Archiwa kategorii: inspirujące książki

Zaczytani

graf

Stereotyp polskiego czytelnika wygląda następująco- statystycznie rzecz ujmując czytamy mało. Na ogół do siedmiu książek rocznie. Weźmy pod uwagę też, że jest to średnia. Czyli niektórzy przeczytają jedną książkę rocznie, inni wcale.


Wniosek jest następujący- na tle czytającej Europy wypadamy kiepsko. Czym to jest spowodowane? Zbyt dużym zaangażowaniem czasu w social media, tv i gry komputerowe? A może jesteśmy po prostu bardziej wysportowani od innych narodów i więcej wysiłku wkładamy w budowanie muskulatury? A może po prostu Polacy nie lubią bibliotek pachnących PRL-em podczas gdy zarobki nie skłaniają ku wizycie w księgarni?

Ciężko jest mi się ustosunkować do statystyk, których nie przeprowadzałam i w których sama nie uczestniczyłam. W każdym razie obliczyłam, że czytam minimum dwie książki miesięcznie, czyli co najmniej dwadzieścia cztery do trzydziestu w ciągu roku (w zależności od czasu i ilości stron). Dużo czy mało? Jakkolwiek statystki by nie wyglądały ja niemal codziennie widzę czytających Polaków. W parkach, na plaży, w pracy (podczas!) i w tramwaju. O! W tramwaju zwłaszcza!

Pięć dni w tygodniu dojeżdżam do pracy tramwajem, a potem przesiadam się w autobus. Mój czas łącznie spędzany w komunikacji miejskiej wynosi ponad dwie godziny dziennie. Podczas tych paru godzin, nieustannie widzę ludzi z książkami- zatopionych w innym świecie, oddzielonych od rzeczywistości, skupionych, przejętych życiem w papierowym świecie. Co na ogół czytają pasażerowie? Zauważyłam, że największą popularnością wśród ludzi młodych (18-35 lat) cieszy się fantasy. Zwykle Pratchett i Sapkowski. Osoby w wieku 35-40 często mają nos w skandynawskich kryminałach- Lackberg i Larrson. Najstarsi, czyli 40-55 lubią wyrafinowane epopeje i głośne romanse. Często dostrzegam w tym przedziale Carlosa Luisa Zafona czy Umberto Eco.

Co ciekawe, w ostatnim przedziale wiekowym dominują kobiety, podczas, gdy osoby zaczytujące się w fantasy i science fiction to mężczyźni. Charakterystyczni. Często z nietypową fryzurą i zarośnięci. Acha, zapomniałabym jeszcze o jednej grupie czytelników poza kategorią wiekową (bo dotyczy absolutnie każdej damskiej grupy), pasjonaci „Pięćdziesięciu twarzy Graya”. Nie wiem co ludzie w tym widzą, ale gdybym miała dobierać sobie przyjaciół na podstawie lektur przez nich czytanych, to miałabym mnóstwo zarośniętych kumpli i żadnej ckliwej koleżanki zakochanej w Christianie Grayu. Dla mnie osobiście, kunsztem literackim łączącym estetykę z perwersją są dzieła Nabokova, który jednym zdaniem potrafi wzbudzić zachwyt, a za chwilę wstręt. Poza tym Nabokov lubił zmuszać ludzi do myślenia, tudzież innej gimnastyki umysłowej podczas, gdy James niekoniecznie.

Ale do meritum. Ludzie czytają. Głównie osoby młode i co tu dużo ukrywać- podróżujące, dojeżdżające. Może tak urozmaicają sobie czas spędzany podczas nudnej acz koniecznej przejażdżki, podczas gdy w domu nie wyjmują nawet książki z plecaka. Tego nie wiem, bo nie żyję ich życiem ale chcąc być optymistką wierzącą w ludzi skonkluduję, że na przekór wszelkim przekłamanym statystykom, CZYTAMY. Księgarnie rozkwitają jak grzyby po deszczu, w starych zaułkach żyją też po cichu antykwariusze zakochani w stęchliźnie papieru a czytniki Kindle są wciąż jednym z kilku najchętniej kupowanych urządzeń mobilnych.

