Archiwa tagu: motywacja

Jak okiełznać Krytyka i zostać Listonoszem?

Czy czujesz się czasem przygnieciony oczekiwaniami? Zdarza ci się słyszeć nieprzyjemną krytykę pod swoim adresem? Czy zastanawiasz się czasem, żeby schować się pod miotłą i udawać, że nie istniejesz? Witaj w klubie. Każdy z nas miewa takie dni.


IMG_20151209_073607

Konstruktywna krytyka jest dobra, bo motywuje do zmian i poszukiwań lepszych osób, w nas samych. Problemem zaczyna być wtedy, gdy nie jest merytoryczna a obraźliwa i prowokuje monolog Wewnętrznego Krytyka. A ten Pan, jest zdecydowanie groźniejszy!

Mam Go w sobie od dawna. Pewnie jak każdy, choć sporo osób lekceważy jego istnienie lub nauczyło się łagodnie z nim obchodzić. Niestety mój wredny Krytyk Wewnętrzny uaktywnia się niespodziewanie po każdym złym słowie i mąci myśli, wspomnienia; wciąż krzyczy i rozkazuje, by być idealnym. Jak gdyby dążenie do perfekcji było najlepszą z wszelkich możliwych dróg.

A właśnie! Zapomniałam dodać, że Wewnętrzni Krytycy na ogół żyją w głowach perfekcjonistów zatruwając życie i każdy twórczy czy nietwórczy pomysł, w myśl zasady, że może być lepiej. A że to już było, że to sztampa, banał, kolokwializm. Inni są lepsi– mówi Krytyk. Niczego nie potrafisz zrobić dobrze! Schowaj to, bo najesz się wstydu. Czasem gdy mam dostatecznie dużo odwagi staram się go wysłuchać, a nuż między pogardą znajdzie się złota myśl. Na ogół są to jednak toksyczne zdania, które odbierają chęć do życia i powodują jeszcze większe zapędy ku niezdrowemu perfekcjonizmowi.

Kiedyś na tyle bałam się jego głosu, że unikałam wszelkich sytuacji prowokujących go do ataku. Czyli sytuacji wyrażania opinii, bo te potencjalnie mogą się komuś nie spodobać. Usłyszałabym złe słowo, słowo jak ziarno zapuściłoby korzenie, na których Krytyk by wzrósł i znów wredotę musiałaby nosić na plecach przez boży tydzień. A on wcale mało nie waży! Więc przez studia przemknęłam po cichu, jako oportunistka, która wiecznie potakuje głową i grzecznie się uśmiecha. Dopiero parę lat temu zaczęłam głośno wyrażać opinie i wydobywać na zewnątrz pomysły zamieszkałe głowę. Byłam gotowa się zmierzyć z krytyką, bo ostatecznie jest nieunikniona. Publikowanie jest zawsze ryzykowaną grą w „kochają cię- nienawidzą cię” i zaczęłam grać w nią w 2008 roku a na poważnie w kwietniu 2014 roku.

Podczas tego czasu usłyszałam wiele przykrych słów, podobnie jak pochwał, a w miarę inwestowania w reklamę i wzrostu statystyk, jak również publikowania poza blogiem nauczyłam się jednego- od krytyki nigdy się nie uwolnię. Ani ja, ani Wy jeżeli coś tworzycie, projektujecie czy po prostu robicie coś mało popularnego. Nasza praca i my- autorzy, projektanci czy wszelcy paziowie social mediów, zawsze będziemy poddawani ocenie, więc jak nie zwariować? Tu pomoże tylko zdrowy dystans. Ja każdego dnia powtarzam sobie: dziś cię kochają, jutro nienawidzą. Dzień jak co dzień.

