na pewno więcej niż myślisz. Oprócz dobrego wykształcenia i opieki, zostałeś ponadto wyposażony we wzorce zachowań, które prawdopodobnie powielasz bardziej lub mniej świadomie. Jedne mogą przynosić Ci korzyści, inne wręcz przeciwnie- mogą ograniczać i wywoływać wiele niepotrzebnych lęków.

rodzina


Znaczenie rodziny

Czym dla Ciebie jest rodzina?
Sacrum? Stabilnością? Dobrym czy złym wspomnieniem?

Warto zatrzymać się nad tym prostym pytaniem i przyjrzeć się własnemu wnętrzu, by zobaczyć jakie uczucia pojawiają się na myśl o największej z ludzkich instytucji- rodzinie. Jeżeli uczucia są dobre, to prawdopodobnie miałeś szczęśliwe dzieciństwo i zostałeś wychowany w duchu ciepła, szacunku i poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli natomiast czujesz niepokój na myśl o dzieciństwie, warto zadać sobie kilka pytań- co nie zagrało? czym zostałem zraniony? co muszę wybaczyć?

Niezależnie od uczuć pojawiających na wspomnienie dzieciństwa, jedno jest pewne. Jesteśmy zaprogramowani na życie w dość określony sposób. Zaprogramowani mechanicznie przez obserwację rodziców, a także przez system wartości zaaplikowany do mentalnego krwiobiegu, który był systemem wartości bardziej naszych opiekunów niż nas samych. To oznacza, że wchodzimy w dorosłość z pakietem obaw, oczekiwań, nadziei, wiary ale także określoną samooceną, mniejszą lub większą szansą na sukces zawodowy czy nawet miłosny. Wszystkie bowiem aktualne przekonania na temat życia, społeczeństwa, rodziny, pracy i miłości wzięły się z domu. Z tego co reprezentowała matka jako kobieta i ojciec jako mężczyzna. Jeżeli długo wychowywałeś się z rodziną pod jednym dachem tym mocniejsze i trudniejsze do wyplenienia są schematy myślowe, które wydają Ci się być własne, a jednak wyrośnięte na glebie obserwacji najważniejszych ludzi w Twoim początkowym okresie życia.

Świadomość

Dobra wiadomość jest taka, że zmienić można wszystko.
Każdy wzorzec i każdy utrudniający życie nawyk. Zmiana jednak zawsze zaczyna się od świadomości, więc w pierwszej kolejności należy zadać sobie kilka podstawowych pytań:

  • Jakie dobre wartości przekazali mi rodzice? Które z nich pomagają mi w życiu i czynią mnie szczęśliwym?
  • Jakie uprzedzenia przekazali mi rodzice? Które z nich mi nie służą? Które z nich mnie hamują i wywołują lęki?
  • Jakich cech rodzice mi nie przekazali, a które chciałbym posiadać? Jacy ludzie dysponują cechami, które mi imponują? Jakie wartości są dla mnie cenne a w domu były nieobecne? Kto owe wartości uznaje? Od kogo mogę się uczyć? Kogo mogę obserwować?

Odpowiedzi definiują kim jesteśmy i pokazują dlaczego wybieramy takie a nie inne drogi, relacje i związki (czasem „na przekór” sobie). Drogą do wolności jest świadomy wybór tych cech i wartości, które autentycznie nam służą, oraz odrzucenie lub próba modyfikacji cech szkodliwych i ograniczających. Jako osoby dorosłe, żyjące na własny rachunek możemy świadomie budować życie o jakim marzymy bez względu na system wartości wpajany nam w domu.