 

Zdjęcie: banzaj.pl

 

Zakochaj się w rzeczywistości

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Często w swoim życiu doświadczałam uczucia, że bez aprobaty i akceptacji innych zginę lub stanę się nikim. Ale czy to prawda? Czy faktycznie człowiek bez uwagi ze strony społeczeństwa zginie? Czy aprobata jest tak samo ważna jak powietrze i woda?


Oczywiście, że nie. A najlepszym dowodem na to, jest fakt, że nie uzyskując aprobaty ze strony osób na których nam zależy, nadal żyjemy i mało tego- mamy się całkiem nieźle! Ba! Niektórzy nawet bez skrupułów pokazują nam, że nie lubią naszego towarzystwa a mimo to my nadal żyjemy i chodzimy po świecie. Czym jest zatem nieustanna potrzeba akceptacji ze strony społeczeństwa?

Niczym innym jak wołaniem o akceptację samego siebie, bo wszystko co projektujemy na świat jest naszym lustrzanym odbiciem. Wszystko co kierujemy do drugiej osoby, jednocześnie możemy skierować ku samemu sobie i będzie to tak samo prawdziwe.

Tytuł książki, który widzicie na zdjęciu („Kłamstwa o miłości. Jak przestać zabiegać o miłość, aprobatę i uznanie, aby w końcu je znaleźć”) jest banalny i trąci tanim romansem, podobnie jak ckliwa okładka w serduszka. Niech was jednak to nie zniechęci. To Byron Katie. Mądra i doświadczona kobieta o której pisałam wam już wcześniej. Wymyśliła ona metodę zwaną „The Work” i polega na zakwestionowaniu myśli, które nas unieszczęśliwiają. Metoda jest prosta bo polega na zadaniu czterech prostych pytań  a następnie na odwróceniu pierwotnej myśli tyle razy ile jesteśmy w stanie. Kolejnym krokiem jest znalezienie dowodów na to, że myśl po odwróceniu jest równie „prawdziwa” jak pierwotna, dzięki czemu widzimy, że jest prawdziwe tylko to w co chce wierzyć umysł. Poza tym, niektóre odwrócenia myśli kierują uwagę w naszą stronę- do naszego wnętrza. Zobaczcie:

„Potrzebuję ich miłości”.
1. Czy to prawda?
2. Czy jesteś absolutnie pewien, że to prawda? ( dlaczego jej potrzebujesz? a jeżeli jej nie otrzymasz, to co się stanie? jaki jest najgorszy scenariusz?
3. W jaki sposób reagujesz, gdy wierzysz w tę myśl? (opisz swoje uczucia)
4. Kim mógłbyś być, gdybyś nie wierzył w tę myśl (opisz jak wygląda twoje życie, gdy nie towarzyszy ci stresująca myśl)

A teraz odwróć to, np tak:
– ” Nie potrzebuję ich miłości”
-„Potrzebuję swojej miłości”
I udowodnij, że te dwa odwrócenia są prawdziwe. Podaj po trzy przykłady, że jest tak, jak w powyższych dwóch zdaniach.

To co prezentuje Byron Katie jest nauką życia w zgodzie z rzeczywistością. Nie bez powodu, jedna z książek Katie nosi tytuł „Kochaj co masz”- dokładnie tego uczą jej lektury. Akceptacji i radości z tego, co jest i zwracania się ku swojemu wnętrzu, bo tam znajdują się odpowiedzi na wszystkie pytania. To nie ludzie nas unieszczęśliwiają. Robimy to sami wierząc, że ludzie powinni być dla nas dobrzy, mili, kochający, szczodrzy, hojni, uczciwi a my powinniśmy być piękni, bogaci, szczupli, charyzmatyczni, śmiali, nieskrępowani, inteligentni i dowcipni. Jeżeli brakuje nam jakiegoś z wyżej wymienionych elementów mamy doskonały powód by karać się i biczować do końca życia. Książki Katie pokazują, że jedyną osobą, która może cię unieszczęśliwić jesteś ty sam, więc powiedz sobie stop i nie dawaj wiary swoim frustrującym myślom. Kochaj co jest. Kochaj rzeczywistość.

Najbogatsi są ci, którzy niczego więcej nie potrzebują, nawet jeśli mają niewiele.