Jestem zwolenniczką psychoterapii, psychologii pozytywnej, i wszelkiego rodzaju mów motywacyjnych. Ostatnio zainspirowana metodami działania pana Jacka Walkiewicza, autora „Pełnej mocy odwagi”, odnalazłam na youtube wywiad, gdzie zapytany jak radzi sobie z krytyką odpowiedział: nauczyłem się, że najzdrowsze podejście, to rola posłańca. Jestem posłańcem wiadomości. Przekazuję wam prawdy w które wierzę. Jeżeli one do was nie przemawiają, lub nie podobają wam się, to trudno, nie biorę tego do siebie. Jestem zwykłym listonoszem. To dla mnie najrozsądniejsze wyjście- bycie kanałem. Coś chce przez nas być wyrażone, więc niech się wyrazi w formie w jakiej przyszło. Cała reszta- odbiór, interpretacja, lubię i nie lubię to już nie nasza działka. Więc róbmy swoje a o cudze się nie martwmy.

Reklamy

Zmiana trasy

Któż z nas nie próbował bądź nie chciał choć raz zmienić swojego życia? Tak totalnie- zaczynając od zera, od pustej głowy bez uprzedzeń, napełniając ją na nowo umiejętnościami i pomysłami?

most-drzewa-1


Najbardziej motywujące jest niezadowolenie z miejsca w którym jesteśmy. Bo jeżeli mamy dobrze rozwiniętą wyobraźnię, bez trudu potrafimy wyobrazić sobie co będzie za trzydzieści lat. W głowie zaczynają świtać myśli: Co jeśli  będąc sześćdziesięciolatkiem będę w tym samym miejscu- na tym samy stanowisku? A jeśli nawet będę wyżej, lecz w tej samej firmie? Czy tego chcę? Czy jeśli zmienię zakład pracy, lecz zostanę w podobnej branży, to będę usatysfakcjonowany? Co czujesz zadając te pytania?

Bo ja frustrację.
Gdybym mogła zmienić przeszłość, nie wahałabym się. Wybrałabym inny kierunek studiów, doświadczenie zdobywałabym już podczas nauki w szkole, zamiast tańczyć na akademickich stołach ze znajomymi. Bardziej ukierunkowałabym się na przyszłość i na cele, które chcę osiągnąć i dziś nie narzekałabym, że robię bzdurne rzeczy za śmieszne pieniądze. Byłam leniwą konformistką, to teraz mam…

Człowiek nabiera mądrości i pokory z wiekiem. Jedni wcześniej, inni później, choć nie bez znaczenia jest tu zapewne wychowanie. Bogaci, przedsiębiorczy rodzice wychowają dziecko na samodzielne i sprytne, podczas, gdy etatowi opiekunowie bez wiary w marzenia pokażą dziecku pracę jedynie jako smutny, lecz niezbędny sposób na zarabianie pieniędzy. By starczyło do 1-ego.

Nie mogę wpłynąć na przeszłość, ale mam przyszłość przed sobą. Mogę sporo zmienić, mogę się przebranżowić. To trudne, czasochłonne i wymaga poświęceń. Czy zatem warto? Na szybko zrobiłam kalkulację w głowie: jeżeli teraz mam 30 lat, a moje studia wstępne trwają dwa lata plus czteroletni program licencyjny, dodać praktykę i staże, to na swoim będę w wieku 36 lub 37 lat. Do tego czasu będę się uczyć, praktykować i płacić około 3.500-4.000 zł rocznie. Pomnożyć przez sześć lat, w sumie 21.000-24.000 złotych. Po drodze książki, podręczniki, kserówki, pisanie pracy dyplomowej, praktyka własna, która też wymaga nakładu. Stoję pod znakiem zapytania.

Rozpoczynając pracę na wymarzonym stanowisku będę w pięknym wieku średnim, podczas gdy znajomi po fachu będą już mogli poszczycić się niejednym osiągnięciem, pracą czy książką powstałą przez lata własnych obserwacji. Warto?