Zmiana programu

Czasami wystarczy świadoma zmiana nawyków, w innym wypadku potrzebne będzie całkowite i natychmiastowe przecięcie pępowiny- czyli wyprowadzka, uniezależnienie się, pójście w kierunku przeciwnym do rodzicielskich zamierzeń. Niekiedy będzie to konieczność wybaczenia rodzicom za zaaplikowanie nam niskiej samooceny czy braku wiary we własne możliwości. Czasem będzie potrzeba pójścia w świat bez telefonu na który mama mogłaby zadzwonić, i życie własnym życiem. Osiągnięcie celów, spełnienie marzeń. Dopiero wtedy silniejsi i doświadczeni własnym życiem, nauczeni na własnych błędach i porażkach, nakarmieni osobistymi sukcesami możemy powrócić i podziękować za wszystko co otrzymaliśmy w dzieciństwie.


Ćwiczenie zaczerpnięte z książki „Miłość toksyczna. Miłość dojrzała. Coaching relacji”. Maciej Bennewicz.

Zdjęcie: wiadomosci.wp.pl

Multitasking czyli mit efektywnej wielozadaniowości

????????????????????????????????????????

Świat oszalał! Nie dość że pędzi nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd, to każe nam w dodatku wejść do tej pełnoobrotowej maszyny nie licząc się z naszym samopoczuciem czy chęciami. Dziś nie wystarczy robić dobrze jednej, dwóch a nawet trzech rzeczy. Trzeba umieć wykonywać sto czynności naraz a jednocześnie deklarować „chęć podjęcia nowych wyzwań”.


W porządku, rozumiem że wraz z rozwojem technologi i z nieustającym pędem życia przybywa nam zadań, ale czy faktycznie mamy dźwigać brzemię pędu na własnych barkach kosztem zdrowia psychicznego i mentalnego wyczerpania? Uważam i wiem z własnego doświadczenia, że wykonując dziesięć czynności naraz nie zrobię żadnej do końca, a jeżeli zrobię, to po łebkach i byle jak. Rezultat? Brak efektywności. Brak skuteczności. Stres. Frustracja. 

I choćbym była nie wiadomo jak dobrze zorganizowana i działała wobec określonego planu podzielonego na priorytety, nigdy nie osiągnę 100%-owej skuteczności bo wielozadaniowość jest po prostu jednym wielkim mitem, który każe wymagać robienia rzeczy ponad siły. Jakże powszechne w korporacjach jest przekonanie, że dobry pracownik, to pracownik zarzynający się by firma rosła w siłę.

Okres ostatnich dwóch lat był czasem kiedy często chodziłam na rozmowy rekrutacyjne. Oczywiście odpowiednio przygotowana. Na każdej z nich mówiłam HR-owcom że jestem człowiekiem stworzonym do wielozadaniowości, potrafię ogarnąć mnóstwo rzeczy a poza tym nie lubię nudzić. Czy kłamałam? Oczywiście że tak! Chciałam dostać pracę. I wiecie co? z 10 rozmów o pracę usłyszałam TAK od 7 firm. I bynajmniej nie ze względu na piękne loki czy duże usta. Mówiłam to co chcieli usłyszeć.

social-media-multi-tasking

Nie bez kozery, odpowiadając na potrzeby sfrustrowanych osób, nie potrafiących radzić sobie w teraźniejszości tak wspaniale rozwija się technika uważności zwana Mindfulness. Ona jakby w przeciwieństwie do pędzących Korporasów uświadamia: Stop! Zatrzymaj się. Spójrz. Poczuj. Przeżyj to. Najwięksi nauczyciele Mindfulness przekonują, że multitasking prowadzi do coraz gorszej efektywności w pracy i w życiu bo wyczerpuje na wielu płaszczyznach- stresuje, nie pozwala odpocząć umysłowi a jednocześnie napełnia stałym poczuciem winy, że coś jest wciąż niedokończone. W efekcie nigdy w pełni nie oddajemy się pracy i nigdy w pełni nie wypoczywamy. Mózg w pierwszej jak i w drugiej sytuacji jest nastawiony na zadania i nieprzerwanie myśli. Zamartwianie się to też praca.