Jeżeli chcesz więcej poczytać o Byron Katie:
https://eemocjonalnaa.wordpress.com/2014/04/27/jestes-tym-co-myslisz-o-sobie/

 

 

 

Inteligencja miłosna

ilu

Bez niej związki kończą się równie szybko, jak zaczynają. Wybuchają ogniem i w ogniu impulsywnych decyzji spalają kochanków, wspólną przeszłość i niewydobyte możliwości.


Inteligencja miłosna jest umiejętnością sprawnego poruszania się po terytorium związków partnerskich. Opiera się na mądrości i właściwie rozbudzonej inteligencji emocjonalnej. Książka którą niedawno odkryłam, „Inteligencja miłosna. Bądź umiejętny w miłości i seksie” autorstwa Mary Valentis i John’a Valentis przedstawia  w logiczny i spójny sposób różne poziomy miłości.  A są to:

  • zakochanie (czyli silne zaangażowanie psycho-fizyczne, z dużą dawką ładunku emocjonalnego, jednak bez emocjonalnego zaangażowania)
  • miłość romantyczna (dużo namiętności ale również głębokie zaangażowanie emocjonalne i lojalność względem siebie nawzajem)
  • miłość przyjacielska (końcowa faza miłości romantycznej, gdzie widać mniej pożądania ale pojawia się więcej innych wspólnych obszarów, pasji, czynności wykonywanych razem, które silnie łączą parę. Opiera się głównie na zaufaniu i bliskości)
  • miłość inteligentna-stabilna (trwałe zaangażowanie uczuciowe, które, jak piszą autorzy „…wydobywa z ciebie i partnera wasze najlepsze cechy. Każdemu z was pozostawia dość miejsca na osobisty rozwój i każdemu zapewnia wsparcie emocjonalne. Ten rodzaj miłości pozwala wam na zgłębianie własnego ja i zmienianie się na lepsze”.

Większość związków w dzisiejszych, pozbawionych trwałych wartości czasach, kończy się zwykle po pierwszej lub drugiej fazie miłości, kiedy namiętność diametralnie się obniża. Ludziom łatwiej odejść niż skupić się na obszarach wspólnych, które wiele wnoszą do ich związku i do świata. Gdyby partnerom chciało się wkładać odrobinę więcej wysiłku i empatii w związek, większość relacji mogłaby bez trudu przejść drogę od zakochania po miłość stabilną, która cechuje tzw. „stare pary”, znające się od podszewki, kochające się i które mają świat wspólnych celów i idei, ale również odrębne zamiłowania i obowiązki.

I o tym jest „Inteligencja miłosna”. Jak wytrwać by zbudować stabilny związek.  Wskazuje obszary odpowiadające za umiejętne rozwiązywanie konfliktów, przy jednoczesnym zachowaniu własnej niezależności i odrębności. Autorzy zwracają dużą uwagę na praktyczną część życia- dzielą się nie tylko konkretnymi, prawdziwymi faktami z życia swojego i innych par- ale również dają do wykonywania ćwiczenia na rozbudzenie empatii czy samoświadomości uczuciowej.

Cała książka, krok po kroku i przykład po przykładzie pokazuje czym jest inteligenty związek  i jak go zbudować. Jednocześnie pozbawiona jest ckliwego tonu; wręcz przeciwnie. Napisana jest w logiczny i prosty sposób, który trafi do mądrego czytelnika niezależnie od płci. Jej zdecydowanym plusem jest zawartość metod, które zachęcają do pracy nad własną inteligencją miłosną, ułatwiającą życie nie tylko w związku z partnerem ale także z innymi ludźmi, których spotykamy każdego dnia. Wysokie IQ nie gwarantuje szczęścia. Wysokie EQ owszem. Im bliżej ludzi, im lepsze relacje z otoczeniem, tym bardziej potrafimy stawiać czoło przeciwnościom losu.

Blogerzy

bloger

Druga lektura o specyfice blogosfery za mną. Czy książka „Blog- Pisz. Kreuj. Zarabiaj” Tomka Tomczyka wniosła coś ciekawego do mojego życia? Na pewno, choć głównie polecam ją tym, którzy już wiedzą jak ugryźć blogosferę i social media.