Coach i trener rozwoju osobistego, Michał Pasterski zachęca by to zrobić, w myśl zasady, że nigdy nie jest za późno. Nawet jeśli mielibyśmy rozpocząć ukochaną pracę w wieku 40 lat, to czy nie warto dla tych 20-30 lat, które zostały do emerytury? Nigdy nie jest za późno, by zacząć się realizować i spełniać marzenia. Niech za przykład posłużą tu Uniwersytety Trzeciego Wieku, które cieszą się popularnością wśród ludzi młodych duchem, choć nie metryką. W którymś momencie w końcu musimy spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że nikt nie ofiaruje nam szczęścia, satysfakcji i spełnienia, wszystko jest tylko w naszych rękach.

A co jeżeli zmiana trasy przyniesie rozczarowanie? Koszty nauki nie zwrócą się, nie będę mieć klientów lub nie skończę szkoły, bo zabraknie mi pieniędzy? Co jeżeli nie będę mieć czasu na ukochane książki, kino, znajomych, albo co gorsze- nowa praca nie przyniesie oczekiwanej satysfakcji bo piękna była jedynie w marzeniach?

I tak wygram. W końcu będę bogata w doświadczenie, która odpowiednio przefiltrowane zamieni się w mądrość i radość. Bo tym jest życie przecież- doświadczaniem, empiryzmem w każdym drobnym przejawie. Kim byłby poeta, który nie doświadczył miłości? Tym samym co marzyciel nie sięgający gwiazd. A przecież właśnie dzięki marzycielom i idealistom mamy komputery, Mcbooki, żarówkę czy cyfrowy aparat. Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji, bo za pierwszym krokiem przychodzą następne i nagle jesteśmy w procesie. W wielkim procesie zmiany, życia, chwytania odległych dotąd marzeń za złoty ogon.


Zdjęcie: www.tapeta-most-drzewa-1.na-pulpit.com

W rytmie serca

Ile to już razy zrobiliśmy coś wbrew sobie, by zadowolić otoczenie lub upewnić je, że wszystko z nami w porządku? Szukamy aprobaty jak myszy tłustego sera, nie licząc się z tym, że złapiemy się w misterną pułapkę zdrady wlasnych przekonań. A gdy zdradzimy samych siebie, to nie potrafimy już ufać swoim wyborom. To rzecz taka sama jak z mało lojalnym kochankiem. Aby ufać, musimy wiedzieć, że partner jest zawsze i całkowicie lojalny. Tak samo my, sami wobec siebie musimy być uczciwi i lojalni do samego końca.

pobrane


Próbowałam to robić wielokrotnie- być kimś innym niż jestem. Tańczyć na stołach, śmiać się do rozpuku z nieśmiesznych żartów, mówić głośno, choć to dla mnie nienaturalne, udawać zaciekawienie podczas niemądrych rozmów na tematy niskich lotów. Próbowałam pić czego nie piję i jeść czego nie lubię, bo wypada w towarzystwie. Bo wypada być elastycznym, swobodnym i rozluźnionym.

I choć na zewnątrz pewnie wszystko wyglądało dobrze i poprawnie, w środku skręcałam się wewnętrznie marząc by uciec, wcisnąć pedał gazu by się stąd wydostać, by zrzucić niewygodne koronki i położyć się na łące pachnącej wilgotną glebą i patrzeć we wschodzący księżyc.

A gdyby mogło tak być naprawdę?
Wyobraź sobie, że nic nie musisz.
Że możesz być kim zechcesz. Że nareszcie zawsze i wszędzie możesz być sobą.

Nikt Cię nie krytykuje, nikt do niczego nie przymusza; czujesz wokół miłość, ciepło i tolerancję.
Czujesz sympatię ze strony otoczenia, bo jesteś. Po prostu. Tylko i aż dlatego.
Czy to nie piękne?

A teraz posłuchaj- naprawdę może tak być!
I nie zamierzam namawiać Cię do zmiany otoczenia, wykluczenia pojedynczych znajomych czy innych, podobnie absurdalnych pomysłów. Zamierzam powiedzieć, że możesz być tym kim jesteś w rzeczywistości. I że to jaki jesteś jest dobre i właściwe.