Wielu ludzi jest dziś nieszczęśliwych z powodu braku uważności w codziennym życiu, bo bez niej nie widzą piękna w drobnostkach i nie przeżywają świata dokładnie takiego jaki jest. Już dawno przestaliśmy czuć smak zwykłej herbaty i cieszyć się promieniami słońca na wychłodzonej buzi. Myślimy za dużo, planujemy, rozwiązujemy problemy, nawet te które jeszcze nie nadeszły. Traktujemy życie wielozadaniowo przez co tracimy wrażliwość na detale. Widzimy wszystko, lecz nie doświadczamy niczego w pełni. Takie to życie… po łebkach. 

Jak wydostać się z pułapki? Możesz rzucić pracę w korpo. Ale ok. Bez radykalizmów. I bez koktajli Mołotowa proszę. Zacznij od małych rzeczy. Kiedy pracujesz w domu, wyłącz Facebooka i pocztę, Linkedin, Twittera i wszystkie inne rozpraszacze. Wycisz telefon i zamknij drzwi. Skup się tylko na tym co w danej chwili ma dla Ciebie priorytetowe znaczenie. Tak mało a tak wiele. Poświęcając czas i uwagę jedynie tej jednej rzeczy doprowadzisz ją do finału. Jeżeli natomiast zadanie jest długie i skomplikowane podziel je na etapy i załóż w którym momencie etap się skończy, tak byś miał poczucie, że jedna część zadania jest za Tobą, a do kolejnej wrócisz jutro. Tym sposobem wykonasz pracę dobrze i Ty sam będziesz zadowolony.
Zacznij od małych kroków. Pamiętaj, że Twój dom nie musi być korpo.


Zdjęcia:
1.)pinetribe.com
2.)amandakrill.com

Jak nie TERAZ, to kiedy?

0 (1)

Pewnie NIGDY. Bo przyszłość nie istnieje. Jeszcze nie nadeszła i prawdopodobnie będzie inna niż się spodziewamy. Warunki będą gorsze, niż byśmy sobie życzyli. Zawsze będzie nie tak i ostatecznie zostaniemy zawieszeni w potencjalnie istniejącej przyszłości, która gdzieś jest; kiedyś nadejdzie a może nie.


I tak oto w ten sposób skazujemy się na cierpienie czekania. Budowania wymarzonego życia  w głowie. Żyjemy więc jak duchy czy zjawy prowadząc iluzoryczne życie, dalekie od prawdziwego doświadczania rzeczy. Nigdy nie będzie lepszego czasu na zmianę, działanie, spełnianie marzeń jak nie TERAZ. 

Prawdopodobnie wielokrotnie odkładałeś marzenia na bok, mówiąc że kiedyś przyjdzie odpowiedni czas. Zapewne będą lepsze warunki- ludzie będą mieli wobec Ciebie mniej oczekiwań, będziesz bogatszy, bardziej doświadczony. Czas będzie sprzyjał a Ty nabierzesz chęci i rozwiniesz właściwą motywację.

Prawda jest jednak taka, że nigdy nic nie będzie… bez Twojego osobistego udziału. Rzeczy nie dzieją się same- trzeba im pomóc, wziąć je w garść i uczynić takimi jakimi chcesz by były! Życie nie układa się samo- to Twój czas i Ty masz ułożyć go w sposób, który zapewni Ci szczęście. Na tym polega wolność, dojrzałość i niezależność.

Jako ludzie żyjący w demokratycznym świecie, jesteśmy wyposażeni w dwie wspaniałe rzeczy:

  • możliwości
  • wolną wolę

Te dwa czynniki są źródłem osobistej wolności, dzięki nim bowiem dokonujemy wyboru w najmniejszym choćby momencie życia. Wybieramy- czy tolerujemy życie takim jakim jest, czy raczej chwytamy w dłonie cugle dzikiego konia i mówimy mu dokąd pognać.