Dla początkujących, istnym skarbem wiedzy będzie jego wcześniejszy poradnik- „Bloger”. To ona powinna towarzyszyć ci w pierwszej fazie blogowania- gdy zastanawiasz się gdzie założyć bloga, pod jaką nazwą i o czym. A nawet później będzie nieodłącznym elementem twojej zabawy ze stroną, kiedy będziesz chciał na okrągło ją ulepszać. Czyli włączyć w stronę Google Analitycs, stworzyć zakładkę „Współpraca” czy połączyć bloga z kontami na wszelkich możliwych portalach społecznościowych. Możliwości jest mnóstwo i sama jeszcze nie rozpracowałam wszystkich.

W „Blogerze” przeczytasz (ja osobiście mam audiobooka, polecam, fantastyczna sprawa!) jak tworzyć dobre teksty i co świadczy o sile blogerów. Dowiesz się kim jest dobry bloger, jaką powinien mieć mentalność, oraz jakie teksty są jego siłą. Podążając za niektórymi radami dotyczącymi tytułów i lidów, statystyki na moim blogu drastycznie podskakiwały. Wniosek? Tomczyk zna się na rzeczy!

„Blog- Pisz. Kreuj. Zarabiaj” jest natomiast dla tych trochę większych i starszych dzieciaków, co to blogosferę mają w małym palcu. Dowiesz się z niej, jak zarabiać, czym jest dobry marketing i jak wyceniać samego siebie. Motywem przewodnim i hasłem, które co rusz rzuca się w oczy na kartach książki jest „Ceń się i bierz pieniądze!”. Brzmi materialistycznie, prawda? Jednakże Kominek bardzo wyraźnie powtarza- bycie blogerem to nie tylko styl życia, to również praca, za którą należą się uczciwe pieniądze. W Polsce jest kilka tysięcy regularnie aktualizowanych blogów, jednak duże pieniądze zarabia tylko piątka z nich, kilkunastu dostaje natomiast niewielkie kwoty. Jak się czujesz z tą informacją? Tu nasuwa się pytanie- dlaczego piszesz? Dla pieniędzy? Dla poczytności? Dla sławy? Jeżeli z którychś z powyższych powodów, rzuć to! Bloga najpierw tworzy się dla siebie, dla własnej przyjemności przelewania myśli na wirtualny papier. Potem dopiero przychodzi wszystko inne, z dobrym promowaniem marki włącznie.

Wnioski? Jeżeli prowadzisz stronę do roku czasu, „Bloger” jest pozycją obowiązkową, która pomoże ci wykreować wizerunek i pozwoli uniknąć najgorszych błędów popełnianych przez sztab młodych adeptów krainy zwanej blogosferą. A gdy już zbudujesz sobie społeczność a statystyki będziesz miał na stabilnie wysokim poziomie, weź do ręki drugą książkę Tomczyka. Jak jesteś niecierpliwy, czytaj dwie książki równolegle, czemu nie. Grunt to mieć pomysł na siebie i umiejętności zastosowania pożytecznych rad u siebie na blogu.

Inspirującej lektury zatem i samych dobrych tekstów!

Powiedz głośno czego pragniesz

bmx

Powiedz ludziom, że pragniesz mieszkać na Hawajach, albo że chcesz wyruszyć w samotną podróż dookoła świata. Powiedz, że chcesz napisać książkę w drewnianej chacie pod lasem lub, że marzysz o znalezieniu lepszej pracy, by mieć więcej na koncie. Powiedz to wszystko odważnie i wiedz, że masz do tego prawo. Do ziemi na Hawajach, dużej pensji na rachunku i sukcesu jako powieściopisarz.


Masz prawo, by marzyć, zdobywać odpowiednie narzędzia i ostatecznie osiągać zamierzone cele. Masz prawo do bycia szczęśliwym i masz do tego warunki. Bo jesteś istotą rozumną a więc istotą, która jest w stanie zapewnić sobie wszystko by spełnić marzenia- zdobyć dyplom, zarobić więcej pieniędzy i kupić bilet na koniec świata. Jednocześnie też możesz i masz całkowite prawo, by odmawiać robienia czegoś, co jest przeciwne z twoim systemem wartości i zasadami, którymi kierujesz się w życiu. Nie bój się mówić „nie”. Powiedz „nie”, gdy się na coś nie zgadzasz. Lub gdy najprościej w świecie, nie masz na coś ochoty. To zdrowe i uczciwe , by komunikować światu otwarcie o własnych potrzebach, zamiarach czy przedstawiać określone poglądy. Ile razy godziłam się na coś, by tylko umilić czyjeś życie. Efekt zawsze był identyczny. Ja marudziłam, a odbiorca szlachetnej pomocy czuł dyskomfort. Typowa relacja lost-lost. Nikt nie wygrał. Były tylko ofiary i złe wrażenia.