Nie chodzi o to by tkwić po uszy we własnych przywarach jak w szlamie pełnym niedoskonałości. Ale dopiero całkowicie uczciwa akceptacja tego jaki jesteś pozwoli Ci pójść dalej i dokonać takich zmian jakie uznasz za słuszne. I niech będą to zmiany, które Tobie przyniosą korzyści. Bo im bardziej dbasz o siebie, im bardziej siebie kochasz, szanujesz i akceptujesz to, kim jesteś, tym żyjesz bliżej swojego serca. Zaczynasz wyczuwać jego rytm. Zgrywasz się z nim i oddzielenie przestaje istnieć w Twoim życiu.

Myślę, że zrozumienie, iż to my mamy być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi jest kluczem do dojrzalej relacji z życiem. Bo jeśli kochasz siebie, to przyciągasz wszystko co najlepsze- stajesz się własną wizją i spełnionym, chodzącym marzeniem. W Twoim towarzystwie pojawiają się wówczas właściwi, bo serdeczni ludzie, dostajesz od życia takie lekcje jakich potrzebujesz, podobnie jak miłe niespodzianki z wiecznie brzemiennej przestrzeni.

Prawdopodobnie trudno jest być autentycznym w młodym wieku. Mamy jeszcze za mało mądrości i doświadczenia by docenić własne towarzystwo i to jak wielkim skarbem jesteśmy. Niemniej jednak możemy z tym pracować. Każdego dnia możemy ufać sobie coraz bardziej- szanować własne granice, być asertywnym, pozytywnym człowiekiem, który ma prawo iść własną, choćby krętą drogą i spełniać osobiste marzenia. Mamy prawo sprawdzać, próbować, popełniać błędy. Powiedz NIE, jeżeli czegoś nie czujesz, powiedz TAK, gdy coś do Ciebie przemawia. Całkiem niedawno uwiodły mnie słowa Krystyny Jandy, mądrej i dojrzalej kobiety, którą cenię za sposób bycia, ciężką pracę i temperament. Czyż jej słowa, nie powinny wisieć nad łóżkiem większości z nas, wiecznie potrzebujących ludzkiej aprobaty, zapominając że najistotniejsza mieści się w naszym centrum Wszechświata? W sercu…

„Dla mnie receptą jest niezmuszanie się do niczego. Ja robię to, na co mam ochotę. A na szczęście mam ochotę pracować. Ja nie spotykam się z ludźmi, z którymi nie chcę się spotkać. Nie czytam książek, które mnie nudzą, nie oglądam filmów… Od pewnego momentu uznałam, że nic nie muszę ani nie powinnam nawet. Takie słowo „powinnam” też wykreśliłam.”

Cudownego dnia Kochani! Mnóstwa akceptacji, miłości i zrozumienia dla siebie samych 🙂


Zdjęcie: www.wellness-workshop.com

Bądź swoim mędrcem

4590057-list-milosny-900-602

Trudno jest nam czasem przyjmować rady od bliższych czy dalszych znajomych. Niekiedy jesteśmy zbyt dumni nawet na to, by potraktować poważnie dobre pomysły własnych mentorów. Dlaczego więc samemu sobie nie poradzić?


Jesteś swoim jedynym mistrzem.
Któż inny miałby nim być?
Budda

Jako, że jesteśmy jednostką kompletną, zdolną do posługiwania się w mądry sposób inteligencją umysłową i emocjonalną, mamy prawo i możliwość być swym własnym mędrcem i mistrzem. Jak to zrobić?

Po pierwsze, wsłuchaj się w siebie.
Po drugie, napisz do siebie list.

Tak. Do siebie samego. W książce traktującej o samorozwoju znalazłam motywujące narzędzie służące do rozwinięcia chęci, by spełniać się w chwili obecnej. Narzędzie polega na podróży w czasie. Konkretniej- do przyszłości.