Z doświadczenia wiem, że nieustanne odkładanie rzeczy na później wytwarza kiepski nawyk unikania odpowiedzialności. Jedyne co rozwijamy, to strach i lenistwo. Boimy się tego co może nas spotkać, boimy się działania, zmiany życia, ciężkiej pracy w drodze do celu a nawet własnego szczęścia, bo w gruncie rzeczy kochamy ten nasz mały smuteczek, utwierdzający w słodkim nicnierobieniu. Nonsensem jest mówienie „jutro, za pół roku, za rok”. Nigdy nie będzie bardziej odpowiedniego czasu niż TERAZ. Jeżeli już dziś chodzi nam coś po głowie, to znak, że własnie oto zeszły się idealne warunki by to zrobić.

Boimy się trudności… Oczywiście. Bo jak każda istota żyjąca na planecie zwanej Ziemią chcemy uniknąć cierpienia i porażek. Z tym że, porażki są nieodłącznym elementem życia- podobnie jak śmierć i choroba są częścią ludzkiej egzystencji. Będzie trudno, czasem zaboli. Ale każdy krok naprzód, doświadczenie, zrobienie, działanie lub opuszczenie strefy własnego lenistwa i komfortu będzie częścią Twojego osobistego rozwoju.

Odkładanie na później niczego nie zmieni. Spowoduje jedynie gorycz w momencie, kiedy zobaczysz, że faktycznie warunki przeminęły a na pewne rzeczy jest za późno. Działanie TERAZ może przynieść Ci wszystko. Będzie to jak użycie narzędzia, którego nie znasz, a nieznany i ryzykowny rezultat nadejdzie dopiero za pewien czas. Może to będzie coś dobrego i pięknego a może nie. Życie pełne jest niespodzianek, jednak podążanie własną drogą sprawia że częściej doświadczysz miłych niespodzianek niż przykrych. I nie powiesz, że nie próbowałeś. Życie jest doświadczeniem. A doświadczenie każdego, choćby małego detalu w jego procesie jest wewnętrznym bogactwem. 

Zadanie na DZIŚ:

Zrób trzy małe rzeczy, które zawsze chciałeś zrobić, lecz stosowałeś wymówki „nie, bo…”.
To mogą być drobnostki takie jak zaproszenie kogoś na kawę, kupienie ogromnej muffinki czy założenie bloga. Zrób to dziś. Bez wymówek! A potem zobacz jak się z tym czujesz, zapisz to. Następnym razem, gdy będziesz wzbraniał się przed działaniem, odczytaj raz jeszcze jakich uczuć doświadczałeś. Powodzenia!

Zdjęcie:
1.) wethinker.com

Jak żyć, panie… Poradniku?

_DSC4193

W księgarniach półki pełne są recept na szczęście, bogactwo i miłość. Znane wydawnictwa przynajmniej raz na miesiąc podsuwają nowe, papierowe hity, które obiecują czytelnikom wszystko co potencjalnie może uczynić szczęśliwym. Pytanie jednak, co spośród tak wielu dostępnych książek wybrać, by nie tracić czasu i nie rozbudzać w sobie i tak już dostatecznie wielkiego ego?


Pomysł na napisanie tekstu nasunął mi się podczas lektury „cudownego poradnika”, który przyciąga uwagę krzykliwym tytułem i rzekomą liczbą sprzedanych egzemplarzy. Tak oto ja, Kamila G. (i wstyd mi strasznie) stałam się ofiarą książki o inteligentnie brzmiącym tytule, Dlaczego mężczyźni kochają zołzy, autorstwa Sherry Argov.