Asertywność, bo o niej piszę- jest czwartym filarem poczucia własnej wartości. Jest szacunkiem do samego siebie i umiejętnością dokonywania wyborów adekwatnych do nas samych. Jest zaprzeczeniem nieśmiałości. Jest odwagą by powiedzieć „tak” dla swoich potrzeb i pragnień, jednocześnie jest stanowczością w działaniu i w odmowie.

Jak rozpoznać czy jesteśmy asertywni? Spójrz na swoje działania. Czy pokrywają się z tym o czym marzysz? Czy idziesz w kierunku samospełnienia? Co dziś zrobiłeś, by choć trochę przybliżyć się do urzeczywistnienia pragnień? Kiedy ostatnio wszedłeś z kimś w dyskusję? Konstruktywną rzecz jasna, bez walki na noże. Czy czujesz się spełniony? Czy nie boisz się mówić co czujesz i do czego dążysz? Czy walczysz o swoje? Często ludzie asertywni, mający wysoką samoocenę, niesłusznie są nazywamy egoistami, egocentrykami, bufonani, bo świat nie przywykł do indywidualności. Ludzie nie lubią osób, które robią to na co mają ochotę, bo sami żyją w schemacie, który przypomina kręcenie się za własnym ogonem. Nie musisz krzyczeć, nie musisz rzucać mołotowem w sklepowe witryny. Nie o to chodzi. Chodzi o śmiałość by wejść na szczyt i iść pod wiatr, gdy wszyscy zawracają.

Odpowiedzialność za siebie cz.2 (ćwiczenia)

pisanie

„Branie odpowiedzialności za własne szczęście ma wielką moc. Pozwala wziąć życie we własne ręce.”

Nathaniel Branden


Wiecie już czym jest odpowiedzialność za siebie i dlaczego warto być kowalem własnego losu (opisałam to w poprzednim artykule). Dziś natomiast chciałabym napisać wam, jak to zrobić. „6 filarów poczucia własnej wartości” Brandena zawiera w sobie nie tylko suche fakty, ale udostępnia również praktyczne narzędzia w formie ćwiczeń, które można wykonywać samemu.

Aby wykonać tą trudną pracę, jaką jest przejęcie odpowiedzialności za własne życie i dokonywane wybory, należy najpierw rozbudzić w sobie chęć i właściwą motywację. Do tego potrzebujemy rozbudzonej wyobraźni. Poniższe ćwiczenie aktywizuje umysł do tego, by poszukać odpowiedzi wewnątrz siebie dlaczego warto być odpowiedzialnym i dostrzec na zasadzie potencjalnej przyszłości, jakie korzyści może nam przynieść przejęcie odpowiedzialności.

Weź kartkę, długopis i dopisz przynajmniej po sześć zakończeń następujących członów zdań. W nawiasie są moje własne odpowiedzi, jakie wpisywałam podczas zadania. Robi się je intuicyjnie, nie myśląc nad logiką i sensem wypowiedzi. Im więcej napiszesz tym więcej możliwości ujrzysz.

  • Jeżeli wezmę pełną odpowiedzialność za swoje wybory i zachowania… (przestanę obwiniać innych za własne niepowodzenia; zacznę poświęcać więcej uwagi swoim priorytetom; przemyślę system mojej wartości; stworzę sobie warunki by być absolutnie niezależnym człowiekiem itp.)
  • Jeżeli wezmę odpowiedzialność za to, jak spędzam czas… (przestanę marnować go na czynności bezowocne; zainwestuję energię w budowanie dobrych relacji z ludźmi; zobaczę, czy w moim życiu jest zdrowa równowaga itp.)
  • Jeżeli wezmę pełną odpowiedzialność za własne szczęście… (zacznę działać w obszarach życia, które zawsze mnie interesowały; będę dążyć do pełnej niezależności finansowej; będę pracować nad własnymi emocjami; poszukam nowych możliwości rozwoju w teoretycznie prowizorycznych sytuacjach itp.)