Wyobraź sobie, że jesteś 80-latkiem i zobacz siebie tak szczegółowo, jak tylko potrafisz. Odpowiedz na pytania, najlepiej w formie pisemnej: jaki jesteś? Co robisz w życiu? Co robiłeś do tej pory? Jak przeżyłeś życie zbliżając się do jego kresu? Co robiłeś w wieku lat 40-stu a co w wieku 50 lat? Opisz to ze szczegółami- gdzie mieszkasz, z kim, jak potoczyło się Twoje życie zawodowe i miłosne, czy podróżowałeś, czy spełniałeś swoje marzenia? Wyobraź to sobie dokładnie i poczuj się tym, kogo właśnie sobie wyobrażasz.

A teraz napisz do siebie list jako 80-letnia osoba. Przestrzeż się przed niektórymi rzeczami, udziel sobie najlepszych rad, zobacz swoje błędy które mógłbyś popełnić i daj sobie wskazówki jak pójść właściwą drogą.

Zabawne? Głupie? Zapewniam Cię, że nie, jeśli będziesz wobec siebie szczery. Stwórz siebie takiego jakim chciałbyś być w wieku 80 lat i zobacz drogę, która zaprowadzi Cię do celu. Poradź sobie, które pasje warto rozwijać, co jest ostatecznie ważne i gdzie warto inwestować energię. Nikt nie zna nas lepiej niż my sami- włącznie ze słabościami, zaletami i tysiącem subtelnych właściwości, które składają się na naszą osobę. Szczere porady pomogą Ci wyznaczyć priorytety i cele a także wskażą popełniane błędy i nakierują na właściwy tor. Żeby wiedzieć jak dość co celu, trzeba go znać. Zobaczyć cel, przeżyć go, utożsamić się z nim. Kiedy już to zrobisz, dopiero wtedy zajmij się drogą.


 

Zdjęcie: m.dziennik.pl

Multitasking czyli mit efektywnej wielozadaniowości

????????????????????????????????????????

Świat oszalał! Nie dość że pędzi nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd, to każe nam w dodatku wejść do tej pełnoobrotowej maszyny nie licząc się z naszym samopoczuciem czy chęciami. Dziś nie wystarczy robić dobrze jednej, dwóch a nawet trzech rzeczy. Trzeba umieć wykonywać sto czynności naraz a jednocześnie deklarować „chęć podjęcia nowych wyzwań”.


W porządku, rozumiem że wraz z rozwojem technologi i z nieustającym pędem życia przybywa nam zadań, ale czy faktycznie mamy dźwigać brzemię pędu na własnych barkach kosztem zdrowia psychicznego i mentalnego wyczerpania? Uważam i wiem z własnego doświadczenia, że wykonując dziesięć czynności naraz nie zrobię żadnej do końca, a jeżeli zrobię, to po łebkach i byle jak. Rezultat? Brak efektywności. Brak skuteczności. Stres. Frustracja. 

I choćbym była nie wiadomo jak dobrze zorganizowana i działała wobec określonego planu podzielonego na priorytety, nigdy nie osiągnę 100%-owej skuteczności bo wielozadaniowość jest po prostu jednym wielkim mitem, który każe wymagać robienia rzeczy ponad siły. Jakże powszechne w korporacjach jest przekonanie, że dobry pracownik, to pracownik zarzynający się by firma rosła w siłę.