Nie zrozumcie mnie opacznie, książka nie była taka zła. Intencja autorki była jak najbardziej właściwa, choć przekazana w sposób daleki od poprawności politycznej. I równouprawnienia. Gdyby przekartkować pozycję, czytając ledwie nagłówki i podrozdziały, rzec by można, że to świetnie skrojona pozycja na „złapanie faceta”, kosztem własnego prawdziwego ja. Lecz…

Sięgając trochę głębiej (inaczej- wczytując się), prawdziwym celem autorki była chęć rozbudzenia w czytelniczkach siły we własną niezależność. Argov namawia byśmy pokochały siebie i postawiły własną osobę, pasje i świat na pierwszym miejscu a dopiero potem ukochanego mężczyznę. Dlaczego? Bo gdy czynimy z partnera księcia na białym rumaku, po niedługim czasie stajemy się bohaterkami dramatów, odkrywając że partner jest tylko zwykłym człowiekiem z milionem skaz. Pozbawiając związek tęczowo-skrzydłych motyli i wygórowanych oczekiwań, oszczędzamy samym sobie i partnerom kłótni, histerii, tragedii i tych wszystkich, jakże pięknych scen teatralnych.

ksiazkii

Sedno przesłania jest, moim zdaniem jak najbardziej trafne. W czasach, w których kobieta ma być boginią na pełnych obrotach przez 24h/dobę- seksowną, piękną, pracowitą i jednocześnie miłosierną niczym Matka Teresa, autorka zdaje się przełamywać ten schemat, pisząc „wrzućcie na luz!”. Argov wbija zbyt pokornym kobietkom, niczym młotem pneumatycznym- by były zwykłymi ludźmi i kochały siebie, dając sobie wszystko czego życzyłyby sobie od partnerów. Jaki to przyniesie rezultat? Oczywiście spełnienie i osobistą realizację, które nie wynikną z racji bycia w związku, lecz z faktu polegania wyłącznie na sobie. Partner ma być dodatkiem do pięknego życia a nie…całym życiem.  Dzięki temu ze związków schodzi zatęchłe powietrze- wpuszcza się bowiem wiele świeżości w postaci zdroworozsądkowych wyborów i swobody.

Byłam w stanie wyłowić tę perłę ze śmietnika wielu zbędnych zdań zawartych w lekturze książki,lecz  czytelnicy bez zdrowego filtra dostaną jedynie mocno przerysowany poradnik gry pod tytułem „kto kogo złapie”, lub „kto będzie na górze”. W ogólnym rozrachunku, wydawać by się mogło, że aby zbudować dobrze funkcjonującą relację z osobnikiem płci przeciwnej, trzeba grać, zakładać maski, uciekać niczym zając przed złym wilkiem. I dlatego unikam tego typu książek a i was szczerze namawiam do sięgania po dzieła nieco głębsze o bardziej przejrzystym przesłaniu, które skupiają się na autentycznym wzroście ludzkiego poczucia własnej wartości a nie swojego ego. 

_DSC4224

Dobre podręczniki nieczęsto będą w top 10 empikowych bestsellerów. Niekiedy będzie trzeba do nich dotrzeć poprzez szereg medium, takich jak blogi, prasa coachingowa oraz strony traktujące o rozwoju i psychologii. Autorzy zwykle mają na koncie ambitniejsze dokonania niż własne show w tv czy „milion sprzedanych egzemplarzy”. Jeżeli czytacie ambitną prasę, często znajdziecie tam recenzje i zajawki nowości książkowych wartych polecenia; odwiedzajcie też opiniotwórcze strony dla czytelników, które również przez czytelników są tworzone. Czasem ich zdanie, to najlepsza rekomendacja.

Zdjęcia:
1.) archiwum własne
2.) czarna-morenita.blogspot.com
3.) archiwum własne

Ile inwestować? Poradnik dla leni

picturesofmoneyorg

Czy warto inwestować- w to co kochasz, w siebie, marzenia, plany na przyszłość i oczekiwania? Skąd wiadomo, że to nie będzie stratą pieniędzy? Czy ktoś nam zwróci choć złotówkę i poświęcony czas?


Bo przecież nie można robić tego bez końca, gdy nie przynosi wymiernych rezultatów, prawda? Jak więc obiektywnie ocenić gdzie jest granica w przeznaczaniu pieniędzy i czasu na coś na co się uparliśmy?