Teraz przeczytaj kilka razy co napisałeś. Czy widzisz? Znalazłeś najlepsze (bo własne) odpowiedzi dlaczego warto być odpowiedzialnym za siebie człowiekiem. Znalazłeś motywację i odpowiedziałeś sobie jednocześnie na pytanie- co nie gra w twoim życiu. Które aspekty życia poruszyłeś w dopisywanych zdaniach kilkukrotnie? Finanse? Energia? Organizacja pracy? Powtarzane hasła, to obszary na które warto zwrócić szczególną uwagę, bo najwyraźniej zaniedbaliśmy je w którymś momencie życia. A gdy wiesz w jakie obszary zainwestować to już pół drogi do sukcesu, bo mamy wyrazisty drogowskaz przed nosem.

Odpowiedzialność za siebie

pandy

„Biorąc odpowiedzialność za własną egzystencję, uznajemy jednocześnie, że inni ludzie nie są naszymi sługami , nie istnieją na świecie po to, by zaspokajać nasze potrzeby. Nie jesteśmy upoważnieni, by traktować innych jako środek do osiągania przez nas celów, podobnie jak my nie jesteśmy środkiem do spełniania ich celów.”

Nathaniel Branden


Odpowiedzialność za siebie jest trzecim filarem poczucia własnej wartości i oznacza sprawowanie kontroli nad własnym życiem. Jest byciem świadomym swoich celów, pragnień i podejmowanych wyborów.

Człowiek odpowiedzialny to człowiek, który bierze odpowiedzialność za swoje czyny i jest wytrwały w dążeniu do zamierzonych celów. Żyje według ustalonych przez siebie priorytetów i co istotne– nie oczekuje, że ktoś inny jest w stanie dać mu szczęście poza nim samym. 

Bycie odpowiedzialnym bardzo mocno wiąże się również z pierwszym filarem- samoświadomością. Odpowiedzialność za siebie jest bowiem decyzją o byciu całkowicie świadomym własnych relacji z otoczeniem, a także wysiłku jaki wkładamy w pracę zawodową i karierę. Jest byciem niezależnym i dążeniem do samorealizacji na wielu płaszczyznach, w kontekście rzeczywistości i zastanych faktów. Jest akceptowaniem systemu wartości w jakim zostaliśmy wychowani, lub wręcz przeciwnie- jest decyzją o stworzeniu własnych zasad moralnych mających na celu dobro nasze i innych. Ostatecznie jest również byciem świadomym własnej samooceny i deklaracją wobec siebie by pracować nad jej poziomem, kiedy zajdzie taka potrzeba.

Trzeci filar wiąże się z dużym wysiłkiem umysłowym jaki musimy podjąć, gdy decydujemy się być kowalami własnego losu. Ten aspekt samooceny zmusza do pracy i konstruktywnych zachowań a także zmiany sposobu myślenia na temat interakcji międzyludzkich. Nikt nie da nam szczęścia i nikt nie da nam niezależności. Jedyną osobą, która jest w stanie to zrobić, jestem ja sama.  To trudna praca. Jednak po chwilowym uczuciu ciężaru przychodzi długotrwałe, stabilne poczucie wolności. A dzięki niemu łatwiej osiągnąć satysfakcjonujące i szczęśliwe życie.

Zaakceptuj siebie cz.2 (ćwiczenia)

koala

„Kiedy walczymy, opór staje się silniejszy. Kiedy go dostrzegamy, doświadczamy i akceptujemy, zaczyna topnieć”.

Nathaniel Branden


Jak rozbudzić w sobie samoakceptację? Jak nauczyć się tolerować to, co jest? Przede wszystkim doświadczyć. Dopiero pełne doświadczenie faktu umożliwia jego całkowitą akceptację. Akceptacja natomiast jest pierwszym krokiem do zmiany lub rozpuszczenia emocji. Autor „6 filarów poczucia własnej wartości” poleca kilka ćwiczeń na rozbudzenie samoakceptacji. Jedno- które pomaga oswoić się z własnym ciałem, drugie- z trudnymi uczuciami.