Okres ostatnich dwóch lat był czasem kiedy często chodziłam na rozmowy rekrutacyjne. Oczywiście odpowiednio przygotowana. Na każdej z nich mówiłam HR-owcom że jestem człowiekiem stworzonym do wielozadaniowości, potrafię ogarnąć mnóstwo rzeczy a poza tym nie lubię nudzić. Czy kłamałam? Oczywiście że tak! Chciałam dostać pracę. I wiecie co? z 10 rozmów o pracę usłyszałam TAK od 7 firm. I bynajmniej nie ze względu na piękne loki czy duże usta. Mówiłam to co chcieli usłyszeć.

social-media-multi-tasking

Nie bez kozery, odpowiadając na potrzeby sfrustrowanych osób, nie potrafiących radzić sobie w teraźniejszości tak wspaniale rozwija się technika uważności zwana Mindfulness. Ona jakby w przeciwieństwie do pędzących Korporasów uświadamia: Stop! Zatrzymaj się. Spójrz. Poczuj. Przeżyj to. Najwięksi nauczyciele Mindfulness przekonują, że multitasking prowadzi do coraz gorszej efektywności w pracy i w życiu bo wyczerpuje na wielu płaszczyznach- stresuje, nie pozwala odpocząć umysłowi a jednocześnie napełnia stałym poczuciem winy, że coś jest wciąż niedokończone. W efekcie nigdy w pełni nie oddajemy się pracy i nigdy w pełni nie wypoczywamy. Mózg w pierwszej jak i w drugiej sytuacji jest nastawiony na zadania i nieprzerwanie myśli. Zamartwianie się to też praca.

Wielu ludzi jest dziś nieszczęśliwych z powodu braku uważności w codziennym życiu, bo bez niej nie widzą piękna w drobnostkach i nie przeżywają świata dokładnie takiego jaki jest. Już dawno przestaliśmy czuć smak zwykłej herbaty i cieszyć się promieniami słońca na wychłodzonej buzi. Myślimy za dużo, planujemy, rozwiązujemy problemy, nawet te które jeszcze nie nadeszły. Traktujemy życie wielozadaniowo przez co tracimy wrażliwość na detale. Widzimy wszystko, lecz nie doświadczamy niczego w pełni. Takie to życie… po łebkach. 

Jak wydostać się z pułapki? Możesz rzucić pracę w korpo. Ale ok. Bez radykalizmów. I bez koktajli Mołotowa proszę. Zacznij od małych rzeczy. Kiedy pracujesz w domu, wyłącz Facebooka i pocztę, Linkedin, Twittera i wszystkie inne rozpraszacze. Wycisz telefon i zamknij drzwi. Skup się tylko na tym co w danej chwili ma dla Ciebie priorytetowe znaczenie. Tak mało a tak wiele. Poświęcając czas i uwagę jedynie tej jednej rzeczy doprowadzisz ją do finału. Jeżeli natomiast zadanie jest długie i skomplikowane podziel je na etapy i załóż w którym momencie etap się skończy, tak byś miał poczucie, że jedna część zadania jest za Tobą, a do kolejnej wrócisz jutro. Tym sposobem wykonasz pracę dobrze i Ty sam będziesz zadowolony.
Zacznij od małych kroków. Pamiętaj, że Twój dom nie musi być korpo.


Zdjęcia:
1.)pinetribe.com
2.)amandakrill.com

Mapa Marzeń

passionate

Mapa marzeń, czy inaczej Mapa Celów, ma ułatwić drogę z punktu A do punktu B. Czyli od pomysłu, do realizacji marzenia. Jest wspaniałym i skutecznym motywatorem, zwłaszcza w sytuacji, gdy nasze mentalne silniki zaleje fala autocenzury lub zwątpienia.


Na pomysł stworzenia Mapy wpadłam kilka tygodni temu, gdy postanowiłam przybić na ścianę ukochany obraz- drogocenny prezent na 29-te urodziny. Ów dzieło sztuki dotychczas mieszkało na krawędzi biurka oparte o centralną ścianę w pokoju. Z racji przeniesienia go na właściwe miejsce, nieznośna pustka nad biurkiem wołała o zamiennik, po czym nastąpił myślowy okrzyk „eureka! tablica korkowa!”