Wytrwali twierdzą, że nieustanna inwestycja w siebie i pasje musi w którymś momencie przynieść oczekiwane rezultaty, bo „tylko ciężką pracą ludzie się bogacą”. Jakkolwiek głupie powiedzenie to by nie było, to pewnie ma w sobie ziarno prawdy. Chcieć to móc. A móc to przede wszystkim działać aktywnie i z radosnym wysiłkiem na poczet idei, w które wierzymy.

justynapiesiewiczpl

Coach, Michał Pasterski (www.michalpasterski.pl) twierdzi że każdy z nas potrzebuje około 1,5-2 lat na przekwalifikowanie się i zdobycie warsztatu by stać się dobrym w konkretnej dziedzinie. Dla mnie to wersja optymistyczna, choć wcale nie pozbawiona racji bytu. Załóżmy jednak, że jesteśmy nieco bardziej leniwi, niż każdy porządny coach by sobie życzył. Jak daleko warto się posunąć akceptując jednocześnie swój rytm (powolnego) działania?

Większość z nas ma trochę z lenia. Gratuluję tym, którzy tu zaprzeczą, i zazdroszczę bo jako urodzona waga kocham wygodę, luksus i słodkie nicnierobienie. Ale do rzeczy, w co inwestować?

1. Oczywiście we własną stronę w internecie oraz fanpage na Facebooku. Jeżeli istniejesz w social mediach to istniejesz wszędzie a według dzisiejszych statystyk FB jest trzecią potęgą po Chinach i Indiach.

2. Jeżeli masz firmę/stronę/bloga, wykup reklamę na Facebooku. Na to nie potrzebujesz dużo pieniędzy, choć więcej pieniędzy to także większy zasięg. Ale załóżmy, że masz dość ograniczony budżet. Inwestując zaledwie 20-50 zł tygodniowo dotrzesz do grupy około 2.000-10.000 osób. Jeżeli nie zapoznałeś się jeszcze z ofertą Facebook for business, to koniecznie odwiedź tę zakładkę.

businesstravellerpl

3. Zainwestuj w przyjaciół. Innymi słowy opowiedz o tym co robisz i poproś ich o pomoc- o promocję Twojej firmy/strony/bloga. Plotki i wieści przekazywane drogą pantoflową rozchodzą się najszybciej a rekomendacje przyjaciół i znajomych znaczą czasem więcej niż najdrożej wykupiona reklama.

4. Nie bądź łoś- ucz się! Głupio byłoby ciągle być ostatnim w szeregu przez swoją ignorancję, czyż nie? Śledź swój rynek, dokształcaj się. To nie musi pozbawiać cię pieniędzy. Kup kilka książek, odwiedzaj dobre strony w internecie, które pomogą ci zwiększyć wiedzę na temat swojej branży. Internet to również dobre źródło zapoznania się z konkurencją.

5. Zainwestuj w wizerunek. To niestety jedna z droższych działek. Będziesz potrzebować dobrych ubrań, zdjęć, być może będziesz też musiał zapłacić komuś za ulepszenie strony czy loga firmy aby wszystko miało ręce i nogi, czyli by (przynajmniej próbować) stwarzać pozory profesjonalisty.

Tych kilka drobnych porad pomoże Ci się utrzymywać się na stabilnej powierzchni, choć są to inwestycje długofalowe na które trzeba poświęcać czas i parę groszy. Warto jest być na bieżąco we własnej branży by nie ograniczać się do zdobytych pagórków, kiedy przed nosem wyrastają szczyty Himalajów. Bo nie chodzi o to by nie utonąć, a o to by złapać dobrą falę, czego i wam i sobie życzę 🙂

Zdjęcia:
1.) picturesofmoney.org
2.) justynapiesiewicz.pl
3
.) businesstraveller.pl