ĆWICZENIE NA ZAAKCEPTOWANIE CIAŁA:

Stań przed dużym lustrem, najlepiej nago lub w bieliźnie. Obejrzyj je całe i uświadom sobie jakie uczucia ci towarzyszą. Co czujesz? Czy czujesz się dobrze? Komfortowo? A może jest coś, na co nie lubisz patrzeć? Czy jakaś część ciebie ci przeszkadza? Na jakie części ciała patrzysz dłużej, a na jakie krócej? Co towarzyszy tej obserwacji? Jakie myśli?  Spróbuj stać przed lustrem kilka minut, niezależnie od towarzyszących uczuć a teraz powiedz powoli, z pełną przytomnością: „pomimo defektów i niedoskonałości akceptuję siebie bez zastrzeżeń i całkowicie”. Powtarzaj to zdanie wolno, kilkukrotnie.
Dobrze wykonane ćwiczenie sprawi, że poczujesz się bardziej zrelaksowany i swobodny w ciele. Poczujesz się jego właścicielem.  Spadek napięcia ze strony ciała, oznacza że zaakceptowałeś rzeczywistość. Pamiętaj, że akceptacja nie jest synonimem słowa „lubię”. Akceptacja to zgoda na to, co jest.

ĆWICZENIE NA ZAAKCEPTOWANIE UCZUĆ

Pomyśl z jakim uczuciem masz problemy? Jaka emocja jest twoją główną, towarzyszącą ci w życiu? Gniew? A może lęk? Wybierzmy lęk (jest uczuciem, którego doświadczam bardzo często). Teraz pomyśl, co pobudza tą emocję? Co sprawia, że się pojawia? Jakie sytuacje? Wyobraź je sobie. Nowa praca? Nowi ludzie? Brak pieniędzy? Kiedy już wiesz co jest prowodyrem, zacznij kierować strumień powietrza przez to uczucie. Jeżeli gdzieś konkretnie ulokowałeś lęk (u mnie jest to klatka piersiowa) tam skieruj strumień i oddychaj przez nie. Spróbuj sobie wyobrazić jakbyś się czuł, gdybyś całkowicie zaakceptował to uczucie. Oddychaj głęboko i doświadczaj tej emocji. A teraz powiedz: „czuję teraz lęk (gniew, frustrację), i w pełni je akceptuję” . Kiedy będzie ci trudno, możesz powiedzieć również sobie „fakt, to fakt; jest to, co jest, jeżeli uczucie istnieje, to istnieje” i myśl, że pozwalasz mu być, nie wypierając go.

To są bardzo proste i podstawowe ćwiczenia na rozbudzenie samoakceptacji. Pomimo swej prostoty pozwalają zmierzyć się z tym, co najchętniej zamietlibyśmy pod dywan. Akceptacja sprawia, że rośnie poczucie zgody na rzeczywistość i siebie; jest jednocześnie bardzo odprężającym uczuciem ulgi, że wszystko co się pojawia ma swoje miejsce i rację bytu. Świadczy, że nie ma potrzeby cały czas o coś walczyć czy czemuś zaprzeczać.

Zaakceptuj siebie

dmuchawce

„Akceptacja siebie to odmowa bycia swoim wrogiem”.

Nathaniel Branden


Samoakceptacja jest drugim i równie ważnym filarem poczucia własnej wartości; jest jednocześnie budulcem samooceny, działającym na wielu płaszczyznach. Oznacza ona przede wszystkim bycie własnym sprzymierzeńcem i przyjacielem. Jest prawem do życia i osobistego szczęścia; oznacza też szacunek do samego siebie i własnych wyborów. Innymi słowy- samoakceptacja to afirmacja samego siebie.

Jednocześnie, samoakceptacja jest także absolutnym przyzwoleniem na posiadanie uczuć. Dzięki niej nie wypieramy emocji, nie zaprzeczamy im, gdy są niewygodne. Akceptujemy każde swoje doświadczenie i każdą emocję, pozwalając im być, przeżywając je tak długo jak trzeba, by ostatecznie pozwolić im odejść. Samoakceptacja jest włączeniem emocji w rzeczywistość. Jak pisze Branden- akceptowanie uczuć jest czymś więcej niż dostrzeganiem. Jest próbą kontemplacji uczuć a także wolą zmierzenia się z nimi;jest pełną świadomością bycia pod ich głębokim wpływem. Bo dopiero świadomość i akceptacja pozwalają dokonać jakichkolwiek zmian.