Tablica korkowa- to takie proste. I tanie. I użyteczne.
Stwierdziłam, że skoro będzie znajdować się w miejscu w którym spędzam najwięcej czasu (biurko), będzie mnie motywować do działania. I w ten sposób chcąc nie chcąc stworzyłam sobie Mapę Marzeń – jak zwą ją terapeuci. Choć dla mnie prywatnie nosi nazwę Tablicy Inspiracji.

Aby Tablica mogła spełniać pierwotne zadanie, najpierw musiałam obmyślić plan. Czemu ma służyć? Jakim celom konkretnie? I tak oto stworzyłam priorytety:

  • motywacja
  • inspiracja
  • rozwinięcie wiary w swoje możliwości
  • rozweselanie
  • ukierunkowanie się na cel
  • zorientowanie na proces

W książkach psychologicznych i na stronach internetowych są najróżniejsze wzorce Map Marzeń, które umożliwią Wam stworzenie ich wiernej kopii lub – jeśli wolicie- zaangażujecie się bardziej twórczo w stworzenie ich przy pomocy rysunku lub techniki kolażu. Mapy zazwyczaj poruszają wiele sfer: od miłości, przez pracę na pieniądzach kończąc. Tablica Inspiracji w przeciwieństwie do szerokiego zakresu w Mapie Marzeń, skupia się wyłącznie na jednym elemencie i najważniejszym celu; ma pomóc mi zakasać rękawy bym zaczęła realizować się w tym, co jest moją pasją od dziecka. Już samo działanie służące zrealizowaniu marzenia to cel sam w sobie. Każdy ruch mentalny jest rozwojem, doświadczeniem i otwieraniem się na możliwości Wszechświata. Im więcej się czemuś poświęcamy, tym bardziej przybliżamy się ku spełnieniu.

mapa ma

Co konkretnie zawiera moja Tablica Inspiracji?:

  • najważniejsze komplementy spisane na kartce i wybrane z przekroju życia, na temat tego co robię i moich umiejętności (pomagają zwłaszcza w dni, kiedy nękają mnie osobiste wątpliwości). Komplementy są przypięte w miejscu blisko oczu i łatwo zauważalne.
  • motywujące cytaty, które popychają do przodu i są perłą mądrości i doświadczenia wielkich ludzi. Królują: Mark Twain, Shakti Gawain i Henry David Thoreau.
  • zdjęcia sławnych osób, które osiągnęły sukces w dziedzinie, którą się interesuję.
  • kilka zabawnych obrazków, które wywołują uśmiech, w momencie, gdy moja praca staje się zbyt poważna. Śmiech bywa twórczy- rozluźniamy się a wówczas pomysły wpadają do głowy bezwysiłkowo.

Jestem wzrokowcem, stąd na tablicy tyle kolorów, zdjęć, obrazków i wszystkiego co przykuje uwagę. Stwórz ją sobie na podstawie własnych preferencji. Jeżeli chcesz popracować nad kilkoma obszarami w życiu, potrzebna Ci życiowa równowaga, to faktycznie Mapa Marzeń może być lepszym rozwiązaniem. Jeśli jednak chcesz zapalić silniki konkretnego życiowego aspektu czy marzenia, Tablica Inspiracji będzie wystarczająca. Stwórz ją tak, byś ją pokochał i chciał patrzeć na nią każdego ranka. Jeśli lubisz spokój i porządek, niech będzie w jednolitych barwach; jeśli przemawiają do Ciebie słowa, umieszczaj inspiracje w pisanej formie. Wszystko jest dozwolone bo liczy się efekt końcowy: radosne i pełne wyzwań działanie.

Zdjęcia:
1.) pasterka.blogspot.com
2.) jonssimplelife.blogspot.com

Prokrastynacja- gdzie gubisz swój czas?