W życiu bywają również sytuacje, kiedy popełniamy błędy a następnie wypieramy je w obawie przed konfrontacją z ich rezultatami. Takie sytuacje powodują drastyczny spadek poczucia własnej wartości, gdyż odcinając się od własnych błędów czy motywów działania (niezależnie od tego jak mało szlachetne one by nie były), odcinamy się jednocześnie od samych siebie. Zaprzeczamy własnym wyborom i działaniom. Samoakceptacja polega na byciu szczerym wobec siebie i akceptowaniu tego co jest, nawet gdy jest to niemiłe czy nieładne. Zapytacie dlaczego? Bo akceptacja nie jest synonimem sympatii. Jest zgodą. Przyznaniem się do faktów. To jak z lustrzanym odbiciem. Możesz narzekać, że nie podobają ci się twoje ramiona, ale co to zmieni? Nic. Masz takie ramiona jakie masz. Kropka. Taki jesteś, bo to widzisz w lustrze. Akceptujesz to? Zgadzasz się, że tak jest? Tak? To świetnie, bo jeśli akceptujesz ten fakt, to nareszcie jest szansa by go zmienić, na przykład idąc na siłownię czy basen.  Każda zmiana może się rozpocząć dopiero w momencie kiedy w absolutnie szczery sposób zaakceptujesz siebie. Swój wygląd, swoje uczucia, swoje błędy, motywy działania, cechy charakteru. Nie chodzi tu o nieustanną próbę niemądrego tłumaczenia własnych nielogicznych zachowań. Chodzi o próbę zrozumienia samego siebie, będąc jednocześnie swoim przyjacielem. Kiedy zaakceptujesz własne uczucia, to umożliwisz sobie pełne ich doświadczenie i łatwiej rozpoznasz przyczynę pojawienia się ich w twoim życiu.  To z kolei pozwoli ci działać skuteczniej w przyszłości. Będziesz unikał schematycznych błędów, w oparciu o własne przeżycia.

 

Praktyka świadomego życia cz.2 (ćwiczenia)

poczucie

„Życie świadome jest zarówno praktyką, jak i stanem umysłu, orientacją życiową(…) Nikt nie jest całkowicie niezdolny do rozszerzenia swojej świadomości”.

Nathaniel Branden


W poprzednim artykule omówiłam pierwszy z filarów poczucia własnej wartości. Korzystając z książki Nathaniela Brandena jako pomocy, wymieniłam w punktach co służy byciu świadomym a co temu zaprzecza. Taka przejrzystość pozwala przyjrzeć się  zachowaniom, by ocenić w którą stronę zmierzamy- ku rozbudzeniu własnej uważności czy wręcz przeciwnie. Bardzo pomocne jest również prowadzenie dziennika świadomości, co aktywizuje mózg do kreatywnej aktywności a jednocześnie nastraja go na bycie uważnym w ciągu dnia.

Najprostszym przykładem może być twórcza zabawa w rozpisywanie się czym jest dla nas życie świadome. Weź do ręki kartkę, długopis i napisz następujący człon zdania „Życie świadome oznacza dla mnie…” następnie dopisz  czym dla ciebie jest, co oznacza, jakie uczucia towarzyszą twoim zdaniem życiu świadomemuKombinacji jest mnóstwo i nie ma złych odpowiedzi. Najważniejsze, by nie koncentrować się na logice pisania a skupić się raczej na twórczym tempie, po to by zaktywizować prawą półkulę mózgu. Sama także to robiłam przez kilka tygodni, dzięki czemu zauważyłam, że nieustannie co kilkanaście linijek pojawia się u mnie to samo zdanie: Życie świadome oznacza dla mnie bycie w pełni tu i teraz.

Uzmysłowiłam sobie, że to jest coś do czego zawsze zmierzałam- że bycie w teraźniejszości bez obaw i oczekiwań jest dla mnie absolutnym priorytetem  jeżeli chcę być szczęśliwa. A więc nad tym aspektem szczególnie powinnam popracować. Nad kontemplacją chwili obecnej. Na spoczywaniu w tym co się właśnie wydarza. Na zgodzie by to, co było- odeszło, jednocześnie pozwalając bez lęku nadejść przyszłości.

A czego ty się o sobie dowiesz? Miłego, twórczego dnia z samym sobą!