TV Nayyar 104902

W najnowszym odcinku Big Bang Theory, paczka przyjaciół nerdów postanawia, że zrobi sobie tzw. scientific retreat, czyli weekend z nauką. W tym celu wysyłają dziewczyny do Vegas, a sami spotykają się w mieszkaniu jednego z nich by wymyślić przełomowy wynalazek. Spisują więc początkowo na kartce mniej lub bardziej błyskotliwe pomysły a potem… płynnie przechodzą do oglądania filmów z lat 80., wyszukują w internecie tańczące pingwiny lub śledzą co ciekawego oferuje Amazon.


Prokrastynacja- inaczej zwlekanie, przekładanie i opóźnianie zrobienia tego co dawno powinniśmy byli zrobić. Cecha ta jest widoczna u ludzi młodych- obecnych 20 i 30-latków. Powoduje ją przytłaczająca ilość wrażeń, bombardująca nas przez środki masowego przekazu, w rezultacie czego stajemy się konsumentami szumu informacyjnego. Widzimy i słyszymy, ale nie wyciągamy z tego żadnych wniosków. Wiadomości jest za dużo, a te ważniejsze nie mają siły przebicia między plotkami o celebrytach a nowinkami ze świata technologii. Poza tym trudno dziś oddzielić fakty od opinii.

bbth

Prokrastynacja jest także charakterystyczna dla ludzi leniwych, hedonistów lub niezmotywowanych, którym umyka cel własnej pracy. Nasi rodzice nie mieli tylu narzędzi do rozrywki. Żyli prosto i według tradycyjnych schematów a przy tym codzienność nie była kolorowa jak dziś. Ich problemem była niedostępność środków, w przeciwieństwie do aktualnego nadmiaru jaki mamy na wyciągnięcie ręki. Żyjemy w czasach możliwości a zachcianki są by je natychmiastowo realizować. Jesteśmy niecierpliwi i pragniemy szybkich efektów. Tymczasem aby coś osiągnąć, potrzebujemy lat. By móc utrzymać się na elastycznym rynku, musimy posiadać otwarty umysł, chęci do zmian, otwartość, odrobinę zdeterminowania i przede wszystkim solidną wytrwałość. Nie wierząc w owoce nauki czy osobistego poświęcenia, bardzo łatwo jest ulec pokusie wymówek, by odłożyć nudne lub trudne zajęcie na później. Wszak okna w sypialni powinny zostać umyte NATYCHMIAST a wszystko inne poczeka.

Na co zwykle marnotrawimy swój cenny czas?

Po pierwsze i co proste do przewidzenia- na internet (głównie Facebook, Youtube, Twitter, Google+, Allegro, portale muzyczne i filmowe).

Po drugie– na gry (RPG, konsole, gry na komórkach, gry on-line a nawet jakże znów popularne planszówki)

Po trzecie– na filmy, książki, komiksy (podpisuję się tu obiema rękoma). Zaawansowani prokrastynaci potrafią nawet jednej nocy przeczytać grubą książkę, lub obejrzeć cały sezon ulubionego serialu!

Po czwarte (i nareszcie zaczynamy się fizycznie ruszać)- na niepotrzebne zakupy, sport, siłownię, sprzątanie mieszkania (nie żartowałam z tymi oknami).

I po piąte– wszystko inne, wszystko co tylko wy sami jesteście w stanie wymyślić, by uniknąć robienia tego, co niewygodne lub dalekie od zabawy.

I dlatego tak ważne jest by robić to, co kochamy. Oczywiście nie unikniemy nauki i poświęceń na drodze do upragnionego celu, ale mając przed sobą wytyczoną drogę z kierunkowskazami, niwelujemy okazje do umysłowego rozproszenia. Koncentracja przybliża do celu, bo skraca czas nauki. I pamiętaj, „…znajdź w sobie pasję, potem zacznij na niej zarabiać i już nigdy nie będziesz musiał pracować”. (cytat ze strony: http://www.michalpasterski.pl).

Zdjęcia:
1.) http://www.tvandfilmreview.com
2.) http://www.bigbangtheory.wikia.com